Tosia, Policja i motocykle…

Miałyśmy z Tosią przyjemność wziąć udział w akcji Śląskiej Policji.

Fantastyczna idea. W prasie i mediach. Więcej tutaj

Ach… No i mojej miny proszę nie komentować 🙂 Wyglądam jak zmęczona życiem Matka. Kto je wybrał!!!!????? 😉

 

Podprowadzałam motocykl (simsona enduro) pod schody na podwórku Babci.

Na szczęście dosięgałam stopami do biegów i hamulca.

Godzinami jeździłam w kółko, a po utracie sił, chcąc się zatrzymać, zwalniałam i przewracałam na trawie.

I tak od rana do wieczora.

Miałam wtedy 8 lat.

Dzięki temu, że mieszkaliśmy na wsi, czasami można było ukradkiem wyrwać się za bramę. I ja oczywiście się wyrywałam.

A potem to już nie tylko czasami…

Zresztą, nie bez powodu miałam kompleks chłopczycy.

Lecz jak mogłoby być inaczej gdy mając lat 10 potrafiłyśmy z przyjaciółką ściągać benzynę z komarka Jej Taty. A jak wężykiem już nie szło, to komara do góry nogami…

Uciekało się przed policją nie raz przez polne redliny..

I zawsze z tą policją jakoś mi tak było po drodze i z uśmiechem…

Tak jakby wczoraj pamiętam letni dzień. A może już lekko jesienny..

Mocno pomarańczowe słońce, ciepły, lekki wiatr..

Niezwykle intensywny zapach palonych ognisk z pól..

Jadę Taty dnieprem.. (rosyjski  motocykl z przyczepą z boku)

Dwie kitki na głowie, letnia sukienka, w przyczepie pies. Uszy od prędkości mu się kładą.

Widzę w lusterku radiowóz. I ta pewność… nie do mnie, bo po co?

Włączają koguty, zajeżdzają drogę, a funkcjonariusz rzecze:

– Dzień dobry. Dowód i dokumenty proszę.

– Dzień dobry. Ale… ale ja mam 14 lat.

– 14 lat?! A jaka to jest droga?

– Noooo…. Asfaltowa.

– Źle. Powinnaś powiedzieć publiczna.

– Aaaaa…. No to publiczna.

-Gdzie Ty mieszkasz?

– Za zakrętem. O tu.

– Dobrze. Jedziemy.

I widzę to zachwianie w Jego wzroku. Powinien odebrać mi pojazd. Ale jak go prowadzić?

Jedziemy. Ja. Oni za mną.

I jak nigdy włączam nawet migacze. Mijane wozy z ziemniakami i traktory z podchmielonymi kierowcami truchleją w momencie.

Wbiegam do domu i wołam:

– Tato, policja pod domem!

Tato od stołu wstał, grzywkę przeczesał. Idzie.

W domu zza firanki podglądam.

I co widzę…? Śmiechy, opowieści, gestykulacje radosne.

Dostałam reprymendę za brak kasku i by unikać dróg. Tych publicznych.

Od policji. Tato nie powiedział nic.

 

I z ta pasją żyję do dziś.

Setki zlotów motocyklowych. Przygód. Historii do opowiedzenia na kilka lat zimowych wieczorów.

Niezliczone ilości poznanych ludzi, śmiechu do łez i bólu brzucha. Wygłupów. Setki razy rozbijany namiot. Dziesiątki tysięcy złotówek wlanych do baku.

Postoje przy zachodach słońca i oberwaniu chmur.

Odnalezieni ludzie, którzy idą ze mną do dziś. Miłostki i szybsze bicie serca.

Opowieści do rana przy dogasającym ognisku. I my wszyscy w ciężkich butach, skórzanych spodniach i kaskiem obok.

Wzruszam się mocno gdy sięgam do pamiątek z tamtych lat. A to były czasy gdzie motocykliści w Polsce byli jednością, znali się od podszewki. Była nas mała garstka.

Zerkam czasami na zdjęcia, wyróżnienia za jedyną amazonkę zlotu, wycinki z gazet z moim NSU 251  w rozwianych, rudych włosach..

W skrzyneczce znaczki zlotowe… Nysa, Zdynia, Ogrodzieniec, Mykanów, Nieborów, Niepołomice… i mnóstwo innych.

Pędziło się ciągle. Pod wiatr, ze słońcem w tle, w zalanych deszczem koleinach…

Zdarzało się robić w sezonie po 16 tysięcy kilometrów, kiedy już japoński motocykl zawitał w moich podróżach..

Dlatego dziś, pewnie mówię… Jestem gotowa na macierzyństwo. Ja się wyszalałam.

Studiować nigdy nie chciałam. Ja miałam pasję.

Z czystym sumieniem mówię: nic nie straciłam. Pierwszą motocyklową pracę dostałam w Warszawie, a potem z lekkością wybierałam kolejne salony.

W tej ostatniej wypatrzył mnie mój mąż..

Więc czy to nie pasja ukształtowała moją szczęśliwą drogę…?

Jedno jest pewne… Bez pasji – życia nie ma

 

Napisz komentarz...
  1. Iwona says:

    Bez pasji życia nie ma… bo każdy dzień pozostaje dniem każdym, a każdy człowiek realizuje się tylko w pewnym stopniu.. a człowiek zrealizowany w malutkiej, najmniejszej pasji.. jest szczęśliwszym człowiekiem.. a samorealizacja tak skrzydeł dodaje.. tak życie człowieka czyni ważniejszym.. tak lepsi jesteśmy.. dla innych, dla siebie samych.. od niedawna w końcu i ja postanowiłam odkurzyć swoją pasję i wreszcie coś z nią zrobić 🙂 wiec wiem co mówię 🙂
    Swoją drogą, ciekawe czy swojej ślicznej Tosi pozwolisz wsiąść na motocykl w wieku 8 lat 😉 oj coś ja tego nie widzę 😉

    Odpowiedz
    • julia says:

      oj tak… Oj tak… Człowiek z pasją, choćby najmniejszą jest innym
      człowiekiem. Jest pewny siebie, dowartosciowany, zadowolony, spełniony, dążący, . Ludzie z pasja idą przez życie „bardziej”. To może być nawet zbieranie porcelanowych dzbanków.. Trafiłaś słowem do celu. Właśnie tak jest. Co do pasji dzieci.. Bardzo bym chciała pozwalać dziecku na co mi pozwalało.. Bo u mnie na dobre wyszło. Choć martwili sie okropnie, nie spali po nocach to pozwalali iść do przodu. Mój mąż już znalazł małego crossa dla Tosi na 4 lata. Boje sie już.. Ale zabronić nie mogę 🙁

      Odpowiedz
      • Justyna says:

        Kurde Jula, musimy się teraz skoncentrować co by chłopaków zmajstrować bo inaczej kiepsko będzie…Zocha już powiedziała,że motor chce..fioletowy:)

        Odpowiedz
        • julia says:

          Myslisz Justyś, że chłopcy pójdą w książki i naukę? Czy chłopcy wyręczą nasze córki od hobby motocyklowego? 🙂 Tosia jeszcze co prawda nie powiedziała jaki chce ale Mama jej wybrała KTMa 🙂 Zosia niech lepiej nie jeździ, bo znając Ją, nauczy sie raz dwa i przegoni Tate i Adasia. A potem ściągnie kask i rwiąc wlosy z głowy powie ” Ja nie chce być mistrzem”! 😉

          Odpowiedz
  2. Maryś says:

    Płakałam ze śmiechu widząc Cię w sukience i tego psa… To jest tak obrazowo nasmarowane piórem… Z niecierpliwością wypatruję kolejnej opowieści, kolejnych refleksji – ta do mnie przemawia. Nawet jeśli generalizuje pasję samą w sobie, bo znam np wielu ludzi, cudownych, którzy nie odnajdują pasji, ale pasjonują się pasjami innych, tzn podziwiają ich mądrze, bez zazdrości. Dni swoje dnią ot zwyczajnie, ale też cieszą się życiem 😉
    Ja należę do pasjonatów, zabawne, że od dłuższego czasu chodzi za mną taki post na bloga, w którym chciałam opisać moją historię pasji i to już z ogonkiem, który okazał się dziedziczny dla mojego syna.
    Tak więc Julio! Jak zawsze czytało się wspaniale. Dziękuję

    p.s. czy znałaś Griszę?

    Odpowiedz
    • julia says:

      Właśnie położyłam się spać. I widzę w telefonie maila. Że komentarz. Czytam. I myśle ze smutkiem, no nic, odpisze dopiero jutro. Ale oczy zamknięte a w głowie „dnie swoje dnią ot zwyczajnie”… Co za zdanie… Wyjęte prosto jakby z „Nocy i dni”. Czyż Barbara nie powiedziałaby właśnie tak o życiu swoim z Bogumiłem? Rany, ale jestem tym zdaniem podekscytowana! Wspaniałe! Czy mogę tak kiedyś zatytułować jakiś post? Co do mądrego przyglądają się.. Myśle, ze pasja to niekoniecznie szermierka, nurkowanie itp… Pasja to ogródek, książki, rodzina, gotowanie… Mądrość, brak zazdrości nie bierze sie znikąd. Musi sie brać z życiowej mądrości. A jak ktoś ma życiowa mądrość to sam jest pasja. Idę spać 🙂 spokojnej nocy 🙂 i niech sie jutro błogo nasze dni dnią!

      Odpowiedz
      • Maryś says:

        Będzie mi niezmiernie miło 🙂 Tym bardziej, że przecież pytać o to nie musisz, bo zdanie w literaturze pojawiało się często, a w moich ustach jest już jak „łatka”, bo ja lubię dnić swoje dni 😉
        Ad. pasji, masz rację, ja to wiem, tzn tak czuję, czasem pasją jest czytanie książek, albo spoglądanie w gwiazdy, innym razem filozofowanie, i tak dalej, i tak dalej… Mi bardziej chodziło o to, że ludzie nie zawsze mają odwagę mimo pasji wziąć życie w swoje ręce. Teraz po przeczytaniu ponownie posta to myślę, że on jest tez w dużej mierze o tym właśnie, nie tylko o pasji, o odwadze do trzymania się z życiem za rękę i dotrzymywania mu kroku, ba… Wręcz do ciągnięcia go nieraz za rąbek sukienki, lub popychania tam gdzie Ty chcesz :)))

        Odpowiedz
        • julia says:

          Wiesz, że ja zatapiam się w książkach i nigdy owego zdania nie spotkałam 🙁 Maryś… Jak Ty mi piszesz.. Czytałam wczoraj mojej siostrze Twoje komentarze. Zacznij Ty pisać więcej na swoim blogu.. Dla mnie :*

          Odpowiedz
          • Maryś says:

            :)*
            mój blog kradnie troszkę z życia, a troszkę mu dodaje – taka mini symbioza. Ale masz rację dla Ciebie napiszę troszkę więcej o mojej historii pasji. Jestem w trakcie przeprowadzki, i miałam okazję pogrzebać w pudełku ze zdjęciami. Zdjęcia, te z pudełek zawsze wywołują takie przypływy dobrych wspomnień. Bo człowiek tak ma, że w miarę dojrzewania przesiewa wspomnienia przez sito i te dobre jakoś nigdy nie przelatują prze dziurki 🙂
            A potem jeszcze szczypta konfabulacji i już wspomnienie zamienia się w małą bajeczkę z wielkiej księgi wspomnień…

            p.s. nie wiem, czy umiem pisać, tak bez odpowiadania, ale się postaram 😉

  3. Julitta says:

    Tata, ktory grzywke przeczesal jest najlepszy :).
    Ja jeszcze chwile temu bylam smutna. Nawet przestalam zakreslac w ksiazkach fragmenty. Az tak smutna. Moje dzieci sie do mnie przytulaly a ja przetulalam sie do moich dzieci. I mimo to smutna. Az wreszcie przyszedl ten dzien,ktory stal sie kolejnym koncem i poczatkiem.
    Bo bylam gotowa, zeby dziewczynke w sobie przeprosic.
    Ta dziewczynke z pasjami. I dzisiaj jest mi po prostu bardzo dobrze.

    Swietna ta akcja policyjna!!! Podoba mi sie.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Dżulitko Moja! Ty smutna? Smutek czasami jest fajny. oczyszcza. odnawia. pozwala odpocząć, przemyśleć. byle nie trwał za długo. i mam nadzieję, że właśnie ten Twój był refleksją, nauką. Jak ja wszystkim o Tobie opowiadam! Że taka wspaniała kobieta. Że tyle robi! Dziś kobieta urodzi jedno dziecko i macha nim jakby świat ocaliła. A kiedy przyjdzie jej ugotować obiad przy tym jednym dziecku i podłogi pomyć to jest skrajnie nieszczęśliwa… Już mi niedobrze od tej nowej generacji Mam. A rękawy zakasać, muzyke włączyć, dziecko na odkurzacz posadzić i jazda ze sprzątaniem.. A Ty masz ich czwórkę, męża, duży dom do sprzątania, gotowanie, bloga, książki, szyjesz przepiękne kocyki i w tym wszystkim czas na kawę i świece. I co najważniejsze… czas na miłość dla dzieci! Bo nie sztuką jest chodować potomstwo, sztuką jest wychowywać dziecko. I do tego ślicznie wyglądasz. Ty zawojowałaś świat. Jesteś Wielka Dżulitko!! Pamiętaj o tym. Jesteś Wielka!

      Odpowiedz
      • Julitta says:

        Dzieki Julka !
        A Ten Smutek nie byl moim wyborem.
        Byl konsekwencja tragedii. I nie byl tylko moim smutkiem ale mojej rodziny.
        Ale tak, dzisiaj juz i jemu nadalam sens.

        Odpowiedz
        • julia says:

          Kochana, mam nadzieję, że boli już mniej ten smutek i coraz mniej o tym myślisz, lub jeżeli to z racjonalnej strony bez wracania do płaczu i żalu. Ściskam Cie mocno :*

          Odpowiedz
  4. Karcia says:

    Piękny post, piękna pasja, magiczne wspomnienia… Dziś robią zloty wszędzie i dla wszystkich. Zimowe, letnie, tematyczne… W każdy weekend, przy odrobinie czasu i chęci można by objechać kilka. Tylko jakoś tego klimatu, o którym piszesz już nie ma. Tego poczucia wspólnoty, że jest się wśród „swoich”, nawet jeśli widzi się ich pierwszy raz. Powinni kiedyś zorganizować zlot dla weteranów, ale w takim sensie weteranów jak Ty czy ja, czyli takih co jeżdżą od lat, co zaczynali komarkiem, MZ-ką, a nie od razu Hondą Valkyrie:) Co śmigali w deszczu w podartych jeansach, skórze z lumpeksu i orzeszku na głowie. I cieszyli się z tej jazdy, z tego deszczu, z tych much między zębami:) I dziś nie jest ważne, czy stać ich na najnowszy model Harley’a, kask Shoei i ciuchy za kilka tysięcy. Bo najważniejsza jest pasja, która w nich była i nadal jest. Bo jeździć po świecie można i Jawą i Yamahą. Trzeba tylko chcieć.
    Dziś moje dni upływają na czekaniu, bo już za chwilę pojawi się na świecie moje pierwsze dziecko. Ogromna radość i podekscytowanie mieszają się ze strachem. Jak tu wychować na dzielnego, mądrego, pewnego siebie człowieka, gdy tak naprawdę chciałoby się zamknąć w złotej klatce i ochronić przed całym złem tego świata:) Ehh… macierzyństwo to chyba najtrudniejszy „zawód świata”. Może kiedyś napiszesz jak sobie radzisz z tym wewnętrznymi rozterkami?:)

    Odpowiedz
    • julia says:

      Widzę, że idealnie wiesz o czym pisze 🙂 Tak było. zajeżdzało się na zlot i wiadomo było kto będzie. Wszytsko leżało przy motocyklu albo w namiocie cały weekend i nikt nic nie ukradł a jeszcze przypilnował. Już na bramie wjazdowej wszysscy się ściskali, opowiadali. Wszyscy tam jeździli motocyklami od dziecka i najczęściej pierwszy motorek przywieziony był w worku po kartoflach do poskładania na powórku 🙂 Teraz ktoś ma 18 lat, zdaje egzamin, jedzie do niemiec nazbiera ogórków i kupuję cbr600 za zarobione pieniądze. Na kask już najczęściej go nie stać, więc bierze stary z garażu po tacie albo pożycza od znajomego co to On już nie jeździ… Wyjeżdza na droge i… szkoda tylko tego trudu przy ogórkach…Dla mnie jedno jest najważniejsze. Żeby Oni nigdy nie wjechali w samochód gdzie jedzie Matka z dzieckiem. Kiedyś nabierało się wprawy jazdy latami. Teraz w tydzień. Jadą na zlot motocyklowy, tak jak piszesz, jeden ze stu w ten weekend i ile tam jest cwaniaków i wytrawnych jeźdzców… No cóż.. Cieszę się jedynie, że jeszcze zdążyłam na te wyjątkowe spotkania motocyklowe. Początkowe kluby MC, kluby przy domach kultury itp…Czasy niezapomniane, magiczne.
      Będę pamiętać o napisaniu kilku myśli na temat moich rozterek w sprawie „wolności” Tosi 🙂
      Witam w klubie „weteranów” motocyklowych :*

      Odpowiedz
  5. Karcia says:

    Oczywiście „takich” – literówka 🙂

    Odpowiedz
  6. kaynka says:

    Dobrze, że się wyszalałaś ja nie zdążyłam bo urodziłam Nikole gdy miałam 19 lat… Ale nie żałuję 😉 Mówimy z mężem, że jak nasi znajomi będą się zajmować dziećmi my będziemy szaleć.

    Może wrzucisz kilka fotek na motorze 😉 Nie mogę sobie tego wyobrazić. Ty jesteś taka.. hmm… niewinna 😉

    Odpowiedz
    • julia says:

      Jest tak jak piszesz… Moja siostra jest teraz śliczną, zgrabną trzydziestką a ma już duże dzieci. Podczas gdy ja zatapiam się w pieluchach. Wszystko ma swoje plusy i minusy.. Fotki z motocyklem są w albumach jeszcze u rodziców. Jak będę pamiętać to pogrzebię przy okazji 🙂 Niewinna? 🙂 Przeklinam jak szewc, wszędzie mnie pełno, ciągle gadam, a wręcz się dre 🙂 Kłócę się, dochodzę swego, smieję w niebogłosy… Ja jestem okropnie nieznośna 😉

      Odpowiedz
  7. Bożena says:

    Julia,Jestes niesamowita!.Ten post wbił mnie w krzesło!Dziewczyna na motocyklu to coś niebywałego! Nie pisze tego bez zazdrosci,o nie!!!Ja,która egzamin na prawo jazdy zdała za pierwszym podejściem,ale nie mam odwagi prowadzic samochodu,bo byłabym zagrożeniem na drodze,czytam,ze Twoją pasją są motocykle! ;)Po prostu podziw miesza sie z zazdroscia.I Ty mówisz,ze nie masz talentów!!!Julka,jesteś miją idolką. 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      Nie wierze! Nie wierze, że nie jeździ Pani samochodem! Przeciez ja widzę Panią w czarnym eleganckim volvo. W tych blond włosach!. Ja to widzę jak na dłoni!
      Teraz jest już mnóstwo dziewczyn na motocyklach. Ale kiedy ja zaczynałam to było kilka w Polsce. Mam kilka nagród za ta jedyną kobiete na zlocie. Mam zdjęcie i wywiad ze mną z gazety wyborczej 🙂 O rany! jak ja sie wtedy z tego cieszyłam!! Jazda na motocyklu to zaden talent. To umiejętność, którą można dzięki praktyce posiąść. No i jakoś posiadłam. Głupio by było gdybym nie nauczyła się jeździć jak ja całe dzieciństwo i młodośc przejeździłam. Aż poszłam po liceum do szkoły wizażu i stylizacji bo miałam takie kompleksy chłopczycy.. ale pod szkołe motocyklem 🙂
      Teraz mój Adaś mnie namawia na kolejny motocykl… ale na razie muszę odsapnąć od nich. One były wciąż i w kółko. Codziennie w czasie wolnym i praca motocyklowa. Przyjaciele motocyklowi i rodzice na motocyklu. Mąż motocyklista.. Wariatkowo 🙂 Teraz się będę spełniać w innej dziedzinie… może w aranżacjach wnętrz.. 🙂

      Odpowiedz
      • Bożena says:

        I ofszę,jeżdżę eleganckim czarnym Citroenem.Ale to mój mąż mnie wozi,albowiem zgadza się ze mna w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa użytkownikom dróg i chodników.Z tym upośledzeniem wszakże da się żyć!Pozdrawiam moją idolkę. 😉

        Odpowiedz
  8. Jagoda says:

    Bardzo ładnie Pani pisze o tym wszystkim:) o Pasji, to jest ważne ale nie wszyscy mają to szczęście aby bez wykształcenia i pracy ale takiej prawdziwej,codziennej, ciężkiej, za którą nie można kupić tych wszystkich pięknych przedmiotów dla dziecka oraz zaznać takiego życia i mieć kase na to wszystko, naprawdę nieliczni, proszę mi uwierzyć:) pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Droga Pani Jagodo… zgadzam się z Pania w zupełności. Szczęście w życiu mam wielkie. I nie przechodzę koło niego obojętnie z myślą „przeciez tak powinno być”. Codziennie głośno dziękuję za to co mam. W Boga nie wierzę, ale dziękuję rodzicom, moim bliskim, męzowi i szczęściu, że dotrzymuje mi kroku. Doceniam każdy dzień. Często zapatrzę się w okno i aż popłaczę nieraz z tej radości jaką dostaję codzień. Tak, pasja najczęściej wymaga pieniędzy. Ja swoją spełniałam dzięki moim rodzicom. Ale nie ot tak. Tylko dzięki ciężkiej ich pracy. Mieli własne zakłady pracy i nigdy nie jeździli na wakacje. Bo zawsze był czas nie ten. Bo zawsze robota, terminy, zusy… Pracowali na godne życie moje i mojej siostry bardzo ciężko. Jak im się odwdzięczę? Postaram się z całych sił zrobić to dla swojej rodziny. Teraz jestem na wychowawczym. Mój mąż pracuje codziennie po 14 godzin by żyło nam się dobrze, byśmy mogli pobudować dom. Ja natomiast by dodawać mu sił podaje codziennie ciepły posiłek na stół, pieke ciasta, sprzątam wciąż bo pedantką jestem, dbam najlepiej jak potrafię o nasze dziecko i usmiecham się do niego nawet gdy jestem zmęczona bo wiem, że miał ciężki dzień a ja jestem Jego siłą napędową. Mój uśmiech i wesoło opowiadanie co u nas słychać. Zanim zaszłam w ciążę pracowałam od 20go roku życia. Czasami luźniej a czasami tak, że miałam miesiącami zapalenie pęcherza bo przez 9 godzin nie było czasu się wysikać. Tam się nie chodziło tylko biegało.. a i nie raz nosiło kilkadziesiąt pudeł po 40 kilogramów. A potem jechałam do mieszkania i do 4ej nad ranem szlifowałam szafki kuchenne, malowałam ściany i inne remontowe rzeczy żeby dobrze mi się mieszkało w nowym miejscu. Proszę mi wierzyć.. wiem co to ciężka praca. Ale czy to nie cholerne szczęście, że mogłam ją wykonywać? Że dzięki temu miałam pieniądze na mieszkanie, kosmetyki, jedzenie. Że mam zdrowe, silne ręce. Że mam wiedzę dzięki której ją znalazłam. Że nikt mi nie strzeli kulką w łeb gdy wyjdę za róg budynku. Wszystko co mam jest zdobyte nierzadko cięzką praca moich rodziców, dziadków a teraz mojego męża. Tak, to prawda, wykształcenie mam policealne jedynie. I może pomaga mi to, że jestem bardzo śmiała, otwarta, wygadana (choć i czasem pyskata 😉 )… Tak. Ma Pani racje. Mam cholerne szczęście. że trafiłam na tych rodziców. Na tego męża. Ale moje posty na szafie powstają o 12ej w nocy… bo jak ktoś chce to prace znajdzie zawsze. I ja ją wiecznie widze i mam. A to zebrać pranie, a to wyjąć naczynia ze zmywarki, a jeszcze wyprać wózek, i zrobić marynate do mięsa na jutro… Kiedy wchodzę pod prysznic to nie mam siły ogolić nóg… No ale… kocham do szaleństwa to swoje życie. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz. Lubię takie które prowokują konkretną wymianę zdań, które są „jakieś”.

      Odpowiedz
      • Iwona says:

        szczęście masz w życiu, nie dlatego, że masz męża takiego, że takich rodziców, że takich dziadków i że taka praca była ci dana przy dźwiganiu kartonów… szczęście masz takie wielkie w życiu, bo jesteś taka jaka jesteś!! bo chcesz widzieć Julia, bo chcesz odszukiwać radości w małościach dnia codziennego.. szukać go tam, gdzie innym szukać za daleko, lub się nie chce, lub sił brak.. ty chcesz być szczęśliwa i dlatego jesteś. i zawdzięczasz to tylko sobie! a wszyscy inni ważni dla ciebie ludzie dokładają do tego szczęścia cegiełkę, która to czyni cię jeszcze szczęśliwszą…
        wiesz, że ja wracam tu czytać twoje komentarze, bo są czasem jak nowe posty dla mnie 🙂 może zaczniesz pisać codziennie? ku mojej radości 🙂

        Odpowiedz
        • julia says:

          Mam dziś dzień… taki na płakanie. Czasami trzeba. Tak się oczyścić. Wiesz, tak, że jak jeda łza spadnie (czasami z byle powodu) to potem sie ryczy o wszystko… I jeszcze czytam tak te słowa tu od Ciebie i rycze juz na całego… Czyli tak to z tym szczęściem jest. Ma sie bo sie chce mieć. A samo nic nie przychodzi. Ale dziś żeby nie było nudno mam płakanie.. (jak to baba z okresem 😉 ) Chciałabym pisać codzienie, a to i tak mało w stosunku do tego co mam w głowie każdego dnia… tylko czemu czasu permamentnie mało… ? ;(

          Odpowiedz
          • Iwona says:

            A ja dziś mam tez płaczliwy bardzo dzień ;-\ tak, taka mędrkująca iwonka, dywagująca o szczęściu i nieszczęściu.. przed chwilą właśnie skomentowałam na blogu innej dziewczyny post .. o ironio – o szczęściu 😉 i napisałam tam.. że smutek i łzy są potrzebne. bo one też nasza osobowość budują. radości, smutki, złości i pretensjości 😉 wszystko tworzy człowieka… u mnie też moje łzy hormonalne, wynikające z momentu cyklu kobiecego 😉 a dzieci takie grzeczne dzisiaj wyjątkowo, i świat jakiś taki sprzyjający a ja .. w ciszy i jakiejś melancholii .. może napisze smutny post z raz.. a co! pozdrawiam i trzymam kciuki za jutro WESOLE i pogodne 🙂

Trackbacki dla tego postu

  1. 368 - szafa tosi - o życiu i szukaniu w nim szczęścia

Zostaw komentarz.