ludzkie gadanie.

„Żyje się spokojniej, gdy nie mówi się wszystkiego, co się wie, nie wierzy we wszystko, co się słyszy, a wobec reszty tylko się uśmiecha…”

Byłam kiedyś gościem pewnego wydarzenia. Wielka, pokaźna feta z okazji technologicznych odkryć pewnej dużej europejskiej firmy. Odkrycie to pozwoliło Im na znacznie szybszą pracę, większe zyski, mniejsze straty. Mnóstwo ludzi. Mężczyźni w garniturach, kobiety w wieczorowych sukniach. Modnie podane potrawy i wyszukane drinki. 
Późnym wieczorem stoję na tarasie tego hotelu. Obok stoi kilkoro mężczyzn.
Przysłuchuję się rozmowie. Po krótkim czasie wywnioskowałam, że są to ludzie będący blisko odkrycia, na cześć którego wszyscy się tam znaleźliśmy.
Na zmianę przekrzykiwali się odnośnie swoich zasług, wartości swej osoby przy tym sukcesie, majątku jaki do nich za to spływa, wyposażenia aut terenowych jakie za te pieniądze kupują, swej niezbędności w niniejszej firmie.
Tylko jeden mężczyzna stał i nie mówił nic. Co jakiś czas grzecznie odpowiadał na kwestie ściśle techniczne, gdy go o to zapytali..
Na drugi dzień widząc tego mężczyznę na korytarzu, zagaduję kolegę – kim jest ten facet?
W odpowiedzi dostałam – wynalazca. autor i ojciec tego sukcesu, który tu oblewamy.

Siedzę ostatnio przy dużym stole. Urodziny znajomego. 
Im później tym mniej ludzi dookoła. Zostaję i czekam by pomóc posprzątać.
Na samym końcu rozpoczyna się dyskusja na temat wypadku. Niegroźny, nikt nie ucierpiał.
Dyskusja zażarta. Zamiast wymienić informacje, spostrzeżenia, Oni są w stanie walczyć do ostatniej krwi.
Zwykła sprawa. Stuknęły się dwa auta.  Nie ich, ani nawet nie ich znajomych.
Kiedy już w ciszy, z nowo poznaną dziewczyną wkładamy naczynia do zlewu, Ona uśmiecha się pod nosem, widząc jak się już do siebie przy stole nie odzywają. Pytam więc o co chodzi.
Bo wiesz, ten wypadek był pod moim domem i byłam jego świadkiem, żaden z nich nie ma racji – odpowiada.
Czemu Im tego nie powiesz – dopytuję Ją.
A widzisz sens wyjaśnienia i włączenia się do poziomu tej dyskusji? – dodała.

Z jedną z moich najlepszych przyjaciółek mam bardzo często różnicę zdań w związku z sympatią do piosenkarzy, aktorów i ludzi mediów w ogóle.
Nigdy się o to nie kłócimy, ale zawsze każda dopowiada jeszcze jedno i jeszcze jedno zdanie.
A może ją przekonam, a może zmieni zdanie, a może ją polubi…
Kiedy ostatnio napisała mi, że nie może patrzeć na wokalistę X, odpisałam Jej, że ja Go bardzo lubię..
I choć wymieniała jeszcze potem z jakich powodów nie darzy go sympatią, ja ten temat już zostawiłam i uśmiechnęłam się do Niej przez ten telefon.
Bywa i odwrotnie, że ja Kogoś zdzierżyć nie mogę, a Ona go uwielbia.
Całe moje życie byłam z tych „dyskutujących”, broniących swojego zdania. Zaciekle i zażarcie.
Czas pokazuje mi i to co potrafię zmienić w sobie, że człowiek się tylko z tym utruł.
Wciąż nie umiem jeszcze aby zawsze zachować w sobie ten spokój. 
Nadal nie udaje mi się to względem rodziców, może to kwestia tego, że dzieckiem dla rodzica nie przestaje się być nigdy.. 😉

Kiedyś mój nauczyciel od historii teatru mawiał, że jak będziemy w Jego wieku to…
Czasami odpowiadałam Mu, że długość wąsa nie świadczy o mądrości.
Dziś wydaje mi się, że świadczy. Ale tylko wtedy, gdy jesteśmy uważni i refleksyjni.
Kiedy przyglądamy się sobie, konsekwencjom naszego zachowania i cierpienia bądź radości z tego płynących.

Dostrzegam, że skromność, brak chęci do walki, dystans, samokontrola, świadomość siebie, pokora w słowie pozwala żyć lżej. Mniej się tym życiem umęczyć.

Jeszcze kilka lat temu byłam podatna na słowa w komentarzach, opinie ludzkie. 
Wnosiłam się ku górze, bądź opadałam na dno. 
Dziś wiem, że nawet gdy piszecie, jaka jestem wspaniała, mądra, i niesamowita, to jest to zaledwie obszar waszego wyobrażenia o mnie, przez pryzmat tego co piszę, a jeszcze bardziej przez pryzmat tego co czytacie.
Jestem świadoma ogromu swoich wad. Trudów charakteru.
Tego, że wiele z Was spędzając ze mną jeden dzień stwierdziłoby – rany Boskie co ja w Niej widziałam?!
Samoświadomość pozwala też przechodzić obojętnie obok zarzutów obcych. Już mną nie targa, nie powoduje rozdrażnienia. 
Jestem świadoma swojej wartości jako człowiek i nie można kilkoma zdaniami pozostawionymi anonimowo w internecie, czy w plotkach międzyludzkich, podważyć mojego świata i poczucia wartości siebie i życia jakie mam i prowadzę.
Nie mówię o popadaniu w skrajne opinie. O uwielbieniu swojej osoby, bądź jej potępianiu.
Mówię o wnikliwej obserwacji siebie. O obiektywną ocenę dobrego i złego.
Wtedy pracując nad sobą i przekładając ową pracę na czyny codzienne, nie dać się ludzkim opiniom.
Chyba, że bliskich i konstruktywnym.
Tylko wtedy, niezbędna jest mądrość obserwacji siebie z boku. Bez usprawiedliwień.
Czysta, prawdziwa ocena.
Zatem wielka wygrana, gdy nie dajemy się ponosić zarówno komplementom jak i naganom.
Nie oceniać siebie przez pryzmat oceny innych.

Buddyzm mówi, że najwyższy sukces jaki człowiek może odnieść w samorozwoju to dystans.
Być jak taki lew, że kiedy rzucają mięso i wszyscy sobie je rozrywają i sięgają aż do gardeł, to Ty leżysz  w słońcu z boku i obserwujesz.
Dystans to świadomość. Dystans to nie zawsze cisza z naszej strony i obserwacja.
To akceptacja sytuacji, która zaistniała. Pogodzenia się z nią. Lub odcięcia oceny, krytyki.
Jeżeli już jest to przejścia obok, lub wzięcia udziału, jednak z całkowitą świadomością chęci i nie poddawania się emocjom.
Aby osiągnąć ten najwyższy szczebel samorozwoju, należy odciąć się od złości, być świadomym swoich wartości (o które trzeba dbać i szlifować), odciąć od złych wspomnień, pogodzić z tym na co wpływu nie mamy, zaakceptować to co dla nas czasami niezrozumiałe, skupić się bardziej na tym co dobre.  Uświadomić sobie, że zwyczajnie nie warto tracić tak często czasu i energii na to, co nie ma wpływu na nasze domowe zacisze i nasz świat wewnątrz naszego ciała.

Nie pamiętam Kto jest autorem tych słów, ale jakoś tak mi się coś wspomina, że mój Tato tego często używa. Zatem może On. Bardzo prawdopodobne.
Mój Tato mówi bardzo powoli, co akurat mnie doprowadza do szału, bo ja już mam sto myśli w głowie na odpowiedź, a On pierwszego zdania nie skończył.
Za to wszystkie moje przyjaciółki Go za to wielbią, i często naśladują jak mówi Tata Andrzej.
a brzmią one „skoro tak mówisz, to widocznie masz rację”.
Oczywiście zdanie to idealnie skomponowane do rozmów z ludźmi inteligentnymi i właśnie refleksyjnymi.
Do głupka nie trafią, będzie myślał, że zwyczajnie wygrał rozmowę i ma rację. Choć to byłby ten dystans właśnie – niech myśli co chce, ważne, że ja znam prawdę o sobie i sytuacji.
Kiedy Twój rozmówca w swoim monologu ma same zarzuty, mówi to tonem podniesionym i agresywnym, to czy zawsze jest sens włączać się i stwarzać dialog?
Zatem często słowa „skoro tak mówisz, to widocznie masz rację” zwyczajnie wytrącają przeciwnika z jego zamierzeń i planów.
A uwierzcie, że zaraz po ich wypowiedzeniu człowiek ma taką z siebie satysfakcję..
Nie jest to niestety lekarstwo na każdy dialog czy kłótnie. Niektóre trzeba po prostu przegadać.
Jednak często po takiej odpowiedzi i przemilczeniu sprawy, powrót do tej rozmowy (z człowiekiem na dużym stopniu samorozwoju) już wygląda o wiele spokojniej, bardziej rzeczowo, sprawiedliwie i obiektywnie..

Co do reszty, często wygrywa ten który tylko się uśmiecha..

Napisz komentarz...
  1. Monia says:

    Jest jeszcze takie powiedzenie
    Nie klóć się z głupcem bo najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem. 😉
    Miłego dnia

    Odpowiedz
  2. Jasmina says:

    Kiedyś usłyszałam:
    „Prawdziwe opanowanie jest wówczas, gdy zamiast podnieść głos, podnosisz tylko brew”.
    Dziś uważam, że to sztuka.
    I może czasami lepiej przemilczeć pewne kwestie.
    Niech wygra nasz rozsądek 😉
    Buziaki :*

    Odpowiedz
  3. marta says:

    Mój tata ma swoje powiedzenie: „spokojem jesteś w stanie zaje*** każdego” 🙂 Nic nie poradzisz że niektórzy mają patent na rację, muszą mieć zawsze ostatnie zdanie… Generalnie można wypracować ZEN na wszystko z małą gwiazdką „*”.
    * nie dotyczy matek i babć (wtedy mój dystans szlag trafia)…

    Odpowiedz
  4. ElaA. says:

    Cierpliwość, skromność i szacunek do innych – moje podstawy.
    Nie oceniaj, bo nie jesteś w jej/jego skórze.
    Czasem tak łatwo nam to przychodzi, nie mamy pojęcia z czym zmierza się każdego dnia ta osoba.
    Mam już swoje lata i mnóstwo doświadczenia, ale to pikuś przy tych, którzy są ode mnie starsi.

    Odpowiedz
  5. Moja cudowna bratowa,ma wspaniałą mamę,którą uwielbiam i jestem wdzięczna za jej mądre rady i powiedzonka😊. Jednym z nich jest:
    „Nie zawsze mów co wiesz,ale zawsze wiedz co mówisz ”
    Staram się o tym pamiętać w wielu sytuacjach ☺.
    I uczę tego moje córki🖒
    Serdeczności 😘

    Odpowiedz
  6. jo!a. says:

    Nie masz pojęcia jaką ogromną przyjemność sprawiłaś mi tym postem… Bo w dobie walki o wszystko, akceptacji środowiska, sympatii innych ludzi (często nam zupełnie obcych) i tysiąca innych popierdułek… ten dystans jest jedynym ratunkiem. Dla nas samych przede wszystkim. :*

    Odpowiedz
  7. Natalia says:

    Nie raz siedziałam przy stole u mojej Teściowej i tej szwagierki słuchałam jak to jej źle w życiu, jak ciężko i jakie państwo złe i ludzie niedobrzy a ja to wszystko dostaję, z nieba mi spada i nic nie robię ;). Nie raz się we mnie gotowało i już miała wypowiedzieć swoje zdanie, ale zawsze się tylko uśmiecham bo po co język strzępić, jak rozmowy brak są tylko oskarżenia. Ale skoro ta moja szwagierka tak mówi to pewnie ma racje 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  8. Bogna says:

    Tego się właśnie uczę każdego dnia – dystansu. Dzięki za dobre słowa!

    Odpowiedz
  9. Paula says:

    A mnie się tak nasunęło, że chyba wpływ na ten post miały te ostatnie komentarze gorące pod postem ” ona z tych czytających”. Może się mylę. Moje przemyślenia na ten czas to: „co to właściwie znaczy być dobrym człowiekiem”? Bo to zdanie wielokrotnie powtarzało się w komentarzach. Na czuja-wiadomo. Przeczuwasz to. Od złych się starasz trzymać z dala, chociaż nie zawsze tak się da. Ale na logikę to trudno tak. Bo oceniamy różnie. Intencje są różne. Nie licząc skrajnie złych to reszta już nie jest taka czarno-biała. Swoją drogą-takie wtrącenie- mój mąż ogląda takie różne programy o życiu na Alasce. I jest tam taki jeden facet co żyje sam, w dziczy. Posługuje się tym co sam zrobi i je kiedy upoluje. Zawsze jak go widzę mówię mężowi, że ten facet to nie ma grzechów. Nie może mieć bo nie wchodzi w interakcje z innymi. Ludzi widzi raz na 4 miesiące. I to jest jego wybór. Podziwiam go. No nie krzywdzi nikogo (chyba że żonie nawiał).

    Odpowiedz
  10. Weronika says:

    Wszystko prawda co napisałaś ale jak czasami świerzbi język żeby głupotę skomentować.
    Ostatnio mieliśmy sytuację z dzieciakami. Moja średnia córka chodzi na tańce, a jak to na tańcach bywa nadepnęła koleżance na nogę, jak przystało na grzecznie wychowane (przynajmniej tak mi się wydaje) przeprosiła koleżankę. Na co ta mówi, że przeprosin nie przyjmuje. Łucja w domu żali się nam że koleżanka potraktowała ją w owy sposób. Na co mnie matce popuściły nerwy i mówię do latorośli to następnym razem Powiedz jej tak: ” to skoro tak to pocałuj mnie w dupę” Jednak po chwili zastanowienia mówię do Łucji nastepująco: wiesz co mama źle Ci powiedziała, jeżeli następnym razem nastąpniesz Zuzi na nogę to znów ją przeproś. Pamiętaj, że to o Tobie będzie dobrze świadczyło, że potrafisz przeprosić”. Na tym skończyłam. W sumie co to da.Nic, niech więc umie zachować się właściwie.

    Odpowiedz
  11. Krakusek says:

    A mój tato zawsze powtarza : „nie ważne co powiesz ale jak to powiesz”.

    Odpowiedz
  12. Iwona says:

    Oj Kochana dobry post bardzo dobry. Myślę że tego wszystkiego możemy się nauczyć tylko przez samoswiadomość, chęć rozwoju osobistego i wiary w to że możemy coś zrobić coś w sobie zmienić. To wszystko w nas się zaczyna. Tylko od nas zależy co z tym zrobimy w jakim kierunku zmierzymy i uznamy co dla nas lepsze. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  13. Iwona says:

    A jeśli chodzi o tekst to dla mnie wartościowym jest ” jestem odpowiedzialna za to co mówię, nie biorę odpowiedzialności za to co słyszysz „. Miłego dnia!

    Odpowiedz
  14. Agnieszka says:

    ja osobiście coraz bardziej uodparniam się na „gadanie rodziny” przy okzazji większych zgromadzeń, ale wciąż jeszcze bardzo brakuje mi dystansu. czasem na jakichś większych spotkaniach jak się wszyscy rozgadają „co kto powinien/ nie powinnen zrobić, jak żyć, jak sie zachować, ile mieć dzieci, gdzie pracować, jak innych traktować, itp.” to wole pobawić sie z dziećmi 🙂 dzieci są mądrzejsze 🙂

    Odpowiedz
    • Ann says:

      Mam inwentycznie, też wolę pobawić się z dziećmi niż wysłuchiwać ,,mądrości” dorosłych. Moich teściów strasznie to wkurza – stwierdzili, że jestem wyniosła i mało komunikatywna.

      Odpowiedz
  15. Aniela says:

    Trzeba być bardzo naiwnym, by bić się o uniwersalną rację. Takich nie ma. Racja jak du.a każdy ma swoją. Im wcześniej to człowiek zrozumie, tym łatwiej mu żyć wśród ludzi.

    Dopóki rozmowa opatrzona jest właściwym wstępem, ja uważam, sądzę, myślę. Dopóty można prowadzić dialog, który jest akceptacją poglądów drugiej strony, jeśli w odpowiedzi również słyszymy A ja sądzę, uważam że…

    Gdy ktoś próbuje swoje na wierzchu zostawić krzykiem, agresją, narzucaniem wersji słowami stwierdzającymi, że jego zdanie to fakt, to ciągnąć dyskursu nie ma sensu. Można tylko podnieść poziom własnej i cudzej adrenaliny i nic więcej.

    Ani z tego korzyści ani satysfakcji nie będzie, co widać we wstępie.

    Ale to tak jak piszesz. Niewielu ludzi się z tym rodzi, najczęściej to efekt rozwoju. Trzeba żyć wystarczająco długo, wiele usłyszeć, zobaczyć, by mieć świadomość jak wielowymiarowy jest ten świat i sprowadzanie go do jednej wizji nikomu nie służy.

    Od lat unikam ludzi zdeklarowanych i zabetonowanych w swoich poglądach. Przez ich pryzmat patrzą na świat i nic poza tym nie widzą. Tak wygląda scena polityczna, dlatego mam alergię na najmniejszy nawet przejaw dyskusji na tej płaszczyźnie, która nawet rodziny poróżnia i nienawiść wprowadza wśród bliskich…
    Czekam na świat, w którym przywrócone zostaną priorytety, gdzie liczył będzie się człowiek bardziej niż pieniądz a prawem najwyższym wolność, do momentu, w którym nie narusza wolności drugiego…

    Odpowiedz
  16. k4tiee says:

    piękny tekst.. Nie wiedziałam, że pod tekstem „Ona z tych czytających” pojawiło się tyle komentarzy i taka dyskusja.. dziś przejrzałam i mnie zmroziło.. jak to niektórzy szybko osąd wydają np na temat aborcji, ja kiedyś też myślałam, że wiem wiele na temat tego jak to w danych sytuacjach bym się zachowała i te wszystko ja na pewno .. ja nigdy… a dziś wiem, starsza o te kilka lat, że jak to pisała Wisława Szymborska „Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono” .. i to mi przez myśl przebiega jak chcę wyrazić jakiś pogląd i wtedy, już na szczęście się coraz częściej, po prostu milczę ..

    Odpowiedz
  17. Natalia says:

    A ja ciągle ucze sie lapac ten dystans i z wiekiem coraz lepiej mi to muszę przyznać przychodzi,bo ja to jednak choleryk jestem:)i to co zauważam w sobie to to,ze o ile wobec osób obcych czy byle znajomych trzymam soe w ryzach to wlasnie wobec przyjaciół jak cos mnie zaboli to juz nie potrafię przemilczeć co jak się okazuje nie wszyscy z kolei potrafią zrozumiec-bo mam wrażenie,ze niektórym to tak łatwiej zyc-nic się nie stało,nie skomentuje.No tak się jednak nie zawsze da w życiu.

    Odpowiedz
  18. Renata says:

    Ja u siebie pracuje nad pokorą i dystansem. Ciekawie zauważyłaś i opisałaś sprawę,będę wracać do tego postu,pozdrawiam.

    Odpowiedz
  19. jola says:

    Każdego dnia uczę się milczeć dystans do siebie mieć nie być naiwną a oceniać kurcze no nie oceniam naprawdę sama nie chcę być oceniana i tego nie robię a to milczenie z czasem w obieg krwi wpływa i jednością się staje

    Odpowiedz
  20. Limonka says:

    Słuchaj… Może i faktycznie z Ciebie cholera jest… Może i faktycznie przebywanie z Tobą dałoby nieźle popalić… Ale prawda jest taka, że tym postem udowodniłaś (przyjemniej mi), że jesteś fajnym Człowiekiem… Wcale nie idealnym. Wcale nie lepszym czy gorszym ode mnie… I za to Ci dziękuję😘

    Odpowiedz
  21. Magda says:

    W punkt.
    Moim zdaniem oznaką dojrzałości (nie mylić z dorosłością) jest właśnie mówienie mniej. Słuchanie. I odrzucenie potrzeby przekonania całego świata o swojej racji… Jak sobie przypomnę ile kiedyś wojowałam to aż mi głupio 🙂 Dojrzałość to po prostu dystans do siebie przede wszystkim ale i do innych…
    Szkoda tylko, że na swojej drodze spotykamy częściej dorosłych niż dojrzałych… bo fajnie jest podyskutować, ale w atmosferze przyjaźni, tolerancji i zrozumienia. W atmosferze rozsądnych argumentów.
    Jestem już w takim miejscu, że chociaż mam sprecyzowane poglądy na większość spraw, to jednak mam wrażenie że o wielu rzeczach wiem wciąż zbyt mało, żeby wydawać osądy i bronić swojego stanowiska… fajnie jest w takiej dyskusji spotkać człowieka który wiedzą, doświadczeniem i spokojem potrafi pokazać Ci takie aspekty jakiejś sprawy, że stwierdzasz: „Rzeczywiście, nigdy o tym tak nie pomyślałam, on/a ma rację”. Ale jak ktoś próbuje przekonać Cię tym, że mówi głośniej i więcej… to niekoniecznie…
    Niestety, w swojej pracy spotykam się najczęściej z tym drugim typem i smutne to.

    Ale się rozpisałam 😀
    Daaaawno sobie porządnie nie pogadałyśmy! 🙂

    Odpowiedz
  22. Edyta says:

    Jak tak sobie czytam te Twoje posty, mam wrażenie, że jednak Twój wąs jest już długi😊 Pozdrawiam ciepło!!

    Odpowiedz
  23. Marlena1 says:

    Czasem mam wrażenie, że takie głośnie krzyki to ciche kompleksy mają tuszować. Strach przed byciem niezauważonym, uznanym za Tego co – nie wie. Może nie raz gębę by się kanapką z serem zatkało gdyby nie te kompleksy.

    Odpowiedz
  24. Kasia J says:

    Oh Jula, jak ty pieknie i madrze piszesz, myslisz i robisz. Normalnie jak cie czytam to az…..wzruszam sie niemilosiernie, ze takich ludzi jak ty zdaje sie byc coraz mniej, mniej sie o nich slyszy bynajmniej, moze to wlasnie dlatego, ze zyja z dystansem, ze poniewaz w dzisiejszym swiecie wiekszosc cywilizacji jest takiej JA, JA i JA, to ci “twoi” po prostu zyja swoim zyciem, z pokora i dystansem. A ja ciagle sie tego ucze, momentami sobie radze a momentami jest mi ciezko. I gdy juz, juz wydaje mi sie mam, umiem…to wtedy bah i znowu pod gorke. I glowkuje, rozmyslam, martwie sie, rozbieram na czynniki pierwsze…ufff. Od ponad 20 lat mieszkam za oceanem, tesknie za Polska bardzo w okresie swiatecznym zwlaszcza, dzieki tobie czuje sie blizej ojczyzny. Nie potrafie ubrac w slowa swych emocji ktore wywoluje twoje pisanie. Mam taki zorany mozg po kazdym twoim poscie, odrazu postawiona jestem do pionu, biore sie w garsc i zaczynam od nowa, skupiam sie nad tym co ma w mym zyciu sens. Jestes moja sila napedowa. Normalnie nie ma drugiej takiej jak ty!!!! Taka mloda a tyle madrej wiedzy posiada. Skad ty to czerpiesz…bo ja czerpie z ciebie :).
    Wszystkiego Najlepszego Juluś w tym Nowym Roku! Zdrowia przede wszystkim, tego nigdy za wiele, a wszystko inne cenne posiadasz! Spelnienia marzen jeszcze, bo tych napewno nie brakuje :).

    Odpowiedz
  25. m&m says:

    Aaaaaa!!!! Mój pierwszy chłopak – pierwsza wielka miłość – zawsze tak mówił! „Skoro tak mówisz, to pewnie masz rację…” Wypowiedziane spokojnie, majestatycznie wręcz, kiedy ja gorączkowałam się i piekliłam, żeby wyjaśnić swoje racje. Jak ja tego nienawidziłam!!!! Jaka pokonana się czułam, jaka zła, że on się nie dochodzi, nie wdaje w spory, a przecież dobrze wiedziałam, że myśli sobie swoje 😉

    Odpowiedz
  26. Taka to chyba prawidłowość, Julio, że słowo wywołujące emocje bardziej porusza i pobudza, zarówno do rozmów na spotkaniach towarzyskich, jak i do komentowania na blogu. Takie to ludzkie. Rozumieć człowieka, to także wiedzieć, że targają nim emocje. Gdybyśmy wszyscy tylko się uśmiechali pod nosem na to, co mówią inni, to nie byłoby żadnych dyskusji. Ani w realu, ani na blogu. A raczej byłyby, ale tylko na tematy, co do których się zgadzamy. A przecież nie o to chodzi. Chociaż, gdy przeczytałam komentarze pod poprzednim postem, to tak przykro mi się zrobiło, że aż zaczęłam żałować, że cokolwiek odważyłam się tam skomentować. Ponieważ wyniknęło z całej tej dyskusji, że tylko osoby niewierzące są na tyle otwarte, że mają prawo do pisania o swoich poglądach, tylko one potrafią pojąć świat w całej jego różnorodności. A wierzącemu to wiara oczy zasłania i ślepo idzie przez życie. To nieprawda. Krzywdzące są osądy osób tak rzekomo otwartych na świat, bo wprost pokazują, że innych nigdy nie zrozumieją dlatego, że nie chcą, choć piszą, że rozumieją i szanują wszystkich. Może faktycznie rozsądniej byłoby poprzestać na uśmiechu po przeczytaniu tego, co w swoim poprzednim poście napisałaś o wierze, pomyśleć: ja i tak wiem swoje i nie komentować? Gdyby nie odezwała się ani jedna osoba wierząca, nie byłoby całej tej burzy. Nie byłoby emocji, tylko kiwanie głową nad tym, jaki to mamy piękny świat. Ale też nie byłoby kolejnego Twojego posta, jak zwykle doskonale napisanego. Pokazującego, że ludzie są tak bardzo różni od siebie. Jedni skaczą z emocji i ekscytują się tym, co im się w życiu przytrafiło, inni zaś tylko głową kiwają w zadumie. To prawdziwy świat. Składa się z nas. Pozdrawiam, pomimo różnic. A nawet na przekór nim.

    Odpowiedz
    • M.N. says:

      Monika Joanna- dziękuję Ci bardzo za te słowa. Po przeczytaniu komentarzy na temat wiary też chciałam się wypowiedzieć, ale widząc w jaką stronę zmierza dyskusja zrezygnowałam. Czy dobrze, nie jestem pewna. Porusza mnie od dłuższego czasu, właśnie to,że osoby niewierzące uważa się za otwarte i tolerancyjne, a wierzące za żyjące w jakimś zacofaniu i zaślepieniu. Obserwuję jednak,że wypowiedzi dotyczące wiary są traktowane jako atak, nawet tutaj u Julki. Przecież żadna z dziewczyn nie próbowała nikogo nawracać, pisały „tylko” o swoich wartościach, a spotkało się to z takim oburzeniem. Ta teoretyczna otwartość i tolerancja w spotkaniu z drugim człowiekiem jednak szwankuje. Czy my nie chcemy być na siłę tacy „nowocześni”?Jestem osobą, która na co dzień żyje wiarą, ale nie oceniam ludzi przez pryzmat wiary. Co do aborcji, to nie uważam aby to był temat związany tylko z wiarą. Tutaj chyba często potrzeba bycia postępowym zaślepia trzeźwe podejście do tematu. Bo nie jestem w stanie zrozumieć jak matki, które nosiły pod sercem swoje dzieci, od pierwszych chwil gładziły brzuszki i przemawiały do nich czule, mogą twierdzić,że aborcja to wolność wyboru. Czyja? Przecież od pierwszej chwili to jest człowiek i ten fakt to nie kwestia wiary tylko naszego człowieczeństwa. Skrajne przykłady można przytaczać w obie strony. Obserwuję co się dzieje w sferze publicznej i nie dociera do mnie jak to jest,że walczy się o prawa zwierząt, o lasy, o godność karpia a zabijanie bezbronnego człowieka jest traktowane jako prawo do wolności.
      Blog Julki jest jedynym ,w którym uwielbiam czytać również komentarze. Tworzy się zazwyczaj cudowna wymiana zdań, bardzo wrażliwych kobiet. Dziewczyny dajmy sobie prawo rozmowy, nie tylko w tych „gładkich” tematach.

      Odpowiedz
      • marta says:

        Widzisz, a ja mam właśnie wrażenie, że to Julia mówiąc, że nie wierzy i powtarzając to pod co drugim postem, za każdym razem kończąc zdaniem, że można się szczęśliwie i pięknie różnić; na siłę przez ludzi wierzących została potraktowana jak dziecko, które jeszcze nic o Bogu nie wie.
        Można w Boga nie wierzyć, ale dużo wiedzieć nt wiary katolickiej, można w Boga nie wierzyć i być dobrym, kochającym człowiekiem, kochającym drugiego człowieka.
        Można popierać prawo kobiety do aborcji (mając doświadczenie życiowe) i być kochającą matką, babcią i dobrym człowiekiem, kochającym drugiego człowieka.
        Są ludzie dla których pies ważniejszy niż sąsiad – dlaczego uważasz że zwierzę ma mniejszą wartość niż człowiek.
        Jeśli nie jesteś matką, która codziennie wstaje i w nędzy opiekuje się swoim niepełnosprawnym dzieckiem, jeśli nie spotkałaś się z taką ludzką tragedią to nic o życiu nie wiesz. Jeśli nie widzisz cierpienia dzieci w domach dziecka, dzieci niczyich, dzieci bitych i maltretowanych, dzieci których matki palą i piją będąc w ciąży, dzieci, które w wieku 4 lat nie umieją chodzić, bo ich rodzice przez te 4 lata codziennie przypinają je pasami z wózka i włączają TV na 12 godzin żeby nie przeszkadzały im w piciu; dzieci, które w wieku 4 lat nie mają zębów, bo te są zżarte przez cukier podawany dzieciom jako posiłek; wybacz, ale jeśli tego nie widzisz, to nic o życiu nie wiesz. I choć najbardziej w życiu marzę, żeby te dzieci zaznały wiary i miłości – niestety z doświadczenia wiem, że tak się nie dzieje i się nie stanie. Marzy mi się czasem, że każda rodzina, która opowiada o swojej miłości do Boga i drugiego człowieka, przygarnie do serca, i do swojego domu takie dziecko. Że nauczy je kochać, że pokaże mu świat…
        Ale tak się nie dzieje. Takie dzieci są przeźroczyste, niczyje, nijakie i nikomu niepotrzebne. Ani ludziom wierzącym, ani niewierzącym. I to jest ich tragedia. Dlatego popieram aborcję, bo nie chciałabym, żeby na świat przychodziły kolejne dzieci, które czeka taki los… I na które codziennie patrzę…

        Odpowiedz
        • M.N. says:

          Nie bardzo rozumiem, nigdzie nie napisałam,że zwierzę ma mniejszą wartość niż człowiek. Ale gdyby wziąć sobie Twoje słowa do serca to właśnie można by zapytać: dlaczego uważasz, że człowiek ma mniejszą wartość niż zwierzę. Napisałam też już wyżej i powtórzę się- skrajne przypadki co do aborcji można przytaczać z obu stron. Opowieści o tym jak to szybko można pozbyć się „problemu „gdy akurat nie wpisuje się w naszą karierę lub tempo wzrostu poziomu życia również są wszystkim znane. Człowieczeństwo to prawo do życia, walka o ludzkie życie. Wygodnie jest pozbyć się „problemu” zanim się on pojawi. Wybacz, ale uważam, że dziecko nawet z zębami zniszczonymi cukrem ma prawo do życia. Nigdy nie wiadomo kogo spotka na swojej drodze i jaką siłę będzie w sobie miało. Oczywiście,że serce mi pęka kiedy widzę dzieci chore, zupełnie zależne od innych, matki które walczą o sprawność swoich dzieci itd.ale tym bardziej trzeba walczyć o to, aby udało się stworzyć system wsparcia dla takich osób, a nie eliminować je i dokonywać za nie wyboru, twierdząc,że się wie co będzie lepsze.

          Odpowiedz
  27. Świetny tekst. Coraz bardziej boleśnie przekonuję się jak bardzo ludzie są agresywni, zazdrośni, chcący za wszelką cenę być najlepszym i koniecznie to pokazać. O ile milej jest pracować w dobrej atmosferze, spotykać się z ludźmi szanującymi opinię innych. W większości przypadków staram się ociąć od takich energetycznych troli, którzy niszczą naszą samoocenę ( szkoda że nie zawsze się da). Dla mnie dystans i szacunek do innych są najważniejsze i może nie zawsze mi się udaje, ale tak jest lepiej.

    Odpowiedz
  28. agata says:

    Julia. Jak ja Cię lubię! :*

    Odpowiedz
  29. Ann says:

    Wszystko ładnie, pięknie. Tylko jaka jest recepta na zachowanie spokoju, odporność na głupotę i prowokacje? Jak osiągnąć ZEN? W zeszłym roku postanowiłam, że będę mieć w sobie więcej spokoju, wiele rzeczy przemilczę, będę olewać głupie teksty i finał finałem kumulując przez długi czas w sobie złe emocje w samą wigilię trafiłam na SOR z kłopotami kardiologicznymi… Chyba nie potrafię się nie przejmować i znaleźć w sobie siłę na zwyczajne olanie niepotrzebnych głupot.

    Odpowiedz
    • Natalia says:

      Bo to jednak dużo zależy od temperamentu człowieka.Mozna i trzeba pracować nad sobą,ale bez przesady,bo finalnie szkodzi sie samemu sobie.Jak cos mocno leży na serduchu to trzeba to jednak uważam wyrzucić,bo jak widac samo sobie może z tym nie dać rady.

      Odpowiedz
  30. Kasia says:

    Wiesz Jula, kiedy tak czytam te przedstawione przez Ciebie historie ludzkie, zachowania, kiedy sama z takimi często się spotykam – i z ludźmi i z zachowaniami, to mówię to magiczne zdanie, które wypowiada Twój tata. Ze spokojem mówię, w oczy patrzę, uśmiechnę się czasem ale w środku mój wewnętrzny głos ryczy donośnie – „głupi ma zawsze rację, mądry ma wątpliwości” 😉

    Odpowiedz
  31. Izabela says:

    Ja przy moim temperamencie mówię dużo i szybko. Na moje szczęście z wiekiem mówię coraz mniej.
    Mój mąż raczej się nie odzywa a jest z tych co wiedzę i zdolności ma ogromne. Kiedyś mnie to irytowalo, dlaczego nic nie powiesz widziałeś że ten drugi jakieś farmazony opowiadał. Na co moja opanowana połowa mowil: kochanie, ale on nie chciał usłyszeć faktów on chciał przedstawić tylko swoją opinię to co moje gadanie by zmieniło?
    Bo tak naprawdę to wielka sztuka jest milczeć gdy tłum krzyczy a jeszcze większą milczeć mądrze
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  32. Karolina says:

    Ja tak tylko króciòtko polecę Wam książkę Pełnia życia Agnieszki Maciąg. Przepiękna, nastrojowa książka o jej wewnętrznej przemianie, o odnajdywaniu siebie, spokoju duszy.
    Naprawde uwazam ze to pozycja obowiązkowa dla każdej kobiety. Od samego czytania staje się bardziej łagodna i znośna ☺

    Odpowiedz
  33. Ania says:

    Ja z innej beczki. Widzę, że „Stacha” we wspomnieniach przywołałaś. Boszsze, co to były za czasy! Nie wiem jak za Twoich roczników, ale za naszych (pierwsze 2 roczniki w XXI) – nasze coroczne integracyjne wyjazdy z Nim i Innymi … Dużo wspomnień! Czasem żałuję, że już ledwie co pamiętam z tamtych lat! Historia teatru – najlepiej prowadzona. A 2 pierwsze lata w naszym LO były super! (potem mniej, więc … zmieniłam liceum ;))

    Odpowiedz
  34. basiam says:

    …bo chodzi o to w życiu by patrzeć i widzieć, słuchać i słyszeć, milcząc najwięcej powiedzieć, a krzycząc nie wywoływać ciszy…

    Odpowiedz
  35. Asia says:

    Uwielbiam słowa: „widocznie” „ewentualnie” „możliwe że..” „jest możliwość” „zachodzi przypuszczenie” i kilka innych, które obecnie mi nie przychodzą do głowy. A przyznanie pozornej racji, bardzo często kończy niczego nie wnoszące dyskusje.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.