Wszystkie posty dodane przez julia

  • kreatywnie


    Miałam dziś dodać posta pisanego. Nawet nie wiedziałam który temat, bo myślałam o samorozwoju człowieka do którego musi dojść sam i o Wigilii z tamtego roku, bo było extra a nie napisałam jeszcze… A tu zaraz kolejna za pasem..
    Ale tak mnie zmogło grypsko, że nie umiem zebrać myśli. Robię rzeczy takie co nie wymagają ode mnie pomysłu i  myślenia. Odpisuje na maile, zamykamy książkę, a  co za tym idzie, zamawiam do Niej ilustracje i coś co zawsze dokładam do książki.
    Łeb mi chce rozerwać i nos i gardło.. A ja mam tyle rzeczy w tym tygodniu do ogarnięcia.. AAAAA!!!!!
    Idź sobie grypo! A sio!
    No to zostawiam Wam np takie zdjęcia. 
    Bo często pytacie mnie „jak żyć na wsi”? 
    A wsie są różne. Mogą być bez ani jednego sklepu i zaledwie z kilkoma domami.
    A mogą być jak nasza, gdzie nawet taki ładny sklepik się znajdzie.
    A on jest jak sklep u ani z Zielonego Wzgórza. Wszystko. I słodycz i herbatka i ciuszek i guma do majtek.
    A właścicielka z dużym talentem i sama szyje, robi z włóczki. I tak wspaniale się z Nią rozmawia..
    Pełna pasji i chęci.
    Kiedyś namówiłam Ją na sklep internetowy, bo taki potencjał ma, a wieś to zawsze wieś i ludzi niezbyt dużo, albo różnie z tą potrzebą estetyczną jest.
    Na razie dopiero ruszają ze sklepem, ale mają instagram i fb
    A jakie mają herbaty..
    Kiedyś pytaliście mnie na instagramie o kilka ciuchów z lnu, no to stamtąd mam.

    No ja nie mogę stamtąd wyjść nigdy. Oglądam wszystko po sto razy.
    I ciuszek z lnu i bielizna. I zabawki i torebka. I miód i czapeczka…
    Ale to z tych zdjęć to kropla w morzu tego co tam jest pięknego..
    No a czy te kotki z papieru na cukierki czy nie są fantastyczne?
    A właścicielka większość sama robi…

    Blogerzy z Warszawy pokazują najnowsze restauracje ze stolicy, a ja Wam pokazuje sklepiki na wsi.
    I co? Zawsze mówiłam, że każdy w sieci znajdzie dla siebie miejsce, trzeba tylko kochać to co się robi.. 

     

  • „koszyk”

    Lada dzień idzie do druku moja druga książka dla dzieci.
    Prawda jest taka, i każdy Kto czytał „liść” o tym wie, że pisząc dla dzieci, chcę też dać coś dorosłym.
    Czasami, albo najczęściej, bywa, że przez najprostsze prawdy uświadamiamy sobie jak można dobrze żyć.
    Książka jest historią koszyka, który powstaje w roku 1918 i Jego wybranych przeżyć przez sto lat.
    Jest wojna, czasy PRL, zima stulecia…

    Dopiero w połowie książki uświadomiłam sobie, że przecież mamy 100 lat niepodległości i to może być również ukłon w tę stronę. Ale był zupełnie przez przypadek.
    Do tej książki mam również nową ilustratorkę Małgosię Gibas – Gradman znaną jako Las i Niebo.
    Wstępny okładkowy opis książki brzmi tak…

    „Każdy dorosły, gdyby mógł wybrać świat dla swojego dziecka, widziałby prostą ukwieconą drogę. Świat bez wojny, biedy i głodu. Bez potknięć i błędnych wyborów.

    Niestety ten w którym żyjemy, często bywa zupełnie inny.
    Rozmowa z dzieckiem o smutku, trwodze i ludzkiej niedoli, jest moim zdaniem nieodłącznym elementem wprowadzania go w dorosłe życie.
    Świadomość i próba zrozumienia ciemnych barw naszej egzystencji pozwala na budowanie w nim empatii, większego zachwytu tym co dobre i  wydawać by się mogło – zwykłe.”

    Muszę napisać Wam coś jeszcze…. Książka kończy się Bożym Narodzeniem w roku 2018.

    Zostawiam Wam kilka wybranych ilustracji, które tworzą „koszyk”. (bardzo trudno wybrać, chciałam pokazać Wam wszystkie 🙂 )
    Premiera 27.11.2018. Możliwe, że nastąpi „przedsprzedaż”.
    Również wtedy będzie dostępny „Liść”, którego nakład skończył się o wiele szybciej niż przewidywałam.
    A to jest najlepsza ocena dla piszącego. Dziękuję.

  • bombera w krate


    Ostatnio szłam w tym deszczu. Zawierucha taka. Podcinało ten deszcz tak, że leciał jakby z boku a nie z góry. I wcale nie było mi źle. Tak nas to lato rozpieściło, było tak gorące i długie..
    Pomyślałam wtedy – jak dobrze, że żyjemy w kraju, który ma 4 pory roku. Jakie to wielkie bogactwo. Bo czy Ktoś w kraju wiecznego upału i spiekoty wie jakie to uczucie zmoknąć jak kura, zmarznąć trochę, a potem w domu przebrać się w suchy, wygodny dres i napić się herbaty z miodem i cytryną…
    Pod ciepły koc wejść z dziećmi. Za oknami wiatr targa wierzchołkami drzew, nosi liście po świecie. Piękne, różnorakie, kolorowe. Złota jesień. To słowo ma w sobie coś z magicznego świata na jakim przyszło nam żyć. I tak spacerując do Babci przez pola i niosąc Jej książkę do poczytania (Babcia Lucynka jest genialnym czytaczem) wzięliśmy ze sobą aparat.

    _____________________________________

    Benia ubranka to nasze ulubione Pan Pantaloni.
    Te wełniane getry i joggersy bawełniane są wspaniałe. Ciepłe, wygodne (to dla mnie priorytet, nie ubieram Beniowi jeansów z guzikami i suwakami). Na śnieg pod spodnie, na jesień, zimę do przedszkola. Po domu. No bomba!!
    Czapka, rewelacyjnie przylegająca, zakrywająca uszka, lekka, wygodna. Delikatnie wiązana. Super!
    Bluza milutka, lekka, wygodna. Z różnymi kolorami.
    I kurtka bombera super ciepła, wygodna. Dobrze skrojona.
    Dla mnie nie ma wygodniejszych ciuchów dla dziecka niż Pan Pantaloni.
    I do tego fakt, że dziwnym sposobem te ubrania są na lata. Ja nie wiem czy one rosną razem z dzieckiem czy jaki diabeł, ale tak się dzieje.
    Ja mam dla Was na hasło JULIA darmową wysyłkę przez tydzień.
    A do końca października – 20% na wszystkie spodenki. Joggersy, getry i pantalonki.