tablica ogłoszeń

Dziś taki tytuł, bo ogłoszeń będzie kilka.
Zaczynamy. 
Pierwsze, na allegro jest do wylicytowania na rzecz WOŚP zestaw.
Książka „Blog”, „O życiu”, „Liść”, plakat „Alfabet” i zawieszka.
Link do aukcji TUTAJ.
Trzymam kciuki, w tamtym roku książka „Blog” i plakat „alfabet” poszedł za ponad 300 zł!
Oczywiście wszystkie 3 książki z dedykacjami.


Druga sprawa. 

Jest już całkowita końcówka kolekcji „Cotton 100%”.
I ostatnie zniżki do 40%. TUTAJ.
Plus darmowa wysyłka.
Od dziś, do końca stycznia jest darmowa wysyłka na wszystko. Nie ma kwoty minimalnej.
(Dla tych co dokonali zakupu w styczniu, a paczka jeszcze nie wyszła, dokładam coś w prezencie, aby nie złościli się, że po co z zamówieniem się pospieszyli 😉 )


trzecia sprawa..
Konkurs Literacki trwa. Ilość Waszych zgłoszeń i prac przerasta moje oczekiwania. Myślę, że na jednej publikacji się nie skończy. Wszystkie zgłoszenia schodzą. Są drukowane. Czytane. 
Będę odpisywać na te maile w ostatnim tygodniu stycznia. 
Zatem jeżeli Ktoś nie otrzymał mojej odpowiedzi, mail doszedł, nie martwcie się. Będę zatwierdzać wszystko do końca stycznia.

czwarte ogłoszenie 🙂
Jakby Ktoś miał ochotę to na portalu MINT, pojawił się artykuł z nami, który był w gazecie Mammazine (edycja lato). Zdjęcia i wywiad.
Więcej zdjęć do zobaczenia TUTAJ.
A wywiad kopiuję i wklejam.


MINT: Ciekawa jestem, skąd pomysł na chatę w skandynawskim stylu – to realizacja marzeń i chęć stworzenia waszego miejsca na Ziemi?

JULIA ROZUMEK: Wydaje mi się, że tak naprawdę do skandynawskiego stylu to jej daleko. Takie określenie przyjęło się wśród znajomych czy moich czytelników. Skandynawia kojarzy mi się bardziej z bielą, minimalizmem, a u nas – taka trochę graciarnia. I choć co jakiś czas próbuję nas „odgruzować”, to za chwilę jest podobnie. Chyba taka natura moja i męża. Nie mieliśmy zatem żadnego planu, by dom był podobny do jakiegoś konkretnego stylu, wzoru. To połączenie wspólnych wizji dało taki efekt.

M: Kiedy pomyślałaś: chcę właśnie tak mieszkać?

JR: Nigdy nie miałam myśli, że właśnie tak ma być. To wszystko powstawało samo i powoli. Wiadomo, pojawiła się myśl o budowie domu. Oczywiste też było, że ma być z bali i trochę z cegieł. Cudowne jest to, że z mężem zgadzamy się dosłownie we wszystkim, jeżeli chodzi o te wnętrza i dekoracje. Często podczas budowy pytał, jakie mają być, ja zawsze odpowiadałam – wybierz, jakie chcesz, bo na pewno będą dokładnie takie, jakie ja bym wybrała. I zawsze były dokładnie takie. A odpowiadając na pytanie, to nigdy tak nie myślałam, bo miałam skromniejsze marzenia, nie przypuszczałam, że trafi mi się taki zaradny mąż, a co za tym idzie – ten właśnie dom.

M: Czy styl domu to wypadkowa waszych preferencji i gustów designerskich czy zupełny przypadek?

JR: Myślę, że to całkowicie wypadkowa naszych preferencji i gustów. Przypadkiem jest, że mamy np. tę, a nie inną szafę, bo na giełdzie staroci szuka się czegoś w wybranym stylu, a nie konkretnego przedmiotu, ale zdecydowanie poszukujemy i kręcimy się dookoła naszych upodobań, a potem je realizujemy.

M: W którym miejscu najczęściej i najchętniej spędzasz czas?

JR: Odpowiedź na to pytanie podzieliłabym na dwie części. Pierwsza odnosi się do tego, gdzie najczęściej spędzam czas z racji tego, że pracuję w domu, mamy małe dzieci oraz że lubimy gotować i jeść w domu. Jest to zatem kuchnia, która jest połączona z jadalnią i salonem. Tu spędzam 90% dnia. Tutaj też mamy prawie wszystkie zabawki i kąciki dla dzieci (biureczka, domki). A jeśli chodzi o drugą część pytania – marzy mi się, by spędzać więcej czasu w wannie czy w fotelu bujanym z ulubionymi książkami, ale prawda jest taka, że… gdybym chciała to bardzo robić, to bym to po prostu robiła. Zatem odpowiedź jest jedna i ta sama – najczęściej przebywam w naszym kompleksie kuchenno-jadalniano-salonowym.

M: Czym kierowałaś się przy wyborze mebli i dodatków?

JR: Całkowicie swoimi potrzebami estetycznymi. Coś gdzieś wpada mi w oko i przynoszę to do domu. Już podczas budowy gromadziłam różne meble z targów staroci. Nie kompletowałam ich ani nie dopasowywałam, dopiero po wprowadzeniu je wstawialiśmy i one tak, chcąc nie chcąc, musiały się polubić.

M: Z którego mebla jesteś najbardziej dumna?

JR: To zależy. Pod pojęciem dumy rozumiem dumę przed sobą, bo ludzie mają różne gusta i każdemu z nas podoba się coś innego. A ja wszystko lubię podobnie. Może zegar stojący, bo zegarów miałam przesyt, przez to, że zajmował się nimi mój Tato. Były dla mnie już zbytnio opatrzone, zbyt ozdobne. Lubię ten, który mieszka u nas. Takie klasyczne Art déco.
Lubię też kanapy w salonie, szafki biblioteczne, wóz dziecięcy, drewnianą apteczkę, meble w biurze.

M: A którego za żadne pieniądze byś nie oddała?

JR: Hmm… chyba nie ma takiego. Za żadne pieniądze nie oddałabym szczęścia mojej rodziny, dlatego już nie pracuję tyle, co kiedyś. Kocham nasz dom i jego wnętrze. Ale to ściany i przedmioty. Może inaczej – mam wielki sentyment do wielu z nich, ale gdyby ich sprzedaż mogła przynieść ukojenie jakiegoś problemu duchowego czy innego, to byłabym w stanie z nich zrezygnować.
Nie oddałabym moich walizek z pamiętnikami, liścikami z lat szkolnych itp. Ale to nazywam wspomnieniami, to raczej nie przedmioty. Choć często śmiejemy się z mężem, że gdybyśmy mieli stąd uciekać, to w pierwszej kolejności pod pachę złapiemy ekspres do kawy. Trudno by mi było oddać deski, które mój Tata nabijał na ściany podczas upalnych dni budowy, czy bale do ciemnej nocy szlifowane przez mojego męża…

M: Nasza sypialnia to marzenie niejednej z nas, skąd pomysł na taką przestrzeń?

JR: Zanim zaczęliśmy projekt i budowę, już mi się bardzo podobało takie rozwiązanie – wanna w sypialni. Mąż podchwycił pomysł. Sufit zostawiony do samego szczytu, by uzyskać większą kubaturę, a przez to lepsze powietrze do spania. Mam nadzieję, że będzie to pomieszczenie, na które przyjdzie czas. Dziś żyjemy w pędzie, ale lada moment dzieci będą miały więcej swojego świata, a ja położę się z książką w tej wannie. Otworzę na oścież okna i wieczorny letni chłód będzie oplatał mi ramiona. Kwestia samej zabudowy wanny i takiego jej ułożenia to moja wizualizacja, a męża wykonanie.

M: Jaki wpływ mają Twoje dzieci na kreowanie przestrzeni?

JR: Chyba kluczowy. Niskie pufy, by zawsze mogli się położyć czy usiąść wygodnie. Wóz na dole z ich zabawkami, książkami. Huśtawka, domki, hulajnogi, autka, rowery. To wszystko zajmuje najwięcej miejsca. Jeżeli chodzi o dobór mebli czy dodatków – są za mali, by w tym pomagać, choć autorką pokoiku Tosi jest ona sama. Nie wtrącam się, nie dekoruję. Czasami proponuję, a ona mówi, czy też ma na to ochotę.

M: Widzę dbałość o detal, meble i dodatki niby często z innej bajki, ale tworzą jedną spójną całość – to efekt zamierzony?

JR: No właśnie, zbieram, kupuję to, co mi się podoba. Nie zastanawiam się, czy będzie do siebie pasować.
Okazuje się jednak, że nie idąc za trendami, a jedynie za własnymi potrzebami, gdy stawiamy koło siebie dwie rzeczy, totalnie w naszym guście – zawsze będą do siebie pasować. Nigdy chyba nie było u nas kupowania czegoś pod coś. Zawsze każdy przedmiot jest osobną jednostką, która potrafi się zakumplować z resztą i wygląda, jakby właśnie tak miało być i jak gdyby urodziły się razem.

M: Czego nie mogłoby zabraknąć w Twoim domu?

JR: Dziś już wiem, że tej dużej przestrzeni wspólnej. Połączenie kuchni, jadalni i salonu jest cudownym rozwiązaniem dla rodziny, która chce żyć razem. Mamy dom bardzo otwarty, jest u nas zawsze dużo gości, rodziny. Idealnie sprawdza się to rozłożenie. Widzimy dzieci, gadamy przy stole, ktoś robi pizzę przy blacie kuchennym. Nie mogłoby też zabraknąć drewnianych podłóg. I plakatów z sentencjami, które kocham, np. mojego ulubionego Myśliwskiego.

M: Kwiaty, motyle, rysunki przyrody – natura jest Wam wyjątkowo bliska?

JR: Zarówno ja, jak i mój Adaś urodziliśmy się i wychowaliśmy na wsi. Teraz też mieszkamy pod lasem. Myślę, że natura i jej odgłosy, zieleń za oknem to ukojenie dla człowieka. Odpoczynek. Kiedyś czytałam artykuł o tym, co daje długotrwałe szczęście. Podobno zamieszkanie blisko zieleni. Uważam, że dużo w tym prawdy.

M: Jak określiłabyś charakter i styl Twojego domu?

JR: Hmm… Czy da się go w ogóle określić jednym słowem czy konkretnym stylem? Trudno mi powiedzieć. Połączenie antyków z przestrzenią; drewna z dużą ilością szyb. Nie wiem, chyba się na architekturze nie znam na tyle, by móc to, co tutaj stworzyłam, nazwać jednym słowem.

M: Widzę wiele cudownych detali w domu, gdzie Ty to wszystko wyszukujesz?

JR: Rożnie. Są takie, które mamy z mężem od lat. Wiele z nich skupujemy na giełdach staroci, coś wynoszę z muzeum antyków mojego Taty. Coś dostajemy, przychodzi przypadkiem. Ale głównie jestem nastawiona na to, by być cierpliwą i odnaleźć właśnie to „coś” niż kupować na szybko byleby było i już stało.

M: Jakie masz priorytety w tworzeniu tego domu i przestrzenii?

JR: Aby nie robić nic wbrew nam. By wszystko, co się w nim pojawia, było jakby wyjęte z naszych marzeń aranżacyjnych. A przede wszystkim, by mieszkanie z tym wszystkim tutaj było jedną harmonią. Całością. Żeby wtopiło się w przestrzeń, jak gdyby od zawsze tu było…
A poza tym – klasyka. Klasyka sprawdza się zawsze i wszędzie. Klasyka nigdy nie męczy i mało kiedy się nudzi.

M: Czy te wnętrza to twój powrót do dzieciństwa?

JR: Całkowicie. Wychowałam się w drewnianym domu, pełnym staroci, bo Tata jest kolekcjonerem. A jako że było to wspaniałe dzieciństwo, to chciałabym, by nigdy się nie kończyło, choć drewniane ściany tego domu czuwają już nad snem moich dzieci…

Napisz komentarz...
  1. Paula says:

    Pięknie Julia!! Już zalicytowałam!!
    WOŚP to najlepsza sprawa na świecie, zawsze wrzucałam do puchy, ale w tym roku wrzucę o stokroć więcej! Od kiedy mam 4 miesięcznego synka czuję, że po prostu muszę i koniec 🙂
    Ściskam najmocniej
    P.

    Odpowiedz
  2. Emilia says:

    Przyjmuję wyzwanie, będę licytowała 🙂

    Odpowiedz
  3. A ja jeszcze piszę… żebym tylko zdążyła…
    Calus

    Odpowiedz
  4. Cudowną rodzinę tworzycie, widać że radość i szacunek do wszystkich domowników pięknie się ze sobą przeplatają. Domowe zacisze zawsze jest elementem rodziny, a u was wszystko jest takie bajeczne, domowe i naturalne.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Bajeczna to nie jest atmosfera gdy mi się ciasto spali.. I pod względem zapachu i wkurzenia mego 😉
      Dzięki Ela, to fajne co piszesz.. Ale jesteśmy zwykłą rodziną. Z gorszymi dniami, humorami, z niechceniem i lenistwem, wkurzeniem..
      Jednak staramy się i czasem się udaje 😉

      Odpowiedz
  5. Katarzyna says:

    Dobrze zrozumialam, ze kazdy dostaje odpowiedz zwrotna? Tak sie zastanawiam czy plik worda z 2007 nie jest dla was problemem ;d

    Odpowiedz
  6. Iwona says:

    Jak zawsze pięknie,ciepło i mądrze. Dla mnie jesteś wspaniała pod każdym względem. Pozdrawiam Was serdecznie!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Och nie, pod każdym to nie… 🙂
      Mam milion wad i ciężki charakter.. Choć mój mąż mawia, że nie jest tak źle jak o sobie myślę..
      Ale pracuje nad sobą i te zmiany pozwalają lżej i spokojniej żyć.
      Ściskam :*

      Odpowiedz
      • Iwona says:

        Dla mnie wspaniała i niech się wali i pali. Każdy z nas ma w sobie coś co w nim drzemie, uwiera. Pięknie jest gdy jest tego świadomy. Ja ciesze sie ze mnie karmisz tym dobrem, dzielisz jak chlebem. Pozdrawiam!

        Odpowiedz
  7. Malgosia says:

    Julia piękny wywiad :-).pozdrawiam

    Odpowiedz
  8. Ewa says:

    Oj super, że podzieliłaś się wywiadem, bo nie miałam dostępu do tej gazety.
    Mądrze piszesz (mówisz). Jaki to skandynawski ten Wasz dom???? Nie wiem gdzie ta Pani domy skandynawskie widziała. Wasz jest cudny, taki naprawdę Wasz.
    Widzę, że w tym roku zestaw dla Wośp przebije ubiegłoroczny dochód bo ponad 300 to jest teraz.

    Ja też od siebie coś dorzuciłam, nie chcę spamować ale może ktoś z komentujących miałby ochotę wesprzeć WOŚP kupując ładny stempel to zapraszam
    http://aukcje.wosp.org.pl/stempel-emilia-i5883706
    Każda złotówka się liczy, sama chętnie zobaczę co tam kto od siebie daje i licytuję.

    A, ja to nie trzymam pamiętników, mało sentymentalna jestem. Ale dzieciom prowadzę takie zeszyty z zapiskami i ich nie oddam nigdy. Choć czasem zapału brak i uzupełniam raz na pół roku ale na co dzień notuję, screen shoty robię i wpisuję to potem hurtowo.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Sama robisz te stemple? Piękny!!
      Ja się wkurzam na siebie bo mam pudło z pierwszymi rzeczami dzieci. Ciuszki, kocyki, zabawki, i ciągle nie mam czasu tego jakoś uporządkować.. Ale może kiedyś nadrobię…
      Choć o ile spokojniej by się spało gdybym nadrobiła już 🙂

      Odpowiedz
      • Ewa says:

        Oj sama. Takie hobby moje. Powoli wychodzę z ukrycia 😁

        Zrób porządek w pudle, bedziesz mieć temat na posta.
        Ja nie zbieram piereszych rzeczy a pamiątki – zabawka od dziadka (bo z reguły on nie daje prezentów tylko pieniadze), ubranko z chrztu, jakaś ulubiona grzechotka, laurki, pierwsze obrazki. Córka ma nawet ksiazeczki od babci, ktorej juz z nami nie ma. Pozostalych dwoje dzieci nie znało rodziców męża więc świetna pamiątka. Każde ma pudło oprócz najmłodszej bo wciąż o tym nie myślę, dorzucam jej rz3czy do tamtych także też mnie czeka uporzadkowanie.

        Odpowiedz
  9. Dagmara says:

    Juliś, ja wiedziałam, że na ten konkurs literacki to Ty milion tekstów dostaniesz. Bo pierwsze czytają Cię i komentują świetnie piszące osoby. Zawsze czytam wszystkie komentarze i praktycznie każdy jeden to mikroopowieść. Po drugie ten Twój konkurs to taki od serducha. Każdy może napisać wszystko! I jurorów żadnych profesjonalnych nie zaprosiłaś do oceny prac, ino sama oczami swymi dobrymi i sercem pięknym czytać to wszystko będziesz. I ja już czuję, jak Tobie strasznie trudno wyboru będzie dokonać… Ale wiesz, już móc być przeczytanym przez Ciebie to zaszczyt i wielka radość. Więc chyba nikt dotknięty się nie poczuje, gdy go tym razem nie wybierzesz. Bo do serca i tak przytulisz wszystkie opowieści 🙂 Uściski!

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.