jeszcze raz.

Każdy człowiek, zanim dopełni swojego żywota, rodzi się raz jeszcze. Rodzi się na nowo.
Dostaje drugą szansę. Raz, dwa, czasami więcej.
Można narodzić się na wiele sposobów.
Ktoś się potknie, umrze bliski, zachoruje, wyjdzie cało z wypadku, gdy ludzie szans Mu nie dawali.
Odleży swoje na oiomie. Dość wnikliwie przyjrzy się cierpieniom innych.
Doświadczy go los.
Choć podobnie bywa, bo podobne człowieka budzi, to u każdego jakby inna historia owe przebudzenie opowiada…
Wracam czasami do tamtych wspomnień.. I choć człowiek młody był i za wiele wtedy nie zrozumiał, dziś głęboko przy tych wspomnieniach nabieram powietrza, a potem tak powoli wydycham, czując jak każda cząstka mojego ciała opada wraz z wypuszczanym powietrzem i poczuciem ulgi…

Miałam lat może 15. Nie, miałam 15. Nie może. Przecież pamiętam dokładnie.
Wakacje. Z paczką znajomych wynajęliśmy domek. Kemping w lesie. Kilkanaście wsi oddalonych od naszej.
Przy rzece. Jeden murowany budynek. W nim tańce wieczorem. Jakiś stół bilardowy.

Reszta domków drewniana. Małe pomiędzy iglastymi drzewami.
Na dole salonik, kuchenka, mały pokoik i antresola. Przed domkiem tarasik.
Taras ogrodzony małym płotkiem, na którym suszyły się ręczniki, stroje kąpielowe, glany HD, bo Ktoś wskoczył do wody w butach.
Na stole chleb, pasztet. Sok w kartonie i kokakola. Czipsy.
Do najbliższego sklepu kilka kilometrów. Na skróty po ściernisku o kilometr mniej.
To już było zajęcie na pół dnia. Taka wyprawa.
I choć dużo by pisać, bo dość wyraźnie pamiętam. Dość dużo szczegółów w głowie zostało, to jedno pamiętam najmocniej… Bo Ktoś wtedy uratował mi życie.
Mieliśmy po 15-16 lat. W domku obok ludzie koło trzydziestki.
Wciąż przychodzili do nas i przy naszym stole na tarasie upijali się mocno, grali na gitarze, prowadzili rozmowy… Na początku nie było aż tak źle. Potem zaczynali być głośni i nie do zniesienia.
Wstałam więc i zapytałam czy nie mogliby iść na swój taras?
Przecież mogłam powiedzieć inaczej. Mogłam udać, że idziemy spać..
Ale miałam piętnaście lat i zwyczajnie powiedziałam wprost.
A że odwagi i otwartej buzi do gadki nigdy nie brakowało, to dlaczego miałam tego nie oznajmić…?
Jeden z tych mężczyzn wstał rzucając się na mnie, że mnie zabije, bo takie dziecko nie będzie rządzić gdzie on ma siedzieć..
Udało mi się uciec do jedynego pomieszczenia w którym były drzwi.
Drzwi z ramą drewnianą, a od wysokości kolan do samej góry szyba. Wystarczyło ją uderzyć żeby pękła.
W kuchni ten mężczyzna złapał za największy nóż. Wywijając groził dalej.
Pomiędzy nim a tymi drzwiami stanął Robert. I choć wzrostu i tuszy był o połowę mniejszy od tego napastnika to stał tam dzielnie. Choć on nie stał. Szamotał się z nim i przepychał.
Ja trzymałam do góry klamkę po drugiej stronie i błagałam w myślach o życie.
Magda darła się tak głośno, że usłyszała to dyrektorka ośrodka. Wezwała ochronę.
Okazało się, że był to Ktoś na przepustce z więzienia. Z wyrokami wielkiego kalibru.
I choć całe życie byłam dzieckiem rozglądającym się dookoła, nie pozwalającym sobie znaleźć się w miejscu zagrożenia, oceniającym sytuacje i otoczenie. Nigdy nie trafiłam w złe towarzystwo. Imponowali mi ludzie z wiedzą, inteligencją, stabilnością emocjonalną, zaradnością…
I choć nasi rodzice wiedzieli gdzie jesteśmy, Dyrektorka ośrodka miała zgłoszone, że jesteśmy młodzieżą nieletnią, paczka naszych znajomych z którą byliśmy pełna odpowiedzialności..
To przychodzi taka sekunda w Twoim życiu. Coś czego się spodziewać trudno.
Bo przecież będąc normalną młodzieżą, chcącą normalnych rozmów, kart, śmiechu i spraw piętnastolatków nie życzyliśmy sobie tych ludzi u nas…
Przecież wszystko tak jak należy.. Nikt z nas nie popełnił błędu…
A jednak. Trafia się taka sytuacja. Gdzie stoisz za białą szybą, widzisz ostrze noża i wiesz, że Twoje życie zależy tylko od Roberta, który naraża swoje żeby obronić Ciebie… Choć On też ma tylko naście lat…
Dziś już nie mówię wszystkiego co myślę. Zwyczajnie odchodzę od ludzi, których nie jestem pewna.
Czasami wystarczy tylko słowo żeby stracić życie…
Dlatego marzę o tym, by moja Tosia będąc młodą dziewczyną, miała w sobie wielki instynkt wybierania niezwykłych chłopaków z którymi będzie się spotykać…
Bo choć byłam i jestem dziewczyną, która nie trafiała w nieodpowiednie miejsca z nieodpowiednimi ludźmi ze względu na swoje bezpieczeństwo, zdarzyła się taka historia..
Szczęściu możemy dopomóc, ale nie zawsze da się całkowicie od niego uciec…

Jechaliśmy na zlot do Skarżysko Kamiennej. Tak mi się wydaje. Pamiętam, że okolice Radomia, Kielc.
Może to był Ostrowiec Świętokrzyski. Musiałabym iść poszukać do swoich znaczków zlotowych.
Nieistotne.
Jechałam na swojej Hondzie Shadow. Za mną siedziała Basia.
Z tyłu jechał kolega mojego Szwagra na swoim Virago. Też z pasażerem.
Nie było wtedy GPS’ów. Sprawdzało się mapę przed wyjazdem z domu i w drogę.
Miałam 19 lat.
Pamiętam ten ostatni odcinek drogi. Taki prosty. Prowadził w górę, zatem na końcu drogi było widać niebo. Po bokach piękne kolumny drzew.
Lato w pełni. Zielono. 
Jadę i myślę sobie – co by było, gdyby koniec tej drogi to koniec mojego życia…?
Nie mogę zwolnić, stanąć, przyspieszyć… Mogę tylko sobie coś zażyczyć..
Pamiętam jakby przed chwilą gdy myślę, że chciałabym zdrowia dla bliźniaczek mojej siostry i żeby wyrosły na mądre dziewczynki.
A potem widzę tych ludzi wybiegających ze sklepów. Krzyczą. Łapią się za głowy.
Mężczyzna, który siedział na ławce spadł na kolana i klęczy.
Staję i rozglądam się. Próbuję ocenić co się stało..
Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam za sobą cztery pasy ruchu, po których nieprzerwanie jeździły samochody.
Zamyśliłam się tak bardzo, że nie zauważyłam znaku STOP. Przejechałam przez cztery pasy bez zatrzymywania się. Kolega na Virago zrobił to samo, patrząc po prostu na mój motocykl.
Trafiliśmy we wprost niemożliwą dziurę bez ruchu z obu stron. 
I choć moi rodzice wraz siostrą znają mnie dobrze. Choć każdy wie, że dmucham na zimne.
Że wolę zapobiegać niż leczyć.
Że gdy moje siostrzenice jako małe dziewczynki były na dworze, to moja siostra sprawdzała co godzinę czy są i gdzie, a ja co pięć minut.
Gdy rano otwieram drzwi tarasowe to sprawdzam nieustannie, czy pokrywy od oczyszczalni przydomowej się nie otwarły. Choć mój mąż mawia, że to niemożliwe, to ja sprawdzam codziennie..
Trzy razy sprawdzam czy pasy dzieci mają zapięte. Czy wyłączyłam żelazko.
Dziś do nieznajomych ludzi pod wpływem alkoholu czy agresji odzywam się miło i szybko odchodzę.
Choć wciąż potrafię się mocno zamyślić podczas jazdy autem, staram się jak mogę być bardzo uważną.

Myślę, że kiedy miałam piętnaście lat jeszcze jedno życie podarował mi Robert, a potem głupie szczęście…
Staram się tego szczęścia, choć mawiam, że głupie już nie zawieść i udowodnić, że dobrze wykorzystam podarowaną mi szansę…

Napisz komentarz...
  1. Alicja says:

    Mam nadzieję, że to jednak moje Skarżysko okazało się takie szczęśliwe. Ja za to pchałam się zawsze tam gdzie mogło wydarzyć się wszystko. Pociagali mnie wykolejency i popaprancy roznej maści. To cud, że łba mi nikt nie urwał, nie zgwałcił, nie okradł, nie porwał czy inaczej skrzywdził. Chyba każdą z tych sytuacji, w którą lazłam z zachlannej ciekawości traktuję jak nowe życie. W koncu zrozumiałam, że anioł stróż tez ma swoją cierpliwość, a nie da się z losem bez konca w karty wygrywać. I drżę na myśl o tym, że moja córka będzie kiedyś tak z losem igrac.

    Odpowiedz
  2. Marlena1 says:

    Mój anioł też się napracował nie raz, myślę że kawy spokojnie się napił tak ciągle patrząc, co ja wymyślę i gdzie wlezę. Stopem jeździłyśmy wciąż, całe wakacje, z Krzysiem na suzuce jak waryjaty mknęliśmy, byle dalej,mocno ściskałam jego ciało, a on przy każdym ograniczniku czy dziurze delikatnie dotykał moje ręki dając mi znak, że będzie podskok. Topiłam się i uciekałam przed oszołomem.
    Ale bardzo mocno wyryła mi się w pamięci sytuacja bardzo zwykła. Idziemy z Arkiem koło kina Marzenie, rozmawiamy, mój brat jak rasowy odbiorca hip- hopu, ma bluzę, szerokie jeansy i czapkę z daszkiem na głowie. Nagle podchodzi czterech łepków i mu tę czapkę zdejmuję, gadają coś bez sensu, pewnie zaczepnego,ale ja widzę tylko jak mój brat w tych przepastnych kieszeniach zaciska pieści bo jest bezsilny. Oni by Nas tam Jula stłukli gdybyśmy się tylko odezwali. Idziemy dalej bez słowa, ja czując ulgę że tylko tyle, ale on……
    Opowiadam tę sytuacje dzieciom i mówię, że tak trzeba oddać wszystko ukochany telefon, portfel z kieszonkowym, wszystko i pójść dalej, pójść ocalając coś bezcennego.

    Odpowiedz
  3. Kiedyś, gdy miałam 18 lat zamordowano mojego chłopaka, pierwszą miłość. Stałam za blokiem, za chwilę miał do mnie dołączyć. Nie dołączył, zabrano mu życie, Jemu i Jego Przyjacielowi. Ot tak, bo ktoś rano wziął ze sobą nóż i chciał się popisać. To mogło też przydarzyć się mnie. Dziś mam 27 lat i 2 piękne Córki iii czekam na wyniki histopatologiczne. Tak strasznie się boję, nie o siebie, o Córki. Jak je pocieszyć gdy będzie źle? Jak im wynagrodzić brak matki

    Odpowiedz
  4. Ania B. says:

    I ja miałam przynajmniej dwa życia darowane… Jeden raz w górach wysokich, bardzo wysokich, gdzie na ponad 6 tys metrów złapała nas burza śnieżna i pobłądziliśmy. I do dziś pamiętam jak mieliśmy iść jedną drogą, która wydawała nam się właściwa, ale niewiele było widać. Stałam i patrzyłam mimo, że trzeba było jak najszybciej iść w dół, jakby mnie coś trzymało, nie pozwalało pójść dalej… . Intuicja czy Anioł – nie wiem… ale ostatecznie nie poszliśmy tą drogą. Następnego dnia się zorientowaliśmy, że to była trudna południowa ściana i gdybyśmy tam zeszli to odwrotu by już nie było. I nikt by nas życiu nie znalazł… Minęło ponad 12 lat, a ja dalej na wspomnienie tych wydarzeń mam gęsią skórkę..
    Kolejne życie darowano mi w tym roku. 3 miesiące temu. Konkretnie to mąż mi życie uratował, ale Co jemu kazało się obudzić żeby mnie pomóc?… o tym napiszę Ci maila.

    Odpowiedz
  5. Ewa says:

    Ten tekst jest mega ważny – podeślę go córce .Dziękuję

    Odpowiedz
  6. Joanna says:

    To szczęście nie było głupie… to było WIELKIE szczęśliwe szczęście.

    Odpowiedz
  7. Jola says:

    Hej Julka , jestes wyjatkowa I Pieknie piszesz , z serca …..masz piekna dusze a przynajmniej Tak Ja pokazujesz , wierze ze jestes prawdziwa, slonca , wiatru , deszczu I wszystkiego pieknego Jola

    Odpowiedz
  8. Ilona says:

    Historia z motocyklem wiąże się prawdopodobnie ze zlotem w Skarżysku – Kamiennej. To moja miejscowość, która rzeczywiście leży między Kielcami a Radomiem. Jeśli chciałabyś odświeżyć wspomnienia, serdecznie zapraszam na tegoroczny zlot motocyklowy w Skarżysku 7-9 września.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.