nie ma złotych rad.

Kiedy zdarzy się Komuś dożyć sędziwego wieku, pytają go o receptę na długowieczność.
Mawiają, że sen. Albo dużo pracy. Inni, że mało jeść. Pamiętam też, że Ktoś doszukiwał się zasług w jedzeniu jednego jajka dziennie. I gdyby uznać je za jedyne, słuszne i właściwe to każdy z nas pławiłby się w długowieczności. Może każda z tych rad po trochu, może dla jednego faktycznie więcej snu a drugiemu te jajka zapewnią drogę do stulecia..
Nie ma. W niczym. Nie ma i nigdy nie będzie. Złotych rad. 
Czy to na szczęście czy na miłość. 
Każdy z nas inne ma geny, inne predyspozycje, inne bolączki, inne strachy w nas siedzą.
Dla każdego co innego szczęściem czy spokojem.
Uczę się nie mądrować. Nie dawać rad niepytana. Bo i też jestem świadoma, będąc coraz starszą, że wiem niewiele. 
Pozwolę sobie dziś, bo pytaliście. Licznie. W komentarzach ostatnich. O moje sposoby wychowywania dzieci..
Jednak nie będą to rady. Będzie to zaledwie opis tego, co u nas się sprawdza.
To co szepcze intuicja. A jak wiadomo, w każdym domu intuicja inna.
Nie traktujcie tego zatem jako podpowiedź, a jedynie opis zwyczajów w pewnym drewnianym domu.

Przepraszam. Zawsze przepraszam swoje dzieci. Urodziłam się w czasach gdzie rodzic miał całkowite prawo do tego aby nie przepraszać. Kiedy sam nawet bił się w pierś, że coś mu nerwy puściły, że nie powinien.. Nigdy się do tego nie przyznawał. Dziecko to dziecko. Nie może wiedzieć, że rodzic żałuje, że rodzic popełnił błąd..W żadnym domu jaki znałam nie przepraszano dzieci. Lata 80. Takie były. Rodzic nakrzyczał i miał prawo.
Prawo ma rodzic, ale do popełniania błędów. Nie ma prawa do posiadania całkowitej racji.
Czasami gdy się zagalopuję, znajduję spokojną chwilę, siadam obok dziecka i mówię – przepraszam.
Przepraszam, że się uniosłam, nie powinnam. Następnym razem będę starała się panować, ale Ty mi w tym proszę też pomóż i nie zachowuj się tak. Będzie nam razem łatwiej. 
Czasami czekam do rana. Bo na przeprosiny nigdy nie jest za późno.
Wtedy mówię – przepraszam, że wczoraj nakrzyczałam. Miałam koszmarny dzień i wszystko szło nie tak.
Mam wrażenie, że dzięki temu, moje dziecko zna moje słabości.
Ono nie wykorzystuje tego, że przyznaje się do winy, nie gra tym przeciwko mnie..
Ono mówi do brata – chodź Ci dam bo Mama jakaś nerwowa.
A Mamie siatki wypadły do błota, kot nasikał na chodnik, klucze do domu na dnie zakupów i wyrzuca wszystko na taras. A mamie się chce płakać bo ma taki dzień.
I Ona to wie, bo o tym mówię. Nie jestem superbohaterem, jestem zwyczajnym człowiekiem – Mamą.
Takim samym jak Ona. Różni nas tylko wzrost. A czy niższego nie przepraszamy bo niższy?

Pozwalam. Z własnego doświadczenia wiem, że wszystko czego w życiu nam zabronią, będzie korciło jeszcze bardziej. Wiem, bo na wszystko mi pozwalano.. Patrzyłam z boku na tych którym nie dawano zezwolenia i uparcie to robili. Tylko dlatego że było zabronione.
Bajki, oglądają ile chcą. Ani nie chowam, ani nie zabieram.
Czasami daję hasło, że te bajki do końca i idziemy się myć.
Latem nie wiedzą gdzie te ipady są. Spędzamy czas na tarasie, w basenie, na trawie.
Zimą są dni gdzie cale popołudnia leżymy pod kocem, przy kominku i oglądamy.
Kiedy rzucam pomysł „jedziemy na rowery” to każdy stoi przy drzwiach.
Tosia miała czas gdy od tableta nie odchodziła. Minął. Teraz może dla niej nie istnieć.
Nasyciła się i spokój. Klei, rysuje, gra, układa, przebiera się, bawi godzinami z sąsiadką.
A potem przychodzi dzień, gdy przypomni się jej jakiś film lub program i od obiadu do kolacji ogląda.
Trzeba tylko dać im alternatywę. Żeby wiedzieli, że gdy wyłączą to będzie czekało coś fajnego.
Że po wyłączeniu czeka spacer z rodzicami, pieczenie ciastek.. 
Muszą wiedzieć, że za tym ekranem istnieje świat. Ciekawszy. Cieplejszy.
Tylko wtedy można pozwalać sobie na brak limitów w oglądaniu. Wtedy znajdą je sami.

Intuicja. Jak prawda. Każdy ma swoją. 
Jako, że jestem taka a nie inna, to średnio przejmowałam się w życiu opinią innych i ich radami.
Zawsze bawiło mnie… „Twoje już chodzi, moje nie.” „Twoje jeszcze nie mówi, a powinno.”
Często bywa, że Ci co zaczynają mówić mając cztery lata zostają wyśmienitymi mówcami, a Ci co zaczęli chodzić mając dwa, wygrywają maratony.
Nie interesowały mnie też rady o tym co będzie dla mojego dziecka najlepsze.
Zatem moje dzieci od urodzenia z nami śpią. Uważam to (swoją intuicją) za kluczowe, w tym aby odnalazły się w świecie. Wydaje mi się, że spanie blisko siebie daje dziecku poczucie bezpieczeństwa przez co buduje się pewność siebie, odwaga, otwartość. 
Moje dzieci nigdy nie były odpieluchowywane. Przychodził czas gdy same już to czuły. Nie biegałam z nocnikami, z nerwami. Miały lat prawie trzy.
Moje dziecko nadal trzyma w ręce, kieszeni, ale najczęściej w buzi smoczek.
Lubi to ma. Tylko do przedszkola nie może. Choć raz przemycił skubany.
A jak Ktoś mi się zapyta na ulicy „że taki duży i ma smoczek” to przyrzekam sobie, że odpowiem „taka duża a nie wie, że niegrzecznie się wtrącać w cudze życie?” No, ale znając życie to pewnie się uśmiechnę i powiem „no,no…”
Za to Antka piła mleko z butelki do prawie 5 roku życia. Chciała, lubiła. Proszę bardzo.

Gdybym wręczyła rano mojemu dziecku beżowy płaszczyk z brązowym szaliczkiem to by mnie chyba wyśmiała.. Ubieram moje dzieci wygodnie. Mają legginsy, puchowe kurtki i bluzy. W nosie mam aktualnie panujące trendy. Kupuję różowe świecąco migające buty. 

Nigdy nie kłamię swoich dzieci. Nie nadużywam słów. Nie mówię, że jutro pójdziemy tam i tam jak zrobisz to i to.. Wiedząc, że nie pójdziemy. Jeżeli używam słowa – obiecuję, to staję na głowie, żeby obietnicy dotrzymać. Nie mówię, Mama zaraz wróci wiedząc, że wrócę za kilka godzin. 
Gram z nimi w otwarte karty. Nie chowam Asów w rękawie. Choć zdarza mi się mieć jajka z niespodzianką pochowane po szafkach na sytuacje kryzysowe i awaryjne.
Rozmawiam z moimi dziećmi. Staram się być obiektywna. Nie twierdzę, że moje dziecko jest święte i niewinne. Zawsze gdzieś Ktoś jest winien lub współ-winien, dlaczego nie miałoby być to akurat moje dziecko? Nie twierdzę, że są idealni i nie potępiam. Są jak inne dzieci. Bywają fantastyczni jak i trudni.
Tak jak ja i tak jak Ty.

Jestem zdania, że wszystko z dystansem, na spokojnie, luźno, bez nerwów. Z tym wychowywaniem.
Jest tylko jedna zasada. Nie krzywdzimy innych ludzi. Jesteśmy dobrzy, lub bardzo się staramy być dobrzy. 
Nie wychowuje dzieci pod publikę i opinię społeczną. Wychowuję na dobrych ludzi. Staram się na takich wychować.
Na dużo pozwalam. Najczęściej jak każda Matka, sama zrobię, sama podam, sama załatwię.
A bo szybciej, a bo mniej kłopotu, zamieszania. Ale myślę, że przyjdzie czas i się nauczą.
Często myślę, że co ma z kogo wyrosnąć to wyrośnie.
Zatem kieruję się intuicją swą, a co z tego będzie i czy się uda to zobaczymy za lat 40.
Oby tylko dożyć. 
Pamiętajcie. Dużo snu, dużo roboty, mało jeść i jedno jajko dziennie. To dożyjemy.

Napisz komentarz...
  1. Jo!A. says:

    I dlatego Cię uwielbiam! Z tym dystansem do tego całego „życia” i „mądrości rodzicielskiej „. Inne zdanie mam odnosnie uŻywania smoczka i odpieluchowywania 😉 co nie znaczy, że nie szanuję zdania innych marek ☺ najbardziej zaskakuje mnie w rodzicach hasło „bo się przyzwyczaiło ” (do noszenia na rękach, spania z rodzicami itp itd…) jak dziecko może się przyzwyczaić??? Przecież ono pewnych rzeczy i osób po prostu potrzebuje… ☺
    Buziaki !!!! ☺

    Odpowiedz
  2. Ania says:

    Piękny tekst. Prawdziwy. Tak zwyczajny a taki prawdziwy! Też chcę dożyć tego, żeby zobaczyć, co to nasze wychowanie Dzieci dało… Dlatego … „Pamiętajcie. Dużo snu, dużo roboty, mało jeść i jedno jajko dziennie. To dożyjemy” – najwspanialszy koniec wpisu jaki widziałam 😉

    Odpowiedz
  3. Marta says:

    Jak tu miło, ciepło i tak normalnie bez nadecia na tym blogu. Uwielbiam, czytam powolutku zeby nie skończyć za szybko tych wszystkich słów ktore tak zostają w głowie:)) Jestem tu kilka lat a ciągle mi mało 🙂 Pozdrawiam Milego dnia

    Odpowiedz
  4. Wisienka says:

    Właśnie dzisiaj potrzebowałam tego wpisu…tych słów, że należy przepraszać swoje dzieci…wczoraj nakrzyczał na młodszą córkę, potem bardzo żałowałam-jak zawsze…a rano tuliłam, przepraszałam i prosiłam o wybaczenie…

    Dziękuję Julio :*
    Jesteś balsamem na duszę…

    Odpowiedz
  5. Kasia says:

    Kończę Twoja książkę, czytam ja trzeci miesiac ale nie dlatego ze nudna a dlatego ze ja sie rozkoszuje każdym tekstem traktuje to jako wieczorny rytuał przed snem czytam dwa teksty mysle i idę spac a rano mam jakby wiecej cierpliwości i chęci na wszystko martwię sie tylko co bedzie jak skończę … chyba zacznę od początku chyba ze wydasz nowa … pozdrawiam

    Odpowiedz
  6. Jasmina says:

    Ale to świetnie napisane!
    Piękny ten Wasz dom… bo piękni Wy, na zewnątrz i tam głęboko w środku…

    Buziaki Rozumki :*

    Odpowiedz
  7. Mądry dystans do świata i poczucie humoru (to zakończenie…). Idę zjeść zalecane jedno jajko:-).

    Odpowiedz
  8. Magdalena says:

    Julia ja uważam ż,e mogłabyś rady prawić na prawo i lewo.Bo masz serce tam gdzie być powinno u każdego z nas Jak raz niewiedzialam co robić napisałam odpisałaś i wszystko skończyło się cudownie, ostatnio syrop z czosnku zadziałał mąż w dwa dni na nogach a nastolatek przestał kaszleć po dwóch dniach ( niewiem może się boi zakasłać bo pijąc syrop miał odrazu odruch wymiotyny,być może przestał udawać żeby mieć więcej wolnego od szkoły na granie na kompie w każdym razie pomogło). Bardzo Cie Julio kochamy. Rady przydały by się każdemu Twoje. Ja bym chciała żebyś radziła tutaj na blogu.A jeszcze…. jeśli niewidzialaś filmu Captain Fantastic koniecznie zobacz, coś o dzieciach zakochalam się w tym filmie.

    Odpowiedz
  9. Hanys says:

    Taaak, dobrze mieć swoje podejście do życia… bo każdy jest inny i ma swój charakter oraz próg bólu… nie każdemu odpowiada to samo. Czysta prawda. Nie jestem matką (jeszcze, kiedyś chciałabym być) ale jestem córką, siostrą dwóch braci. Czy mi było dobrze? Różnie bywało… choć często gęsto czułam się niedowartościowana i odstawiona na bok… różnie było. Mama chciała dobrze, ale nie zawsze jej wychodziło. Czułam to w sobie. Czasami ciężko mi było. Nie obyło się bez psychologa w podstawówce, niestety… nikogo nic to nie nauczyło. Do dziś są scysje o pewne podstawowe sprawy. Wyszło na to, że najmłodszy rozwiezieniec wyszedł najlepiej na traktowaniu w dzieciństwie. Cóż… każdy inny, nie każdemu dogodzisz… wiele z dzieciństwa do dziś mnie boli, chciałabym być dobrą matką jeśli nią zostanę… a taką mam nadzieję… chciałabym też żeby moja mama była dobrą babcią tak dla moich dzieci, jak jest teraz dla dzieci brata. Czy damy radę? Cholera wie. Trudno przewidzieć, zbyt różnie bywało.

    Odpowiedz
  10. Marlena says:

    Julio duklanie trafiasz w sendo: przepraszać, nie zabraniać , być blisko.
    Ja bym dodała spędzać ze sobą czas, razem to na pewno w naszych dzieciach zostanie.
    Wspólne posiłki, niedzielne spacery, wygłupianki na dywanie, smażenie naleśników 🙂

    p.s matka syna, na wiosnę dwóch, która coraz bardziej na tę myśl się ciesze i może będzie jak mówisz piękniej niż było by z córką

    :*

    Odpowiedz
  11. Sara says:

    To pięknie i słusznie, że piszesz o przepraszaniu, przepraszaj, będą Cię dzieci na prawdę szanować. Mnie jako dziecko rodzice nie przepraszali, nie przepraszają teraz (25 lat mam). Wydaje się Wam, drodzy Rodzice, że ee takie toto małe to nie będzie pamiętać (że się kiedyś pokrzyczało i nie przeprosiło), otóż nic bardziej mylnego. Mała główka ZAWSZE zapamiętuje takie rzeczy. Dzieciaki zazdrościły mi „powierzchownego luzu”, o sarcia jak ty masz dobrze, jak ci na wszystko pozwalają”, stek bzdur, zakazy, nakazy, tego nie możesz, to musisz, mów głośnej sąsiadom dzień dobry, tego nie mów. To wyda wam się dziwne, ale potem prowadzi do kłamstw, tajemnic. A wiecie jak fajnie mieć tajemnice z mamą albo tatą? Jeśli tak to świetnie, bo ja nie. Moje dziecięce wygłupy i pomysły często były uznawane za głupie i niemądre, więc trzeba było pokrzyczeć żeby niedajpanieboże zrobiła to o czym mówi. Więc przestałam im opowiadać „robić tajemnice”, wiecie o co mi chodzi. Będziecie się śmiać mam tyle lat i wiecie, że moi rodzice nie wiedzą o moich tatuazachżach, bo dla nich to coś diabelskiego. I to przez brak przepraszania trzeba się ukrywać, przecież to chotre. Jako niedzieciata baba singielka mówię wam przepraszajcie, warto, dzieci wam za to podziękują. A teraz kochajcie się, jedzcie jajka, pracujcie, odpoczywajcie, przepraszajcie.

    Odpowiedz
    • Hanys says:

      Skąd ja to znam… Zachowania naszych rodziców w pełni się pokrywają… Nawet nie o to przepraszanie chodzi, tylko o kompletny brak zrozumienia, porozumienia między sobą… aż tak oddaliłam się od matki że ona woli z czymkolwiek iść do mojej bratowej, bo wiem, że będę miała ją w d***e tak jak ona miewała mnie.

      Odpowiedz
  12. Sara says:

    Jeszcze muszę dorzucić swoje pięć groszy o marzeniach. Chciałam być fryzjerką. Jak byłam mała zapewniali mnie, no pewnie, że będziesz! Rób co chcesz, miej taki zawód żebyś lubiła to robić, żeby sprawiało ci przyjemność. Finał? Poszłam na takie studia jak mama chciała, jej niespełnione marzenie. Powiem wam, dla mnie to był zmarnowany, stresujący rok, a w dodatku niczego się nie nauczyłam, beczeć mi się chciało, chciałam je zmienić po miesiącu, ale nie no skąd dopiero poszłaś i już będziesz zmieniać!? Skandal! I wiecie co, rzuciłam te studia, poszłam na takie jakie chciałam, było super, a teraz dla rozrywki czeszę koleżanki na jakieś okazje, a dla siebie szyję. Nie wiem, może otworzy Wam to oczy. Na prawdę pozwólcie robić swoim dzieciom co będą chciały. Jeśli będzie chciało zostać krawcową, mechanikiem, fryzjerką, kierowcą kimś innym może według niektórych ludzi osobą „nie z wyższych sfer”, to nic to jest życie waszych dzieci i wy nie przezyjecie życia za nie. Nie ważne jaka praca, ważne szczęście. To żadne rady tylko życie i „doświadczenia”. Jak przebrniecie przez to wszystko to gratuluję i bardzo się cieszę.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Właśnie takie mam zdanie.
      Chciałabym tylko jednego dla moich dzieci. Żeby było im ze sobą samym dobrze.
      A z tego co wiem, wszystkie moje znajome fryzjerki (mające swój zakład) pozostawiają w kwestii zarobków daleko w tyle lekarzy i prawników 🙂

      Odpowiedz
  13. Kasia J says:

    Wszystko pieknie cacy, moja intuicja takze pozwala dzieciom na co chca, ile chca, czasami sa pewne zasady, bo sa w wieku szkolnym, to wiadomo, ze musza najpierw odrobic zadanie domowe a pozniej przyjemnosci…ale ogolnie maja luz bluz. Duzo czasu spedzamy z dziecmi, wspolne spacery, wycieczki, „movie nights” z popcornem weekendami co sie tylko da….i…mimo iz moje dziewczyny maja juz lat 7 i 10..to wciaz prosza bym z nimi polezala chwilke kiedy ida spac. Nigdy z nami nie spaly, ale ja zawsze sie z nimi kladlam i robie to dalej, mimo iz moj maz czasem mowi, ze sa juz za duze…ale takie pare minut bliskosci sprawia przyjemnosc i mi i im…wiec co mi szkodzi….skoro one od malu albo u babci, albo w przedszkolach, bo my w pracy….a pare minutek na zakonczenie dnia…one wtedy takie szczesliwe i zasypiaja w 3 migi.
    Takze Jula….moja intuicja podpowiada mi bardzo podobnie do twojej….tez nigdy nie stosowalam sie do rad innych i dziewczynki moje tez smoczka mialy do 3 lat, przyszedl czas i same odstawily, na luzie, bez nerwow i stresu. A tez czasem roznie na mnie ludzie patrzyli z tego powodu, ktos czasem rzucil jakims komentarzem nie za milym, ze miala ochote wtedy….no wiesz….😜.
    Nie obawiam sie przeprosic dzieci, jesli puscily mi nerwy i nakrzyczalam niewinnie…bo skoro ja oczekuje by one umialy przeprosic, to ten przyklad skads musza brac. Wtedy moja malutka mowi: ” that’s ok mama, I forgive you” przy tym caluje mnie w czolo jak matka swe dziecie :). Tez mam czasem gorszy dzien/moment,gdzie nerwy puzczaja.
    Jula, super post…piekna ta twa intuicja! Moge teraz westchnac, ze nie jest tak ze mna zle i z ta moja intuicja wychowawcza :). Bo czesto dookola slysze, ze u tych dzieci nie maja ipadow od poniedzialku do piatku, tylko w weekendy, a u tamtych tylko 30 min dziennie, a jeszcze inni zapisali dzieci na jakies extra zajecia poza szkolne zeby nie mialy czasu „na glupty”…a u nas…jest jak jest, dopoki zrobione zadanie domowe i wszystko jest jak nalezy (czasem „w grafik” wepne im jakies delikatne obowiazki domowe, bo przeciez juz duze dziewczyny) to moga sobie poogladac czy pograc na ipadach, bo wiem ze jak rzuce haslo park, spacer czy rowery, to ten ipad niestety przegrywa :).
    A kiedys jeszcze moglabys napisac nam posta na temat kar. Czy dziecko powinno byc karane i w jaki sposob wedlug twojej wlasnej intuicji.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Kasia, zatem przybijam piąteczkę! :*
      Co do kar. Kiedyś czytałam wywiad ze Zbigniewem Hołdysem. Pwoiedział coś bardzo fajnego z czym się zgadzam.
      Że on swojemu synowi nie daje kar. Uważa, że kara typu „nie będziesz wychodził z domu” albo „musisz pozamiatać podwórko” nic nie daje albo wręcz przeciwnie. Dziecko z tą złością idzie w samotność. Czyli ta złość narasta w nim. Chęć jakiejś zemsty.
      On ma sposób twórczy. Np bierze go na dwa filmy do kina. Które wybiera On – Zbigniew. A potem syn musi przez długi czas opowiadać mu o czym był film, co z niego wyniósł, jakie nauki na przyszłość.
      Pamiętam to już bardzo długo bo to świetny pomysł. Nauka, rozmowa, wspólne przebywanie.
      Myślę, że można to zrobić też w domu np z przeczytaniem jakiegoś artykułu, opowiadania.

      Odpowiedz
  14. Renia says:

    Julia A czytasz jakieś poradniki?

    Odpowiedz
    • julia says:

      Nigdy żadnego w życiu nie przeczytałam. Mam jeden w domu bo mój Adaś dostał kiedyś od znajomych jak się Tosia urodziła. Ale nikt do niego nie zajrzał. Choć myślę, że gdybym czytała to podobają mi się poglądy Jaspera Juula.

      Odpowiedz
  15. Monia says:

    Jejku jak ja bym chciala zebys byla w moim życiu chociaz 16 lat temu a najlepiej od zawsze…. Moze jeszcze mi sie uda naprawic relacje , dzieki Tobie juz jest inaczej,cieplej ,lepiej …
    Dziekuje Ci Julio i zycze najlepszości kazdego dnia .;)

    Odpowiedz
    • julia says:

      Gdyby Ktoś kiedyś mi powiedział, że ja swoim pisaniem coś „ulepszę” to popatrzyłabym z taki uśmiechem spod oka i z myślą „co on gada?”. Wciąż trudno mi sobie to jakoś w głowie poukładać.
      Dziękuję Monia :*

      Odpowiedz
  16. Pa!u says:

    Jak Ciebie czytam to tylko kiwam głową z niedowierzeniem i mówię sobie w myślach: ” co za kobieta, skąd takie się biorą???” Julia jesteś taka prawdziwa, taka normalna, że aż fantastyczna :))), jakby ktoś mnie kiedyś zapytał kogo podziwiam, kto jest moim idolem to właśnie wymieniłabym Ciebie. Uwielbiam każdy napisany przez Ciebie post, Twoje podejście do życia, do wychowania dzieci!!!! I jedz proszę po tym jednym jajku dziennie, abyś jak najdłużej nam pisała a wena Cię nie opuszczała ;).

    Odpowiedz
    • julia says:

      Zatem nie pozostaje mi nic innego po tak serdecznych słowach, jak iść po jajecznicę na masełku z dwóch lekko ściętych 🙂
      Dziękuję Pati 🙂

      Odpowiedz
  17. Edka says:

    Oj, ale ten post jest trafiony. Ostatnio wokół mnie słyszę ciągłą krytykę. Bo za bardzo sie trzese nad swoimi dziecmi. Bo maja wszystkiego zbyt duzo co je tylko rozprasza. Jedni mowia ze wchodza mi na glowe, a z drugiej strony drudzy, ze jestem dla nich zbyt ostra. No w glowie mi sie kreci. Doszlo do tego, ze zaczelam watpic w moje wlasne dzieci. Ze nie sa takie jak inne. Ja swoje dzieci przepraszam, slucham ich, daje im prawo do dokonywania wyborow (same decyduja w co chca sie ubrac, co chca jesc itp). Nie przeszkadza mi jak bawia sie ciastolina i piaskiem w domu, a pozniej mam to wszedzie w domu. Oczywiscie tez puszczaja mi nerwy, czasami bardzo. Pozniej z nimi o tym rozmawiam, wyjasniam. Tez jestem dzieckiem niespelnionych marzen rodzicow. Poszlam na dzienne studia z ktorych nie wynioslam totalnie nic. A moje siostry tylko po maturach maja swoje pasje. Nie wiem jak to zrobie ale marze o tym aby moje dzieci poszly za tym co chca robic.. W moim otoczeniu dziwnie odbierane jest to, ze wymagam od meza, aby spedzal duzo czasu z dziecmi. To jest dla nich nie zrozumiale bo przeciez on pracuje. No rece opadaja..

    Odpowiedz
    • marta says:

      U mnie dokładnie tak samo. Dziecko posłałam do przedszkola opartego na metodzie M. Montessori i jest tam przeszczęśliwe, twórcze i kreatywne. Wszyscy na mnie patrzą jak na ufo, bo pomimo mojej nadwagi kompletnie nie przejmuję się tym co mówią na mój temat inni. Jest mi dobrze samej ze sobą… Julko Tobie też po części to zawdzięczam… odwagę i pewność siebie bo wcześniej mi tego brakowało.

      Odpowiedz
      • julia says:

        Marta, sobie, samej sobie to zawdzięczasz.
        Choćbym nie wiem jak chciała by ludzie stanęli na głowach a oni nie mają ochoty to się nie uda..
        Ty masz w sobie taką siłę :*

        Odpowiedz
  18. Ola says:

    Wiesz kiedy wchodze na twojego bloga? Wtedy gdy chcę przenieść się w normalne miejsce. Tyle ostatnio wokół nas wariactwa, pozerstwa, silenia się, udawania. Kłamstwa, złości, zazdrości, dlugo by wymieniać. Są takie momenty w życiu że człowiek przestaje wierzyć w ludzi. Ja tak wlaśnie teraz mam. Do tego stopnia że wolałabym pracować ze zwierzętami niż z ludźmi. U ciebie znajduję normalność i przywracasz mi wiarę w ludzi. Dziękuję.

    Odpowiedz
  19. Dagmara says:

    Juleńko, wszystko, co napisałaś, bardzo mi jest bliskie. I to spanie wspólne, i pozwalanie na wszystko, i na te bajki, i na ten tablet, i to przepraszanie, i robienie za dziecko wielu rzeczy, i niekaranie… Przecież w tych wszystkich pierwotnych kulturach, wśród plemion afrykańskich i u Aborygenów, i u Indian, nie stosuje się żadnych sformalizowanych metod wychowawczych. Tam się po prostu pozwala dzieciom wzrastać i rozwijać we własnym tempie. Tam dziecko uwieszone przy mamie w chuście towarzyszy jej w codziennych czynnościach, ucząc się w ten sposób życia. Tak sobie wczoraj pomyślałam, śpiąc z moim dzieckiem już przeszło 4 lata w jednym łóżku: jak to jest, że my dorośli chcemy spać z ukochaną osobą, mężem, żoną, partnerem, partnerką, bo daje nam to poczucie bezpieczeństwa i zacieśnia więź, a od dziecka oczekujemy, że będzie spało samo w swoim łóżeczku. Przecież to się kupy nie trzyma. To dziecko nie ma prawa pragnąć spać z ukochaną osobą – mamą albo tatą? Niektórzy z nas dali sobie zrobić wodę z mózgu w kwestii wychowywania dzieci. Opinia innych jest dla nas ważniejsza niż własna intuicja i zdrowy rozsądek.

    Odpowiedz
  20. Ania says:

    Ja myśle Juleczko,że ty tez w swoim domu rodzinnym miałaś taki model wychowania.Bardzo mi się podoba twój wpis. Staram się bardzo robić podobnie ale mój starszak (10 lat) czasami tak mnie zadziwia pozytywnie a czasami ręce opadają . Jest zazdrosny o brata strasznie (4lata). I na tym tle dochodzi do konfliktów.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ania, pocieszę Cię..
      Dwóch synów z różnicą wieku przepaść.. Czyli inne traktowanie, inne priorytety, prezenty itp…
      Zawsze jak myślę o mojej siostrze posiadającej dwie dziewczyny z różnicą wieku dwie minuty to sobie myślę – tutaj trzeba być mądrym przy zazdrości… Patrząc z boku myślę, że bycie Mamą w takiej sytuacji musi być bardzo trudne..
      Ale jak wiadomo wiele zależy od dzieci i charakterów..
      Aniu, a robisz sobie dni wychodne tylko ze starszakiem?

      Odpowiedz
      • Ania says:

        Juleńko robię takie wyjścia , ja bym im nieba przychyliła . Bycie mamą to ciężki kawałek chleba:)
        Muszę więcej robić dla siebie . Widzisz na przykład bardzo chcę zrobić prawo jazdy na motor ale się boję nie wiem czemu?,że nie podołam wiem

        Odpowiedz
  21. Agnieszka says:

    Wspaniale się Ciebie czyta. Wszystko od Was tknie taką naturalnością i spokojem.
    Dla być mamą mnie to tudna rola.
    I najważniejsza, najwspanialsza jaka mi sie trafiła.
    Załuję, że nie miałam w swoim domu takiego przykładu na którym mogłabym sie oprzeć, było by mi łatwiej – tak sama muszę wytyczać swoje – nasze wartości, nasze zasady. jednak wiem, że nie ważne co sie w życiu stanie – i na kogo wyrosną moje dzieci – mają być szczęsliwe w każdej chwili i dawać sczęście i dobro innym . To jest cos co liczy sie najbardziej i to do czego jesteśmy powołani.
    Jedyne co mi pomaga to intuicja właśnie, modlitwa….i w cięższych chwilach zaglądanie do Was – daje dużo ciepła i wsparcia i pogodu ducha.

    uściski – serdeczności ;

    A,

    Odpowiedz
  22. Julio, a masz jakąś koncepcję na wbrew pozorom nie tak odległą przyszłość, gdy dzieci – już w szkole – nie będą się może garnąć do nauki ? A wszak wiadomo, że w naszym kraju należy przynajmniej skończyć szkołę podstawową. Coraz częściej słyszę od znajomych, że dzieci nie bardzo zdobywaniem wiedzy zainteresowane, choć podręczniki kolorowe i tyle możliwości. Lekcji nie znoszą odrabiać, choćby były to ciekawe i kreatywne prace. Sama też nieraz nie wiem, jak mojego zachęcić…

    Odpowiedz
    • julia says:

      Jako, że sama nie garnęłam się do nauki, nie będę hipokrytką 🙂
      Niech oby skończą podstawowe i średnie nauki. Jak dla mnie to nawet matury mieć nie muszą.
      Oby byli pracowici, pomysłowi, kreatywni, otwarci na świat.
      A chęć do nauki nie zdobywa się przez super podręczniki, tylko wyjątkowego nauczyciela.
      Zatem życzę sobie i im, by trafił się choć jeden z pasją i czymś co rozkocha ich w sobie.
      Wystarczy szaleć na punkcie jednego przedmiotu, a rezte jako tako zaliczyć..
      Już wtedy uważam to za sukces.

      Odpowiedz
  23. Beata says:

    No właśnie, my też spaliśmy z dziećmi gdy były malutkie, żadne tam łóżeczko i osobny pokoik, wtulone w pierś mamy, z drugiej strony ciepełko taty i dziecko szczęśliwe, rodzice też, bo dzieci są malutkie tylko przez chwilę dlaczego więc nie przytulać jak najwięcej. Poza tym to zgodne z naturą, wystarczy popatrzeć na zwierzęta.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.