dzisiaj.

_DSC0330

moje dziecko bardzo dużo mówi..
to chyba za mało powiedziane, Ona nie ustaje w tej gadce. nikogo to nie dziwi, bo odziedziczyła to po swej matce rodzonej. oczywiście są wyjątki gdy się wstydzi. u Matki tego wyjątku nie ma. u Matki są złe dni, fochy, obrażania, ale wstydu nie mam za grosz!

nie jestem w stanie słuchać Jej zawsze z taką samą uwagą. staram się jak mogę, ale czasami jest to zwyczajnie niemożliwe.
mam dużo cierpliwości do tego Jej gadania, bo bardzo mnie to rozczula. staram się wtedy Jej patrzeć w oczy, prowadzić dialog, czekać jak się zatnie i szuka słowa, przerywam wszystko co robię gdy tak mędrkuje.
ale są wyjątki takie jak wczoraj.. słuchałam jednym uchem i odpowiadałam zdawkowo… „tak córeczko, super córeczko”
słuchając tyle o ile zakodowałam taką oto historię..
„Czy Wy rodzice nie wiecie, że ja jestem chora przez biedronkę? czy biedronki żyją w ludziach? chyba żyją Mamo, co? chodzą po ciele i wchodzą do gardła. one nam szkodzą czy nie? a w Tobie żyją biedronki? bo we mnie żyła. tak szła chyba po brzuchu, szyi i weszła do mnie jak się zagapiłam i zamyślałam. ale teraz już ją wyplułam i popatrz! patrz jaka jestem zdrowa! czemu nigdy nie mówiłaś, że biedronki żyją w ludziach?”
odpowiedziałam więc tak w tym pośpiechu, że nie żyją i co Ona opowiada..
dziś rano znalazłam naplute koło prysznica. dziecięca ślina, pogryzione literki krakersy i pogryziona biedronka.
obiecuję już nie poddawać w wątpliwość tego, co mnie dorosłej wydaje się niemożliwe…

dziś też, jak kompletny czubek, pojechałam na pobranie krwi po śniadaniu i  przegryzając ostatni kęs wafelka mówię do Pani pielęgniarki, że ja na pobranie i czy to na czczo trzeba? bo jak tak to ja już tutaj jestem niepotrzebna..
a to wszystko przez to, że nie mam planu! plan mi to zepsuł. szyki poprzestawiał.
postanowiłam dziś coś zaplanować. tak tydzień podzielić na dzień i na godziny rozpisać.
że we wtorek sprzątam, że w piątek pranie.. środa wieczor odpisuję na zaległe maile, a w czwartek piszę posta.
i kiedy tak sobie rozplanowałam ten tydzień. na obowiązki, zaległości.. kiedy zapisałam w notatniku co do zrobienia dziś i co do niedzieli to tak mi lżej, tak jakoś spokojniej.. głowa lekka..
kupiłam kalendarz.
to było po południu, a rano…

wstałam dziś lewą nogą. zupełnie tego nie planowałam. i ani to zły sen, ani pełnia.. wstałam tak, że zwiesiłam nogi z łożka i stanełam lewą. oka prawego od 3 lat otworzyć rano nie mogę od kiedy Tosia włożyła mi tam pompkę od płynu do kąpieli… a do okulisty nie mam kiedy.. i przyzwyczaiłam się z tym okiem. że dochodzę do siebie i boli. ale dziś bolało mnie tak, że dostawałam szału i łeb se chciałam ukręcić. miałam też dziś za długie nogawki w piżamach. jak schodziłam po schodach to myślałam, że przystanę i urwę przy kolaniskach! za długie są od listopada. ale dziś to przesadziły!!!
jakiś włos wyszedł mi z koka jak szogun i smyra mnie po twarzy. a ja mam taki katar, że takie smyranie to jak tortury w drodze na szafot!
w piszczel o łóżko walnęłam się tak, że zawyłam!

zanim doszłam do kuchni to wypowiedziałam milion przekleństw. a jak w jakimś była litera „r” to akcentowałam ją nad wyraz donośnie. przedłużałam i wibrowało nadzwyczaj spektakularnie.
wylałam wodę przelewając do dzbanka, który miał średnicę otworu jak lej po bombie atomowej! a ja rozlałam!
o! i tu zaklęłam na literę p. że najpierw jest słowo „ja” a potem to na p. i tam było to „r”. i chyba to „r” swoją wibracją potrząsnęło mi moim łbem i pomyślałam…
że gorzej to się mają Ci, co jednej nogi nie mają. tej lewej. że mają tylko prawą. i zawsze tą prawą wstać muszą.
to dopiero musi być wnerwiające.. być wiecznie zadowolonym i nawet na nic zganić nie idzie..

_DSC0267 _DSC0095 _DSC0248 _DSC0304 _DSC0167 _DSC0150 _DSC0332

nosidło – Tula.

Napisz komentarz...
  1. Ania says:

    Ha, pierwsza, z pozdrowieniami po prostu 🙂 Miłego wieczoru Julio

    Odpowiedz
    • julia says:

      każde miłe słowo w dzisiejszych czasach na wagę złota 🙂

      Odpowiedz
    • Izula says:

      i znów wpadam tylko na chwilę, żeby post przeczytać i uśmiecham się od ucha do ucha, bo i u mnie takie dni są, że i cholera i jasny gwint nie pomaga i coś mocniejszego ciśnie się na usta:)) a tu masz nie jestem jedyna.Miłego dnia Julio. P.s. piękna ta twoja kurtka w kwiaty, mogę wiedzieć jakiej firmy?

      Odpowiedz
  2. Lu says:

    też mam takie dni.
    i też mam gadatliwe dziecko, choć czasem z moim miłym Małżem ni chusteczka nie rozumiemy, co mówi 😉 ale dzielnie z nią rozmawiamy 🙂
    i też tam taką tulę. takąsamiuśką. 🙂
    tylko „r” mam inne… totalnie inne…
    pozdrawiam z wieczora 🙂

    Odpowiedz
  3. Ania says:

    Julka tyś jest najlepsza!!!!!!!! twoja puenta super

    Odpowiedz
  4. Ale cudna opowieść! Ja myślałam, że tylko w ciąży takie rzeczy się wyprawia;-) PS. Opis bluzgania- najlepszy na świecie! Robię dokładnie tak samo. Prawdziwe z nas damy;-)

    Odpowiedz
  5. mitra says:

    Poprawiłas mi humor. Też dziś wstałam lewą noga. Najgorsze że moje dzieci też

    Odpowiedz
    • julia says:

      to najgorzej.. bo wtedy u nas musi przychodzić ze spokojem i pomocą Tato.. poprawia nam humor i o 7ej rano puszcza z telefonu głupie piosenki na cały regulator w łóżku 🙂 np „chodź szogunie” 🙂

      Odpowiedz
  6. MamaEm says:

    :)usmiecham sie solidarnie,bo tez miewam takie dni.Dzis byl dobry dzien…dla mnie,bo maly chyba tez lewą nóżką…

    Odpowiedz
  7. maniana says:

    fajnie że udało Ci się skrobnąć posta:) miły początek wieczoru po uśpieniu maluszka.
    M.

    Odpowiedz
  8. jagna says:

    To ja Ci życzę jak najmniej takich zdarzeń poza planem i by się ta lewa noga więcej nie miała czelności jako pierwsza tykać podłogi. I uśmiech dodaję 🙂
    U mnie dziś podobny dzień. Niedospana noc, w ciągu dnia wichura głowę urywająca, a na mnie żadne zjawiska pogodowe tak wpieniająco nie działają jak wiatr. I do tego Fiołek, która mimo, że ma dziś w domu tatę, wszystkiego chce od mamy… Tylko przekleństw nie było i jakoś ciśnienie nie ma jak zejść.
    Pozdrawiam ciepło.

    Odpowiedz
    • julia says:

      u nas dopiero kiedy Tata jest dwa dni z rzędu w domu to pozwala zrobić Tacie.. a że Go tak nie ma to latam jak popapraniec z herbatką, chrupeczkiem, papiereczkiem.. 🙂
      ściskam 🙂

      Odpowiedz
  9. ewa says:

    Moje dziecko dziś żadną nóżka nie wstało bo ma zapalenie mięśni

    Odpowiedz
  10. Oj Julka, Julka, udana jesteś! Taka szczera, że aż kochana 🙂 Rozbawilaś mnie do łez. Trzymaj się cieplo!

    Odpowiedz
  11. Agnieszka says:

    Jak ja lubię ten Twój potok słów. Tylko brak ciała, pysznej herbaty i wygodnego fotela. Bo wiesz, jak Cię czytam, to czuję jakbyś była obok.
    Nosidło Tula – uwielbiam, choć nasze już skończyło swą funkcję, bo chłopcy wyrośli.
    Pozdrawiam Cię i życzę samych dobrych dni 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      a wiesz, że ja też tak mam często, jak Ktoś komentuje to tak mi jest ciepło na serduchu jakbym tu z Wami siedziała. zwykły dialog prowadziła przy moim stole kuchennym..
      dziekuję :*

      Odpowiedz
  12. Dendrobium says:

    Julka, babo jedna, to Ty jeszcze nie wiesz, że jak człowiekowi wydaje się, że wychodzi na prostą to wszystko jeszcze bardziej jest zawiłe?, że plany zawsze biorą w łeb?, heheh zbyt zorganizowaną chciałaś być, hihihi
    Ostatnie zdjęcie Antosi przecudne!
    Pozdrawiam ciepło w ten wietrzny, deszczowy i zimny dzień

    Odpowiedz
    • julia says:

      ja zauważam, że im więcej mam na głowie tym lepiej mi idzie. nie wyobrażam sobie mieć mniej obowiązków bo bym tu chodziła jak jakaś rozlazła kwoka.
      a co gorsza miałabym czas na wymyślanie problemów 🙂
      dziś u nas taki wiatr, że chce kości z człowieka wywiać.

      Odpowiedz
  13. Dagmara says:

    Jezu, jak ja kocham Twoje opowieści! Ten dzisiejszy to po prostu mistrzostwo świata, godny conajmniej „Złotego koryta” (patrz: Rybnicka Jesień Kabaretowa). Wyobraziłam sobie te wszystkie „ku…wy” i „ja pier…ę” w Twoim wykonaniu… A wiesz, że jeden z kabaretów przerobił „ja pier…ę” na „ja cierpię dolę

    Odpowiedz
    • julia says:

      tak, a w „listy do m” przerobili kur.. mać na „urwał nać”! 🙂
      a ten post tak dosłownie w sekundzie bo pomyślałam, że dawno nie pisałam, bardzo bym chciała a nie mam jak na spokojnie uśąść więc usiadłam na „niespokojnie” pomiędzy wszystkim.. i z racji tego mam bałagan w domu przeokrutny, ale dziś chyba też go oleję 🙂
      ściskam Cię Daga mocno :*

      Odpowiedz
  14. Dagmara says:

    No i niechcący machnęłam paluchem i się wysłało :-/ Za to nie lubię smartfonów.
    To jeszcze krótko. Takie posty jak dzisiejszy sprawiają, że „micha” śmieje mi się na samo wspomnienie. I od razu jakoś fajniejsze to życie się wydaje. I kurczę, będę teraz dziękować Bogu za lewą nogę 😉 Buziaki! Dzięki, że jesteś!

    Odpowiedz
  15. Ama Saama says:

    Uwielbiam. Popłakałam się ze śmiechu.

    Odpowiedz
  16. Bea says:

    Nie mam ulubionego serialu, a jak bym chciała obejrzeć to mi godzina nie odpowiada ale mam moją ulubioną czytelnię- Twoje posty. Nigdy nie wiadomo kiedy, nie wiadomo o czym będzie ale czekam na nie i zawsze jest w nich coś pozytywnego.
    Haa mój synek tyle nie gada. Ale rozwaliło mnie pytanie o krety. Czy jak ludzie są na cmentarzu, zakopani to przychodzą tam do nich krety:?)
    Wczoraj miałam odebrać fotele z renowacji no i pewnie dziś je odbiorę ale… je spie..r….lili bo… 1 miał być pomalowany na szaro a 2 zostać w naturalnym drewnie a facet machnął wszystkie na szaro … ja p…r… ale się w..r….łam. Pomyślałam co Ty być zrobiła:):) Serio. Wytłumaczyłam sobie ze widocznie tak miało być i że Pan źle zrozumiał a może ja mu źle wytłumaczyłam. A co Ty byś zrobiła a propos?:)

    Odpowiedz
    • julia says:

      kurde, no na pewno bym się wkurzyła na początku, szukała wyjścia. a jak bym nie znalazła to szukała plusów w tej sytuacji..
      a dużo tam tego było malowania? móże to teraz zetrzeć papierem ściernym i będzie fajny efekt. tak jak np robi meble Kasia z bloga vivi&oli.
      Ona robi takie fajne przecierki, ale takie stylowe, nie wieśniacze 🙂
      ja robiłam takie wieśniacze kiedyś bo nie mam zdolności, ale Ona ma. podpatrz może u Niej, albo podpytaj.
      a może podeślij fotkę i coś wymyślimy.

      Odpowiedz
    • Izabelka says:

      A jak koło naszego domu wywrotka zrzuciła kupę ziemi, to mój synek, jak to zobaczył to zapytał „a tu kopał tata kret?” 😀 Czujecie? tata-kre t:-D

      Odpowiedz
  17. Magda says:

    Julka ja nie wiem jak Ty to robisz ale zawsze postem trafiasz idealnie w mój nastrój:) też mam dzień po tytułem „wstałam lewą nogą” co gorsza Syncio też a oprócz tego „nie idę do przedszkola”
    na szczęście jakoś poszło Syncio odstawiony ja w pracy cichaczem Cię podczytuję i od razu mam uśmiech na twarzy że nie ja jedna tak mam:*

    Odpowiedz
  18. Magda says:

    Dzień mi zrobiłaś:)

    Odpowiedz
  19. Marlena1 says:

    I ambiwalentne uczucia mam, bo z jednej strony przykro mi że ta lewa noga i piszczel, ale z drugiej gdyby nie to, nie było teksu dobrego do uchachania się na maksa.Wysyłam z wiatrem mocnym uściski do domku na prerii.

    Odpowiedz
    • julia says:

      o! cieszę się, że oprócz tego, że gadamy przez telefon to nie zatraciłaś zostawiania mi komentarza, który od zawsze dostarcza mi wieeeele radochy :*

      Odpowiedz
  20. Karolina says:

    Ja z Tobą przez telefon nie gadam 😉 choć baaaardzo bym chciała ale komentarz też zostawię :* Jula, najpiękniejszym w tych złych dniach jest nadzieja, że jutro, pojutrze będzie inaczej, lepiej… Że słońce zaświeci tak, jakbyśmy tego chciały, że trawa zieleńsza się wydawać będzie, a łóżko przed zbliżającą się piszczelą uchyli 😉 Ta wiedza, jak zbawienie… Gorzej, gdy w oddali tylko ciemność i ani grama pozytywnych myśli.
    A ten dzbanek z otworem o średnicy jak lej po bombie atomowej to mnie już na maxa rozłożył na łopatki – bo ja mam identyczny i za każdym razem – ZA KAŻDYM – rozlewam!!! Ale idzie się przyzwyczaić 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      to trzeba się kiedyś zdzwonić do cholerki! Marlena okazało się mieszka 4 km ode mnie i kiedyś w końcu poszłyśmy na koleację w połowie drogi 🙂
      o tak, zdecydowanie lepiej przeżyć dzień gdy masz nadzieję i chęć poszukiwania lepszego 🙂
      ja się przyzwyczaiłam do tego walenia w nogi o różne przedmioty, są całe w siniakach, jak u dizecka na trzepaku 🙂
      całusy Karolciu :*

      Odpowiedz
      • Karolina says:

        Julka, moim marzeniem jest spotkanie z Tobą!!! Ale ja jednak kawałek drogi mam.. Ze Świętokrzyskiego jestem (choć to w sumie nie koniec świata tylko jakieś 200 km)… Strasznie zazdroszczę Dziewczynom, że macie do siebie tak blisko i możecie skoczyć do siebie na kawkę i pogaduchy.
        Co do uderzania o różne przedmioty to ja wprawę mam nieziemską bo i palec zdarzyło mi się złamać o kant łóżka 😉 i to w wigilię Bożego Narodzenia – tak żeby było śmieszniej. A teraz ten mały palec to jakby się sam prosił o kolejne grzmoty, bo co rusz to sobie „poprawiam” nastawienie.. nie wiem, może ma jakieś magnetyczne zdolności??? W sumie już przywykłam, że ciągle boli.

        Odpowiedz
  21. Morti says:

    o to chyba spacer w ŚOB? Uwielbiam tam spacerować! Pozdrawiam

    Odpowiedz
  22. aleksandra says:

    tak czytam i czytam i śmieję się w głos…u mnie od rana podobnie 🙂
    budzik nie zadzwonił, bo chłop odłączył mój telefon i podłączył swój do ładowarki
    a że chłop ze mną nie mieszka,tylko wpada do tej warszawy co rusz to ja nie przyzwyczajona,że go mam 😉 a on też jakiś taki egoista, tak jak z tą ładowarką… i przyzwyczajony, że skrzaty po nim sprzątają…wrrr!
    no i biegam od rana, szykuje się do pracy, bo ważne spotkanie o 9. i jak szalona, i uderzam małym palcem o drzwi i klnę jak szewc albo i gorzej i na kota ustałam w tym biegu i na chłopa krzyczę, bo znowu jak zęby mył to lustro opluł i wody nalał w tej łazience i kot tymi łapkami polatał po tym… i wszystko mnie dziś wkurzało i nawet jogurt miał inny smak niż zawsze i kończąc go jeść widzę,że po terminie… i tak krzyczę to „ja… i pe…”
    i jak już dobiegłam na przystanek to cholerny autobus odjechał a w następnym ta głupia baba co ciągle wpycha się i mówi „proszę ustąpić mi miejsca przy oknie” jakby te bez okna były gorsze… i wpadam do tego biura i wiecie co? z tego wszystkiego włożyłam spodnie, ale bez majtek 😀
    to jest zdecydowanie nasz dzień Julka
    siadam do kawy i życzę dużo uśmiechu

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ola! ma pewne podejrzenia! mój Adaś prowadzi podwójne życie! dlatego tylko czasami jest u Ciebie, bo siedzi u nas!
      nosz jasny gwint!! kiedyś za tę ładowarkę Go ukatrupię! jak można?! wyciągnie mi mój i swój podłączy, a ja w nocy nie wiem która godzina jak Benek jęczy i czy jęczy już na jedzenie czy dla samego jęczenia.
      a to lustro oplute!!!! fak! wiesz co On jeszcze robi? puszcza wodę z kranu, wlącza tą szczoteczkę i jak ona tak wiruje to wkłada pod wodę żeby się opłukała. rozumiesz? tą kręcącą główkę pod wodę?!?! wszystko jest zachlapane!
      ja Ci mówię, dzielimy się chyba chłopem! i u nas też skrzaty sprzątają.
      a majtki a raczej ich brak to już są the best!! :*
      Ola, ja muszę z Tobą kawę wypić!

      Odpowiedz
      • Gabi says:

        Julia Ty jesteś niesamowita! 🙂 Do łez mnie doprowadzasz. Ja to chyba muszę przestać ukradkiem czytać Twoje posty w pracy bo się na mnie dziwnie patrzą i żeby mnie na badania psychologiczne nie musieli wysyłać. 😉
        Miłego dnia Ci życzę 🙂

        Odpowiedz
      • ola says:

        kochana 🙂 kawę mówisz – to ja się piszę 🙂 wpadaj do mnie !
        a jak już ten dom na wsi będę miała to zapraszam na wakacje!
        tylko co ten chłop „nasz” zrobi ?:P jak dwie w jednym domu spotka… jęczące, gderające i o co wam kurde z tym lustrem chodzi ????:P
        a jak stoi i się rozbiera to tez tak zostawia na środku ? i podkrada moją kulkę pod pachy ku*wa mać,bo zapomnial swojej kosmetyczki … wrrrr
        i tak nachlapie wszędzie i mówi,toż to woda..wyschnie. a ja zacieków na zlewie nie znoszę, na płytkach matowych i na kranie,bo później ten cholerny kamień tak ciężko doszorować
        i tak go kocham ale jak śpi tylko albo jak go tu nie ma to tak tęsknię, niezrozumiałe dla białego człowieka to uczucie 🙂 i na tym motocyklu go kocham … ach 🙂 ślepa ta miłość

        Odpowiedz
    • Karolina says:

      Majtki przebiły chyba wszystko 😀

      Odpowiedz
    • Aurelia says:

      Dobra historia. Ja ostatnio w kapciach do pracy przyszłam.

      Odpowiedz
  23. Alicja says:

    Podczytuję Cię od jakiegoś czasu, ale dzisiejszy post mnie rozwalił 🙂 No cudna jesteś w tym pisaniu i podejściu do życia. Aż mi się chce Ciebie czytać i tak ciepło mi się robi 🙂

    Odpowiedz
  24. Aurelia says:

    O tak, są takie dni, ale przeważnie dobrze się kończą. Ja ostatnio spóxniłam się na pociąg i pojechałam następnym, ale zostawiłam w nim mojego laptopa, wiec akcja jego przejęcia zabrała mi kolejne godziny. Dotarłam na uczelnię i okazało się,że profesor zaproponował mi napisanie doktoratu. No i jak tu nie skakać z radości? 🙂

    Odpowiedz
  25. Ania says:

    Mojego dziecka, lat 4, też muszę uważnie słuchać po ostatniej przygodzie. Nos chciałam jej zakroplić (jak zwykle)….i słyszę „nie możesz mi zakroplić nosa, bo mam tam kolczyk”….”nie Zuziu, nie masz tam kolczyka”….”tak, mam kolczyk”….”nie, nie masz”….”tak, mam”….”NIE MASZ…..a kto Ci włożył ten kolczyk”…..”ja sama”…..zdenerwowałam się, ale postanowiłam sprawdzić, a tam z daleka w nosie w jakiś totalnych głębinach coś się błyszczy….zamarłam…..no i oczywiście pędem do szpitala….i dostałam pochwałę, że nie grzebałam jej tam bo mogło się bardzo źle skończyć jakby wpadło głębiej…ech….już zawsze będę jej słuchać!!!!

    Odpowiedz
  26. Izabela says:

    Ha ha no jak widać kur..(ka kartofelek) i najlepszym sie zdarza dzien gdzie cho…ry sie sypia.
    Ja juz sie nauczyłam, ze dziecka należy słuchać dosłownie. Jak mi kiedyś Asia mówiła ze jest teraz jak bankomat to to zlekcewazylam…. dopiero gdy w sedesowe dzwonic zaczęło poprzysieglam sobie słuchać uważniej ;)))
    Pięknego dnia Julio :))

    Odpowiedz
  27. monique says:

    Ola 1:0 dla Ciebie :))))) a Julkę pozdrawiam jako ta co dziś dla odmiany tą lewą wstała i od tych wyrazów z r to już mnie głowa boli , bo wyczerpałam już chyba limit na cały tydzień :)))

    Odpowiedz
  28. Grazyna says:

    Klne namietnie i przeciagle, bo lubie!!! Nie dlatego, ze inaczej slow znalezc nie moge.
    Ostatnio jak klne, to maz sie smieje, bo mi glos w okolicy czwartku odebralo i slucha sie mnie jak pijaka jakiegos, ululanego na sztywno.
    Ostatni czas pokazal mi, ze nic niewazne, tylko zeby miec dach nad glowa, kochac sie i trzymac razem. Niewazne, ze doprowadza cos do szalu, ze pryszcz na nosie wyskoczyl, albo corka zalewa mnie takim slowotokiem, ze migreny dostaje…
    Zdrowi sa, niech mnie denerwuja, ja sobie r powstawiam w slowa i mi przejdzie 🙂

    Odpowiedz
  29. Dominika says:

    Z biedronki uśmiałam się w głos, jak to trzeba rozważnie dzieci słuchać, bo często prawdę mówią w znany tylko sobie sposób 🙂 Ja też gadałam. Oj jak ja gadałam. Całe dzieciństwo na mnie Hanka Bielicka mówili. A zdarzało się, że i za milczenie mi płacili 😀 (dam ci 2 złote jak nie będziesz mówić przez 10 minut) – oj jak ja czekałam z zegarkiem w ręku aż to 10 minut minie, bo w ciągu tych 10 minut już tyle mi przyszło do głowy i tyle miałam do powiedzenia… 😀 niecierpliwi ci moi rodzice byli 🙂 Więc Julio, gratuluję cierpliwości i życzę miłego dnia 🙂

    Odpowiedz
  30. Julka.potrzebny byl taki wpis… 🙂 ze nawet ty … rzucasz i nie jestes od rana z usmiechem na buzi. Jak zawsze jestes moj mistrzu. Buziaki

    Odpowiedz
  31. Paula says:

    Julka,
    fajny tekst, takie, jak mówisz „na szybko” są najlepsze. Najprawdziwsze 🙂
    podczytuję sobie w pracy,a potem poprawiam jeszcze w domu. pokazuję Meżowi, a on mów – obydwie nienormalne jesteście 😉

    a czy Tosia Twoja nie podsłuchuje przeklinania?
    mi często też jakieś mięso poleci. z Braćmi używamy czułych skrótów SPR albo ODP;)
    Ale ostatnio miałam lekkie otrzeźwienie, jak moja dwuletnia chrześnica zaczęła mi opowiadać o swoim przedszkolu (wyimaginowanym) i mówi, ze fajnie, koleżanek nie ma żadnych. kolegów ma!
    – jakich? (czekam na listę imion)
    – zajebistych!

    buziak z Lublina 🙂

    Odpowiedz
  32. Limonka says:

    Ha ha oj jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja miewam takie dni kiedy to słowa z „r” (u mnie raczej „l”) fruwają jak komary latem;-) echhh tylko, że ostatnio końcówki u mnie takie, że jak sobie uświadomie , że inni to jednak mają gorzej i ja to właściwie nie mam prawa narzekać… och jak mnie to ostatnio dodatkowo… i kolejne słowo z „r/l” 🙁

    Odpowiedz
  33. mery says:

    tekst pierwszej klasy !! i do tego bardzo prawdziwy !! i skad ja to znam ??:D u nas jeszcze jest poranny kaszelek – i szlak mnie trafia !!!
    Julia, najchetniej usiadlam bym z Toba na ploty, bo to co tu piszesz, takie mi bliskie.

    mam pytanie z innej beczki, jak na babe przystalo, chce (bardzo potrzebuje :D) nowej troby, takiej z poltna bawelny, wygodnej, duzej, z kieszonkami i fajnym wygladzie – polecisz cos ? moze ta z pink no more – sprawdza sie ?
    dzieki !!

    Odpowiedz
  34. KasiA says:

    Julio…. nigdy nie komentuję, ale tu się nie da!!! Czytając bloga własnie taką sobie Ciebie wyobraziłam. Co do tańca i różańca. Co zakląć potrafi i to z przytupem, a i się jeszcze pochwali na blogu tym, a nie jak to niektóre „ąć, ęć”. Takie „lewe” dni są nam kobietą bardzo potrzebne, żeby się odchamić, a potem śmiać się z samej siebie:)

    Odpowiedz
  35. Joaśka says:

    Nie wiem którą nogą dziś wstałam, zazwyczaj jeśli mogę otworzyć oczy to staram się tą prawą 😉 No ale że znowu przeszliśmy na nocny system pobudek co godzinę bo Jerzowi idą górne jedynki… i prawa dwójka też to tak jakby nie wiem, która noga i w ogóle nie wiem… dziś na ten przykład do 3 w nocy to mnie chyba z 6 razy obudził, dobrze że wstawać nie muszę, bo dziad ze mną w łóżku 😉 A potem od 6 już koniec spania, obudził Jaguszkę i tak sobie już nie spaliśmy. I postanowiłam dziś wyjątkowo nie nadużywać tych słów z r tylko walnąć się z młodym na pierwszą drzemkę.. i o dziwo zadziałało 🙂

    Odpowiedz
  36. Anna says:

    Hej Julka.

    Ja tez z tych co to im sie buzia nie zamyka i tez niejednokrotnie mnie Hanka Bielicka nazywano.
    Ja dzisiaj lewa noga wstalam ale po przeczytaniu Twojego postu juz sie na ta prawa przestawilam. Uwielbiam Cie , extra kobietka jestes.
    Trzymaj sie kochana, moc usciskow i Cudownego dnia ci zycze.
    Ps. W swoim nowym kalendarzu koniecznie zanotuj: Wizyta u OKULISTY 🙂
    Pomysl o pieknych porankach bez bolu.

    Odpowiedz
  37. Katarek says:

    heh mam ten sam problem z planowanie, kalendarz trochę pomógł…przynajmniej nie zapominam co mam zrobić 😛 ps. piękny wózek…

    Odpowiedz
  38. Ania says:

    Julio – na mnie też wołali Hanka Bielicka w przedszkolu:) A oprócz gadania non stop miałam włosy białe jak śnieg , także wszystko się zgadzało.. Julka wchodzę na Twojego bloga od pół roku gdzieś… i po każdym Twoim wpisie chodzę z jakimś takim lepszym nastawieniem do świata… Nie wiem jak Ty to robisz że czytając pierwsze 3 zdania każego Twojego tekstu mi się już buzia cieszy…:) Jesteś prze cudowną Kobietą 🙂 Wiesz muszę Ci powiedzieć że ja chyba jestem trochę podobna do Ciebie taka normalna kobitka i do tańca i do różańca 🙂
    Miłego dnia mimo wszystko życzę i ściskam Cię Julka mocno :* Dziękuję że jesteś :)!!!!
    Ania

    Odpowiedz
  39. Dwa+Trzy says:

    O ja też miewam takie poranki gdzie tylko k…. I p…. leci. Zazwyczaj słyszą to zabawki rozrzucone po mieszkaniu.
    buziole nerwusie :*

    Odpowiedz
  40. Sue says:

    Super z Was rodzinka! I piękne zdjęcia…

    Odpowiedz
  41. agnieszka says:

    bo jo cie kochom bo jo cie kochom…. 😀

    Odpowiedz
  42. Gosia says:

    Oj jak mnie odstresowuje takie siarczyste przeklinanie. Czasem jak polecę z wiązanką pod nosem to aż żałuję że tak mało ich znam ;P ale przy Agatce nauczyłam się takiej cierpliwości że muszę mocno się wkur…ć żeby tak poprzeklinac z wyczuciem 🙂 ale czasem w towarzystwie za dużo przeklinanie i wtedy wstyd mi, bo to tak z boku ładnie nie wygląda. Dobrze że nie bywam w nazbyt kulturalnych towarzystwach 😀

    Odpowiedz
    • julia says:

      a wiesz jak mi wstyd! bo ja przeklinam cały czas. Kto mnie zna to już wie. oczywiście jak są dzieci to staram się jakoś hamować..
      ale jak wyjdę z dziewczynami na wieczór do kina, kolację to okropnie! no okropnie! 🙂

      Odpowiedz
    • julia says:

      no i moja Kochana, pamiętaj, że poznałyśmy się osobiście i z Twoim urokiem i wdziękiem to Ty mogłabyś tylko przeklinać i nic z kobiecości nie starcisz!

      Odpowiedz
  43. Monika says:

    Fantastycznie jest mieć córkę która ciągle gada jak opętana . Znam to!!! mam identycznie Lenucha (tak w domu mówimy) gada i gada wymyśla nowych dziadków babcie siostry ( dobrze że rodziców nowych jeszcze nie wymyśliła) buzia jej się nie zamyka , więc dokładnie rozumiem co jest u Ciebie. Wyrazów z literką „r” i „p” masa u Nas no cóż czasem jakąś taką ulgę przynoszą . Nic tylko kochać ten stan niedługo urośnie i co skończy się gadanie …..a może nie bo przecież mama też gaduła jak u Was. Ale Bliźniaki tak mają. Pozdrawiamy Tosię i Całą Waszą rodzinkę.

    Odpowiedz
  44. Emilia S says:

    Jusu Jula jak ja Cie rozumiem. Mam tak od Niedzieli, z tym wstawaniem lewa noga…bo wczoraj zacza sie ostatni tydzien w mojej starej pracy…9 lat tu bylam i pomimo, ze sie ciesze, ze odchodze bo swietne stanowisko i jeszcze lepsza firma to mi jakos smutno i przykro…Klne akcentujac chyba wszystkie mozliwe do akcentowania litery, cierpiwosci do mojego meza, syna i psa nie mam wcale. Strach miesza sie z ekscytacja i lekiem przed nowym wyzwaniem i najchetniej przespalabym caly ten tydzien w cholere. O! A jak sie mnie moj P pyta ,Co sie dzieje myszko?’ to mam ochote go zabic, pocwiartowac i w ogrodzie pochowac…

    Odpowiedz
    • julia says:

      no ten mój też mnie tak do szału jak ja mam humor obrażony na cały świat a On mi „puszku, puszku”… 😉
      gratuluję Emilko nowej pracy :* baaaardzo się cieszę.

      Odpowiedz
  45. Ewa says:

    Jak ja Cię kobieto uwielbiam 🙂 pozdrawiam z ogarniętego chaosem i szałem dzieciowym domu 😉

    Odpowiedz
  46. Patrycja says:

    Bosko, jadę w autobusie i jak głupia śmieję się sama do siebie, a raczej do Twoich liter

    Odpowiedz
  47. Ela says:

    Julia a ja troche z innej beczki?robisz Tosi regularnie jakies badania?typu wlasnie pobranie krwi, mocz?wiem ze czesc mam to robi, mijako dziecku raczej nie robiono, ja robilam to tej pory dzieciom raz i od jakiegos czasu zastanawiam sie jak podejsc do tematu…

    Odpowiedz
    • julia says:

      czasami o tym myślę, ale bardziej robię sobie z racji wieku i tego, że nie może zabraknąć Im Mamy.
      Tosia nie wykazuje żadnych objawów, więc też jakoś nie jestem nadgorliwa w tym temacie.

      Odpowiedz
  48. Magda M. says:

    Lubie czytać Twoje posty.
    Takie spontaniczne
    Takie dwojakie
    A nie jak na części blogów parentingowych słodkie dyrdymaly ubrane w wyrafinowane słowa z najwyższej polki, podkreślone moralne z pseudo domieszką humoru.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  49. chyba coś te pechy zmówiły bo mnie ostatnio też nawiedziły.

    buziaki optymistyczne :*

    Odpowiedz
  50. Magda Tete says:

    Julio,
    o historii z biedronka rozmyślam ….i tych ‚chińskich’ nie lubię!……….. w naszej
    ramie okiennej przezimowaly i teraz wpraszaja się przy każdym uchyleniu okna!!
    a co do nogi- mój brat jest po wysokiej amputacji prawej nogi…. i właśnie sobie uświadomiłam, że on zawsze wstaje lewa nogą 🙂
    może to dziwne,ale dopiero ta amputacja przywróciła mu radość życia i uwolniła od ciągłego bólu. już niedługo będzie miał protezę i jest szczęśliwy! mimo wstawania lewa nogą 😉

    całuję mocno
    Magda Tete

    Odpowiedz
    • julia says:

      ależ oczywiście, ludzie z takimi przypadłościami są o wiele szczęśliwsi niż Ci co mają nogi, ręce, pieniądze, auta wypasione i inne życiowe luksusowe dodatki. zresztą kolejny post będzie o tym 🙂
      uściski dla brata 🙂
      i dla Ciebie milion całusów.

      Odpowiedz
  51. Madzia says:

    Jak ja uwielbiam Pani notki;)). Zawsze czekam na kolejne:d. A to mój zły dzień był wczoraj i to 13 w poniedziałek;pp. Ach ta Tosia fajna dziewczynka;)) a zdjęcia to nie przypadkiem zrobione w Śląskim Ogrodzie Botanicznym? Pozdrawiam serdecznie, dobrej nocy;))

    Odpowiedz
  52. Asia says:

    Każdy ma Julka czasami takie dni. Oby kolejne były lepsze. Sama wczoraj miałam taki dzień że myślałam że wyjdę z siebie. Od rana w biegu pędzie, po pracy obiad kupiony mna wynos bo czasu nie było coś zrobić wylał się w samochodzie. I teraz mi wali zupą cebulową. Więc słow na p, k z wibrującym r to nie zliczę. Potem jeszcze Kuba zgubił szkło z okularów..i nie ma pojęcia gdzie jest..Wyciszyłam się czytając im książkę wieczorem..napiłam herbaty z sokiem malinowym, zjadłam pudełko lodów, przytuliłam do męża i dziś już znacznie lepszy dzień
    Ściskam Was! u mnie też dwie gaduły które jak zaczną mówić to przestać nie mogą..

    Odpowiedz
  53. o_mooli says:

    Ależ się ubawiłam przy tym poście…:) każdy ma takie gorsze dni… ja dziś tak samo miałam iść na badanie krwi…po czym kończąc omleta z owocami, doznałam olśnienia w sprawie badania i dzwonię do przychodni co by się upewnić, czy aby na pewno na badanie krwi trzeba być na czczo 🙂 oczywista oczywistość nie taka oczywista 🙂 Miłego 🙂

    Odpowiedz
  54. Mary says:

    Napisz prosze gdzie kupiłaś te swietne rajstopy Tosi?

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.