• najpiękniej.

    _DSC0488 _DSC0515 _DSC0475 _DSC0513 _DSC0771 _DSC0618 _DSC0593 _DSC0566 _DSC0623 _DSC0596 _DSC0518 _DSC0492 _DSC0509 _DSC0481 _DSC0682 _DSC0696 _DSC0686 _DSC0685 _DSC0719 _DSC0723 _DSC0708 _DSC0742 _DSC0726 _DSC0754 _DSC0777 _DSC0782 _DSC0832 _DSC0790 _DSC0795 _DSC0646 _DSC0679 _DSC0798
    _DSC0827
    _DSC0614

    na najdrobniejsze cząstki rozpadam się gdy słyszę w radio pierwsze dźwięki „all i want for christmas”..
    i nie przeszkadza mi, gdy grają je już na początku listopada.. 
    wszystkie miliony migających świateł na ulicach, w centrach handlowych. 
    półki pełne mikołajków z czekolady.
    anioły, bombki, serca i  cynamon..
    pomarańcze i rozgwiazdy anyżu.
    odgłosy dzwonków z sań i uprzęży reniferów.
    płatki śniegu na szybach, w telewizyjnych ramówkach. 
    i ten krzyczący Kevin na polsacie.
    do nieprzytomności uwielbiam. czekam na ten czas cały rok. czekam tak, jakby to jakiś cud miał nastąpić.
    i nie czekam na nie ze względów religijnych, bo ateistką jestem.
    czekam na Nie jako święto rodziny i Jej celebracji.
    i moja siostra czeka równie mocno jak ja. kiedy o tym opowiadamy, tańczą nam takie same iskry w oczach.
    ta sama gestykulacja i ten głos rozpływający się przy wypowiadanych słowach „ja też”..
    a wtedy wspominamy jak to niosłyśmy karton z tą nową zastawą, co od Cioci z Piły dostaliśmy. 
    z góry po schodach, żeby na stole rozłożyć, bo Mama kazała. i Ona całą drogę mi powtarzała „od dołu trzymaj bo się otworzy i wszystko się potłucze dałnie”. ja, jak to ja, jakbym Jej nie słyszała i miałam wiedzę o dużą większą na temat tego jak nieść powinnam.
    przed samym stołem nie wytrzymała. puściła karton i tak mi wtłukła!!! opowieść jest na kwadrans.
    tym bardziej, że to ja zawsze jako ta młodsza Ją biłam i wygrywałam. a ten jeden jedyny raz nie wytrzymała.
    schemat co roku był zawsze ten sam. nigdy nie było inaczej. 
    zawsze ten dziwny pusty pokój jak się firany i zasłony do prania ściągało i dywan wyniesiony do trzepania.
    zawsze zamieszanie. lodówka, której nie dało się zamknąć. ustalanie Kto przyjedzie na pierwszy dzień świąt.
    szukanie prezentów po szafach. rozwijanie światełek na choinkę w dzień wigilii. i zawsze, ale to zawsze po włączeniu do kontaktu okazywało się ,że nie działają. Tata wtedy szybko do „Rogulskiej” jechał (to taki sklep we wsi obok. taki z mydłem i powidłem).pruł naszym Suzukiem po śniegowych drogach. i to oczekiwanie.. czy kupi? czy jeszcze jakieś będą? 
    ten bałagan na środku przedpokoju przy robieniu stroików. i wieczne szukanie wazonów dla tych gałęzi .. wybieranie choinki z Tatą.
    Mama, która napiekła i nagotowała jak dla wsi całej. Tata, co to wiecznie mówił, że on woli zjeść byle co, ale żeby zamieszania nie było.. ciekawa jestem, czy jakby już było to byle co, to też by tak twierdził..
    ale zamieszanie i tak było małe. nie, nie.. Ono było wielkie, ale godne Bożego Narodzenia. bo święta bez zamieszania, biegu, hałasu, ciągłego „nie zdążę” nie byłyby tymi właśnie świętami. i choć ta Mama ciągle w biegu. kuchnia – spiżarka, kuchnia- spiżarka, to i tak siłę i humor dobry miała zawsze. skąd te pokłady brała..? do dziś nie rozszyfrowałyśmy z siostrą mą tej zagadki..
    i ta radość z pierwszego dnia świąt, bo Mama wtedy była cały dzień w domu. Bo Mama nie pracowała tylko dwa dni w roku.

    wspomnienia z rodzoną mam identyczne. pewnie przez wspomnienia tak kochamy Boże Narodzenie.
    bo takiego Bożego Narodzenia nauczyła nas nasza mama. najpiękniejszego.

    jadą do nas. całą gromadą. Mama, Tata, Siostra ma, mąż Jej i dzieci sztuk dwa.
    jadą busem. załadowani po dach. wiozą kapustę, zupę grzybową, ciasta.. a jak się okazało i tort z okazji imienin mojego męża.
    wypachnieni, wystrojeni. z humorami dobrymi. piękni. 
    dzwonię zapytać gdzie są, bo już Tosia w oknie od dawna. no jadą. jadą, ale tu jest dyskusja na stacji benzynowej, bo dzieci chcą hot dogi i czemu one nie mogą tych hot dogów?! zupę też zjedzą. a jak one na wsi mieszkają to chociaż na hot doga nam pozwólcie!!
    rozpacz wielka. 
    i Justyś moja pyta „a co doczekać się nie możecie? tęsknicie już?”
    mówię Jej „wiesz, tak, już w oknach siedzimy i wypatrujemy.. ale ja.. ja to najbardziej czekam na Ciebie. tylko ciiii”
    Ona do mnie szeptem „ja też, kocham Cię”..
    a oni tam w tle ciągle o tych hot dogach…

    choinka u nas stoi duża. czubek o sufit haczy. stół naszykowany. prezenty spakowane.
    Tosia ma sukienkę, a mąż koszulę włożył. w kominku ogień skacze.
    lampiony, świece. na każdym talerzyku kilka słów z podziękowaniem za pomoc przy budowie.

    jadą. już są na naszej ścieżce. z okna kuchennego widać. światłami migają. my z okrzykami do drzwi.
    gramolą się. brudzą przy tym. ściskają się. gwar okrutny.
    niosą ten gar z zupą. Ktoś prezenty wlecze. tamten kurtki na wieszak zmieścić nie może. 
    no jednym słowem „jest rodzina w komplecie”.

    Adaś po swoich rodziców jedzie, co za płotem prawie. 
    do opłatka rąk wiele, co to potem wszystkie Tosia pozjadała. bo przecież gdy ja byłam dzieckiem, to zawsze się ten opłatek zjadało co został. no smak miał najlepszy ze wszystkich świątecznych dań.
    ten chce filet a ten karpia. tamten zupą sie najadł i ziemniaków nie chce. do prezentów dzieci zerkają.
    kto kawę, kto herbatę?
    w kartonowym pudle pod choinką, dwa karmniki dla ptaków. jeden dla Tosi, drugi dla Tosi kuzyna. mój Tato cały dzień przed wigilią robił. piękne jak wszystko czego się dotknie. to taki prezent z duszą.
    papierów, katonów, toreb, wstążek po prezentach całe mnóstwo.
    radości jeszcze więcej. dzieci już xboxa montują. skaczą. 
    „Ciocia bo Tosia też chce!” „Mama weź Ją” „teraz ja”.
    skaczą na dwóch graczy, a Tosia po środku i myśli, że też gra.
    wino w kieliszkach błyszczy się zza świecy. sernik pyszny. rodzynki wydłubuję i na talerz sąsiadowi przekładam.
    rozmów do nocy. wygłupów, śmiechu. 
    bo jak jest moja siostra, to zawsze jest najlepiej, najpiękniej.

    a kiedy wszystko ucichło. usiadłam na podłodze. światła od świec, lampek i choinki migają w odbiciach okiennych.
    ciepło. dobrze. rodzice zdrowi. oni i my. i wszystko, wszystko tak jak może być najpiękniej w dzień Bożego Narodzenia..
    tylko tak jakoś nie mam tych motyli w brzuchu.. może to ten brak śniegu..?
    hmm… 
    po chwili zrozumiałam, że te motyle już nigdy nie wrócą, nawet jak będzie najpiękniej.
    nie wrócą, bo już dziś jestem Mamą. dorosłym człowiekiem.
    dziś magię chwili mają w sobie nasze dzieci, a naszą rolą jest pielęgnować w Nich to jak najdłużej..
    a my… obyśmy mieli już do końca życia „najpiękniej”. to w końcu też magia..

    _DSC0558

    P.S
    pod choinką leżał sobie taki jeden z prezentów.. owinięty w szary papier, a na nim ręcznie namalowana gałązka, bombki a w nich domek. świeca. i napis „Miśka”. owa „Miśka” to moja siostra. żona szwagra mego. i ten Szwagier tak pijąc kawę w warsztacie wymalował. od niechcenia. a ja i siostra ma w zachwytach…

    _DSC0621
    usłyszawszy to mój mąż, zniknął na chwilę..
    kiedy wrócił miał wyrysowaną gałąź na prezencie dla mnie. bombki i świecę.. i napis „dla kwiatuszka”..
    za grosz nie chciał być gorszy… :)))
    _DSC0629

     pod choinkę firma Babafu (klik) (fb tutaj) przysłała mi piękne plakaty do kuchni z moimi ulubionymi cytatami. Pięknie dziękuję. są idealne.
    dziękujemy za prezenty dla Tosi firmie Planeta Dziecka. układanka magnesowa (tutaj) i lala (tutaj).

     

  • najpiękniejsza chwila macierzyństwa

    Otwieram oczy…

    Pierwsze promienie słońca przebijają się przez wysokie, gęste platany…

    Zamykam. Może jeszcze chwilę. Może zasnę na minut kilka, kilkanaście. Może na godzinkę?
    Leżę. Cicho i spokojnie. Słychać tramwaj za oknem. Głośno o te tory turkocze. 
    Lekko już myśli w głowie próbują ze snu się zbudzic,ale  jeszcze takie pogniecione, niewyraźne… Zasypiam.
    Nie, nie… Jeszcze muszę wstać.
    Zobaczyć czy na pewno przykryta. A może jej za ciepło? Może główka z poduszki spadła?
    Dobrze jest.
    Kładę się delikatnie, by Ich nie obudzić.
    Za oknem gołębie. Kora z drzew spada. Mech z rynny wystaje. Umyć okno muszę, bo paluszki małe poodbijane.
    I nagle,niewiadomo kiedy, budzi mnie dźwięk równo wypowiadanych sylab.
    Pomiędzy szczebelkami łóżeczka wielkie, wyspane oczy widzę.
    Uśmiecham się. Choć może wypoczęta mogłabym być bardziej.
    Wstaję i pod ciepłą kołdrę do siebie zabieram.
    Nos i uszy Taty są zabawą najlepszą, gdy On jeszcze o kilku chwilach snu marzy.
    Dzień się budzi do życia.
    Kaszka. Gruszkowa. Trzy łyżki w buzi, a dwie we włosach. 
    Zdjęcie. Koniecznie zdjęcie. Tak śmiesznie wygląda.
    Dobrze. Włączy Mama piosenki:
    „do przodu lewą rękę daj, do tyłu prawą rękę daj”
    Tany, tany jest urocze. To nieporadne bujanie sie na boki.
    Czytamy o tym zajączku, co to pudełko tekturowe znalazł. O ile z nim było zabawy?!
    I koniecznie setki razy trzeba to skrzydełko od motylka otwierac i zamykać.. A On wciąż „jestem różowym motylkiem”.
    Nie przeszkadza. Już nawet nie słyszę. Mam chwilę na kawę z tym pysznym syropem „czekoladowe ciastko”.
    Małe łapki trą oczy i wyciągają się do mnie rączki.
    Smyramy po nóżkach, jasnych, kręconych loczkach. A powieki opadają łagodnie i błogo.
    Tak. Chwila dla mnie. Tylko dla mnie.
    Odpisać na maile, może posklejać zdjęcia na bloga, i co na portalu społecznościowym koniecznie.
    A może tym różowym ją przykryję, bo ten biały chyba za gruby.
    Już. Zdecydowanie czasu za mało. Tej drzemki za mało.
    Stromym zejściem zbiegamy na targ. Może uda nam się kupić bób i kurki.
    Piekarnia ulubiona. Znów wyjść nie mogłyśmy tyle sie tam nagadamy. 
    I buziaka Tacie po drodzę. Acha. Wracamy. Jeszcze miałyśmy dla Niego croissanta. Ciepłego, prosto z pieca.
    I stoimy przy każdym psie, kocie, gołębiu. 
    Spinkę z włosów wciąż Jej łapię. Może te włosy jeszcze za krótkie, a ja taka niecierpliwa.
    Obiad. Nasz i Jej. Wspólnie. Inny, ale razem.
    Znowu odkleił się ten zaczep, co półki blokuje. Kochana, tu nie. Tu ziazi.
    Dzień taki ładny. Szkoda siedzieć w domu. Może jakieś zdjęcia?
    Zanim wyjdziemy Ona przekłada  w moim koszyku z kosmetykami szminki i róże, bym ja na prędce mogła choć nogi ogolić.
    Pampersy, sweterek, chusteczki, telefon i portfel. Aaaa i  owoce.
    „Halo, jedziesz z nami? To juz podjeżdzamy”
    Firma Taty obok to dla nas niewyobrażalne szczęście.
    Jeszcze nie zasypiaj. Czy woda nie za zimna? Hipp pachnie najlepiej. I włosy spłukac tak, by do oczek nie kapło. Nie gryź gąbki.
    Śpiochy te w groszki mi podaj Adasiu. Mleczko nie za ciepłe?
    Zasypiamy razem. Tylko obok siebie. Żeby słyszała moje serduszko. Żeby czuła. Patrzę na małą łapkę, która ściska mój palec.
    Może choć chwilkę jeszcze dla spracowanego Mężczyzny znajdę. 
    Muszę znaleźć. Jego ostoją jestem w tym świecie rekinów, w którym zanurza się każdego dnia.
    Już Kochanie. Już oglądamy. Tylko jeszcze rzeczy do zmywarki powkładam. O kurcze, pranie się też już wyprało. Zapomniałam.
    Głowę umyję już jutro. Odpisać Tinie znów nie zdążyłam.
    Otwieram oczy…

    Pierwsze promienie słońca przebijają się przez wysokie, gęste platany…
    Wyjątkowa chwila to… Nasza Codzienność. Podczas gdy świat nad głodem i wojnami zapanować nie potrafi.
     
     Tekst i zdjęcie z konkursu organizowanego przez czasopismo GAGA oraz biżuterię PANDORA pt „Piękne macierzyństwo”.
    …Wygrałyśmy. Dziękujemy 🙂
  • „sierpień” cytaty

    Zostawiam Wam dziś zbiór cytatów jakie w ostatnim czasie udostępniliście w mediach, posyłaliście mi jako ulubione.
    Niezwykłe to uczucie, odnajdywać swoje słowa… Z tego sierpnia o którego tak drżałam.
    I drżeć będę. Z napisanym słowem może jak ze swoim dzieckiem, nigdy nie przestajesz być za nie odpowiedzialnym…

    „(…) wszystko inne bladło w porównaniu z rozpaczą tych dwojga młodych ludzi, którym stało na drodze coś najtrudniejszego do pokonania – oni sami.”

    „ – Bywa też tak, że ludzie sami wybierają swój los. I takim zazdroszczę najbardziej. Tym, co potrafią tak się ze sobą zaprzyjaźnić, tak siebie poznać, ze wiedzą, w którym kierunku iść, żeby jak to pięknie nazwałaś, poczucia szczęścia nie stracić.”

    „Gdyż najczęściej młodość to najpiękniejszy czas wolności. I ten, kto z niej nie skorzysta, będzie w dalszej wędrówce wielokrotnie za to płacił… Tęsknił. Zauważał braki. Czasami tracił z tego powodu budowane przez lata szczęście, bezpieczeństwo i rodzinę…”

    „Bywało, że ludzie szczęścia po odległych kątach szukali i nieszczęśliwi umierali. A może gdyby ich na łożu śmierci zapytać, czy kiedyś majowego koncertu o brzasku wysłuchali, to byłoby wiadomo, czemu tego szczęścia nie znaleźli…”

    „Zastanawiał się nawet, czy w ogóle tego nie przemilczeć. Ale dość napatrzył sie w domu na takie pomijanie i wiedział, do czego prowadzą, albo wręcz odwrotnie – do czego nie prowadzą nieprowadzone rozmowy. Jeśli potrafisz z kimś rozmawiać o najgorszym, potrafisz z nim żyć. A on chciał z Janią żyć, choć ona z całych sił się przed tym wzbraniała.”

    „Można mieć nowe, inne, ale zastąpić się nigdy nie będzie dało. Można mieć czasami nawet lepsze, ale człowiek nie zawsze chce lepszego, tylko akurat to chce, co stracił.”

    „Zdała sobie sprawę, że właśnie ta codzienna powtarzalność, niekiedy żmudna, daje jej ten wewnętrzny spokój, od którego zależy wszystko inne, co dzieje się w niej czy wokół niej. Skrzypnięcie drzwi od kredensu, z którego mama wyciąga chleb, otrzepywanie butów przez tatę po porannym dojeniu (…) Pojęła z całą jaskrawością, że to właśnie jest szczęście i bogactwo. Ten dom że skrzypiącymi drzwiami, ten codzienny rytm, w którym wiecej pracy niż wypoczynku. I że niekiedy dopiero w nieszczęściu człowiek zrozumie, jak wiele dostał od życia ”     

    ” Odganiać złe myśli to też umiejętność. Niektórzy się z nią rodzą, a inni muszą się nauczyć. I nie o zdolności tu chodzi, a tylko o cierpliwość. Z uporem przeganiać, co złe, i dobre obmyślać. A jak powróci, to jeszcze raz i jeszcze. Najgorzej, gdy się człowiek sam w te złe myśli zapędzi. I drąży (…) Problemy trzeba rozwiązywać, a nie się pod nimi grzebać. I lepiej w dzień… „.

    „Czasami bywa, że człowiek tak zapamięta się w swych marzeniach, że gdy dopnie swego, nawet nie zauważy, że nie było na co czekać, że te udręczone dnie i noce nie były tego warte. Pozostanie mu jeno lekcja ważna i nauka na przyszłość – żeby się więcej rozumu słuchać i nie gonić za tym, co nie chce być nasze, tylko dla podniesienia swojej wartości… Bo można tę wartość i godność do reszty zatracić.”

    „W oczach człowieka nie zobaczysz tyle, co w uczynkach, choć mówią, że te oczy tak o człowieku mówią wiele. I nie tego szukaj, co słowem będzie cię zdobywał, a uczynkiem. „

    „- Widzisz, Wandzia, płakać lepiej jest do kogoś, bo mało z człowieka schodzi, jak sam się swoich łez nałyka. A jak ci kto te łzy z polika zetrze, nawet rękawem brudnym, to nie zdążą do ust dolecieć. I jak te Twoje łzy w rękaw połapie, to jakby tę rozpacz dzielił z tobą.” 

    „Ile to człowiek dróg przejdzie, ile razy źle skręci, a ile się nazad musi wracać. A to o jedną drogę w życiu chodzi. O tę, która prowadzi do domu i rodziny.”

    „Książka jak książka, obojętne czyja, słowo niesie to samo. Tylko temu, który czytać nie chce, nic nie przyniesie”

    „(…) brzuch napełnisz tak samo, jedząc z garnka, jak z tej wazy. Za to braku miłości niczym nie wypełnisz, choćbyś dolewał, przyprawiał, podgrzewał. Może być tak , że ta miłość się w twoim dorosłym życiu pojawi, że cię ukoi. Ale ten brak na samym dnie pozostanie z tobą na zawsze. A siedzieć przy stole z najznakomitszą zupą, ale z brakiem w sercu, nikt nie chce.

    „W dobroci kryło się zrozumienie, wybaczenie, cierpliwość, pokora. Tylko z dobrym człowiekiem można być na zawsze. Z każdym innym można czasami pobyć.” 

    ” – Bo widzi pan, mówią , że jak kto szczęścia mocno pragnie , to koło siebie i swojej chałupy odnajdzie . Nie trzeba za nim za daleko jechać . Może to i prawda, ale wie pan, czasami tak jest , że żeby to szczęście koło siebie odkryć , trzeba się tak natrudzić , tyle w sobie znaleźć pokory i spokoju. Trzeba czasami tyle w sobie zmienić , aby nic dookoła nie zmieniać i potrafić z tego czerpać radość . Czasami trzeba całego siebie zmienić pod to, co się dostało . Ażeby wstawać rano i ze spokojem , szczerą wdzięcznością brać to , co się ma . Nie da się tego raz nauczyć . Trzeba się uczyć latami.”

    „- Bo ja wiem, że te krowy, pola, kaczki, to jest, Janek, szczęście jednak. Jak człowiek cały dzień przeleży, to nie ma się z czego wieczorem cieszyć. Z tego, że się znów kładzie? Co innego, gdy ten odpoczynek taki wyczekany, światu wysłużony, taki człowiekowi należny. Wiesz jak on smakuje? Dlatego ludzie coraz częściej to poczucie szczęścia tracą. Bo świat coraz wygodniejszy się staje, pod człowieka, zamiast pod naturę…”

    „- Człowiek najczęściej nie jest zakochany w innym człowieku, a w tym, jak ten inny go kocha. Uwielbia być tym, kim jest dla kogoś innego. Lubi siebie bardziej, patrząc, jak ktoś na niego patrzy. Żyje mu się dobrze z tym, że gdzieś ktoś za nim szaleje, choć sam w izbie siedzi. I nawet nie potrzebuje bliskości tego człowieka, a tylko jego dla siebie uwielbienia. I to też, Jania, jest miłość. Ale do siebie.”

    „Była tą, którą wszyscy uwielbiali, ale nikt nie kochał. Tą, z którą można było tańczyć i nocą i za widoku (a nieliczne dziewczyny miały odwagę, by tańczyć, gdy jeszcze jaśniało). Tą, z którą rozmawiało się do rana, ale na pożegnanie całowało w policzek. Za którą się tęskniło, ale nie tęskniło do niej. Którą chciało się ze sobą zabrać wszędzie, ale nie tylko dla siebie. Tą, bez której życie było ubogie, ale nie rozmyślano o tym, by spędzić z nią całe życie. Tą, którą każdy miał ochotę przytulać, ale nie zamknąć w ramionach.”

    „Bo wiedziała, że z domu, w którym dobrze się dzieje, można tak wyjść bez słowa. W zamyśleniu, złości, szczęściu. Bez wyjaśnienia. Bez tłumaczenia. W dobrym domu się po prostu wie. A potem wraca, jak gdyby nigdy nic. Ktoś, nie pytając, naleje ci zupy. A ty ją ze smakiem zjesz.”

    „- A widzisz, gdyby ludzie więcej czytali, to i może do powiedzenia mieliby więcej. Tylko że to tak jest, że jak kto ma do powiedzenia więcej i mądrego, to nie gada, ino jeszcze więcej czyta. A ten, co tam chuja wyczytał, nie ustaje w pierdoleniu.”

    „- Docenię Jureczku, docenię. Ale żeby tyle gadać? Przecież to człowiek powinien mieć limit słów przyznany na całe życie, żeby se to trochę szanował, rozdzielił, a nie gadał jedno i to samo. A jak ona mi przy tej zupie trzeci raz to samo, to nawet jak mi smakowała, to przez to wkurwienie smak traci.”

    „Patrz, w jakim upale przyszło jej ten świat żegnać – wyrwało się z pomarszczonych ust kobiety klęczącej na przodzie.
    – Jej przyszło? – oburzyła się jedyna sąsiadka nieboszczki. – Jak to jej, kiedy ona już zimna od dawna. Ani potu  z czoła nie ociera, ani w dekolt między cycki se nie dmucha. (…) Że też człowiek nie pomyśli o tych, co go żegnać będą. Tylko się weźmie i odejdzie.”

    ” A czy to też nie modlitwa, gdy ja tu w polu plony zbiorę, potem nimi zwierzyną nakarmię i dziatki odchowam, ziemi i darów natury nie bezczeszczę? Czasami głowę do góry wzniosę, na ptaki się zapatrzę, na niebo, w głowie sobie co nieco poukładam. Przemyślę, podumam, nierzadko wstyd mi za grzechy. Tak wstyd przed tymi ptakami, tym niebem. Przed tym zbożem, co mi obrodziło. A czy wasze za grzechy żałowanie przed obrazem świętym to inne żałowanie niż ja mam tu w polu?”

    „Każdy czegoś żałuje. Ale czy z tym żałowaniem lepiej się żyje? 
    (…)
    Trzeba może wziąć to, czego niekoniecznie się chciało, za dobrą kartę i nią życie rozegrać.”

    „Wprawdzie nikt nigdy głośno o tym nie mówił, ale ludzie szeptali, że Zośka i jej sąsiadka jak mąż i żona żyły. W domach osobnych, na podwórkach oddzielnych, w gospodarce odrębnej, ale duszą razem. 
    Miejscy plotkarze najwięcej mieli uciechy z powtarzania, że niby i ciałem razem były. Nikt ich nigdy z tym ciałem nie nakrył, a one z plotek nic sobie nie robiły. Sąsiadka była zbyt harda, aby ludzkie słowo zranić ją mogło. A może to życie z Zośką za to wszystko jej wystarczało. Bo jak kto kocha w spełnieniu, spokoju i zaufaniu, to ta reszta, a tym bardziej ludzkie gadanie, nie warte funta kłaków.”