domowo


Ten tytuł wziął się z dwóch powodów.

Pierwszy to łazienka mojej siostry. Uwielbiam Jej łazienki, które są kolejnymi pokojami.
W których nie ma tej łazienkowej „zimności” kafelków i wykończenia.
Które mają puchate dywany, kanapy, lampki, kwiaty…
I tę Jej cierpliwość do wyszukiwania „właśnie tego zlewu” z „właśnie tą półką” , bo wtedy ma się to co się chce a nie to co akurat jest. Dobrze się tam człowiek czuje.
A drugi powód to rodzaj mojego blogowania. Dziś agencje reklamowe pisząc maila z zapytaniem o współpracę, zadają jedno tylko pytanie. O statystyki. Ja nie pamiętam nawet hasła do tej strony ze statystykami, co może potwierdzić mój informatyk. I odpisuję Im, że nie mam pojęcia, bo od zawsze interesował mnie poziom intelektualny mojego czytelnika a nie Ich ilość.
A Im taka informacja nie wystarcza. Dlatego nie reklamuję pralek, proszków, sieci komórkowych i wielkich korporacji kosmetycznych…
Reklamuję poprzez swoje lekceważenie „ilości”, małe, domowe rękodzieła. Które wracają po kilka razy i zapisują się jesienią na wiosnę. I ja się czuje wtedy jak w domu. Ze swoimi, sprawdzonymi. Zżyta i wierna.
Bo kiedy mnie kończy się serum dla koneserów to piszę maila z tekstem „pomocy, użyłam już wszystkiego co mam i zaraz zwariuję”.
Bo wszystko inne mi leży na twarzy nie tak. Już nie potrafię pudru dobrze rozprowadzić bez serum, nie potrafię dnia bez serum rozpocząć należycie, nocy przespać wygodnie…
Jest dla mnie od dnia jego poznania najlepszym kosmetykiem twarzowym. Nie zmienia się nic.
Peelingi Asoa w wielkich opakowaniach pozwalają się cieszyć nimi przez długi czas. Mocno natłuszczają skórę, dzięki czemu zbędna jest jej pielęgnacja po wyjściu spod prysznica.
Ich maseczka jest najlepiej nakładającą i rozprowadzającą się maseczką jaką do tej pory miałam.
Można stworzyć idealnej równości maskę. Wygodnie się zmywa.
Ma właściwości, które walczą z trądzikiem, przebarwieniami, zaczerwienieniami, zatkanymi porami.
Nie do końca interesują mnie kosmetyki działające „już”. Miałam kiedyś takie krem do rąk. Zjawiskowy. Każdy o nim mówił. Kiedy się smarowało były jak nowe. Niepopękane, niezniszczone. Jednak okazało się, że miały dość silny składnik, który uzależniał skórę. Gdy się go odstawiało dłonie wracały do poprzedniej formy a nawet było jeszcze gorzej.
Dlatego dziś już wiem, że efekt WOW jest chwilowy i najczęściej czyni więcej złego niż dobrego w branży kosmetycznej.
Kiedy używam tych kosmetyków eko wiem, że o siebie dbam, ale nie faszeruję przez skórę do organizmu całej tablicy mendelejewa, która po latach bywa w skutkach okrutna.
A jak już ostatnio pisałam, policzków na starość unosić nie chcę.
Lubię Ich hydrolaty. Kiedy budzę się rano ze ściągniętą twarzą przez zimowe ogrzewanie, to psikam na twarz wodę. Jak wiemy, woda jest najlepsza na wszystko. Zawsze. 
Nie borykam się z problemami pod oczami więc ciężko mi określić kosmetyki temu dedykowane.
Jednak bazując na składzie innych ich kosmetyków, domyślam się, że zrobili to dobrze.
Serum wygrało z kremem i podarowałam go mojej siostrze. Jako, że boryka się ze zmianami skórnymi to jest w tej kwestii dość wymagająca. A do tego ma diametralnie inny rodzaj cery niż ja. Np. Jej serum dla koneserów nie spasowało. Dodam, że ja mam bardzo suchą skórę, a Ona tłustą i z zaczerwienieniami.
Ostatnio mówi do mnie „ten krem Goja co mi dałaś jest świetny. Super rozprowadza się na skórze i nadaje jednolity kolor, jakby BB. Świetny pod makijaż i na noc też. Mało który krem mi tak spasował, a jestem dość wymagająca.”  Przecież wiem, że jest. Nie wiem po co mi to mówi :))
I w nowościach dołączył do niego inny świetny – Multi Mso.. Z innym składem. W zależności jakie masz potrzeby.
Dlatego uważam tę markę za genialną. Ale w życiu ze wszystkim jest tak, że trzeba dopasować pod swoje potrzeby. 
Dla suchej Serum, dla tłustej krem Goja. (krem jest bestsellerem 2018 roku)
Maseczka i peelingi do każdego rodzaju.
Hydrolaty wskazane do każdej i dla każdego. Nie ma jak po nocy zimowej spryskać twarz pachnącą naturalnymi składnikami wodą. Latem dla ochłody. Na plaży. Bomba. Bardzo je lubię.
Niezwykle cenię sobie właścicieli tej marki za Ich wiedzę, którą posiadają i przekładają na produkty.
I mam nadzieję, że krem Multi Mso stanie się moim ideałem. Od tygodnia stał się już ulubieńcem. Takim samym jak siostra mówiła o Goi dla siebie. Idealnie się rozprowadza, daję taką ulgę po nałożeniu, dodaje blasku i genialnie nawilża.

Napisz komentarz...
  1. Magda says:

    Julio myślę,że to dobry moment żeby podziękować Ci za polecenie tego serum. Zakupilam go po juz dawno temu gdy polecalaś pierwszy raz,aktualnie koncze 4 opakowanie. Jestem zachwycona tym produktem absolutnie zachwycona. Moja skora naprawde odzyła i poprawila się diametralnie a skład bez zarzutu …spokojnie mozna zjeść 😉 love❤

    Odpowiedz
  2. Kasia J says:

    A czy wysylaja za granice?

    Odpowiedz
  3. Kasia J says:

    Lazienka piekna! Dokladnie taka jak opisalas!
    Kosmetyki tez pieknie sie prezentujac a najwazniejsze, ze sprawdzone i godne polecenie….tylko czy wysylaja za granice?

    Odpowiedz
  4. Kasia says:

    Gdy tak patrzę na zdjęcia, to się zastanawiam, jakie statystyki ma łazienka:-))))). Bo to cudne drewno położone wszędzie wydaje się dużo trudniejsze do utrzymania w czystości (i suchości) niż kafle. Pocieszyłoby mnie, gdybyś napisała, że ta łazienka jest tylko takim specjalnym obiektem do zdjęć i ewentualnie na wypadek wizyty kogoś bardzo szczególnego:-)))))) Jak w filmie „Kogel mogel : . Inaczej będę niepocieszona, że tak mi trudno z kurzem lecącym z otworu wentylacyjnego na mój gładki gres….

    Odpowiedz
    • julia says:

      Drewno w utrzymaniu łazienkowym jest banalnie proste. Identycznie jak w łazience. Tylko kafle zatrzymują te wilgoć, to się we własnym sosie kisi 🙂 A drewniana łazienka oddycha. Z własnych doświadczeń powiem, że nawet nie wycieram wody która rozleje mi się dookoła wanny, bo czekam aż wsiąknie gdy drewno się zimą przy grzejnikach wysuszy.
      Normalnie się myje podłogę. Wszystko normalnie 🙂 Ja nawet wolę myć drewnianą łazienkę u siebie niż te z kaflami.
      Ale żeby było Ci może lżej na duszy, to mogę napisać „żartowałam” specjalnie dla Ciebie.
      to by pomogło? 🙂

      Odpowiedz
  5. Ania* says:

    Witam,
    Przekonalas mnie, a raczej Twoja siostra do kremu Goja tylko jeszcze na wyplate poczekac musze☺. A moze uda Ci sie jakis rabat zalatwic do sklepu Natula☺🌸🌼🌹🌷🌻????
    Milego,dnia, wieczoru czy co tam sobie zyczysz,😀,
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  6. Ania says:

    Z tym reklamowaniem to mam tak samo… Raz na ruski rok zajrzę na te nieszczęsne statystyki, ale prawdę mówiąc mniej mnie interesuje ilość czytelników, znacznie bardziej ich jakość… Dlatego pojawiają się u mnie firmy z ręcznie robionymi świecami, wydawnictwa z ich mądrymi książkami czy hand made torby. I dla mnie to jest ok, nic wbrew sobie 🙂 PS. Łazienka Twojej Siostry to najpiękniejsza łazienka jaką w życiu widziałam 🙂 PS2. Peeling i serum z baobabem to z kolei najlepsze rzeczy, jakie kiedykolwiek na twarzy miałam 😉 i mimo że to serum pod oczy, to ja się maziam nic cała, znaczy się od czoła po dekolt 😉

    Odpowiedz
  7. Zuza says:

    Wow! A mnie się mega spodobały zdjęcia! Mają cudowny klimat! A ta łazienka – cudowne wnętrze <3

    Odpowiedz
  8. Kala says:

    Chętnie skorzystam z proponowanych kosmetyków, mogłabyś wynegocjować jakiś rabat dla Twoich czytelniczek 🙂 ?

    Odpowiedz
  9. Monika says:

    A ja kupiłam serum i pierwszego dnia byłam zachwycona. Potem zaczęły się problemy ze skórą. Mam wysuszone partie, szczypiący, czerwone. Cała broda, policzki a nawet czoło. Załamana jestem 🙁 odstawiłam serum i sie leczę. Skórę mam tak jak Ty, suchą i wrażliwą. Widocznie któryś składnik mnie uczula 🙁

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.