• lata lecą…

     

    Kolaże153 Kolaże154 Kolaże151 urodzinki justynki1

    Podobno jak przyszła z Tatą po mnie do szpitala, to darła się na cały oddział, że Tata kupił dwie świnie. Jedną Jej a drugą Julii. I Mama do dziś pamięta, że było Jej wstyd, bo wszyscy pomyśleli, że rolnik wielki przyjechał co dzieciom na narodziny trzode kupuje.. a to były świnki morskie..

    I choć dziś kończy 35 lat, to ja poznałam Ją właśnie wtedy. 

    No a potem to było różnie..

    Czasami jak szła z kuzynkami na dyskotekę, co to na wsi w remizie się odbywała, to ja śledziłam Je biegnąc po rowie. Byłam przekonana, że mnie nie widać..

    A Ona wtedy obracała się, tupała nogą (tak jakby do psa) i mówiła „pójdziesz Ty do domu!?”

    Czasami obrażała się na parę dni, bo podglądałam też jak całuję się z chłopakiem.

    (Było to lat temu 19. Dziś ten chłopak jest Jej mężem i nieustannie Im to przypominam..)

    Na złość skasowała mi piosenkę „majtki blaszane” co kupiłam sobie na odpuście. I nagrała na to jakieś Acha czy C.C. Catch (sisikecz)! 

    I wzdychała do plakatów z Chesney Hawkesem.

    Ale przede wszystkim, zawsze wszędzie mnie ze sobą wlokła.

    Na ognisko, na urodziny, na spotkania z chłopakami z klasy, gdy chodziła już do technikum.

    A potem ja wlokłam Ją.

    Na te zloty motocyklowe moje..

    A Ona tam wiecznie „uważaj”, „odsuń się”… no wstyd jak diabli!

    I zawsze wszędzie razem… Pomimo tej dużej różnicy wieku, która kazała nam mocno na siebie czekać..

    Bo jak Ona w szkole średniej to ja dziecko małe, jak ja w liceum i szaleństwo, randki i imprezy to Ona poważna studentka i o rodzinie myśląca.

    I tak jakoś spotkałyśmy się najbardziej kiedy ja miałam koło dwudziestu lat…

    Spotkałysmy się tak, że i Ona jakąś korzyść ze mnie miała…

    No bo do tamtego czasu to mi pieluchy zmieniała, wózek pchała wielki przed sobą, gdy Mama w ogródku pieliła, zjawiała się w jednej chwili, gdy termos w plecaku mi się rozlał i płakałam tak mocno w przedszkolu.. i jak nikt potrafiła postawić mnie do pionu. Jednym zdaniem… Jak kiedy trzaskałam drzwiami, buntowałam się, kłóciłam z rodzicami to Ona wchodziła do mojego pokoiku i mówiła jedno, jedyne zdanie…

    „Pamiętaj, że kiedyś Ich zabraknie.”

    I ja byłam jeszcze bardziej wściekła na Nią i na cały świat… bo miała racje..

    I jak łóżko piętrowe Tata nam zrobił, to pozwalała mi nieustannie spać na górze.

    Gadałyśmy wtedy do późna. Śpiewała mi piosenkę Ritchiego Valensa „Oh Donna”..

    Śpiewała mi też jak siedziałam w wannie.. Bo to jest już rytuał, że w łazience siedzimy razem. Ona myje zęby, ja golę nogi i plotkujemy… I dziesięć lat temu, i dziś kiedy się spotykamy.. Wtedy wszyscy walą do drzwi z okrzykiem „nie gadać, tylko się myć, bo na łazienkę czekamy”..

    I Ona u mnie po porodzie pomagała mi kąpać moją mała istotę, i Jej dzieci do trzeciego roku życia do mnie też Mamo mówiły..

    I wszyscy Jej przyjaciele i moi to jak wspólni, bo to wiadome, że my jak jedna osoba.

    I że jak ryczę w poduszkę to Ona mi wtedy najważniejsza…

    I jak przychodzi osobno spędzić sylwestra to wisimy na telefonie, że bez siebie to bez sensu… że razem mogłoby być o niebo lepiej… bo gdziekolwiek nie jesteśmy wystarczymy sobie za cały świat…

    I Ci nasi mężowie co nie mogą zrozumieć jak może być taka miłość między rodzeństwem, taka, że i Oni na boczny plan schodzą..

    I, że o miedzę żadnych kłótni nie ma. Choć tych miedz tyle jest, bo Tato hektarów nakupował…

    I do dziś się wściekam na siebie, że jak szczyl mały, głupi naskarżyłam, że Ona papierosy pali…

    Listy, długie, piękne zawsze pisała…

    I nie mogę sie pogodzić z faktem, że już nie piszę. Chociażby opowieści z życia tamtejszej wsi… Bo czasami uśmiać sie można po pachy, a Ona potrafi to tak barwnie…

    I w tych sms-ach na sto esemesów mi śle, że…

    „Mama była rano na kawie i sie obraziła, bo mi znowu mówi, że jak Iwa nie przyjeżdża to trzeba było Lidzie zaprosić. Mówię Jej żeby mi przestała radzić bo zaprosiłam Klimczyków, na co Ciocia dodała – Ona lubi rządzić i jeszcze musi postawić na swoim, ale i tak Cię Ela kochamy. Obraziła się na nas i nawet to Cioci – kochamy- nie uratowało sytuacji. Zamknęła się w sobie na amen. One wychodziły, wszedł Tato, który właśnie wpadł na kawę a ja mu mówię żeby mi jutro elmex kupił w Radomsku, a On mi, że na odsłonięte szyjki zębowe najlepszy jest czosnek. A Ciocia leje, bo wczoraj Jej opowiadał, że czosnek na wszystko. Nawet powinna spróbować na swoje bóle głowy. I zwierzał Jej się ile to razy był w łazience rano, bo Go grypa jelitowa dopadła, na co Ciocia, że jest zdziwiona, że mu czosnek nie pomógł… Boże??? Co za poranek???”

    Albo ten…

    „O Kochana, życie jest piękne! Byłam dziś świadkiem budzenia się do życia nowego dnia. Powoli świtało, śnieg pruszył, a u mnie ciepło,  w kuchni się pali, kawa się parzy, chlebek rośnie, pączkami pachnie, radio cichutko gra, dzieci błogo śpią, Piotrek wrócił cały i zdrowy. I ten spokój. Na świecie. Za oknem. I we mnie. Nic więcej nie pragnę. Niczego więcej nie oczekuję. Goście pojechali. było bardzo miło. Nine uwielbiam. Pączki podobno dobre, choć wyszło mi tylko 35.  Czy jak człowiek docenia życie, to znaczy, że dopada go starość?”

    I ja, te Jej słowa mi pisane na tej klawiaturze, kocham nad życie. 

    Czasami uśmieję się do łez, innym razem powzruszam.

    Bo od dosyć dawna przyszło nam żyć daleko od siebie. Szkoły średnie, potem moje miejsca zamieszkania daleko od domu..

    A mnie się tak marzy wybudować dom na cegielni obok. I rano, w piżamie, latem przez łąki na kawę na werandzie do Niej wpaść..

    Albo wieczorami pić wino na hamakach. O tak… bez tego planowania wielkiego przyjazdu.. Pakowania Tosi, siebie…

    Ale nic to, nic to… w porównaniu do tego jak kiedyś mi pisała…

    „przecież mogłyśmy się nie zdarzyć..”

     

    W dniu urodzin życzę Ci moja Kochana byś w tej kuchni swej, dożyła późnej starości. W zdrowiu, spełnieniu i spokoju…

    I z każdym dniem kocham Cię coraz mocniej i kochać nie przestanę.

    Twoja little sister

     

    Kolaże155 Kolaże150 urodzinki justynki Kolaże152

     

    Prezenty wciąż pakuję i ozdabiam tutaj.

    Plakat zakupiony tutaj (i jeszcze trzy inne).

  • odpocząć od…

    prezenty112

    …a zimą taki kompot z czereśni to jak leżenie pod gruszą, i promienie słońca między gałęziami opierają się na naszej twarzy… mruże oczy i wypluwam z impetem pestki…

    prezenty113 prezenty110 prezenty16

    z cyklu… tylko nie rajtuzy po domu… i twórczy bałagan…

    Kolaże95 Kolaże108 _DSC0546 b

    Postanowiłam odpocząć od Facebooka.

    Bo kiedyś było jakoś tak, że człowiek jak stał autem na czerwonym świetle, to po prawej widział rodzinę w czerwonym volvo. Ona patrzyła w okno. Zamyślona mocno. On stukał palcami w kierownicę. Dziecko z tyłu przyklejało nos do szyby, by w końcu lekko się do mnie uśmiechnąć. Po lewej w srebrnej preludzie siedział młody chłopak. W jasnych jeansach, czarnym golfie. Przystojny.

    Było też tak, że jak człowiek stał w kolejce do kasy i wyciągnął już te produkty na taśmę, to coś na boki zagadał. że skąd takie fajne gotowe buchty na parę? no i że wygodniej teraz z tymi obiadami…

    w kolejce do lekarza, o tych przypadkach co chodzą po ludziach..

    a teraz.. ślepia wpatrzone w wyświetlacz telefonu. Fejsbuki, mejle, aplikacje…

    Gdzieś to się mocno zapędziło… i nie wiadomo dokładnie dokąd..

    I nie twierdzę, że nic dobrego.. bo przecież skąd ja tyle pięknych miejsc w internecie odkryłam, z tyloma ludźmi więzy zacieśniłam, tyle inspiracji zaczerpnęłam..

    To wszystko ma sens. Tylko jak zawsze, musi być jeszcze odrobina racjonalngo myślenia.

    Dzielnia na czas i miejsce.

    Skasowałam więc profil Facebooka. Zrobiłam bardzo małą listę blogów, które odwiedzam. Odpuściłam.

    Nie gonię za nowymi informacjami, które może się pojawią a ja je przeoczę. Umkną mej uwadze.

    bo kiedy zadawałam sobie pytanie, cóż ta informacja wniosła w moje życie.. to okazywało się , że zupełnie nic… albo prawie nic, w perspektywie długiego życia.

    Odpuściłam bo..

    …chciałabym uważniej przyglądać się życiu. chciałabym mocniej żyć. żyć życiem obok, a nie światem wirtualnym.. bo mi dziecko rośnie, zmarszczek przybywa, data w kalendarzu się zmienia, wiosna kolejna nadchodzi…

    a ja tak… jakoś w próżni, na pół gwizdka.

    wirtualnym światem żyję. stanowczo za mocno.

    i choć obiad codziennie na stole, choć dziecko utulone, choć na spacerze jesteśmy każdego dnia i choć nowe światy z Antoniną odkrywam, to nie tak jakbym chciała…

    .. i nie ma mnie tam. na tym portalu społecznościowym.

    laptopa otwieram przy kawie jak Antocha śpi, żeby na komentarze Wam odpisać, na maile odpowiedzieć…

    I nie mam pojęcia, kto ze znajomych był na nartach i zdjęcia nowe dodał. Nie mam pojęcia  kto ma katar i gorączkę. Nie widzę statusów dotyczących radości z piątku i rozpaczy z powodu poniedziałku.

    Nie wiem.

    Wiem natomiast jak pachnie pomidorowa. Wiem mocniej. Bo się nad tym zapachem zatrzymuję. Otwieram pokrywkę kilka razy i wącham.

    Wiem jak Tosia gramoli się na nasze łóżko i układa tam miśki i lale do spania. Wiem mocniej. Bo podglądam ją zza drzwi. Siedzę na podłodze, zerkam i uśmiecham się do siebie.

    Wiem jaki film dziś z mężem obejrzę uważnie, by potem leżeć na kanapie i na jego temat rozprawiać, przechodząc w tysiące innych tematów dotyczących jestestwa.

    Wiem już jak zaczyna się książka, którą od kilku miesięcy zaczynam. Wiem mocniej, bo nie odpływam myślami przy każdym przełożeniu strony.

    Wiem jak to ciasto na spodzie z nutelli smakuje, bo w końcu jest na to swobodny czas.

    Wiem jakie mam wyniki krwi. Wiem mocniej, bo zrobiłam świeże i był czas o tym pomyśleć.

    Wiem kiedy Antonina przewraca się na bok. Wiem mocniej, bo kiedy już zaśnie, to mam czas na to by dłużej obok Niej poleżeć.. Popatrzeć w okno, myśli zebrać.

    Nie biegnę. Nie wciskam wciąż i bez ustanku „odśwież”. Nie sprawdzam długiej listy nowości pojawiającej się na tablicy Facebooka. Nie komentuję, nie „lajkuję”…

    Mam czas żyć swobodnie.

    Zbyt fajne to moje życie tutaj, by śledzić to wirtualne..

    Kiedyś mój Tato mówił mi „pamiętaj, spotykaj się z ludźmi od których się czegoś uczysz”.

    Mocno przesitkowałam ten mój świat w internecie. Zostawiłam garstkę tego co mnie inspiruje, stawia do pionu. Co daje mi mądrość, i sztukę odnajdywania radości. Zostawiłam też to co zasmuca, co dołuje. Zostawiłam to, co mnie uczy…

     

    prezenty114 prezenty115

    Ubiegły tydzień upłynął pod nazwą „magia prezentów”…

    Dostałyśmy ich mnóstwo…  

    Ten telefon od męża, że przyszły do mnie paczki… a potem wieczorne ich otwieranie.

    I ja bym chciała tak powoli. Uczcić każdą chwilę. Złapać ją aparatem, pozachwycać każda kokardką..

    No a gdy przychodzi pomoc Tosinych rąk, to trudno..

    Założyłam pudełko. z listami. z listami do szafy. dostałyśmy kolejny od Kasi.

    bo pierwszy był od Pauliny..

    na kartce. pisany piórem. jak mnie już świetnie znacie i wiecie co łapie za serducho.

    a do listu całe pudło różności. ale jakie to pudło! oczywiście co się namordowałam żeby otworzyć tak, by nie naruszyć ani jednego skrawka materiału…

    był nawet motocykl dla męża..

    miś dla mnie i dla Tosi. 

    napis Tosiny… i znowu z utęsknieniem pomyślałam o domu, by zawiesić na białych drzwiach do Jej pokoiku.. 

    klamerki!  jak ja kocham takie drobiazgi. 

    Kasia przysłała nam prezent w podziękowaniu za film jaki kiedyś opublikowałam na szafowym facebooku… film dołączam na końcu wpisu…

    te piękne rzeczy można znaleźć u Kasi w Radosnej Fabryce.

    prezenty116 prezenty120 prezenty119 prezenty12 prezenty13 prezenty11 prezenty1 prezenty15

    Wiem o Was niewiele.. Tyle ile w komentarzu zostawicie słów. Ile na zdjęciu zobaczę gdy komentujecie na FB….

    I było takie jedno zdjęcie profilowe co mnie mocno zachwycało, intrygowało…

    aż pewnego dnia to zdjęcie zapytało nas o adres…

    Dostałyśmy z Antką bransoletki, opaski… 

    i tutaj kokardy na opakowaniach, wstążki, flagi… 

    Z opakowań zdradzę Wam, że to icon store.

    Mają tam świetne, stylowe legginsy dla dzieci, chyba zakupię… tylko które…

    prezenty18

    Tamtego dnia przyszła jeszcze jedna paczka w prezencie dla To.

    Waży 60 kg… pokażę Wam już w innym wpisie…

    Dziś poniedziałek i właśnie dostałyśmy kolejne dwa… Ja chyba oszaleje..

    W życiu nie dostałam tyle niespodzianek!!

    Ukłony do stóp Wam składam w podziękowaniu… 

     

    I obiecany film…

  • ciemno..

    Kolaże125 Kolaże126 Kolaże127 zima Kolaże124 Kolaże119 Kolaże118

    usypiałam Tosie jakoś tak inaczej niż zwykle.

    bo zawsze, ale to zawsze wtedy na przedpokoju świeci się lampka.

    a tak, nie wiadomo czemu była zgaszona. więc w tej dziwnej dla mnie atmosferze tule i kołysze… dla niej atmosfera bez zmian… czyli pocałować Mamę sto razy, żeby cicho zagłuszyć przedłużający się w nieskończoność proces zasypiania..

    na białej szafie odbijają się i kołyszą cienie drzew. Te cienie od latarni, która stoi za oknem..

    i nagle ta latarnia zaczyna gasnąć. tak powoli, spokojnie. aż zrobiła się całkowita ciemność. taka ciemność czarna. że ani kroka się nie da zrobić.

    zamknęłam oczy i poczułam…

    poczułam tak, jak wtedy gdy wąchamy nagle jakiś zapach sprzed lat.

    taki na przykład jak się używało na tych koloniach językowych w Kudowie.

    albo ten z czasów liceum. Sky Blue. za 30 zł na straganie. co to był za zapach!!

    teraz, czasami gdy podobny przemknie mi koło nosa, to jakby wszystko w jednej sekundzie wróciło. internat, planty, murek pod Wawelem, te czarne dzwony w kwiatki, myslovitz w walkmanie, wieczorny autobus nr 124…

    i ja poczułam się właśnie tak, że jakbym miała otworzyć oczy, to zobaczyłabym siebie w moim rodzinnym domu.

    w połowie przedpokoju. bo zmierzałam z salonu do łazienki.

    i ta sekunda kiedy wszystko gaśnie.

    i nagle z każdego pomieszczenia te komentarze:

    „prądu nie ma”, „pradu zabrakło”, „gdzie są świeczki? powinny być pod ręką”, „poczekaj, mam latarkę”, „dobrze, że nafte napełniłem do lampy”, „żadna zaplaniczka nie działa”…

    i w jednej chwili wszyscy gromadzą się w kuchni. czuć ciepło i zapach palonego drewna z pieca kaflowego.

    Mama napełnia czajnik wodą i stawia na blasze. już bulgocze, już leci para i gwizdek słychać. zalewa herbaty. ze wspólnego talerza podjadamy łyżkami ciasto.

    i nagle jest tematów setki, i nagle śmiech i opowieści z czasów młodości rodziców.

    pies leży pod stołem, głośno chrapie.

    Tata z latarką idzie dołożyć do centralnego.

    puka Ktoś do drzwi. Basia ze Sławkiem byli na spacerze i weszli po drodze.

    – A to prądu nie ma? Ciekawe czy u nas też?

    I dla Nich herbata z rumem, bo na dworze mróz.

    Mija godzina, dwie, trzy… północ… i jak ciemno to i czasu nie widać jakby..

    – To idźcie się dziewczynki kąpać, bo ja zaraz idę – jak to Mamy maja w zwyczaju przemawiać…

    siedzimy w tej łazience. lampa naftowa na pralce. na parapecie świeczka i na umywalce druga.

    coś szepczemy, chichrotamy się…

    – weź już wyłaź z tej wanny, bo ileż można siedzieć – mówię w końcu zwijając się na fotelu z  podkulonymi pod siebie nogami.

    – no ile? no ile? no tyle – głupkowato mi odpowiada..

    idziemy do łóżek. w kuchni zostaje Tato. z książką w swoim fotelu. okulary ma na nosie. i to jedno szkło potłuczone. śmiesznie bardzo wygląda.

    a gdyby tego prądu nie brakło…

    to Mama roboty ile by sobie znalazła. prasowanie zaległe i w „jeden z dziesięciu” by patrzyła.

    Tata by w warsztacie jeszcze coś dłubał.

    Justyna coś pisała, sprawdzała, uczyła się…

    Ja włóczyła po domu bez celu…

    A tak…

     

    Na szczęście, na naszej malutkiej, oddalonej od świata wsi, prądu brakowało dość często…

    Kolaże122 Kolaże123 Kolaże120