Archive for Sierpień, 2013

  • tylko dziś

    kilka dni temu na moim blogu Ktoś zostawił cytat:

    „Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne… Tylko dziś jest twoje” Jan Paweł II

    w jednej chwili przyszła mi do głowy scena z filmu Ogród Luizy. film obejrzałam w jeden weekend siedem razy.. kilka lat temu, gdy mieszkałam sama i mogłam poświęcać czas jedynie sobie.. cieszę się, że tamten spożytkowałam akurat tak.
    niezwykły film. niezwykłe dialogi. lubię ten…
    „-Fabio, dlaczego ludzie nie rozumieją tego co ja mówię?
    -nie wiem. bo się spieszą, czasu nie mają. są krótko i na temat.
    – wiesz, kiedy byłam jeszcze zdrowa, chodziliśmy do McDonalda i pomyślałam sobie, że rozmowy ludzi to jest właśnie taki McDonalds. żeby szybko podać i za długo nie stać w kolejce.
    -dokładnie. ludzie myślą, że się najedli a zeżarli jakieś gówno. myślą, że pogadali a pieprzyli głupoty”
    i ten gdzie Luiza pyta..
    „- Czy to co powiedziałeś tam w lesie? że mnie kochasz, to prawda?
    – A jak myślisz? to po co ja te kwiatki woże? po co ja te kwiatki sadzę..?”

    i ten właściwy dialog, idealnie pasujący do cytatu..

  • kids were here…

    w ameryce powstał piękny projekt. nazywa się „kids were here”. co miesiąc publikowane są zdjęcia ze śladami dzieci.
    przewodzi mu cytat..

    „W tej chwili można bardzo łatwo popaść w frustrację z powodu bałaganu, który jest rezultatem życia z dziećmi. Ten zestaw (zdjęć) przypomina mi, jak szybko to wszystko minie. Przyjdzie dzień gdy zabawki wylądują w skrzynkach i nikt nie będzie się nimi bawił. Będę tęsknić za tym. Uświadamiam sobie aby zwolnić. Nie stresować się tym. Moje szczęście nie zależy od tego, że wszystko jest na swoim miejscu, a dom jest czysty i uporządkowany. 
    Pewnego dnia będziemy mieć wspaniałe wspomnienia. Dowody zapisane w naszych sercach i umysłach naszych dzieci. Fotografie, które przeniosą nas z powrotem do tych samych dni, kiedy nasze dzieci były tutaj.”- Jude Wood

    jestem zwyczajną mamą.. tą, która mówi „no chodź dziecko”, gdy Ona celebruje każdy stopień na klatce schodowej. koniecznie musi trzymać się poręczy. trzymam więc Ją za drugą rękę, a w tej „wolnej” mam trzy torby, kaczkę na patyku i śmieci po drodze wzięłam. odpadają mi więc z przeciążenia. w torbie stygnie obiad co Tacie na budowę wieziemy. On tam czeka głodny a my jak ślimaki schodzimy na dół. jestem poddenerwowana, pod nosem coś psiocze i poganiam to dziecko. i zawsze, ale to zawsze, jak już dojadę na miejsce, Oni obiad (jeszcze ciepły) zjedzą, to dopadają mnie wyrzuty sumienia. że taka jestem wiecznie w biegu. a to przecież normalne, że Ona chce nowe trudności pokonywać, że to wyzwanie, a na końcu osiągnięcie celu.
    bo czy coś się stanie jak dwie minuty później zajedziemy..? każdego dnia uczę się więc cierpliwości, zrozumienia Jej świata.
    bo przecież każdego dnia Ona poznaje mój..
    projekt ten dał mi niezwykle wiele do myślenia. zatrzymywałam się na każdym zdjęciu, jak nad wielkim dziełem sztuki.
    i kiedy położyłam się wieczorem, po zbieraniu zabawek z podłogi, wyciąganiu klocków z brodzika, układaniu kocy, co dzięki nim dom pod stołem istnieje, zbieraniu kredek… to tak mnie naszło..
    że przecież przyjdą takie dni…cisza nastanie wielka. w każdym kącie. 
    nikt pod szafę nie wejdzie, piachu po domu z butów nie naniesie, kosmetyków na ścianach i lustrach nie rozmaże.
    w basenie ogrodowym liście jedynie pływać będą. pod płotem dwa duże rowery równo ustawione będą stać. w lodówce zabraknie pięciu rozpoczętych serków, nadgryzionych owoców po stołach..
    cisza się zrobi taka. i czas będzie na kawę. przed południem i po.. na lampkę wina wieczorem.
    i ten czas zapewne błogi taki nastanie. odpoczniemy. nie tyle od dzieci, co od zgiełku. tego biegu. hałasu, szumu..
    od obowiązków. nocy nieprzespanych. sporów rozstrzyganych.
    w kominku wieczorem się napali. Ja poczytam książkę, On przejrzy prasę motocyklową. a późno wieczór cicho zgasimy światło.
    i te dwa pokoiki na poddaszu puste będą stać.
    nie wejdę zerknąć czy przykryte, czy okna nie uchylić..
    rankiem usiądę przy stole kuchennym, zaparzę kawy, jajecznicę usmażę. rozłożę wyborczą.
    jednak kiedy wstanę zbyt szybko do telefonu, coś w kolanach strzyknie, za kręgosłup się złapię. 
    a w tym telefonie dziecko moje.. mówi, że wieczorem będzie. ze znajomymi ze szkoły.
    odłożę gazetę. kawę jednym duszkiem dopiję. zrobię listę zakupów by na kolację więcej naszykować. 
    pościel świeżą dla gości ubiorę. i wróci mi sens. cel. szybciej zacznę na nowo żyć.
    bo ja się ze soba nie nudzę. o nie. 
    ale kiedy pojawia się dziecko, to ten obraz zostawionego kalosza na ogrodzie nadaje naszemu życiu sens.
    w ten wieczór cichy, w tym domu pustym wspomnę każdy Jej stopień tak misternie pokonywany.. i wtedy spieszyć mi się już niestety nie będzie.. więc uczę się nie spieszyć dla Niej dziś.

     

    zebrałam więc kilka swoich zdjęć, które można zatytułować „dzieci tu były”..
    projekt ten prowadzony w Polsce można zobaczyć tutaj.

    Kolaże95 codz1 Kolaże189 Kolaże305 Kolaże91 Kolaże770 Kolaże466 zima 10 8 Kolaże347