macierzyństwo

targi

kiedy miałam 19 lat urodziła moja siostra. bliźniaki. dwie niezwykłe, zdrowe dziewczynki.

pamiętam, że w dzień Ich powrotu ze szpitala w domu powiesiliśmy transparent „witamy trzy damy” i na każdą z Nich czekały kwiaty.

był to czas, kiedy od wczesnej wiosny do późnej jesieni nie schodziłam z motocykla przemierzając kolejne setki i tysiące kilometrów..

był to też czas najlepszej, beztroskiej młodości. choć u mnie trudno było o inną..

i nagle w tym moim świecie pojawia się poważna rola. rola młodej ciotki.

która czasami całe dnie, a nierzadko całe weekendy spędza samotnie opiekując się dwójką niemowlaków..

wstawanie w nocy czasami po czterdzieści razy. karmienie. kąpanie. ubieranie. wyprawianie na spacer. wszystko podwójnie. a dzieci energii nie szczędziły..

 

po ośmiu latach decyduję się na dziecko. mocno świadomie.

kiedy gładzę się po brzuchu, widzę nocne noszenie przy kolkach, ząbkowanie, rozlane zupy, pieluchy i ciągły pośpiech..

wiem, że macierzyństwo to nie tylko piękne sukieneczki i letnie spacery po łąkach.

wiem, że macierzyństwo to mnóstwo wyrzeczeń, nieprzespanych nocy, poświęceń.

ale nie boję sie tego ani trochę. jestem gotowa i czekam.

 

dziś wiele czytam i słyszę o tym, że to piekne macierzyństwo jest kłamstwem.

że te kolorowe czasopisma, równo ułożone na jednej z półek w empiku o radosnym rodzicielstwie, to wielkie oszustwo.

że te zdjęcia tryskających idealnym makijażem kobiet z dzieckiem przy piersi, nie są możliwe do spełnienia…

 

hmm… bo to zależy, czego od życia oczekujemy.

 

żyjemy w czasach niezwykłej wygody. nauczyliśmy się korzystać z pralek, zmywarek, szybkich, nowoczesnych środków komunikacji..

żyjemy w czasach gdzie jakakikolwiek większy wysiłek przerasta nas, wpędzając w stan graniczący z depresją.

chcielibyśmy urodzić dziecko, jednocześnie nie tracąc jędrności ciała.

chcielibyśmy mieć piękne domy, ale i czas by w nich wypoczywać.

chcielibyśmy by w kuchni pachniało ciastem, ale by mąka nie zabrudziła za mocno blatu i podłogi pod stołem.

chcielibyśmy żyć jak z katalogu, ale by jego cena nie była zbyt wygórowana. nawet z naciskiem na „promocyjna”. a co gorsza wiele z nas chciałoby ten katalog w gratisie. jak w Ikei.. z ołówkiem i papierową miarką na dokładkę. I wezmą trzy.. bo za darmo..

 

macierzyństwo jest takie jakim je sobie zbudujemy.

warto zainwestować, bo niezwykle wzbogaca życie, a nic nie kosztuje. nikt nie pobiera od tego podatku i nie płacimy za miejsce postojowe..

dziś kobiety chciałyby mocno na skróty. łatwo. szybko.

dać dziecku czas, czasu nie mając.

dać dziecku spokój, spokoju nie mając..

i poczucie bezpieczeństwa, gdy Im samym go brak.

chciałyby dziś urodzić a jutro w rozmiar 34 wejść.

mieć czas na budowanie wież z klocków, drugą ręką szczytu drabiny w korporacji sięgając..

a w życiu na wszystko jest miejsce i czas. tylko trzeba się z tym pogodzić.

jest czas na pięknie opalone nogi jak i ten na nieuczesane włosy od rana.

czas na nowe ciuchy na wypielęgnowanym ciele jak i ten na brudne, wyciągnięte dresy..

żaden z nich nie trwa wiecznie. a każdy z nich potrzebny by potrafić docenić siebie nawzajem.

nie można przetańczyć całego życia, bo na starość przyjdzie nam samotność i cierpienie.

życie w domowym zakamarku przyniesie poczucie niespełnienia ..

jest więc czas na kino, bal i spacer..

i jest ten na kaszki, klocki i nocne płacze…

najważniejsze by nie zatracić się w żadnym z nich.. a jedynie wiedzieć, że kosztowanie każdego po trochu czyni nasze życie jak z katalogu..

wystarczy jedynie nie przewracać stron za szybko i spokojnie oczekiwać kolejnej kolekcji…

 

 

zdjęcia z niezwykle miłego popołudnia, spędzonego rodziną Szafeczkową, na targach w Krakowie.  Kolaże157 Kolaże158 Kolaże160 Kolaże161 Kolaże162 Kolaże156 Kolaże167 Kolaże166 Kolaże164 Kolaże170 Kolaże169 Kolaże168 Kolaże171 Kolaże172

 

i fotografie z rąk Szafeczkowego Taty.

_MG_6633_1000px _MG_6615_1000px _MG_6698_1000px

ze świata rzeczy materialnych, to wynalazek plecaka ze smyczą jest dla mnie number one.

od niedawna nie wychodzimy bez niego z domu. i na zakupach, kiedy Tosia przestawia makarony na najniższej półce, to ja spokojnie wybieram ketchup. już nie biorę pierwszego lepszego, bo dziecko między regałami mi zniknęło. 

mnóstwo ludzi pyta mnie o niego na ulicach i w sklepach. Ja swój kupiłam tutaj

 

Napisz komentarz...
  1. Marcia says:

    przepięknie..warto się zatrzymać i pomyślec..Na wsystko jest w zyciu jest czas..jak mawiała moja śp Babunia”jest czas na to aby się udało w życiu ale ważnijesze jest to aby się udało życie”..dziękuje ze przypominacie mi co jest najważniejsze..

    Odpowiedz
  2. Marcia says:

    prosze wybaczyc literówki,ale po nocy podczas której spałam moze z 2h bo młodsza ząbkuje a potem zaspałam aby starszą do przedszkola eskortowac-srednio na oczy widze:P

    Odpowiedz
  3. ewelina says:

    …tak wiele ludzi niby świadomie decyduje się na rodzicielstwo a później dziecko przerzucane jest z kąta w kąt, od babci do cioci od cioci do znajomej…a powodów milion, bo praca bo wyjazd,bo zakupy, bo porządki…Przeciez posiadanie dziecka to życie dziecka w rodzinie a nie u sąsiadów 3 dni w tygodniu…
    Czasami przeraża mnie jak ludzie opowiadają, że udało się babcia się zgodziła…pozbyliśmy się na cały dzień…hura
    jestem lekko zniesmaczona takim podejsciem….
    Pięknie to Julka ujęłaś: na wszystko jest w życiu czas….bo taka prawda!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Wiesz, jeden dzień w tygodniu Tosia jedzie do Dziadków. Uwielia tam być. cały dzień zabawa, chowanego, ganianego, budowanie z klocków, sanki.. no bajka.. ja wtedy nadrabiam sprzątanie, mejle i takie tam… i to jest świetny czas. wypoczywam, ale po południu juz tak tęsknie, że dzownie do męża mówiąc „no jedź już po nią”… myślę, że od dziecka czasami trzeba „odsapnąć” ale zdrowo. żeby nie być sfrustrowaną matką… tylko żeby to było wychowywanie dziecka a nie hodowanie potomstwa..

      Odpowiedz
  4. mazek says:

    były targi w kRK, w ten weekend….co to za targi?nie wiedziałam:(

    zdjęcia super:)

    Odpowiedz
  5. sllonecznik says:

    osobiście nie do końca się zgodzę. bo to piękne macierzyństwo moim zdaniem jest kłamstwem. owszem – dziecko jest bardzo ważne i warte wszelkiego rodzaju poświęceń czy tych – przykładowo powiem – nieprzespanych nocy. jednak moje pierwsze miesiące jako matka były straszne. stad moja opinia. a tu – jak ze wszystkim. każdy może mieć swoją. więc nie uogólniałabym zwalając na wygodę i roszczeniowość matek …żałuję, że nie mogę mieć choć kilku dobrych wspomnień. nie marzyłam o „wskoczeniu w rozmiar 34” czy o jakimkolwiek makijażu. marzyłam żeby cokolwiek zjeść i się umyć …. dzisiaj już wiem, że kocham synka. ale żebym mogła to poczuć, musiało niestety minąć kilka dobrych miesięcy. uratował mnie powrót do pracy i to, że w 7 miesięcy synek miał już praktycznie komplet zębów…

    Odpowiedz
    • julia says:

      tak, dużo w tym prawdy co piszesz. moja siostra miała trudne macierzyństwo. studiowała jeszcze. zreszta Ona ciągle studiuje 🙂 nie wiem ile kiedrunków można narobić 😉
      miała bliźniaki. One były strasznie trudnymi maluchami.
      byo cięzko. ale byli rodzice, ja… nie pracowała.. myślę, że dużo tego wychodzi od nas samych.. czasami do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, czasami przy drugim dziecku wiele się zmienia w naszym postrzeganiu.. Dziś np kiedy moja siostra tuli Tosie, mówi: szkoda, że nie byłam spokojniejsza w swoim macierzyństwie, że nie przeżywałam go bardziej intensywnie. że to był bieg i pośpiech.. ale na to wpływało wiele czynników… nie zawsze jest tak samo i moge to zrozumieć..
      Widzisz… u nas Tocha ma 18 m-cy a zęby idą od 6go i ja od ponad roku wstaję każdej nocy koło 5 do 8 razy 🙂

      Odpowiedz
      • sllonecznik says:

        to chyba jednak dobrze, że u nas ząbkowanie trwało krócej 🙂 bardzo ciężko byłoby mi funkcjonować normalnie w pracy po takich nocach jak Twoje…i tak jeszcze na koniec wypowiedzi, żeby już nie było tak negatywnie – bo w końcu jednak „dotarłam” się w tym macierzyństwie, no i wiosna idzie – to powiem, że nie zraziliśmy się z mężem skutecznie do rodzicielstwa i może, jak Bóg da, pojawi się ktoś jeszcze w naszej rodzinie 🙂 Pozdrawiam

        Odpowiedz
      • mamaMałejZo says:

        Moja maleńka też tak wstaje, a ma dop 7 miesięcy, myślałam że się to niedługo skończy, nie pocieszyłaś mnie 😀 co do pięknego macierzyństwa, wszystko da się pogodzić. Ja, MałaZo i mąż mieszkamy daleko od rodziny, 5h jazdy od domu rodzinnego, w obcym mieście, od początku sama zajmuje się Małą, i teraz nie wyobrażam sobie już inaczej, choć przykład miałam inny, bo jak miałam 18 lat moja siostra urodziła syna, którego po 4 miesiącach „oddała” na wychowanie mamie. Być może, gdybym Ja była w takiej sytuacji, gdybym miała mamę po ręką też bym tak zrobiła, ale nie miałam, i nie żałuję, że sama wychowuje swoje dziecko i dziękuję losowi, że mam taką możliwość. I nie wyobrażam sobie inaczej.

        Odpowiedz
        • julia says:

          Wiesz, ja nie potępiam broń Boże „oddawania” dziecka mamie czy teściowej gdy trzeba iść do pracy.. dziś mało kto moze sobie pozwolić na zostanie w domu i celebrowanie macierzyństwa. Czasami żeby było na pampersy oboje muszą cięzko pracowac i wtedy taka mama jak złoto.. rozumeim też kobiety, które chcą sie spełniać i realizować, byleby to nie było po 12 gdzin na dobę 6 dni w tygodniu.. bo to już nie jest macierzyństwo… myślę, że wszystko można wypośrodkować… ale ja mam to szczęście siedziec w domu z Antka i niezwykle sobie to chwalę, choć zawsze byłam mocno aktywna zawodowo..

          Odpowiedz
  6. Magda says:

    Fajne jesteście Dziewczyny:)

    Odpowiedz
  7. Izabela says:

    Jest dokładnie tak jak napisałaś. Bo nie wyidealizowane sny i katalogowe piękno a życie z całą gamą kolorów się liczy. Jak pokazać dziecku jak piecze się ciastka i nie nabrudzić, jak nie dać mu przebiec po tych kaleniach, skoro patrzy na ciebie takim wzrokiem…. Jak utrzymać idealny ład w domu, skoro dziecku właśnie wyobraźnia wybucha 😉
    Na wszystko jest czas, na zadbaną mamę i poznawanie świata przez malucha. Myślmy realnie a nie bezsensownie tkwijmy w idealnym świecie marzeń 🙂
    Piękne zdjęcia i miejsce
    Pozdrawiam. Izabela 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      bo te świat marzeń jest.. on się zdarza… ale właśnie zdarza a nie tkwi wciąż na piedestale.. tyleko , że ta codzienność „niekatalogowa” jest czasami bardziej urokliwa. ta brudna kuchnia, te tłuste włosy i dresy… czy nie taką Mamę kochamy najmocniej? jak z nami w domu się wygłupia.. a potemw piatek niech się wystroi, zrobi pieknie włosy i idzie na randkę z Tatą albo z koleżankami do kina… wszystko jest dla ludzi…

      Odpowiedz
  8. Luiza says:

    Niesamowite jest to, że każda kobieta, która jest mamą sprawę macierzyństwa odbiera inaczej, Ty w wieku 19 lat zostałaś ciocią, a ja w wieku 18 mamą. Nie wyszalałam się, nie chodziłam na imprezy, ale dobrze mi z tym, bo przy małej się spełniam i aż mnie skręca jak widzę moje koleżanki, które zostawiają dziecko byle komu żeby tylko wyjść.. A ja? ja już nie mogę się doczekać własnego mieszkania i rodzeństwa dla Blanki 🙂 A co do zdjęć to jesteś przepiękna ! I gdzie kupiłaś ten „szal” ?

    Odpowiedz
    • julia says:

      Luizka, coraz częściej spotykam tak młode, mądre Mamy. tak mnie to cieszy, że aż czasami o wzruszenie przyprawia.. ale mnie wszystko wzrusza 🙂 Urodziłaś jak miałaś 18 lat… tylko gdy ja będę zmieniać pieluchy kolejnemu dziecku to Ty będziesz szalec na imprezie a dzieci na 18kach u znajomych… jeden swój czas ma teraz a inny potem…
      Kochana, szal kupiony rok temu na wyprzedaży w jakiejś sieciówce..
      I jest mojej przyjaciółki,ale tak mi się podoba, że nagminnie Jej podkradam 🙂

      Odpowiedz
  9. Bożena says:

    Pięknie to napisałaś.
    Że na wszystko jest czas i że trzeba go wykorzystać najlepiej,jak się potrafi. Nieraz wycisnąć jak cytrynę.
    Fakt,Twoje pokolenie ma o wiele łatwiej,bo pampersy,pralki automatyczne,gotowe jedzenie w słoiczkach, piękne ciuszki do kupienia w sklepach…
    Nie trzeba tracić czasu na pranie i prasowanie pieluch,gotowanie i przecieranie zupek, szycie ubrań dla dzieci,a ten czas pośięcić po prostu na bycie z Nim. Bo on się już nie powtórzy.
    Czasem zal mi,że nie urodziłam się póżniej i nie miałam szansy na skorzystanie z tych wszystkich udogodnien,które dzisiaj są uznawane za normę.
    No,ale moja Mama mówiła do mnie to samo…
    Wazne,zeby kariera nie stała na drodze do szczęścia dziecka,lub dziecko na drodze do kariery.
    Chociaż podobno niektórym udaje się połączyć jedno z drugim. 😉

    Odpowiedz
    • julia says:

      Pani Bożenko, myślę, że udaję się pogodzić jak ma się takich męzów jak my. to wiele pomaga. kiedy ma się to oparcie. kiedy On wie, wspiera, dopinguje, doceni, pomoże… wtedy ze wszystkim łatwiej. z macierzyństwem, karierą, domem. ze swoimi smutkami i fochami kobiecymi…
      ja myślę, że ojcem mojej radosnej codzienności, macierzyństwa, blogowania jest ta baza w mężu.. który zawsze stoi u boku. dzięki któremu nic nie jest straszne…

      Odpowiedz
  10. Marta says:

    Urodziłam mając 18 lat, teraz będąc niespełna trzydziestoletnią już podwójną mamę, mogę spokojnie napisać, że mamą być jest bardzo trudno, że wymaga to wielu wyrzeczeń, smutków i łez. Matura zdawana z niemowlakiem w samochodzie, studia, egzaminy, praca za 800 zł, i ciągłe proszenie się rodziców o 100zł bo kasy za mało na pampersy.
    Pomoc dostałam, codziennie dziękuję, dziękuję mamie, tacie, siostrze, że byli, pomogli, bez nich nie miałabym tego czym teraz chwalę się na prawo i lewo. Jestem dumną mamą, której się udało! Która poświęciła całe dorosłe życie dzieciom, która trzyma wysoko głowę słysząc że wyglądamy jak siostry z moją jedenastolatką. Wiecie jakie to uczucie ? Ja 30, ona 11 ?

    Bo żeby coś osiągnąć trzeba chcieć! Bo żeby być w życiu szczęśliwym należy swoje katalogowe marzenia schować do szuflady, swoje ambicje, potrzeby. Człowiek staje się szczęśliwszy, gdy zaczyna powoli dostrzegać że życie jest wspaniałe, że życie i że wszystko zależy od nas i od naszego nastawienia. Bo jeśli chcesz mieć „rozmiar 34” weź się za siebie, zacznij ćwiczyć, zacznij się zdrowo odżywiać, jeśli chcesz iść do kina, idź, jeśli mąż chce iść na piwo, zaproponuj że go odbierzesz i do domu dowieźć w nocy o północy. Drobnymi gestami, sytuacjami, możemy zmienić nasze macierzyństwo. Uśmiech za uśmiech, niby bajka a sprawdza się.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Jeżeli miałabym zrobić top ten z komentarzy na swoim blogu to byłabyś tam.. o rany.. napisłaś coś wspaniałego. prawdę opartą na właśnym doświadczeniu. bo gdybać łatwo..
      łatwo też o mądrowanie gdy ma sie bogate macierzyństwo, gdy jest piękny dom i mądry, zaradny mąż..
      ale w tym wypadku powinnas mi się tu skarżyć i płakac jakie to życie okropne było.. a tutaj.. proszę. no jesteś moją bohaterką! dziewczyno uwielbiam to co napisałaś!!! jesteś Wielka!!

      Odpowiedz
      • Marta says:

        No co ty Julia ? 🙂 zawstydziłam się…
        Miłe co piszesz.
        Mogłabym napisać wiele na temat tego jak trudne jest macierzyństwo z perspektywy moich doświadczeń ale po co ? Liczy się to co jest tu i teraz. Wspominać można, obejrzeć zdjęcia, ale użalać się sensu nie ma. Wiesz co mnie zawsze denerwowało ? Zazdrość, zazdrość która u niektórych jest tak rażąca, że boję się czasem przyznawać, jak mi kurcze fajnie, jak wszystko mi się udaje, bo od razu mam wrażenie jestem ta zła, bo przecież to niemożliwe że się udaje.
        Kiedyś usłyszałam od kolego, że musimy kraść skora stać nas na wszystko co mamy. Bardzo mnie to zabolało, fakt dostałam na start to i owo od rodziców, teściowe też starali się dorzucić cegiełkę ale na resztę zarabiam sama, pracuję na pełny etat, płacę sama rachunki, kredyt, jestem samodzielna. Pewnie nie jedna osoba potwierdzi, że wiele przyjaźni z lat młodości rozpada się właśnie przez zazdrość. Jednym się udaje, innym nie. Takie życie. Mnie się udało! 🙂 Tylko praca mogłaby być lepiej płatna ale co tam 😉 Ważne że dzisiaj mam mięso na mielonego ;)pozdrawiam :))

        Odpowiedz
        • julia says:

          skąd ja to znam…
          ludzie mnie pytają czy nie boję się pisać jak mi dobrze, bo inni mi będą źle życzyć…
          A mnie nie jest epiej od nich, tylko lepiej potrafię to doceniać…
          Zapsałam adres Twojego bloga do ulubionych, w pierwszy wolny wieczór zasiadam i nadrabiam!
          Jesteś niesamowita..
          a zdanie z mięsem na mielonego jak z moich ust 🙂

          Odpowiedz
    • o właśnie właśnie – żeby coś mieć trzeba o to walczyć – raz mocniej raz z pełnym luzem – różnie bywa – ale nic samo z garnka nie wyskoczy 🙂

      Odpowiedz
      • sllonecznik says:

        dziewczyno dzielna jesteś … ja już w swoim komentarzu nie chciałam ruszać kwestii finansowej. bo ta, zmienia WIELE rzeczy. jest o niebo łatwiej gdy się człowiek nie musi martwić o podstawy bytowe a gdy ma w nadmiarze .. to już w ogóle bajka. można się wtedy spokojnie skupić na dziecku i rodzinie.

        Odpowiedz
        • julia says:

          bez żadnych wątpliwości dobry status finansowy to jeden z podstawowych warunków szczęśliwego macierzyństwa. żeby na mleko było, na maść, na wanienkę.. żeby było na flipsy.. bo kiedy nie ma na podstwowe rzeczy dla dziecka to trudno mówić o radości z macierzyństwa… tym bardziej jak tak mocno kochasz, tak chcesz dobry byt zapewnić a trudno jest… czasami jest trudno bo zostaje się samotną matką, bez rodziców i to jest dramat… a czasami z własnego lenistwa..

          Odpowiedz
  11. szafeczka says:

    A co do zdjęć gdzie składać reklamację? Do Ciebie czy do Andzi?? Do Andzi mam bliżej 😉

    Odpowiedz
    • julia says:

      Do Andzi, tam gdzie jesteśmy na Nich to ona robiła :))

      Odpowiedz
    • andzia... says:

      do mnie reklamacje? O mnie tu słowa nie ma 😉 Karola tak czy siak zapraszam, póki jestem blisko bo już niedługo na drugim końcu Krakowa będę.
      I jeszcze jedno 🙂
      I ja dziękuję bardzo za sobotni czas przyjemny 🙂
      Oby szybko wiosna była, co by się spotkać na tej sesji w parku, na Rynku, na Plantach, na kawie na Kazimierzu 🙂

      Odpowiedz
  12. Ania says:

    Pięknie , lekko napisane…jak zawsze 🙂
    Ważne by uświadomić sobie że na wszystko jest czas… i nie ma potrzeby spieszyć się i przekartkować życie.

    Swoją drogą na tych zdjęciach wyglądacie katalogowo:) piękne, szczęśliwe , spełnione.
    Plecak znam już długo…. dokupiłam do kompletu pszczółkową walizkę. Na wakacje jak znalazł!
    Pozdrawiam
    Ania
    Pudercraft

    Odpowiedz
    • julia says:

      walizkę na razie używamy do pakowania zabawek.. ale mam nadzieję, że i niebawem na lotnisko się przyda..
      bo ja jestem spełniona i szczęśliwa.. tak bardzo.. tylko piękna już może mniej 😉

      Odpowiedz
  13. kasia says:

    Ostatnio stanowczo za często się wzruszam. Do tej pory zrzucałam to na „hormonalną burzę”, no ale …. przeciez minęły już dwa lata od kiedy „mały” jest na świecie. Wzruszam się czytając artykuł, oglądając film, reporatarze, rekalmę!!, patrząc na „małego” i „dużego” układających klocki i wzruszam się czytając to co piszesz. Nadwrażliwość? Nie wiem. Może poprsotu taką duszę i serducho mam co nie jest obojętno, na to co ważne dla mnie, ale i dla innych. A w tamcie posta, jest ostanio trend mówienia „prawdy” o macierzyństwie, że nie jest bajkowo, a wręcz ciężko, ponad siły, gloryfikacja umartwiającej się Matki nie mającej na nic czasu.Nie mówię, że tak nie jest, ale przecież nie jest tak od wczoraj… trochę inne realia życiowe, ale też wiele ułatwień, dlatego warto zawsze patrzeń na szklankę i widzeć ją do połowy pełną, a gdy jest bardzo źle poprostu bardzo mocno przytulić!!!

    Odpowiedz
  14. Marlena says:

    To chyba nie do końca tak, że mamuśki są tak bardzo roszczeniowe, bo Julko w takich czasach przyszło nam żyć że ”wyścig szczurów” wkradł się w macierzyństwo. Gdy ktoś opowiada mi ” no wy to teraz macie luksusy, pampersy, zupki w słoiczkach, elektroniczne nianie, wiedzę z każdej strony co i jak zrobić aby dziecku było dobrze”. To wiesz co wkurzam się bo, jednak często wtedy, było lepiej bo mama która piastowała swoje dzieci, prała tetry, piekła ciasta, zajmowała się tylko tym i nikt jej za to nie piętnował, nikt nie mówił że nie ma ambicji , że się zaniedbuje, że się cofa. A my musimy być trochę katalogowe, no musimy bo inaczej to staniemy się takie jak z ” poprzedniego sezonu” a tego nikt nie chce. Moje dzieci dają mi popalić tak przyznaje się do frustracji z tego powodu, przyznaje się że jeżdżą do dziadków, nie nie podrzucam ich, wogóle co to znaczy podrzucać dziadkom? Mają tam dziecięcy raj, a my z Krzysiem cyk do kina, cyk na imprezę, koncert,kabaret. Wracamy i stęsknieni, spełnieni, kokosimy się dłuuuuuuuuuuuuuuuugo a potem tatko robi śniadanko i znów jest wszędzie cudownie frustrująco hhha

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ależ tak.. nasza Tosia też została z dziadkami jak pojechaliśmy na weekned do spa czy jak gdzieś wychodzimy.. ja często wychodze do kina, z koleżankami… choć wtedy zostaje Adaś.. zgodze się też z tymi trendami, że wymagają od nas dużo. że mamy być cudownymi matkami, jak i businesswoman, mamy gotować i mieć obcasy niebotycznie wysokie przy tym… tylko stop… kto? kto wymaga? otoczenie? to ja mam w nosie otoczenie. ważne, że mój mąż nie wymaga.. dla niego mogę być cały tydzieńw dresie z tłustymi włosami i tak samo kocha naszą codzienność. chwali i ceni za zapał, za pomysły… Jego opinia mi ważna.. no ale ja wyjątkowo trafiłam 😉
      wiem, że niby mamy ułatwienia a z innej strony są trudności… wiele w tym prawdy ..

      Odpowiedz
      • Marlena says:

        Julio trzeba mieć luksus, tak luksus olania otoczenia. Ale często to właśnie mama, teściowa, mąż powodują te chciejstwo i gdy się nie daje rady to efekt wiadomy, smutek, rozczarowanie. Ja wolę jak bliskie mi mamuśki szczerze powiedzą że maja dość niż miałyby roztkliwiać się nad każdym karmieniem piersią, czy cudem wstawania w nocy a w środku krzyczeć. We wszystkim musi być równowaga.Jestem zwykłą babą recepty na dobre macierzyństwo nie mam, ale i ta która z ogromną radością sprząta po raz setny rozsypane kredki myśląc ”ah ta chwila minie, i będę za tym tęskniła” jak i ta która zbierając te same kredki będzie pod nosem klneła myśląc bardzo źle o tych małych stworkach które w magiczny sposób robią bałagan, ale nie potrafią swej magii używać do robienia porządku. I ta i ta mogą być dobrymi mamami bo kocha się nieszablonowo, nie jednoznacznie, niepoliczanie, nieopisanie więc temat pewnie nigdy się nie wyczerpie 🙂

        Odpowiedz
  15. anna says:

    OOOOO nie tylko nie smycz dla dziecka.

    Odpowiedz
    • julia says:

      a dlaczego nie? nie rozumiem. w każdym innym kraju norma jak wózek czy chusta… ułatwia Mamie życie z dzieckiem… daje dziecku luz i swobodę. bezpieczeństwo. a mamie spokój. zrozumie tylko każda Mama. wchodze z dzieckiem do reala po zakupy, mam wózek, nasze kurtki, torebkę, koszyk na zkupy i Tosie która nie chce siedzieć w wózku… co mam zrobić? ganiac ją po sklepie z tymi pakunkami? zostawić w wózku żeby była neszczęśliwa?

      Odpowiedz
  16. Pięknie napisane!
    I Wy śliczne Dziewczyny, wszystkie!
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  17. Milena says:

    jestem złą matką 🙁

    Odpowiedz
  18. Joanna says:

    takie to prawdziwe , co do smyczy to chyba u nas w Niemczech to by do Jugendamtu zadzwonili że dziecko w niewoli jest trzymane 😉 choć mi osobiście pomysł się podoba

    Odpowiedz
    • julia says:

      wiesz jak ludzie reagują.. szok.. a w Anglii każde dziecko z tym plecaczkiem pomyka. nikogo nie dziwi. ale mnóstwo ludzi uznaje to za wspaniały wynalazek i podpytują gdzie kupiłam 🙂

      Odpowiedz
    • Magda says:

      ja w Uk mam plecaczek i wiele moich kolezanek. i wlasnie dla bratowej w niemczech taki kupuje w prezencie. szeleczki sa powszechnie dostepne w kazdym kraju. nie rozumiem niektorych komentarzy.

      Odpowiedz
  19. Agacina says:

    Dopisałabym do Twoich pięknych zdań jeszcze kilka, bo zgadzam się w 100% Czasem trzeba stanąć na chwilę i zastanowić się, co w życiu jest dla nas ważne, co ważniejsze. Nie można mieć wszystkiego, bo nie umielibyśmy dostrzec wartości tego, co już posiadamy. A co do macierzyństwa, to wiadomo – trudno jest jak diabli, nie raz ręce opadają, łzy po polikach ciekną, tchu brak, ale jak rzadko się to zdarza w stosunku do radości i miłości, którą w zamian dostajemy… p.s. ja tam lubię w dresie śmigać, zwłaszcza w domu! ;P
    Koniecznie buziaki dla Tosi :*

    Odpowiedz
    • julia says:

      ja mam dresy w domu zawsze. nawet jak są goście to ja ich przyjmuję w dresie 🙂 dla mnie dom to dresy 🙂 niewyobrażam sobie inaczej 🙂
      o rany.. każdy tak ma.. ile ja razy ręce załamałam i pod nosem przeklinałam.. ale to przecież normalne.. a nawet konieczne żeby macierzyństwo było kompletne 🙂
      buziaki dla Agacinki :*

      Odpowiedz
  20. gosik says:

    nikt nie mowil,ze bedzie latwo…ale ja juz sobie nie wyobrazam zycia bez tej mojej kruszynki 🙂 jedyne co bardziej doceniam to jej juz samodzielnosc.
    No i musze powiedziec,ze piekne z was 4 dziewczyny i czekam na wiecej waszych wspolnych zdjec 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      o tak.. z dnia na dzień.. ten rozwój, zmiaany.. to jest niesamowite. to wszystko tak rozczula..
      więcej zdjęć wspólnych na wiosnę 🙂

      Odpowiedz
  21. Ja jestem mamą trójki dzieci. Świadomie w sumie dwóch, bo trzeci najmłodszy to gratis – żeby nie było , że coś zatajam :). Ale jest najukochańszy, zresztą jak pozostała dwójka. Nigdy nie chciałam tego o czym piszesz – że chciałoby się – bo zgadzam się z tym ,że jest czas na dresy i wieczorowe kiecki itd. Trzeba tylko podchodzić do tego z sercem, siedzę w domu 6 rok – niektórzy myślą ,że tęsknię za pracą – jestem programistką – więc nie jest to najgorszy zawód świata pod względem zarobków – a ja wybrałam siedzenie z dziećmi i szycie ubranek i akcesoriów dla swoich i cudzych dzieci – robię to po nocach – żebym mogła w dzień bawić się z dziećmi i kochać je kosmicznie. Coś za coś. Mam to szczęście, że potrafię to wszytko do kupy składać…..ale niektórzy naprawdę nie mają tej możliwości. niektórzy nie widzieli czym tak naprawdę macierzyństwo jest, a nie jest to sprawa której można spróbować , a jak się nie spodoba to zrezygnować , macierzyństwo z punktu widzenia komfortu jest koszmarne – dzieci są istotami, które totalnie pochłaniają i nie dają żyć swobodnie – tak jest …więc jeśli ktoś się z tym nie godzi i nie potrafi sobie z tym poradzić to przecież nie jest tym gorszym rodzicem…wiec trochę się nie zgadzam z takim powiedzeniem o tym życiu z katalogu – bo niektórzy naprawdę mają piekło na ziemi przez dzieci i to jak one nasze życie czynią, nie ze swojej winy, nie z winy świata – takie jest życie. Niesprawiedliwe. Sama tego nie rozumiem dlaczego tak może być. Ale rozumiem o co Ci chodzi i byłoby fajnie jakby każdy tak mógł czuć 🙂 Wogóle tak ładnie piszesz.

    Odpowiedz
    • julia says:

      w zupełności się z Tobą zgadzam.. ja pisałam o tych macierzyństwach z podstawową bazą do szczęścia.
      Myślę, że nie da się być szczesliwą matką gdy ,masz męża alkoholika, despotę …
      nie da się być spełnioną gdy masz na głowie maturę, chłopak zwiał a rodzice wstydzą się przed wsią za Ciebie..
      ja wiem jakie są przypadki, jak życie potrafi być koszmarne..
      to zupełnie inna bajka, inny temat.. to dramaty ludźkie.
      ja miałam na myśli te macierzyństwa gdy mąż dobry, gdy praca w miarę jest i na mleko nie brakuję, gdzy dziecko zdrowe…
      Ale mam nadzieję, że wiesz co chciałam powiedzieć..

      Odpowiedz
      • Tak tak wiem i rozumiem o czym piszesz 🙂 I w pełni się z tym zgadzam, tylko najgorsze jest to, że właśnie nie tylko jest takie macierzyństwo i ojcostwo. Ja naprawdę często jestem jedyna mamą , która na placu zabaw się bawi z dziećmi , na początku swoimi …a potem jakieś 15 dzieci się zbiega – a rodzice siedzą na ławce i odpoczywają czy coś tam innego robią – jak dla mnie po prostu nie wiedzą jak się z dziećmi bawić i nie są w stanie dopuścić do siebie myśli, że z dzieckiem można fajnie spędzać czas – i wydaje mi się, że to stąd to chcenie o którym piszesz. Że ludzie chcą ciągle czegoś czego nie mają, a nie widzą co mają 🙂 Jeju jak tak ciężko się rozmawia przez komentarze..hihih. Ja przez to, że mam tą moją trójkę to mogłabym godzinami o macierzyństwie. 🙂
        Ale jedno wiem na pewno dzięki mojej siostrze , która zresztą zaszła w ciążę będąc panienką na studiach – a teraz ta cała afera przerodziła się w bajkę 🙂 oczywiście w granicach rozsądku – ale ona mi powiedziała jak zaszłam w ciążę i ja mówiłam , że dobrze by było żeby dziecko zdrowe się urodziło – mówi tak :”A co kochać nie będziesz jak będzie chore?? ” – i wtedy tak mi się przestawiło myślenie trochę i przechodząc do puenty – że trzeba brać życie jakim jest – to macierzyństwo jakie mamy – jest źle czasem , czasem dobrze ..ale w żyje się przyjemniej jak się lubi co się ma!! Oczywiście z tym złem złym – jakimiś patologiami nie koniecznie trzeba się godzić.Ale ja tu o tym chceniu czegoś. Jeju mam wrażenie, że lekko zjechałam z tematu – wybacz…ale to Ty prowadzisz takiego fajnego bloga 🙂

        Odpowiedz
    • Mira says:

      Dokładnie! Ktoś mmógł strasznie chciec dziecko a to dziecko tak mu daje w kość, że w głowie się nie mieści.. I a propos tego polecam artykuł: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,10915937,Jestem_matka__Nie_kocham_swojego_dziecka.html

      Odpowiedz
  22. Monika says:

    Post chyba specjalnie dla mnie 🙂 Za kilka dni zostanę mamą i już nie mogę się doczekać kiedy zobaczę moją małą Matyldę. Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  23. Loli - Justyna says:

    prawda, ze nasz punkt widzenia zalezy od oczekiwan, a jaestem zdania,ze wszystko da sie pogodzic, tylko ta perfekcja juz jest inna perfekcja:D
    A co do plecaczka to ciesze sie, ze tak sie sprawdza. Bo ja, jak zwykle, daleko na wyrost zakupilam maly plecaczek sówka skip hop na smyczy jak Julek mial z 5 miesicy. Wszyscy pytaja zy ja nie powariowalam,ze plecak mlodemu kupilam i to tak wczesnie. Ale ja trzymam sie swojego, ze sie nda i widze, ze na bank sie nada:D
    Wybacz, jak bledy i literowy (jak zwykle:D).Bo ja z doskoku na kompie, ukrywam sie, bo Julek tez chce klikac jak ja klikam.
    Justa

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ja Tosi kupiłam jak miała koło 8-9 miesięcy bo już się doczekać nie mogłam 🙂 a teraz jak ulał.. ja jestem bardzo zadowolona. i w nosie mam tych co krzywo patrzą, a jest ich mnóstwo…

      Odpowiedz
  24. Ola says:

    na Twojego bloga wpadłam „przelotem” i zaintrygowało mnie, że na wielu zdjęciach Tosia jest bardzo podobna do mojej córeczki 😀

    Teraz zaglądam regularnie, bo uwielbiam czytać i oglądać przeurocze zdjęcia i Tosię:)

    Ja na macierzyństwo zdecydowałam się świadomie po 30 i teraz się nim po prostu delektuję. Nigdy w życiu nie byłam bardziej szczęśliwa:) Jestem spokojna, mam pokłady cierpliwości o jakie bym się nawet nie podejrzewała 😀 W pracy zrobiłam sobie przerwę na bezpłatny urlop wychowawczy i wiem, że to jest nasz czas – mój i mojej córeczki, czas który się już nie powtórzy, dlatego czerpię z niego garściami.
    Nie poznałam ciemnych stron macierzyństwa, chociaż nie twierdzę, że ich nie ma. Może to mi trafiło się dziecko „bezproblemowe”, a może moje podejście i oczekiwania są inne.
    Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    • julia says:

      u mnie podobnie.. wiekowo i też mam urlop wychowawczy…
      i moje dziecko jest normalnie problemowe 🙂 tylko ja się staram mieć podejście bezproblemowe 🙂
      Pozdrawiam serdecznie

      Odpowiedz
  25. I znowu swoim postem w sam środek środka tarczy trafiłaś… czyli w serducho moje… przerażone trochę…
    Bo ja się od jakiegoś czasu z myślą o dziecku budzę… Budzę się i myślę, myślę i boję się ogromnie… Czy dam radę, czy nie za późno, czy szczęście sobie i maleństwu zapewnić będę umiała… czy w tym świecie takim zwariowanym i takim zmierzającym nie wiadomo dokąd to dzieci są naszą przyszłością czy my ich przekleństwem….
    Dziękuję…za nadzieję i otuchę – taką w zwykłe słowa zamkniętą ;-)))

    Odpowiedz
  26. maryś says:

    miałam iść na pocztę, po szpilki…

    Zbudowały mnie „kłopoty”, każdy uniesiony ciężar, każdy supeł na drodze do spełnienia. A te dni w trudach najbardziej, bo kiedy je uniosłam, pokonałam, przekroczyłam – to uczyniły moją świadomość pełniejszą. Wtedy bywało, że ze łzami w oczach przeklinałam rzeczywistość – dziś jestem za nią wdzięczna. I czasy były niekatalogowe. Śpiochy w truskawki. Jedno jajko z którego trzeba było zrobić makaron, jajecznicę, ciasto, naleśniki 😉 Wszystkiego jak na lekarstwo. A cierpliwość, o… Ta przyszła z czasem. Za to dziś – Jego słowa, gesty, spojrzenia i decyzje każdego dnia stawiają takie wzruszające pieczątki naszej (neverending story) „przygody na życie” (bo tak zawsze nazywałam to macierzyństwo)

    Odpowiedz
    • Ech, nie ma co się produkować – LUBIĘ TO!

      Odpowiedz
    • julia says:

      hmm.. no cóż mogę Maryś napisać… ale czy to, że On jest dziś takim człowiekiem nie jest odbiciem tego jaka Ty byłaś Mama gdy było trudno? Choć ja bym chyba nie potrafiła… nie jestem silna, cierpliwa, pełna wyrzeczeń… nie wiem czy dałabym radę gdyby przyszedł mi zły los… ja jestem mocno „hej do przodu” bo los dostałam dobry, a nawet wyjątkowy… o tak, pokory powinam się uczyć..

      Odpowiedz
  27. Tym razem nie do końca się zgadzam, Julia. Owszem, macierzyństwo jest piękne, w każdym jego odcieniu. DLA MNIE, dla Ciebie i dla milionów matek. Zresztą wstawanie w nocy 10 razy to nie jest najgorsza rzecz pod słońcem, żadne to wyrzeczenie w porównaniu, dajmy na to, z siedzeniem przy maluszku przez parę miesięcy w szpitalu dziecięcym, spaniem na gołej podłodze, nawet nie na karimacie, bo nieodkażona… ale to już zupełnie inny temat.
    Są jednak i takie kobiety – a znam ich kilka, zarówno bezdzietnych, jak i dzieciatych – które nie są stworzone do macierzyństwa. Pisałam na poły ironicznie o tym, dlaczego (nie)warto mieć dzieci, i nie zmieniam zdania. Mówię „nie” społecznej presji, że dziecko mieć (nomen omen) trzeba czy wypada. Nie mam prawa oceniać drugiego człowieka, namawiać go, tłumaczyć, że „nie można przetańczyć całego życia, bo na starość przyjdzie nam samotność i cierpienie”. Nie dla każdego starość w otoczeniu gromadki maluchów to spełnienie marzeń. Znam wiele zgryźliwych babć, którym wnuki jedynie „kradną pieniądze”. Nie wolno nam generalizować. Z macierzyństwem jest po trosze jak z prawem jazdy (nie każdy powinien je mieć), a po trosze jak z wiarą (nie każdemu jest dane mieć tę potrzebę). Mamy to szczęście, ten dar, ale pozwólmy innym być szczęśliwymi na swój sposób. Tak myślę. Polecam do posłuchania: https://www.youtube.com/watch?v=t00a7-4xXxo

    PS. Super razem wyglądacie, dziewczyny! A smycz… przeraziła mnie! 🙂

    Odpowiedz
    • Agacina says:

      myślę, że masz rację, tylko w tym poście chodziło o te kobiety, które dzieci już mają a chciałyby mieć dzieci, karierę, pieniędzy na pęczki, czasu tyle samo i życie jak w madrycie godząc wszystko. I to takie „budowanie” wartości tych kobiet, które nie do końca są szczęśliwe w tym całym macierzyństwie, bo nie potrafią lub po prostu nie mają siły spojrzeć na wszystko z innej perspektywy niż zasrana pielucha i kolejna butelka w kolejce do mycia. Wiadomo, nie każda ma dar do macierzyństwa, ale jak już sie ma to trzeba wziąć się z życiem za pas i w drogę! Z uśmiechem na twarzy, bo wieczna podkowa na buzi nic nam nie da, wręcz przeciwnie. A katalogowe życie, to tylko jedne ujęcie grane na potrzebę gazety, reklamy, filmu, jak jest w rzeczywistości każda wie. Jeśli jednak są kobiety, których macierzyństwo przerosło na tyle, że nie widzą jego sensu to muszą pamięta, że zawsze znajdzie się rodzina, która chętnie przygarnie pod swój dach brzdąca i zasypie się górą pieluch, butelek, chusteczek i obdaruje nieprzespane godziny temu Maleństwu. Są tzw okienka życia, są domy dziecka i inne możliwości. Tak jak mówisz, nie każdy powinien mieć dzieci, tylko szkoda, że te niechciane maluszki są mordowane, wyrzucane, palone, bite… a to wszystko właśnie z bezsilności kobiecej… niestety…

      Odpowiedz
      • Zgoda, że jeśli dziecko „już jest” to trzeba się wziąć za bary z rzeczywistością. Przynajmniej postarać się nie skrzywdzić tego małego człowieka, jeśli nie jest się w stanie dać mu wystarczającej miłości, czasu, akceptacji… chociaż go celowo nie krzywdzić. Nie naprawimy jednak świata takimi słowami. Jeśli ktoś jest nieczuły na potrzeby drugiego człowieka, nieempatyczny nawet wobec własnej „koszuli najbliższej ciału” to… kurcze. Mnie się wydaje, że do tego trzeba samemu dojść, nikt nie jest w stanie słowami do tego przekonać. A sięganie „wyżej” w naszej rzeczywistości wiąże się niestety często ze zwykłą walką o własny kąt. Ponadto macierzyństwo nie kończy się z pójściem dziecka do szkoły. I wtedy hop w korporacyjny uniform i z powrotem na drabinę. Nie ma tak łatwo. Dlatego uważam, że albo rybki albo akwarium. Pogodzenie tego jest sztuką graniczącą z niemożliwością. Sztuką, w której istnienie nie wieżę, tak samo jak nie wierzę w istnienie Świętego Graala.

        Odpowiedz
    • julia says:

      Ależ ja jestem zdania, że macierzyństwo nie jest dla każdego, a wręcz przeciwnie… macierzyństwo powinno nam być dopuszczane gdy przejdziemy milion psychotestów…
      znam i mam mnóstwo przyjaciół co dzieci nie chcą i ja ich świetnie rozumiem..
      mówiąc o tańczeniu w zyciu mówiłam o całości.. o bawieniu sie egoistycznie życiem.. bo znam takich co tylko brali, zyli pod publikę a na starość nie miał im kto pampersa zmienić a na dom starości nie byo stać..
      a smycz.. cudowna rzecz. moje dziecko jest szczęsliwe bo chodzi gdzie chce, znaczy ciąga mnie za sobą, a ja sie nie boję, że zginie między ludźmi i regałami gdy ja na sekundę zawieszę wzrok na przyprawach do mięs. fantastyczna rzecz!

      Odpowiedz
      • Ja nie chcę, żeby moje dzieci zmieniały mi pampersy… Nie po to teraz poświęcam im czas i zamierzam poświęcać tak długo, jak będą potrzebowały. Tak nieegoistycznie to robię, nie licząc na zapłatę w postaci wiktu na starość.
        A jeśli ktoś ma ochotę bawić się całe życie, uważam że ma do tego święte prawo. Jeśli potem nie stać go na dom opieki, to oznacza, że był zwyczajnie głupi.
        PS. Bardzo fajny ten nowy nagłówek. Maryś znów czaruje! 🙂

        Odpowiedz
  28. magda says:

    Jula – co prawda to prawda … macierzyństwo jest trudne ale w zależności od tego jak ten trud na siebie weźmiemy i w jaki sposób go poukładamy, może być piękne , mimo nocy zarwanych, braku pieluch, zimnej kaszki i całej prawdy ,o której jak wspomniałaś kolorowe czasopisma ni w ząb nie mówią… jestem mamą Czwórki i jestem szczęśliwa że mam ich wszystkich, bez względu na trudności, to chyba miłością się nazywa :))))

    Odpowiedz
    • julia says:

      czyli można miec czwórkę i być szczęśiwym, spełnionym.. choć nie raz ostatkiem sił myć zeby a potem i czasami płakac w poduszkę pewnie… to też kwestia charakteru.. jeden z jednym dzieckiem rady nie daje, inny z czwórką jak w raju się ma… dlatego czasami temu pierwszemu trzeba coś powiedzieć, czasami kopnąć na rozpęd… a nóz się uda… 🙂

      Odpowiedz
  29. Emilia says:

    Pieknie wygladacie 🙂 Piekne mamy i jeszcze piekniejszed corki. Pieknie napisane – jak zawsze zreszta;)

    Kocham smycz, tez ja kupie 🙂

    Odpowiedz
  30. andzia... says:

    „dać dziecku spokój, spokoju nie mając..”
    to zdanie jest dla mnie najważniejsze.

    Beata Pawlikowska pięknie też o tym napisała.
    Czytałaś mi ten tekst z żółtej kartki jak byłam u Ciebie.
    Ja go wydrukowałam i dałam go siostrze.
    A z Twoich słów Julisiu dałabym Jej to jedno właśnie zdanie.

    Odpowiedz
  31. Agula says:

    Cudne zdjęcia i mądre przesłanie! Pozdrawiamy 🙂

    Odpowiedz
  32. Alcydło says:

    wiele jest prawdy w tym co piszesz…
    ale mnie osobiście nie pociąga życie „jak z katalogu”:) wolę to prawdziwe, nieidealne, z usmarkanym noskiem i buzią upapraną lodami bakaliowymi:))
    pozdrawiam śliczne dziewczyny!:)

    Odpowiedz
    • julia says:

      kiedy ja właśnie o tym.. że żeby było ja z katalogu to musi być ten usmarkany nos 🙂
      ściskam :*

      Odpowiedz
      • Alcydło says:

        wiem Julko:) dobrze odczytałam to, o czym piszesz:) to „ale” było w odniesieniu do tych mam, które chciałyby „mocno na skróty. łatwo. szybko.” i żeby jeszcze zawsze było pięknie jak po photoshopie;)
        zamień to „ale” na „i” 😉
        Buźka!

        Odpowiedz
  33. Jak zwykle dajesz Julio wiele do myślenia swoim tekstem! Twoje słowa na pamięć powinni recytować przyśli nowożeńcy… Dzisiejsi rodzice chcą wszystkiego szybko i łatwo, nie mają cierpliwości… oddają nam dzieci do przedszkola pod opiekę od godziny 6.00 do 17.00 uwierzysz…a są już ponoć przedszkola całodobowe i cieszą się dużym zainteresowaniem…
    Ja niestety upatruję winę tych nieumiejętności rodzicielskich, braku siły w tym przeszczęśliwym dorastaniu młodzieńczym, braku granicy między szczęśliwym dzieciństem a odpowiedzialnym dorasaniem, dzisiejsi rodzice mając tak beztroskie lata za sobą nie chcą z nich rezygnować… Zabawa w dom, owszem, ale potem biorą zabawki i wracają do siebie… a tak nie powinno być… wciąż szukam odpowiedzi gdzie leży problem… Amerykanie już dziś załamują ręce, beztroskie amerykańskie dzieci nie chcą dziś pracować, chcą się bawić i nie mieć problemów, rodzice i tak zawsze pomogą… Boże uchroń przed zmarwieniem, że nasze dzieci będą pasożytami… nie chcę nawet o tym myśleć… Jak zwykle zapraszam Ciebie do mnie… Kasia

    Odpowiedz
    • Marta says:

      Bo oddać dziecko można do przedszkola, nianię zatrudnić, tak też i ja robiłam ale z pracy się wraca i obowiązki są, trzeba ogarnąć dom, trzeba ugotować obiad, trzeba lekcje z dzieckiem odrobić, nie ma czasu na leżenie w wannie, chociaż przy dobrym gospodarowaniu czasem na to też jest czas. Pozostawmy wybór, świadome decydowanie o macierzyństwie niesie za sobą wiele dobrego ale nie idźmy na łatwiznę, nie bójmy się dzieci, bo później może być za późno, i każda mama to potwierdzi.

      Odpowiedz
    • julia says:

      Laurko i Marto… cóż mogę napisać.. skoro od Was cała kwintesencja wyszła 🙂 Jestem takiego samego zdania.. Wszystko jest dla ludzi tylko z umiarem… Ja chcę Tosię dać po 3cim roku życia do przedszkola. Na 4 godzinki dziennie. żeby pobyła z innymi dziećmi, nauczyła się zabawy w grupie. żeby znalazła juz koleżanki 🙂 a potem ją odebrać ( z Jej rodzeństwem 🙂 ) i do domku na obiadek a potem miłe popołudnie, wieczór rodzinny.. żeby było wszystko po trochu, żeby było zdrowo…
      Laurko – dziś zapisuję blogi co musze je odwiedzić. w najbliższy luxniejszy wieczór nadrobię. obiecuję… dziś staram się odpisać na tyyyyyle komentarzy :), zeszło też ponad 20 maili, a ile jeszcze innych… no choćbym chciała to nie potrafie już doby wydłużyć, nie mówiąc o tym jak mi głupio, że ja sama nie mam czasu komentarzy zostawić… no wstyd mi 🙁

      Odpowiedz
      • Marta says:

        nie ma co się wstydzić, czasu nie mamy, doby nie przedłużymy, my mamy na później wszystko najchętniej byśmy odłożyły, tylko szkoda że nie możemy 😉

        Moja Młodsza chodzi do przedszkola od ponad roku, rozpoczeła edukację przedszkolną mając niecałe 3 lata. Zmuszeni byliśmy posyłać ją na czasem i więcej niż osiem godzin, początki były trudne, dla nas i dla niej przede wszystkim. Nie mogliśmy płacić niani dłużej prawie dwóch tysięcy złotych. Takie są warszawskie stawki, warszawskie realia, musimy godzić pracę, przedszkole, szkołę. Najważniejsze to odebrać dziecko z przedszkola i mieć siłę nadrobić cały dzień w jeden wieczór a to jest dopiero sztuka.

        Odpowiedz
    • kasia*kasia says:

      Laurko, nawet nie wiedziałam, że też masz na imię Kasia 🙂 jak zwykle z zainteresowaniem czytam twoje słowa jako mama przedszkolaczka. jakie prawdziwe Twoje słowa, ja ostatecznie zdecydowałam się na posyłanie Małej na minimum programowe, bo okazało się, że dłużej nie wytrzymuje – i kondycyjnie i w ogóle, i z uśmiechem przyjmuję słowa przyjaciółki, że ona od 2 latek zamierza posłać córeczkę do przedszkola w porach od 7-17 … zobaczymy, pędzę do Ciebie, mam nadzieję, że można już komentować 🙂

      Odpowiedz
  34. Magda says:

    eh ja to ciągle czuje presję, że nie posprzątane mam, że zabawki rozrzucone, że body na podłodze a butelki nie umyte, przecież oni gdy mieli małe dziecko to wszystko mieli idealne… dzięki, że przypominasz mi, że w życiu wcale tak nie jest i ta mama w sklepie w butach na obcasie i nienagannej fryzurze pewnie też ma w domu bałagan 🙂
    zdjęcia cudne jak zawsze! pozdrawiam 🙂 :*

    Odpowiedz
    • julia says:

      to zapraszam do mnie 🙂 zabawki rozwalone, buty w przedpokoju niepoukładane, pranie suche jak pieprz od kilku dni wisi… cudownie jest nie być idealnym… bo jest się wtedy człowiekiem..

      Odpowiedz
  35. aga says:

    Julia.. każdorazowo jak Cię czytam mam wrażenie, że czytam o swoich odczuciach, tak podobne są do moich..:)
    macierzynstwo piękna sprawa ale życie zmienia i już nic nie jest takie samo.. ja czasem jestem zmęczona, czekam na wieczor żeby Zuzka zasnela i dala mi chwilę wytchnienia a jak już śpi to siedze i ogladam jej zdjecia, filmiki.. wacham pluszaki i szukam jej zapachu… (:
    zdradz proszę skąd Twoja sukienka?

    Odpowiedz
  36. kasia says:

    piekny post… dziekuje!

    Odpowiedz
  37. Emilia says:

    Ja tez chce wiedziec skad sukienka pls 🙂

    Odpowiedz
  38. Zdjęcia przepiękne 🙂 A ostatnie to już w ogóle 🙂
    „macierzyństwo jest takie jakim je sobie zbudujemy.” – w zasadzie to by wystarczyło. Cała prawda i sens zawarta w jednym zdaniu.
    I jeszcze to.. najbardziej i najdłużej się na nim zatrzymałam: „chcielibyśmy by w kuchni pachniało ciastem, ale by mąka nie zabrudziła za mocno blatu i podłogi pod stołem.” Ja się musiałam tego nauczyć.
    Moje macierzyństwo było też bardzo świadome i przemyślane. Każde dziecko zaplanowane. W pełni świadomości łykałam łzy przy 50-tym wstawaniu w nocy i przy każdym jednym ząbku, który w naszym przypadku demolował dosłownie nasze życie. Zupełnie świadomie też rezygnowałam i zmieniałam i świadomie teraz mam to, co sobie wypracowałam 🙂
    I znowu chciałoby się wrócić do zdania zacytowanego przeze mnie na początku 🙂 Pięknie wyglądacie wszystkie cztery dziewczyny 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      Iwonko, ten post powstał bo ja sie tego nauczyłam.. jeszcze chwile temu była bardziej nerwowa, narwana, pędząca, oczekująca… a teraz z dnia na dzień się uczę i zmieniam…myślę, że przy trzecim osiągne ideał.. 🙂 chyba, że Ty mi zdradzisz szybciej jak to zrobic 🙂

      Odpowiedz
      • zdradzę – jesteś na takiej drodze, że niczego więcej nie trzeba 🙂 ja przy pierwszym dziecku nie byłam nawet w jej połowie, nie miałam tej mądrości w sobie, tej cierpliwości, tego zrozumienia które Ty już masz. Już osiągnęłaś JUŻ. 🙂

        Odpowiedz
  39. mjakmama says:

    O mój ty Panie ale piękne włosy ma Tosina koleżanka – hodujemy sobie z Emi takie – ale u nas jest wstręt do mycia ich i czesania 😉
    Podobnie jak Ty miałam styczność z bliźniakami – może trochę bliższy bo moje śpią w pokoju obok i sama sobie je urodziłam 😉 Dla mnie macierzyństwo jest jak woda, jak powietrze daje mi poweru i sensu życia 🙂 Kocham przeogromnie moją trójcę 🙂 Pozdrawiam wieczorowo

    Odpowiedz
    • julia says:

      o te włosy to do księgi rekordów bo sa niewyobrażalnie piękne 🙂
      Nasze bliźniaki już mają 10 lat i teraz ile mi pomogą przy Tosi jak jestem u nich to tylko ja wiem.. jak piję kawę i macham nogą 🙂
      pozdrawiam ciepło

      Odpowiedz
  40. agaz says:

    Bardzo wcześnie urodziłam córkę i wcale nie żałuję że tak się stało. Szaleństw mi nie brakowało, miałam wsparcie w rodzinie, chłopaku, teściach.
    Na pewno to było inne macierzyństwo niż Twoje ale było dobrze. Nigdy nie płakałam z tego powodu. Męża mam dalej tego samego, dzieci po 20 i 17 lat a ja prawie ….37 :)Żyć nie umierać!!!
    I jedna śmieszna sytuacja z tamtych lat- razem z moim polonistą spotykaliśmy się w żłobku odprowadzając swoje córki a potem szliśmy do szkoły na lekcje :))) hi hi

    ps. na tych zdjęciach widać jak Antonina jest do Ciebie podobna
    pozdrawiam i :*

    Odpowiedz
    • julia says:

      o tak! żyć nie umierać.. jest w tym dużo wspaniałości.. Ty wciaz taka młoda i te dzieci tak dorosłe…
      i mąż ten sam.. ukłony do stóp składam z wyrazami szacunku!

      Odpowiedz
  41. justi says:

    jakiez to piekne i prawdziwe, mnie tez przyszlo sie zatrzymac, porzucic kariere, ktorej nawet nie zdarzylam rozpoczac, ale kiedys wroce, a poki co jestem MAMA na pelen etat, powiem wiecej od sierpnia bede miala „dwa etaty”, a pomiedzy nimi tylko 18 miesiecy roznicy 🙂 ale nic piekniejszego nie moglo mi sie przydarzyc 🙂 piekne sa Twoje posty i Tosia tez piekna 🙂 GRATULUJE 🙂
    ps wlasnie szukalam takiego plecaczka, bo jakos tak sama smycz z szelkami nie dokonca mi lezala 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      o to mi chodziło.. na wszytsko jest czas… że teraz chwilowo małe dziecko, ale wrócą obcasy i wielbie biurowce w karierze… że nic nie ucieka przed chcącymi..

      Odpowiedz
  42. Joanna says:

    Julio, jak najbardziej masz rację ale ten kij ma dwa końce. Myślę, że jest masa dziewczyn, kobiet, matek które wszystko oddały by za możliwość bycia ze swoim dzieckiem. Co dzień muszę zakładać buty do wyjścia i biec przez miasto by zarobić na kaszkę na zabawkę dla synka oraz rachunki. Więcej nie napiszę, bo musiałabym o emocjach pisać. Na wszystko w życiu jest czas, jak mówisz ale okropne jest to, że go właśnie czasem nie ma.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Asiu… zdaję sobie z tego sparwę.. i już wyżej pisałam, że piękne jest móc być z dzieckiem w domu, ale tak niewykonalne w dzisiejszych czasach.. że trzeba pracować we dwoje.. ja bardziej miałam na myśli takie narzekanie.. że źle bo biust nie ten, bo w nocy trzeba wstawać, że już nie ma codziennie wyjścia na lampkę wina z przyjaciółmi… nie chodziło mi o to by koniecznie być z dzieckiemw domu… nie, nie… nawet rozumiem Mamy które idą do pracy choć mogłyby zostać w domu..

      Odpowiedz
  43. Karina says:

    Zdecydowaliśmy się na rodzicielstwo świadomie. Niewyobrażalne było dla mnie czekanie paru lat w niepewności, czy obydwoje mając niedoczynność tarczycy, późno wykrytą, możemy mieć dzieci. Dla niektórych z naszego otoczenia nasz decyzja była głupstwem. Tak zaraz po ślubie, przed obroną na studiach, ja bez pracy, mąż wtedy jeszcze z umową na czas określony… I teraz mamy cudowne dziecko, cudowne życie. Nadal bez dyplomów, bez wielkich oszczędności, bez domu na kredyt, ale wypełnione miłością, wzajemnym wsparciem, zapachem ciasta co najmniej raz w tygodniu i przede wszystkim radosnym śmiechem naszego Szczęścia. I niektórzy nadal nie dowierzają, że tak można, tak po prostu, nie w tej kolejności. A my spełniliśmy największe marzenie, większe od podróży poślubnej, której jeszcze nie było, od domu z drzewem obok, od superpłatnej pracy. Bo każdy uśmiech naszego syna wart jest miliony, i jak długo nie musimy się zadłużać żeby na pampersy i jedzenie było, tak długo nikt nie powinien nam wciskać, że brakuje nam tego i owego, aby być szczęśliwym. Rodzicielstwo i uśmiech tego powierzonego nam człowieka daje takie szczęście i takiego kopa, jakiego nie da żaden stan posiadania. A to wciskanie, że powinniśmy to i owo, to tak całkiem z bliska przychodzi, przy niedzielnym obiedzie „wypominki” o mężu córki sąsiadki z biurka obok, co to konkurs wygrał, pracę dostał taką, że mieszkanie w Warszawie 100m wynajmuje. „Świat”, który krzyczy,że trzeba być jak z katalogu można ignorować, ale jak ignorować tych najbliższych?

    Odpowiedz
    • anna says:

      Sama wychowuje swoje synka pomimo wszystkich trudności nigdy nie zwątpiłam… Nigdy nie zwątpiłam, że jest najlepszym i najcudowniejszym co mogło mnie spotkać. Cudowne jest to gdy patrzy na mnie swoimi wielkimi oczami, gdy rano budzi mnie wielkim buziakiem i uśmiechem od ucha do ucha. Niesamowite jest to, że jestem dla niego całym światem, że ufa mi bezgranicznie, że tak bardzo we mnie wierzy… Dzięki temu wstaje co ranek i powtarzam dasz rade… Nic innego się nie liczy.. Nic nie jest cenniejsze niż jego beztroski śmiech i świadomość, że to moja zasługa :))) Może i nie jest łatwo, ale na pewno warto!!!

      Odpowiedz
    • julia says:

      hmm… no tak, mądre pytanie.. trudno odpowiedzieć.. myślę, że najbliższym można tłumaczyć. spokojnie i cierpliwie pokazywac palcem co nas cieszy i co sparwia nam radość. co nas buduję. że nie można kdo ażdego ta sama miare przykładać.. różnie od życia oczekujemy.. no ale to łatwo się pisze… jak mówi moja Mama.. rób co tylko chcesz byleby tylko nikmu przy tym nie wyrządzić krzywdy…

      Odpowiedz
  44. Masz rację Julia, czasy to dziwne takie i ten pęd nieustanny dookoła. By szybciej, lepiej, więcej… Więcej mamy, a wciąż mało. Ja już dojrzałam, choć potrzebowałam na to wielu lat, że prostota, rodzina i miłość. Moje dzieci i kochający mąż. To największe szczęście i najpotężniejsza siła.
    Zdjęcia cudowne, Tosik ma przepiękny sweterek! A ostatnie zdjęcie …. wow! jesteście niesamowite! Wulkan pozytywnej i pięknej energii:) buziaki!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ada, ja miałam taką chwilę w moim krótkim macierzyństwie, że zaczęłam galopować.. zupełnie niepotrzebnie.. ale tak się jakos zapomniałam… tak gdzieś, coś, szybko, na już… ucze się.. i ten post.. bo tak jakoś ostatnio z dnia na dzień mi wnętrze się uspokaja, mniej pragnie tego co mało istotne… może to ten brak fejsa tak na mnie działa? 😉 🙂

      Odpowiedz
  45. Ja mam chwilę że sobie ponarzekam,że mnie plecy i ręce bolą,były chwile że wyszłam w środku nocy z płaczem trzaskając drzwiami,były…
    Dziecko chciałam od zawsze,i to które straciłam,i Marcysię która była planowana i z miłość.
    Makijaż mam w nosie,wole wyjść szybciej na spacer niż go nałożyć,ale kocham też mój samotny spacer z psem(kiedy dzwonie do Ciebie)z dala od Niej i do domu,chwila dla mnie,natomiast nie lubię jej nikomu zostawiać i tego nie robię,będąc w Polsce tęskniłam za Nią będąc w kinie:) teraz wróciłam do pracy nie tęsknie wcale…musiałam wrócić i tyle.Wpadam na godziną przerwę,nakarmię,potulę,i idę dalej bez łez i biadolenia że muszę,już trzy razy usłyszałam że tylko wyrodna matka w pracy nie tęskni cóż…
    nie zachwycam się jej każdą kupką,i głównym temat moich rozmów nie jest tylko Ona, za to dumna jestem jak cholera gdy dostaje smsa że łyżeczkę wyrywa bo chce sama jeść,nie żałuje że zamiast kolejnej pary butów kupuje sukienkę dla Niej,bałagan w domu przeszkadza mi,ale pogodziłam się z tym i w wolnych chwilach tańczać na miotle,doprowadzam go warunków mieszkalnych:)
    macierzyństwo blaski i cienie,kiedyś mi koleżanka napisała że dla Niej to tylko blaski,że cienie?
    no ok,dla mnie gorączkujące dziecko,kolki,i ta bezradność że nic nie mogę zrobić to cienie,uśmiechy, wygłupy,zdrowie w jej oczach blaski,są kobiety które przekolorywują macierzyństwo,myląc pojęcia,to że ma się gorsze dni,chwile zwątpienia,brak cierpliwości nie świadczy o tym że jest się zła matka,lub że mniej się to dziecko kocha…moje macierzyństwo jest jakie jest,i ja wiem że jeśli brak mi cierpliwości to moja wina,brak bo rozpieszczam mała do granic możliwości,nosząc tuląć,spiąc z nią w jednym łóżku,i nagle te rece do samej ziemi,bark spać nie daje bo mi ręcę spi cala noc:) i pretensje to mogę mieć tylko do siebie,a mam do całego świata:)

    Odpowiedz
  46. się rozpisałam:p a u siebie czasu by na komentarze odpisać brak:p haha
    ale jeszcze chciałam napisać że jesteś śliczna:**** Ty urodziwa babo:)
    pozostale trzy kobietki tyyyyż pikne:)

    Odpowiedz
  47. Loli - Justyna says:

    o mamo, ile komentarzy i co kometarz to racja, choc kazdy zupelnie inne racje uzajacy. sprzeczne, a jednak kazdy ma racje 😀
    mnie zastanawia kwestia „poboczna”,a mianowicie „kontrowersje” zwiazane z tzw. smycza. nie rozumiem tego w ogole. zdziwienie, oburzenie jakby conajmniej dziecko miało jeszcze obroze na szyi. zwal jak zwał,smycz czy „trzymadło”(?), sensa tego jest znakomity wg mnie. psie skojarzenia trzeba odsatwic na bok, tu chodzi o bezpieczenstwo dziecka. lepiej ciagle dziecko trzmac za raczke? lepiej je w wozku wozic? lepij ciagle na raczkach nosic? bo jak miec inaczej na oku na 100%? Nie wierze w to, ze sa matki, ktore choc na sekunde nie spusily z oka dziecka, dziecka chodzacego juz swoimi sciezkami. A ile to trzeba ulamkow sekund, doslownie kichniecia, aby dziecko znalazlo sie na ulicy, zagubilo w tlumie. nie ma co patrzec na złe skojarzenia innych ludzi, tylko byc odpowiedzilanym (w swoim rozumieniu oczywiscie, bo nie odbieram odpowiedzilnosci matkom „bezsmyczowym”;D). moje dziecko ma 10 miesiecy, plecak ze „smyczka” czeka juz. bedzie hot na bank, bo dzieciaki uwilbiaja nosic w plecaczkach swoje bibelotki, a ja po prostu musze miec ten komfort, to pewnego rodzaju gwarancje bezpieczenstwa, ze np. wlasnie podczas mojego kichani moje dziecko z rozpedem wpadnie na ulice, albo zniknie gdzies w tlumie. Wiadomo,ze to tymczasowe rozwiazanie,ale dla rozpedzajacych sie maluszkow i ich rodzicow to fajna opcja. Ja to napewno jeszcze wyjezdzajac na wakacje oznakujue mojego syna. tak wlasnie, oznakuje. nie,ze tam zaraz wytatuuje ;P ale bransoletka z danymi musi byc, choc go wcale nie planuje zgubic.

    Odpowiedz
    • julia says:

      KOMENTARZ POWYŻEJ JEST MOJĄ ODPOWIEDZIĄ NA ZBULWERSOWANIE SMYCZĄ. KOCHANA, DZIĘKUJĘ CI PO STOKROĆ!!!! WYJĘŁAŚ MI TO Z UST!!! WIELKIE DZIĘKUJĘ!!

      Odpowiedz
  48. Wspaniały tekst Julia. Ja mamą zostałam najbardziej świadomie jak się da. Był czas przemyśleń czy jestem gotowa, czy jesteśmy gotowi, czy zapewnimy naszemu dziecku wszystko co najlepsze, czy na pieluchy, na mleko nie braknie. Dziś jestem dumna z tego, że jestem mamą i również uważam, że na wszystko jest czas, bo wszystko się da tylko trzeba chcieć. Dzisiejszy świat przyjął za oczywistość, że mama to zahukana, zamknięta w sobie i w świecie pieluch, butelek, zupek kura domowa. Tak, wiem co mówię. Kiedy po urodzeniu Lili odwiedziły mnie dalsze znajome usłyszałam „no nie spodziewałyśmy się, że zastaniemy Cię w takiej dobrej formie, nie wyglądasz jak mama”. Innym razem będąc na zakupach, na takim zwyczajnym buszowaniu po sklepach usłyszałam tuż za plecami „oj udało Ci się wyrwać z domu!” Nigdy, ale to nigdy tak nie postrzegałam macierzyństwa. Jestem oddana mojej Córce do granic możliwości, ale jestem też kobietą, jestem koleżanką, jestem żoną. Zawsze staram się tak układać bieg spraw, żeby nic nie odbywało się kosztem Lili. To, że mam pomalowane paznokcie nie świadczy o tym, że robię to zamiast bawić się z Nią, to że byłam u fryzjera czy na masażu, bo plecy odmawiają posłuszeństwa również nie. Paznokcie maluję późno w nocy, do fryzjera i na masaż idę w sobotę jak Tata zaplanuje długi spacer albo sanki. W dresach śmigam po domu i są dni kiedy głowy nie chce się uczesać bo czytanie bajek jest całe rano. Przy zagniataniu ciasta drożdżowego robię niemiłosierny bałagan, ale smakuje nam. Tylko nie przyznaję się do tego, bo wokół mnie same matki marudzące, narzekające. Owszem moje dziecko jak i miliony innych tak samo daje czasem popalić, ząbkuje, choroba też się zdarza, ale co z tego? To jest nasza sprawa, nie widzę potrzeby informowania o tym reszty świata. Wstawanie po kilka razy w nocy to u nas norma, ale po to ktoś korektor pod oczy wynalazł żeby go używać 🙂 Jeśli naszym kiepskim nastrojem będziemy bombardować otoczenie, męża i dziecko to wszyscy na tym ucierpią. A dziecko to najlepszy detektor naszych emocji, wyczuwa je momentalnie, a kiedy widzi mamę, która się śmieje samo również czuje się szczęśliwe i bezpieczne. Dla mnie szklanka z macierzyństwem zawsze była i jest do połowy pełna.

    Odpowiedz
    • julia says:

      no zgadzam się z każdym słowem… ja tutaj dopiszę cos do jednego zdania.. kiedyś zapytano mnie jak to jest, że jestem szczęsliwą mamą.. że chyba Antka musi byc bardzo grzeczna.. nie, nie jest.. kiedy ja gotuje obiad to Oan wisi mi na nodze albo tzrymam ja na biodrze.. nie, nie bawi się wtedy zabawkami w swoim kącciku.. kiedy maluję się Ona wywala wszytsko z szafek łazienkowych… ale kurde przecież czy to nie jest normalne i oczywiste w macierzyństwie? jak mówi Mama… jakby była chora to by leżała.. a że jest zdrowa to bałagani 🙂 ot prawda taka mała…

      Odpowiedz
      • rania says:

        A to akurat jak byś opisywała moją codzienność:) wiszenie u nogi w kuchni i wywalanie z szafek to chyba najnormalniejsza z normalnych rzeczy u dzieci, ale trzeba pokochać, choć czasem człowiek pędzi, leci i zdenerwowany, tak już jest i tyle!

        Odpowiedz
  49. Mira says:

    A ja, jak zawsze powtarzam, chyba bym zwariowała siedząc z dzieckiem w domu non stop do 3 roku życia. I nie dlatego, że mam jej dosyć, czy jej nie kocham. Nie. Dlatego, że chcę się również rozwijać zawodowo! Bo praca i ludzie potrzebne mi do życia jak powietrze. Bo spełniam się nie tylko jako matka ale również jako „kobieta pracująca” 😉 Znam dramaty matek, które przesiedizały w domu z dziecmi połowę swojego życia a później głęboka depresja, bo dzieci wyszły z domu a one zostały z niczym. Poza tym jest jeszcze kilka najgorszych dla człowieka scenariuszy, gdy jednak warto pozostać na rynku pracy. Na wszelki wypadek. Nie wiem, jestem może pragmatyczna, a może tak lubię pracować i jednak nie zamykać się z dzieckiem w 4 ścianach a udzielać się towarzysko. Piszecie, że jest czas na wszystko. Tylko kiedy? Może jakbym urodziła dziecko w wieku 45 lat to miałabym inne podejście. Ale nie mam. A pracuję z wyboru. Bo również mamy ten komfort, że mogłabym spokojnie siedzieć w domu. I tylko losowi dziękować, że dał mi taką szansę, że moge żyć jak chcę, że moge wybierać. Jula, a zadam Ci pytanie: myślisz o przyszłości? Co będzie za kilka lat? Co, jeśli nie będziecie mogli już sobie pozwolić na pozostawienie Ciebie w domu? Nie wiem w sumie jaka jest Twoja profesja, ale są zawody, gdzie nawet rok może zmienić bardzo dużo w kwestii zatrudnienia. Polska to nie Niemcy albo Norwegia. Tutaj nie żyje się na poziomie w przypadku katastrofy, a przecież los jest okrutny i nieprzewidywalny 🙂

    Odpowiedz
    • kasia*kasia says:

      droga czytelniczko Szafy Tosiowej, ten komentarz to trochę, „nie krytykuję Cię, ale…”, dajmy żyć innym tak, jak chcą 🙂 osobiście wykonuję taki model macierzyństwa jak Ty, ale podziwiam i szanuję inne wybory. też znam kobiety które grubo po 40 zaczynały studia, naukę i egzaminy z nami młodzieniaszkami i to z wielkim powodzeniem. nie ma jednej recepty na życie, co to to nie.

      Odpowiedz
    • julia says:

      Kasiu, kiedy ja nie pisałam, że Matka ma siedziec z dzieckiem w domu.. niech idzie do pracy i niech Jej tam będzie cudownie.. b potem wróci szczęsliwa do dziecka i dziecko będzie równiez szczęsliwe. po co dziecku matka w domu wiecznie niezadowolona? tylko niech ta praca Mamy to będzie góra 8 godzin a potem w podskokach z przdszkola do domu..
      Ja tutaj pisałam o roszczeniach wobez macierzyństwa… że by chciały mieć życie jak przed…a to już nigdy nie wróci… i trzeba się z tego cieszyć.. a wyjście planowac na jeden weekend w miesiącu a nie cztery…
      Moja profesja.. zawsze pracowałam w branży motocyklowej… i chyba dosyć dobrze mi szło..
      za nic się nie boję przyszłości.. znam siebie i wiem, że gdzie mnie nie poślą tam dam radę. tam znajdę, tam zarobię… zresztą… mam milion pomysłów na minutę. już teraz planuję pewna kolekcję.. No i mam męza zaradnego mocno.. ale to wszystko jest kwestią moich pragnień. mocno do tego miejsca dążyłam.. ale wiem, że sa ludzie nieśmiali, mniej zaradni i mniej pomysłowi..
      ale tak jak pisałam.. mnie nie chodziło o to by się nie spełniac a siedzieć z dzieckiem w domu… tylko, żeby nie narzeakać, że nie ten brzuch jędrny i nie te paznokcie…

      Odpowiedz
      • julia says:

        kasiu w sensie Miro.. bo mira to tez kasia 🙂

        Odpowiedz
      • Mira says:

        Hmm, nie wiem Kasiu, w którym miejscu coś skrytykowałam? 😮 Ja to akurat daleka jestem od tego, żeby mówić komuś jak ma żyć. Każdy niech sobie sam wybiera. Ja, zadając pytania, prowokuję do dyskusji. Może to wynika z mojego zawodu dziennikarza… Nie mnie oceniać matki, które kochają swoje dzieci jak i te, które ich nienawidzą. Nie mnie krytykować te, które siedzą po 20 lat w domu i wychowują drużynę piłkarską. Ja pisałam o sobie i swoich odczuciach. Julii zadałam pytanie z czystej ciekawości. Ciekawiło mnie jak ona siebie widzi, jaką jest osobą i tak dalej. Czy naprawdę muszę tłumaczyć takie banały? 🙂

        Jula, no i dobrze! Tak jak pisałam, znam dramaty tych, które przegrały swoje życie, siedząc w domach. Niektóre z nich, rzucone na głęboką wodę podniosły się i zaczęły swoje biznesy, ale znam też przypadek samobójstwa. Tak jak pisałam los jest nieprzewidywalny. To super, że masz pomysły i męża (pisałam też o losie w kontekście co jak męża zabraknie. Nie jestem ignorantką i też o tym myślę, bo takie jest życie. Nie to, że się zastanawiam i gnębię, ale polisa jest – proza życia), który Cię wspiera.

        A masz rację – nie wolno narzekać. Ja miałam straszny kryzys. Kryzys wartości i kryzys ze sobą w ogóle. Jakoś szczęśliwie nowy rok przyniósł nowe rozwiązania, nowe możliwości, nowe podejście do wielu spraw.

        Tam gdzieś w komentarzach jakaś dziewczyna napisała, że jest złą matką. Czy Ty wiesz, że pierwszy raz jak przeczytałam Twojego bloga to tak samo o sobie pomyślałam? Myślę, że to w jaki sposób piszesz, z tym niejako lukrem, może powodować u ludzi schizy, że są złymi rodzicami. Zwłaszcza, gdy ktoś ma ze sobą problem tak jak ja. Ale szybko mi przeszło. Zrozumiałam, że każdy żyje tak jak chce i nie warto dążyć do celów innych ludzi! Każdy ma swoje, każdy robi jak uważa i tylko wtedy może być szczęśliwy, nie kalkując a ŻYJĄC SWOIM ŻYCIEM.

        Kasia, która komentowała mnie powyżej chyba nie zrozumiała mojego komentarza. Bo mam nadzieję, że tu u Ciebie to nie kółkko wzajemnej adoracji i negatywne komentarze dla zachowania świeżości dysputy również się zdarzają? 😀

        Coraz bardziej przekonuję się do prowadzenia bloga, ciekawe jakie u mnie byłoby piekło jakbym przedstawiała swój punkt widzenia na różne kwestie 😀

        Serdeczności dziewczyny, jesteście śliczne!

        Odpowiedz
        • julia says:

          Ja tylko jednym słowem bo juz naprawdę padama na ryj 😉
          a nie.. dwa słowa. napisze posta o tym jaką jestem nieidealną Matką, żeby nie było, że u mnie lukier 🙂
          że klne pod nosem i takie tam…
          a drugie to, że gdyby mojeg męża zabrakło to już o tym pomyślał i zapewnił nam wszystko gdyby go zabrakło.. niezły jest, nie? 🙂

          Odpowiedz
      • Mira says:

        Aha i nie, nie napisałaś, że ma siedzieć. A czy ja napisałam, że tak napisałaś? 😀 Ja tylko zostawiłam komentarz o sobie, o swoim odczuciu. To post o macierzyństwie, więc dołozyłam swoją cegiełkę, chyba na tym to polega? Wymiana zdań jest ok, prawda? Słabo by było gdyby każdy myślał, robił, uważał i wychowywał dzieci tak samo. Wszyscy bylibyśmy swoimi klonami. Świat jest różnorodny i to jest w nim piękne. Że dziewczyna z dobrego domu spotyka buntownika z domu, w którym nie było dobrego wychowania, a matka narzekała 😛 Ile świetnych powieści i filmów dzięki temu powstało! 😀 Dobrej nocy!

        Odpowiedz
        • kasia*kasia says:

          Droga Miro, być może nie zrozumiałam wszystkich Twych intencji, ale to ciekawa sprawa, taka dyskusja pod postem między samymi czytelniczkami, mam nadzieję, że Julia temu przyklaśnie. A poza tym kryzys pod hasłem „ja chyba jestem okropną matką” dopada każdą z nas, prędzej czy później, więc głowa do góry. u mnie akurat proza życia odwrotne ma imię, ja jestem turbiną napędową naszego budżetu – tak się złożyło, też myślę o polisie i co by było gdyby, a poza tym to wiele Twoich uwag jest mi bardzo bliskich,zatem chyba podobnie patrzę na rzeczywistość – to nie miał być ślepy atak, zresztą Julia obrońcy jakoś wcale nie potrzebuje, doskonale radzi sobie sama. pozdrawiam więc Miro i dziękuję za interesującą wymianę zdań :)do następnej ?!

          Odpowiedz
          • Mira says:

            Oczywiście Kasiu, do przeczytania! 🙂

            W Twoim przypadku nie założyłam akurat, że to atak, choć często to robię, bo u ludzi w internecie sporo frustracji i widzę, że nie podchodzą do niczego na luzie tylko strasznie się spinają.

            Cieszę się, że myślisz podobnie do mnie, bo ostatnio na każdym kroku spotykam model kobiety siedzącej w domu. I ja naprawdę tego nie krytykuję, bo każdy ma swój sposób na życie i pomysł. Po prostu myślę, że gdybym miała te 40-50 lat to bym była właśnie taką kobietą. Ale mam o wiele mniej i taki a nie inny charakter, więc nie wyobrażam sobie siedzieć w domu. Choć też nie do końca, bo z moją córką spędzam czasu bardzo dużo i co ważne bardzo intensywnie. Jak jej nie ma to pracuję, a gdy wraca o 16 jestem już tylko dla niej (niezawsze, bo czasem trzeba coś załatwić, ale przez większość tygodnia tak). Do tego całe weekendy. Po prostu każdy powinien mieć swój złoty środek. Grunt to znaleźć to co dobre dla nas samych i jak pisze Jula – nie narzekać! 😀 Ja się tego nauczyłam dopiero niedawno, bo zauważyłam, że to naprawdę nic nie daje, a wręcz pogarsza sytuację. Oczywiście, nie raz się poryczę, bo mam dosyć, ale biorę się w garść i po chwili wkurzenia przytulam moją córeczkę (jak trzeba to przeproszę) i jest pięknie! 😀 Moja najlepsza koleżanka jest typem domatora i świetnie się dogadujemy, choć jesteśmy totalnie różne i często się na siebie wkurzamy! 🙂 Dlatego naprawdę nie mogłabym krytykować kogoś podobnego do niej, wiecie o co mi chodzi…

            Pozdrowienia dziewczyny! Obecenie z domu, bo moja Antka chora, więc mamy urlop 😉

  50. Edyta says:

    Bo na wszystko jest czas i miejsce… i na impreze do switu i na do świtu kołyszanie w ramionach… nie jest wazne czy najpierw sie wyszalejemy czy tez wpierw pampersy zmieniamy by za lat pare razem z dzieckiem isc na koncert w glanach;-)… wazne jest zeby byc swiadomym rodzicem… jak to kiedyś pieknie zacytowalas swoja mame ” dzieci sie nie wychowuje – dzieciom sie daje przykład”… ale zeby ten przykład dawac alezy miec czas… bo to ze „ten kwiatek za chwilę bedzie rodzic” jak to dzisiaj powiedziała moja córeczka przygladajac się narcyzowym paczkom jest równie wazne, wazniejsze, od wiadomosci z kraju i ze swiata i od reszty całej… bo dziecko jest cierpliwe, ale kiedyś przestanie nam o swoim swiecie opowiadać, jezeli my nie poswiecimy mu calej swojej uwagi od poczatku jego jestestwa… a wtedy na haslo ” jak było w szkole” usłyszymy wyburczane „ok”… i bedziemy zyc obok siebie, a nie ze sobą… bo dzisiejszy dorosły to wczorajsze dziecko… bo dzisiejszy człowiek, który zyje miłoscia i pieknem to wczorajsze dziecko, które zyło radością… a najwieksza radością dla dziecka nie jest nowa zabawka czy elektroniczny gadżet ale poswiecony mu czas…

    Odpowiedz
    • julia says:

      o ile tu mądrych słów… warto przeczytać ten Twój komentarz…chyle czoło..

      Odpowiedz
    • Oj chyba sie starzeje … Przepięknie napisane również chylę czoła . Ot cała kwintesencja macierzyństwa w nim zawarta. Nie będe czarować początki mojego macierzyństwa były bardzo ciężkie … choć mała była bardzo wyczekiwana to jak już była z nami swiat mi sie odsunął spod nóg. Wszystko nagle sie zmieniło i potrzebowałam troszkę czasu żeby stać się szczęśliwą matką! Dziś już odnalazłam się w tej roli. Nocne pobudki nie są dla mnie końcem świata a siedzenie z moją rodzinką w domu sprawia mi więcej radości niż jakieś tam wyjścia na miasto. Też siedzę w domu z malutką i w końcu doceniam to,że mogę sobie na to pozwolić … że mogę dzielić z nią każdy dzień 🙂 no i mam nadzieje że to zaowocuje na przyszłość i mała będzie widziaławe mnie nie tylko mamę ale i swoją najlepszą przyjaciółkę 🙂 A tak wogóle to fajnie tu u was dziewczyny 🙂 Pozdrawiamy ciepło

      Odpowiedz
  51. Magda says:

    macierzyństwo… moja córka ma 20 miesięcy. Nie tęsknię za niczym, co było przed „nią” mimo iż trochę inaczej sobie to wszystko wyobrażałam. Boże, jak ja ją kocham….:))) Nie można mieć wszystkiego teraz i już. Nie można chcieć wszystkiego. Im więcej chcemy, tym mniej pamiętamy o tym, żeby dawać, a przecież o to „dawanie” chodzi właśnie w macierzyństwie.

    Odpowiedz
  52. kaa says:

    …bo w tym wszytskim najbardziej chyba o te wybory chodzi, o pokore do zycia i szczere cieszenie sie tym, co nam dane, w tym najmniejszym, jedynym niepowtarzalnym momencie. Pewnie niejeden, Julio, moglby Ci zarzucic, ze Ty tu o tym „trudach-nie-trudach”, tak patetycznie, a sama na cesarke zdecydowalas sie, wiec moze troche na skroty? Ze karmic nie chcialas, bo obrzydliwe, niekatalogowe? Ja to rozumiem i szanuje bardzo, bo swiadomie dokonalas wyboru, zeby po swojemu odczuwac radosc z macierzynstwa. Troche mnie przerazaja komentarze typu, „jak mozna dziecko podrzucac dziadkom / moje malenstwo jest dla mnie calym swiatem…” To czasami brzmi troche tak toksycznie, a macierzynstwo zakrawa o jakies meczennictwo… Dziecko jest wielkim cudem, a macierzynswto wielka przygoda, ale fajnie w tym wszytskim nie zapomniec jeszcze o sobie, o mezu, przyjaciolach. Jasne, ze nie da sie juz zyc, tak jak PRZED dzieckiem, zreszta po co bylyby nam dzieci, gdyby sie dalo;), ale to naprawde wspaniale uczucie zatesknic, pobyc troche sam na sam ze soba i swoimi myslami. I co najwazniejsze oddawac sie calemu danej chwili – jak pracujemy, to nie zastanawiac sie co piec minut, jak tam sie ma nasz dziubek w p-kolu, jak sie bawimy, to nie myslec, co ja na obiad zrobie. Byc tu i teraz. To niby takie proste, ale tak ciezko sie tego nauczyc…

    Odpowiedz
    • julia says:

      alez tak.. cesarka, nie karmienie… tylko chodzi o to, że ja nnie narzekam, a wręcz krzyczę, że mi dobrze..
      pisząc posta miałam na myśli ludzi co Im ciagle źle, co Oni chcieli tak lekko a nie jest… nie mówię o tym y do Dziadków nie dać.. nie, Oni tez po to są, żeby nam pomóc. odciązyć. dać się nacieszzyć randką i na noc wnuczke wezmą..
      trzeba czasami iśc na skróty.. tylko żeby to nie było w każdej możliwej sytuacji..

      Odpowiedz
  53. Monika says:

    Święte słowa. A mnie najczęściej najbardziej bolą pochopne osądy – że jak młoda matka to dziecko z wpadki, że nie chciane… A ja moją Wu. chciałam nad życie. I świadomie niezwykle. I mimo niespełna 21 lat nie potrzebuję imprezy za imprezą, upajania się alkoholem, wypadu do klubu co piątek. I szczerze uwielbiam ten czas, gdy wieczorem mój Mąż pracuje w domu, Wu. w piżamce, z mamą, pod kocykiem ogląda „Na wspólnej”, przy czym zasypia cichutko mrucząc. I każda ta chwila jest bezcenna. A kiedy jest ochota, by do ludzi wyjść, to tak dokładnie jak napisałaś – czasami od dziecka trzeba na chwilkę zdrowo odpocząć, po to, by wrócić i znów się cieszyć nim i z nim, a nie tylko sprawować nadzór.
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  54. Nie wiem, czy zaglądałaś ostatnio do mnie, ale czuję się zupełnie, jakbym właśnie dostała dłuuuuuugi, wyczerpujący zagadnienie komentarz, który stanowi najcudowniejszą kropkę nad „i”;-*

    Odpowiedz
  55. P.S.
    I strasznie mnie ostatnio wkurza to szykanowanie macierzyństwa i robienie z niego koszmaru z ulicy Wiązów. Jasne – momentami jest ciężko…Na wczasach też często sama podróż jest ciężka, choć wypoczynek cudowny, wspinaczka na szczyt – ciężka, choć widoki fantastyczne, sprzątanie chaty – nie zawsze przyjemne, choć efekt – ukochany. „Nieprzyjemności” w mamowaniu postrzegam jako swego rodzaju cenę, którą trzeba zapłacić. Czym jednak ona jest wobec tych wszystkich przefantastycznych doznań, chwil, sytuacji, których możemy przez całe życie doświadczać;-)

    Odpowiedz
    • julia says:

      Kochana, ja ostatnio wyjęta z życia bo Tosia miała „trzydniówkę” która trwała 4, a potem wyjazdy i ciągle coś.. ale zawsze potem wchodzę do Ciebie i nadrabiam wszystko! i za to też Cie uwielbiam.. że u Ciebie i tyc trudach i o tej radości…

      Odpowiedz
  56. Kasia says:

    Nie jestem jeszcze matką. Mam 20 lat i często jeszcze szalone myśli w głowie.
    Nie doświadczyłam tego co to jest macierzyństwo.
    Ale mam ogromną nadzieję że kiedyś – za kilka lat będę przeżywać te radości i smutki…te wszystkie emocje towarzyszące byciu mamą.
    Od 1.5 roku bawię się w „babysitting”. Tak. Bawię się bo pomimo tego, że przynosi mi to korzyść materialną to przede wszystkim robię to dla własnej satysfakcji, zabawy, radości, dla spełnienia się. Nie jestem z dzieckiem 24h na dobę, ale mogłam przekonać się jak wychowanie dziecka jest trudne, jak ciężko jest gdy dziecko gorączkuje, gdy boli go brzuszek, gdy nie śpi w nocy i jednocześnie piękne, gdy maluszek uśmiecha się „od ucha do ucha” albo gdy podejdzie, przytuli i powie „Kocham Cię”…
    Mam ogromny szacunek i podziw dla każdej mamy i ogromną nadzieję że kiedyś też nią zostanę.

    Odpowiedz
    • julia says:

      to ja trzymam kciuki żebyś najpierw wyszalała się za wszystkie możliwe czasy.. napodrywała facetów, natańczyła na stołach i wszystko inne w młodości goszczące… bo potem macierzyństwo jest piękne… ale jak pisały dziewczyny wyżej… w młodości też może być piękne..

      Odpowiedz
  57. kasia*kasia says:

    choć nie wyspałam się chyba od jakichś 3 lat (serio), to muszę napisać, że bycie mamą kocham, bez tego nic nie miałoby sensu. to podróż w czasie, powrót do dzieciństwa, dziś jesteś królową elfów, jutro myszką Mickey. kocham być nazywana Mamasią albo Mamuną. cenię to ponad wszystko. jestem jednak „starą” mamą, urodziłam córeczkę gdy miałam już ugruntowaną pozycję zawodową, poukładane życie osobiste, jest mi więc łatwiej. ale to święta prawda co piszesz. Skoro żyjemy w czasach w których nikomu nie chce się przespacerować z autobusu do domu, by wydawać krocie na fitness, jest też duże rozluźnienie więzi rodzinnych – wielu nie chce spędzić niedzieli z rodzicami, czy teściami, bo jak to brzmi w porównaniu z wypadem weekendowym z przyjaciółmi??? potem problemy, pomoc jedynie płatna, i piętrzą się jedne za drugimi…my to tylko jedno dziecko, na drugie nas nie stać…mnie również daleko do ideału, ale myślę, że niektórym w życiu poprzestawiały się priorytety, dobrze że nie wszystkim. całuję

    Odpowiedz
    • julia says:

      wiesz, u mnie też był czas tego macierzyństwa po.. tzn.. miałam juz super pracę, mieszkanie, auto, sprzęt agd i rtv 🙂 a na koniec wybranego z pośród milionów tego jedynego… i jest mi bosko… nie wiem jakby mi było inaczej… czy byłabym równie szczęśliwa… myślę, że z innym męzczyzną nie..
      a my na obiad niedzielny do teściów jeździmy.. 🙂
      cieszę się, ze idealnie wiesz co miałam w poście na myśli 🙂
      ściskam!

      Odpowiedz
  58. Sandra says:

    a po co te szelki? nie lepiej wytłumaczyć? rozmawiać?

    Odpowiedz
    • julia says:

      znaczy jak będzie biec pod auto to mam do Niej wtedy przemawiać, że może Ją zabić…? nie rozumiem pytania.. troche rece mi opadły..

      Odpowiedz
      • Emilia says:

        Nie no zart, jak mozna przemawiac do rocznego dziecka, ze tam pod samochod to nu,nu nie wolno. i jak wytlumaczyc, ze po schodach schodzic nie umie. Jak dziecko ma sie jak zywe srebro, ktore chce wszystkiego dotknac i wszedzie byc. Tak jak Julka pisze tu w UK to normalka, wszystkie prawie mamy urzywaja i uwarzaja za rewelacyjny wynalazek. To idac takim tokiem myslenia kasku na rower tez nie trzeba kupowac, tylko rozmawiac i tlumaczyc?

        Odpowiedz
    • oooooooooh w Irlandii każde dziecko chodzi na szelkach,nie ma zgubionych dzieci w supermarketach,nie ma rozbitych głów,ani dzieci na środku ulicy,przecież dziecko jest na luzie tyle że pod kontrolą,mama się może spokojnie do kasy obrócić i zapłacić,nie bojac się że w tym czasie,jej dzieci ktoś porwie.

      Odpowiedz
    • Magda says:

      Boziu, czasem ludzie nie mysla.

      Odpowiedz
  59. Julia co z moimi komentarzami?znow sie nie zapisały?:(

    Odpowiedz
  60. Kasia says:

    A ja od kiedy jestem mamą dwójki Gwiazdeczek nie czuję już samotności…I nie jestem samotną matką, mam męża , kochającego i ja go kocham.Ale jest teraz coś we mnie takiego co zapełnia całą mnie…coś czego nie umiem opisać..i choćby nie wiem co się stało nie jestem sama…A macierzyństwem zaczęłam cieszyć się dopiero niedawno…aż wstyd powiedzieć…dzięki Ci że jesteś chociaż tak bardzo się różnimy ale otwierasz mi oczy …

    Odpowiedz
  61. alicja says:

    post Julii wywołał więcej zamieszania niż abdykacja papieża;) to i ja sobie 150 wpis zrobię, a co? Bo chciałam napisać, że lubię Cię, no normalnei lubie!!!!
    nie jestem tutaj tak długo, ale Ty naprawdę o cesarce na życzenie i nie karmieniu pisałaś?:)no odważne z Ciebie dziewczę! autorzy niektórych tzw. blogów parentingowych wysłaliby Cię dzisiaj całą głowę w popiole tarzać;)
    i po tym wszystkim Antosię kochać umiesz? niesamowite….bo mnie takie ” lukrowanie ” przeraża… z piersia na wierzchu, ekozupką , bwl, pisaniem literek przed ukończeniem 2 lat, wyrzucaniem telewizora z domu itp…choć nic abolutnie nie mam przeciwko! ale nie zawsze i na siłe…czytając takie rzeczy można się poczuć złą Matką…
    cały dzien sobie czytam posta i komentarze;)nawet plecaczek dla Filka wybrałam…
    i na początku nie umiałam się odnieść do Twojego dzisiejszego wpisu, dopiero komentarze i twoje odpowiedzi rozjaśniły mi Twój punkt widzenia….
    bo ja sobie lukruje macierzyństwo…miloscią:) i w ten sposób te gorsze momenty osładzam:)choć nawet ostatnio pisałam u siebie, że do tej miłości musiałam dojrzeć…bo praktyka często rózni się od teorii;) i fajnie, że miałaś „praktyki” z siostrzenicami, byłas w ten sposób od niejednej z nas już ” o dziecko mądrzejsza”.. a nawet o dwa;)

    Odpowiedz
  62. Aga says:

    Moje macierzynstwo zaczelo sie 13 lat temu.Syn dawal popalic”pozniej a na poczatku nazwalismy je dziecko szczescia.Bylo ciezko.Brakowalo ale komu nie brakuje?W przedszkolu okazalo sie ,ze nasz Maksiu ma nadpobudliwosc ruchowa.Udalam sie do psychologa ,ktory mi podpowiadal jak postepowac.Pani w szkole dziekuje jej ze wszystko!Mowila :minelo 9 latwiejszych lat jeszcz 9.Poprzeczke mial wysoka,madry chlopak(jeszcze do tego doszla podzielnosc uwagi).Po drodze,jest Maja a teraz Matyldka.Chce powiedziec,dzis ten moj urwis dzwoni wychodzac ze szkoly ,zeby powiedziec co bylo.Jak to kiedys ujal”fajnie mamo,ze odbierzesz telefon i zawsze jestes jak wracam”.Teraz to mlody mezczyzna wszyscy chwala,ze mazna z nim na wiele tematow porozmawiac,kiedy wraca a ma zly homor daje mu odsapnac i pytam ,jestem.Widze,jak opiekuje sie siostra.
    Chce powiedziec,ze macierzynstwo to nie przejdzie nam przez 18 lat w rozowym kolorze i bez problemow,bez wkladania niczego.Ten mlody czlowiek ma pewne wartosci wpojone przez rodzicow,dziadkow,szkole itp.
    Napisze jeszcze dla innych tak bardzo denerwuja sie niektorzy smycza ja takiej smyczy uzywalam 13 lat temu i nikogo to nie bulwersowalo.
    pozdrawiam.najwazniejsze to kochac madrze a bedzie ta milosc oddana-wiem co mowie.Aga

    Odpowiedz
  63. Gosha says:

    Jak zaszłam w ciążę to nawet przez sekundę nie myślałam, że będzie lukrowo, raczej byłam pełna obaw czy sobie poradzę. Nie ukrywam początki nie były łatwe, czułam że nie mogę się w pełni zorganizować, bałam się czy tak już będzie zawsze. Na szczęście po pierwszych miesiącach wszystko się dotarło, poznaliśmy się ze swoim maleństwem i zaczęliśmy rozpoznawać jego potrzeby. Ale nie było by tego wszystkiego bez wsparcia ukochanej osoby, pomocy bliskich, porad znajomych i mojego zaangażowania. Jak bardzo taki noworodek jest słodki i uroczy zdecydowanie etap w którym staje się dzieckiem jest dla mnie o wiele piękniejszy.
    A macierzyństwo, przychodzą dni kiedy czujemy się niewyspane, zaniedbane, odizolowane od świata zewnętrznego na zmianę z tymi pięknym chwilami jak pierwsze słowa, pierwsze kroki, pierwszy namalowany rysunek, zabawny taniec i uśmiech dziecka, który budzi nas o poranku.

    Odpowiedz
  64. Mira says:

    Dzień dobry. :)) Zaczęłam dzień Twoim wpisem. Pięknym i mądrym. Dziękuję.

    Odpowiedz
  65. Sabina says:

    Witaj Julio!
    Jestem Twoją fanką od kilku m-cy i jeszcze nigdy nie dodałam komentarza ale ten post zmobilizował mnie do tego. Chcę Ci powiedzieć ważną rzecz że to dzięki Tobie i temu co piszesz jak piszesz uświadamiasz… moje macierzyństwo stało sie piękne…Bo Ty poprzez swoje słowa powodujesz że chcę patrzeć na życie tak jak Ty… Dostrzegać piękno z małych rzeczy i z codzienności.
    Mogłabym dużo pisać o moim koszmarnym porodzie który trwał 24 h i skończył się cesarka i depresji jaka mnie dopadła i o samodzielnym wychowywaniu małej bez dziadków kończąc na tym że Jagoda ma 21 m-cy i budzi się 3-4 razy w nocy
    Ale od kiedy czytam Twojego bloga życie jakby jakieś inne i nawet mąż pyta co się stało?:)))
    Mogłabym pisać dużo bo gaduła ze mnie…
    Jeszcze jedna rzecz dzięki temu blogi zmieniłam nastawienie do macierzyństwa i do siebie i podjęłam kilka kroków które zmienia nasze życie ale pozwolą być szczęśliwym (mam nadzieje) i zmuszą do cieszenia się chwilami spędzonymi z Jagodą bo przecież one tak szybko mijają…
    Dzięki Julio!!

    Odpowiedz
  66. Ewa says:

    A ja wrzucę ciut inny komentarz…. Do macierzyństwa dojrzewałam dość długo… Wcześniej jakoś nie byłam gotowa, urodziłam, kiedy miałam 35 lat. Od początku wiedziałam w co wchodzę, co mnie czeka, te noce, płacze, zupki, ząbki. Nie oczekiwałam że moje maleństwo będzie spać od razu przez całe noce, że nie będzie gorączkować itd. Pokochałam moje maleństwo od pierwszego wejrzenia i tak jest do dziś. Właściwie sama wychowywałam synka, bo mąż pracował, jeden dziadek nie żyje, drugi niewidomy, jedna babcia daleko, druga… ech szkoda gadać. Moje założenie od początku było takie – moje dziecko, ja wychowuję. I naprawde nie rozumiem wpisów tutaj – że oto taki blog (skądinąd bardzo fajny) otworzył komuś oczy na macierzyństwo. O matko boska, a co by było gdyby ten wpis nie powstał???? To dziecko nie poznałoby smaku matczynej miłości??? Dzięki blogowi zmieniają się nastawienia do macierzyństwa??? To jakie dziewczyny miały nastawienie??? Że będzie jak w bajce? Że dziecko samo o siebie się zatroszczy? Widać, że chyba nie każda kobieta podjęłą decyzję o dziecku świadomie…. To prawda, co napisałą Julia, że zanim kobieta zajdzie w ciążę powinna przejść testy na macierzyństwo, bo jak widać z niektórych wpisów, nie wszystkie się nadają. Dzieci szybko rosną, zanim się obejrzymy nie będą chciały się przytulać, nie będą chciały żeby im czytać książki, nie będą się chciały bawić… Ja przytulam, całuję, czytam, bawię się, rozśmieszam, ocieram łezki bo to mój synek. Moje dziecko. A ja jestem jego mamą.

    Odpowiedz
  67. Magda says:

    a my mamy plecaczek zyrafke z tej seri i sa genialne:) cudne…jesli chodzi o macierzynstwo…dla kazdej z Nas jest poprostu inne bo inna nasza sytuacja zyciowa. Wazne, ze kochamy te nasze bable, nawet jezeli czasem mam ochote wystawic malego na korytarz i pospac choc 5 min:)
    Prawda jest tez, ze rosnie w sile ruch Attachement Parenting – po okresie matek pracujacych, robiacych karierie, osobnych sypialniach itd, nasze pokolenie skupia sie na zapewnieniu poczucia bezpieczenstwa, milosci…wracamy do korzeni. Spimy z maluchami, karmimy piersia…czujemy sie winne, ze musimy rano wstac do pracy i oddac nasze malenstwo pod opieke obcych. A babcie? wiele z nich tez robi kariery:)

    Odpowiedz
  68. justi says:

    ja dołącze sie do słów Sabiny,odkad czytam Twojego bloga ja również widzę moje macierzyństwo w innych barwach, choc ono zawsze było cudowne, mimo, iż poród był straszny i trwał 18h, a zakończył się cc, a Kubuś budzi mi się w nocy i wiem, że nie będzie mi dane w tym roku napisać przed imieniem i nazwiskiem adwokat, ale za to mogę napisać mama, mama na pełen etat, która ma zrobione paznokcie, która o siebie dba, która chodzi na siłownie, bo znajduje na to czas, tak samo jak dla męża 🙂 nie wyobrażam sobie pracy od 7 rano do 22, tak jak pracowałam wcześniej i wychowywania dziecka, ja nie miałam rodziców na codzień, bo zawsze gdzieś biegli może dlatego teraz chcę być tylko dla dzieci, nie chcę spędzić tak całego życia, ale 2 lata, a później pójdzie do przedszkola i będzie szczęsliwy, chcę żeby czuł, że może na nas liczyć, że jesteśmy tu dla niego, wydaje mi się, że on już to wie, bo jest mega radosnym dzieckiem, samodzielnym, grzecznym, nie ma z nim problemów, a może ja ich nie widzę 🙂 a że dom budujemy na kredyt, cóż to, mamy dwa swoje mieszkania, dwa nowe samochody, stać nas na wiele, wiem, że nie wszyscy tak mają i ciesze się z tego co mam, nie pragnę nic ponad to co mam, nie zazdroszcze innym i może to jest sposób, aby cieszyć się z małych, drobnych rzeczy, a nie tylko narzekać! ja nie oceniam niczyich wyborów, bo każda mama wie co jest najlepsze dla jej dziecka…

    Odpowiedz
  69. justi says:

    dodam jeszcze, ze moze patrze tak na macierzynstwo, bo naprawde wybawilam sie, wyszalalam, zdazylam tez duzo i ciezko umyslowo oraz fizycznie pracowac, aktualnie mam 29 lat, Kubus rok, a w sierpniu przyjdzie na swiat drugi Maluszek 🙂

    Odpowiedz
    • Sabina says:

      to ja też coś jeszcze dodam i nawiąże do słów Justi:))
      No ja właśnie jestem z tej drugiej strony nie stać nas na wiele rzeczy mamy jedno małe mieszkanie i jeden samochód ale mamy :))
      i mamy śliczna zdrową córeczkę…
      Mogłabym być nabormuszona z zazdrości i narzekać jak to chciałabym mieć więcej rzeczy, mieć domek, móc pojechać na wakacje, ubierać Jagodę w piękne rzeczy bo uwielbiam mode dziecieca:))
      Dlatego właśnie postanowiłam działać i wracam do pracy od 20.02. czy to dobra decyzja? nie wiem! Jagoda chodzi do żłobka i jest bardzo zadowolona chętnie tam chodzi i ciągle przynosi jakieś prace do domu co zrobiła:) zawsze chciałam być w domu długo ale niestety właśnie dlatego że nie chce żyć od wypłaty do wypłaty i ze chce móc podróżować z córka, pokazać jej piękne miejsca, by nie zazdrościć i siedzieć z założonymi rękami wracam do pracy.Super modnych ciuchów szukam na wyprzedażach i chodzę do SH i cieszę się jak dziecko ze udało mi się coś wyszukać. Wiele kroków zostało poczynionych aby Jagoda była jak najmniej pokrzywdzona w tej sytuacji mąż chodzi do pracy na 7 żeby o 15 ją odebrać i spędzić z nią miło czas i czekać do 16.30 na mamę 🙂 to może tyle bo mogłabym pisać i pisać…

      Odpowiedz
  70. mama pisarka says:

    Dziękuję Ci za ten post. Utrafiłaś w najlepszy moment, w którym potrzebowałam takich słów, takiej perspektywy. Zmęczona, z maluszkiem u piersi, z buntem czterolatka, jeszcze „uwięziona” w domu, marząc o tym, by obejrzeć ukochanych „Nędzników” na wielkim ekranie i wiedząc, że na marzeniu się skończy. Dziękuję. Bo przypomniałaś mi, że właśnie na wszystko jest pora i muszę tylko zwolnić myśli. Cierpliwiej poczekać. Cieszyć się tym, co dziś.
    :*

    Odpowiedz
  71. justi says:

    Sabina ja rowniez poszlabym do pracy, gdybbym byla w innej sytuacji, skoro Jagodka jest szczesliwa, a Wy robicie wszystko zeby spedzic z nia jak najwieciej czasu to nic tylko pozazdroscic Malej cudownych Rodzicow, bo niewazne jak w zyciu jest to grunt to miec fajnych starych!

    Odpowiedz
  72. kama says:

    za każdym razem jak tu zaglądam to powiększa mi się lista co chciałabym kupić dla mojej Zuzki, zawsze coś fajnego znajdziesz jak ty to robisz? plecak boski też taki kupuje:)

    Odpowiedz
  73. Monika says:

    Dziękuje za ten wpis!
    Dziękuję wszystkie wpisy!
    Przypominają mi trochę felietony.Sama jestem mamą od niedawna nawet podwójną:)Mam wrażenie jakbyś czytała w mojej głowie.Zgadzam się z Tobą w 100% Pozdrawiam! Czekam na kolejne wspisy:)

    Odpowiedz
  74. Mam takie szczęścię że pomimo dwójki szkrabów, które czasami są mega absorbujące udaje mi się to pogodzić z pracą i jeszcze swoimi przyjemnościami, pasjami..ale nie powiem żeby to pogodzić trzeba mieć dużo energii i być trochę szalonym;-) Jak wiadomo każdy z nas jest trochę inny..nie każdemu się chce, poza tym wiadomo są dzieci mniej lub bardziej kłopotliwe, ale to chyba też od nas zależy..tak mi się wydaje, z doświadczenia jakie znam dzieci, te rojbry które latają jak oszalałe po domu i te bardziej spokojne, u mnie tak posrodku, ale nie mogę narzekać. Praca w korporacji nigdy mnie nie pociągała, choć teraz latam od uczelni do uczelni bo jednak etat jako wykładowca to takie sobie pieniądze, przy moim zakupocholiźmie tym bardziej..ale zaczęłam też szyć i coś tworzyć i daje mi to tyle szczęścia że szok, jestem nakręcona jak mały bączek i od razu lepiej śpię i mam lepsze nastawienie do życia. p.s. Super zdjęcia Julka, a mama Nikole wygląda jak jej starsza siostra 🙂

    Odpowiedz
  75. Agat says:

    Wszystko jest stanem umysłu.. 🙂

    Odpowiedz
  76. monina says:

    macierzyństwo jest takie trudne kiedy chce wychować się a nie chować dzieci…echhhh…podpisane: zmęczona mama:) pzdr

    Odpowiedz
  77. Bebe says:

    Lookarnę widzę i jej lalki!

    Dopiero dzisiaj zdążyłam przeczytać Twój tekst. Jestem nadal bez-potomna. Tak wyszło. Jasne, że na wszystko jest czas… gorzej, gdy się tak ułoży, że te czasy się na siebie nałożą, jak tutaj. Gdy ten biologiczny przecieka przez palce. Gdy trzeba się zdecydować tu i teraz, bo niebawem będzie za późno. To kiepska motywacja. Wolałabym świadomie, spokojnie. Ale jedyne co mogę zrobić, to zaakceptować ten chaos i rzucić się w kipiel. Mam jednak głębokie podejrzenie, że będzie mi się to podobać.

    „chcielibyśmy by w kuchni pachniało ciastem, ale by mąka nie zabrudziła za mocno blatu i podłogi pod stołem.” – ładne to 🙂

    Odpowiedz
  78. Slowly says:

    Popłakałam się czytając ten wpis. Trafiłam na niego przypadkowo, a idelanie wpisuje się w moje ostatnie dylematy. Dziękuję i dodaję do ulubionych:)

    Odpowiedz
  79. andzia... says:

    szafa w nowej szacie 🙂 bardzo bardzo mi się podoba!!!!

    Odpowiedz
  80. Goś says:

    pięknie napisane.
    nie dałam rady wszystkich kom. przeczytać… dlatego się nie odnoszę do nich.
    🙂
    najtrafniejsze dla mnie „macierzyństwo jest takie jakim je sobie zbudujemy.” i amen. Dobrze jak można sobie pozwolić na zostanie z maleństwem… ja zostaję, ale czy każda mama może…? ech 🙂

    Odpowiedz
  81. Kaja says:

    Witaj 🙂
    wczoraj, gdy moi mężczyźni się kąpali, a potem usypiali ja dla odpoczynku po całym dniu, wzięłam do ręki komórkę – otworzyłam Twojego bloga (o którym się dowiedziałam od mojej serdecznej koleżanki bistro mamy;)) i przepadłam… 🙂 pozytywnie przepadłam w Twoim świecie 🙂
    łzy same cisnęły się do oczu..a gdy już przy mnie pojawił się duży mężczyzna (a mały słodko odpłynął w objęcia Morfeusza) przeczytałam mu kilka fragmentów różnych postów, które najbardziej mnie zachwyciły, ścisnęły za serce… 🙂
    piszesz pięknie.. 🙂 i dla mnie jesteś kolejnym dowodem na to, że pomimo „ciężkiej pracy” przy wychowywaniu dziecka można być na prawdę szczęśliwym i spełnionym 🙂
    ja coraz częściej odczuwam ten stan..jest to niesamowite, jak wielką dawkę energii emocjonalnej może dać nam MACIERZYŃSTWO!:)
    Bardzo serdecznie Was pozdrawiamy i przesyłamy buziaki… :*
    Kaja i jej mężczyźni 😉 (przy okazji zapraszam na mojego bloga: http://www.mimi-decoupage.blogspot.com)

    Odpowiedz
    • julia says:

      jakie to Twoje dziecko ma rzęsy!!!!! niewiarygodne!!! 🙂 no bajeczne! 🙂
      moja Bistro Mama.. 🙂 taką mi reklame robi. no Kochana 🙂
      cieszę się bardzo, że i Ty tak myślisz.. mam nadzieję, że ten świat będzie do tego zmierzał.. by cieszyć się tym macierzyństwem a nie mieć wieczną udrekę..
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Odpowiedz
  82. entomka says:

    Owszem, nie zawsze jest różowo , lukrowo ale za nic nie zmieniłabym swojego świata.. bycie mamą samo w sobie jest piękne 🙂

    Trafiłam tu przypadkiem, ale widzę, czuje, ze jesteś mądra kobietą i cudnie podchodzisz do macierzyństwa, tak trzymaj
    Świetne zdjęcia

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  83. OlkaG says:

    Odzieranie macierzyństwa z lukru zamieniło się w czynienie go niemal męczarnią, najgorszym nieszczęściem, jęczenie nad każdą brudną pieluchą, nad za późnym wypowiedzeniem ma-ma, nad brakiem tuszu na rzęsach… Jak mnie to irytuje!!! Przecież macierzyństwo jest piękne! Nie jest jednowymiarowe, a to zupełnie coś innego! Tak jak piszesz: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale nie dajmy sobie wmówić, że jako matki mamy tak strasznie ciężkie życie. Bo trzeba umieć zaakceptować niedoskonałości, te wszystkie kolory macierzyństwa i życia w ogóle – nie tylko róż… I trzeba umieć dostrzegać to, co piękne, niepowtarzalne, celebrować, cieszyć się, a nie tylko użalać nad nieprzespaną nocą i głową bolącą od płaczu przy kąpaniu…

    Odpowiedz
  84. Anka says:

    wiedziała, że istnieją, szukałam, skrupulatnie układałam, z kurzu przecierałam, bo odwagi brak, czasu a czasem i pomysłu by je na papier przelać, a oto i one w całej okazałości, moje myśli, codziennik rozumu, wytwornik serducha i mają zapach cynamonu.
    Dziękuję

    Odpowiedz
  85. Aneta says:

    Dziękuje ci ze oddnalazlas ten wpis i umieściliśmy go ponownie……poglądami twój blog od niedawna…..strasznie spodobał mi się wpis ” nie chce mi się”…..pomyslam o idealny o mnie….ale dziś po przeczytaniu wpisu macierzyństwo twoj blog i ty staliscie mi się blizsi jestesm mama 4 latki i 6tygodniowej dziewczynki …..sa całym moim światem ..i pomimo tego ze jestem już podwójna mama ciagle walczę ze sobą tzn z tymi wszystkim rzeczami o których piszesz życiem katalogowym a tym prawdziwym…..staram się znaleźć złoty środek ….nie budować w sobie wyrzutów sumienia i starac sie byc ta mama idealna .ciale się tego ucze żeby było naturalnie, normalnie a zarazem szczęśliwie……dziękuje raz jeszcze za życiowa prawdę o której tak łatwo zapomnieć….pozdrawiam

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.