Archive for Kwiecień, 2013

  • Anne of Green Gables

    dziś od 8ej rano do południa rozwiesiłam dwa prania, upiekłam sernik. z trzech warstw. ugotowałam rosół. odpisałam na tabun maili. powyglądałam z Antoniną przez okno na kałuże i wystające z rynien gołebie ogony.
    ale od tego właśnie zabieganego rana, marzy mi się jedna rzecz.. taką mam dziś nieopisaną tęsknotę do Ani. Ani z Zielonego Wzgórza. Już od paru lat oglądam całą serię dwa razy do roku. Znam na pamięć każde słowo, dialog, scenę.
    to lekarstwo na zły dzień i na dobry też nie zaszkodzi.
    to takie odcięcie się od rzeczywistości. zapominam wtedy na chwilę o całym świecie. i za każdym razem przeżywam tak samo, tak samo płaczę i zachwyca tak samo duma Ani wiszącej na moście..
    ale najbardziej, tak najbardziej ze wszystkiego kocham sceny z Mateuszem. Jego spokój, wzrok, ta małomówność.. 
    oglądam ja. moja siostra. dzieci mojej siostry. moja Mama. i mój Tato też zawsze się przysiądzie.
    i już jestem przyzwyczajona do sms-ów od wszystkich znajomych „Ania na Polsacie”, „Jula, Ania na 2 leci”..
    a już najpiękniejsze co mogło mi się zdarzyć to mail od pewnej czytelniczki..
    „Nie lubię się przymilać ani też narzucać obcym…ale muszę przyznać, że jesteś zdecydowanie inna, aż wyjątkowa Aniu Shirley” 
    być nazwana Anią! Anią Shirley?!

    jeden z ulubionych moich fragmentów jest w minucie 6:45.
    -nie podoba Ci się?
    -czy mi się podoba? jest bardziej wyjątkowa niż jakakolwiek sukienka jaką mogłabym sobie wyobrazić.
    -bufiaste rękawy.
    – najbardziej bufiaste na świecie. Jak na mężczyznę masz doskonały gust Mateuszu.
    i ta muzyka. i już rycze znowu jak oglądam ten fragment. no jak wariatka jestem.

    http://www.youtube.com/watch?v=vqi5SF4Y2P0

  • skąd ja Was mam…?

    dziś będą zdjęcia. i miały być tylko zdjęcia, gdyż pracuję nad nowym projektem, który zabiera mi mnóstwo czasu i mojej uwagi, ale o tym kiedy już zapnę go na ten ostatni guzik. dlatego może mnie być teraz ciutkę mniej..
    ostatni post… miał być o ratownikach. o Ich sercach, zaangażowaniu. 
    miało być o samotnej starości. bo starość nie zawsze musi być straszna i nieporadna. ale samotna starość zawsze…
    i jakoś pisząc, zupełnie zapomniałam, że ja piszę o sobie. 
    a tu tyle Waszych komantarzy, drugie tyle maili i trzecie sms-ów… no dziękuję Wam. dziękuje jak cholera jasna!!
    bo z Wami chorowac się nie da! zmarłego byście z grobu obudzili.
    brak mi jest słów, choć tyle bym chciała.. tyle Waszego pocieszenia, podnoszenia na duchu, opisów Waszych chorób, numerów do specjalistów, i Wy lekarze, Wasi mężowie, i jedna z Was robi tomografy, tu za płotem.. i z tej radości mi sms-a w nocy wysłała, bo siostra do Niej zadzwoniła ze słowami „Julia jest chora, tomograf potrzebuje”. a ja nigdy dziewczyn na oczy nie widziałam jeszcze.
    i Patrycja. a Ona też tu za rogiem. kilka ulic dalej. a blog nas zapoznał.
    i mi pisze, że gdybym tylko chciała to Ona zawsze chętnie Tosie weźmie, pomoże.. i że włos z głowy Tosi nie spadnie…
    i ja to wiem, że byłoby Jej tam najlepiej na świecie.. bo Patrycja kiedy jedziemy z dziećmi na zajęcia muzyczne pamięta o wszystkim. i świeżutki, pachnący chleb mi weźmie bo domowej roboty, zdrowy… a ja ledwo pamiętam o trampkach dla swojego dziecka..
    rozłożyliście mnie na łopatki. jestem pokonana. przez Wasze zainteresowanie moim zdrowiem.
    nosz cholera… miałabym ochotę teraz tutaj tak siarczyście zakląć. bo te słowa „pięknie, niewyobrażalnie” itp… są za małe..i za ckliwe. a ja bym tak chciała! no tak, że…
    otóż.. bóle głowy ustąpiły. rezonans z kontrastem będę mieć w najbliższych dniach. ale już jestem spokojniejsza. już lżej.
    i ja się z postem spóźniam, a Wy mi piszecie czy wszystko ok i gdzie ja jestem i czy dobrze…?
    dobrze. z Wami najlepiej. ukłony do stóp za każde Wasze słowo, zdanie, myśl. wybaczcie tylko proszę, że nie zdążyłam każdemu odpisać.
    skąd ja Was mam to naprawdę nie wiem…

    Kolaże523 Kolaże529 bańki Kolaże527 Kolaże526 Kolaże479 Kolaże478 Kolaże627 Kolaże628 Kolaże481 Kolaże480 Kolaże470 Kolaże466 Kolaże464 Kolaże214 Kolaże217 Kolaże216 Kolaże213 Kolaże454 Kolaże477Kolaże474 Kolaże524

    1. idzie lato… choć truskawy jeszcze sztuczne tak nie mogę się powstrzymać przed koktajlem z truchami i bananem..
    2. miauuuu na fali jest zawsze. i kartki Wielkanocne. bo już na Boże Narodzenie mało kto wysyła pocztą, a na Wielkanoc to już nikt.. a ja mam Karolę co Ona sama zawsze katkę piękną zrobi, do koperty wsadzi, znaczek przyklei, choć widzimy się co drugi dzień… i od Patrycji. tej Patrycji co mi tu za rogiem..  cudowna dziewczyna. a na kartce Jej synek. tak, tak, już Ich ożeniłyśmy..
    3. bańki rulezzzz!
    4 i 5. domek myszy i mysz. domek może stać, można powiesić. u nas oprócz myszy mieszka cała gromada, kto się tylko przez drzwi zmieści. Tosia uwielbia. kupione tutaj.
    6 i 7. Przy rozwieszaniu prania Tosia jest pierwszym pomocnikiem. Ja wieszam a Ona ściąga i do szafek mokre roznosi..
    8. nutella. są takie dni, że nutella jest koniecznością.
    9. jestem maniaczką pięknych opakowań. we wszystkim. w oliwie z oliwek też.
    10 i 11. łoś. renifer czy jak kto zwał. jest wielki szał na skandynawskie wnętrza. i ja też przepadłam w nich. a ten zwierz jest pierwszą od niepamiętnych czasów rzeczą, gdzie nie mogę uwierzyć w cenę. zdecydowanie ją przerasta. a tam materiał świetny, wykonanie porządne, wielka ta głowa.. cena jest za mała. aż niemożliwe na dzisiejsze czasy. kupić można tutaj.
    12,13,14.  jest szał malowania. polecam każdemu papier i stelaż drewniany na rolkę z ikea.
    15,16,17,18.  Impresja. W Zabrzu nie ma gdzie wyjść, gdzie zjeść. Jest czarna dziura. Ale na szczęście jest Impresja. 
    19. Tosia na zajęciach muzycznych jest zajęta sobą.
    20. kran do cytryny.
    21. jakby Ktoś pytał czy vilac jest wytrzymały..
    22. zielone jabłuszko. koszyk na owoce Scandi Loft.

  • jestem matką.

    jestem matką. matką mojego dziecka.
    jestem żoną. żoną mojego męża.
    córką moich rodziców.
    siostrą mojej siostry.
    przyjacielem moich przyjaciół.
    i wydawać by się mogło, że jestem choć trochę, czasami potrzebna.
    i że nawet dla kraju coś znaczę.
    bo dziecko urodziłam, a dwójkę urodzić jeszcze chcę.
    podatki, składki i zdrowotne odprowadzam.
    mężowi co zatrudnia ludzi i za nich też odprowadza, codziennie ciepły obiad gotuję..
    wydawało mi się. naiwnie.
    lekarz rodzinny. skierowania. neurolog. tomograf. tomograf? najbliższy termin za 10 miesięcy.
    -ale wie Pani, gdybym była sama to mogłabym się położyć i czekać cierpiąc, ale ja mam małe dziecko.
    Ono potrzebuje mnie każdego dnia. a i nocą także. a ja nie jestem w stanie się do Niej schylić, na ręce wziąć.
    ściany z bólu gryzę. cierpliwości do Niej nie mam. a mieć chcę. ketonal? nie. nie działa.

    przyjaciółka z Krakowa. na złamanie karku, bo ja sama przy dziecku nie daję rady.
    ratownicy medyczni pukają do drzwi jak wybawienie.
    dziecko ryczy w niebo głosy, bo Panowie na czerwono i z odblaskami. puszczają do Niej oko. jest lepiej.
    ciśnienie. jak młody bóg. cukier. w normie. tętno. duże.
    -mów do Niej Jarek, bo wtedy maleje.
    i Jarek wesołe historie opowiada. i lepiej mi znacznie.
    wenflon.
    -igłę najcieńszą wziąłem. nie boi się Pani nic.
    i ja się nic już nie boję.
    jedziemy przez miasto. widzę szczyty budynków. Krakusa. Stalmacha. 3go maja.
    -przepraszam, a jakie zastosowanie ma to okno w dachu?
    -bo widzi Pani, nam się raczej nie zdarza wozić tak młodych, ładnych, pachnących kobiet.
    my tu najczęściej wozimy meneli. okno się sprawdza przy upuszczaniu smrodu.

    siedzę na dyżurce. pielęgniarka z moich rodzinnych stron. na weselu nawet w mojej wsi była.
    -o tak, tak, tam ziemia znacznie tańsza, bo tutaj droga bardzo. my? my od teściów dostaliśmy. ładna taka pod lasem.
    przywieźli starszą kobietę. w kapciach. takich bamboszach ciepłych. tak jak była w domu, tak wzięli.
    leżę. sufit biały. z kasetonów. w rogu popękały. jarzeniówki walą prosto w oczy. zerkam na kroplówkę.
    sączy się powoli. patrzę jak krople wpadają do rurki, a nią prosto w moje żyły.
    zamykam oczy. po chwili słyszę rozmowy.
    -Pani ma bardzo wysoki cukier. mierzy Pani sobie w domu?
    -mierzę. ale teraz już raz dziennie, bo te listki zdrożały. tabletek? biorę 20. 10 rano i potem po pięć.
    insuliny? nie. proponowali mi, ale Pani Doktor, ja nie widzę, sama jestem. nie mam jak sobie wbić. nie umiałabym.
    a nikogo nie mam co by mi pomógł. diety? nie. nie stosuję. co mi przyniosą to jem. ja chodzić nie mogę. nikogo nie mam.
    gdzie mam się podpisać? bo ja Proszę Pani nic nie widzę. usiąść nie potrafię. tutaj? pod tą linijką? o tu? dobrze tę literkę napisałam? a tę? no jakoś mi idzie.. bo wie Pani, mi już wszystko taką trudność sprawia. przewiozą mnie? to dobrze.
    bo mnie ta noga tak boli. w domu przesuwam się po meblach na oślep. jakoś sobie radzę. choć trudno jest.
    a w tym głosie taki spokój. pogodzenie z losem. ze starością. niedołężnością. tylko tak jakby było Jej wstyd za to.
    -nic niech się nie martwi. o tak złapię i będzie dobrze. nic nie będzie bolało. koszulę już poprawię. reklmówkę tu obok położymy. o! pod pachą. już przykrywam. bambosze wziąłem.

    a potem przychodzi cisza. taka cisza jakbym słyszała te krople tłoczące się przez wenflon.
    przypominam sobie słowa mojej siostry, że mam uciekać z tego kraju.
    mnie najgorzej nie jest. ale dla tych pielęgniarek i ratowników zorganizowałabym zbiorową wywózkę w inny świat.
    młody przystojny mężczyzna przekłada starą, pomarszczoną babulinkę, jakby dwa miliony w banknotach do walizki wkładał.
    a Ona nie jest babcią Kulczyka, Wodeckiego czy minister zdrowia.
    babcia. obca. niczyja, bo nikogo nie ma. chuda taka. siwiuteńka. elokwentna przy tym zadziwiająco.
    słyszę, że nie mam wskazań do większych badań. że kroplówka wystarczy i mam iść do domu.
    lekarz nie może poddać mnie kontroli. bo jakby nie daj Boże wyszło, że nic mi nie jest, to z jakich powodów mnie zbadano?
    bo nasz kraj, mnie jako matce nie może zapewnić  badań skoro nie umieram, a jedynie chodzę na czworaka z bólu  i nie śpię kilka nocy. zwykłe bóle. taki kraj. taki fundusz. takie leczenie.
    zamyśliłam się na dłuższą chwilę, że  niestety w tym wszystkim ludzie na najniższych szczeblach NFZtu sprawiają, że w tym bólu, cierpieniu, obawach i strachu można czuć się bezpiecznie i spokojnie. że nawet samotność, bycie niczyim i starym nie ma dla nich znaczenia..
    ratownicy, dyspozytorzy, pielęgniarki, sprzątaczki, stażyści..

    -Pani pyta czy po mnie? tak. po mnie przyjedzie mąż.

    -nic nie zrobili? nie martw się kochana, pójdziemy prywatnie. jak zawsze.
    a u mnie tylko ten stukot w głowie…
    „bo wie Pani, ja sama jestem. ja nikogo nie mam..”

    bo czy kogoś na najwyższych stołkach interesuje jak umiera stary, pomarszczony, samotny człowiek…

     

    dmuch

    .