• dom sąsiadów


    Za każdym razem kiedy pokazuję dom sąsiadów ze swojego kuchennego okna, piszecie mi  –  Jula, pokaż w środku…
    To poleciałam z aparatem i Wam pokazuję 😉
    Jako, że o sąsiadach moich pisałam Wam już wiele razy, tak dziś zostawię tylko zdjęcia.
    I marzę tylko aby mieli w sobie ogromne pokłady cierpliwości by umieli ze mną wytrzymać :).
    Bo żyjemy obok nie tylko przez płot, ale po prostu jak najbliższa rodzina. 
    Sąsiedzi – kocham Was bez zmiennie. Na te święta życzę sobie byśmy byli ze sobą zawsze. Ze swoimi zaletami i wadami. Z lekkością i trudnością. Ze śmiechem i łzami. Po prostu. Zwyczajnie, czyli prawdziwie. I z sercem i z nerwami. I z wdzięcznością i złością.
    Jak ludzie. Jak sąsiedzi. A sąsiad najważniejszy.
    Jeszcze tyle przed nami wspólnych upalnych dni w basenie, wieczorów przy ognisku, urodzin, świąt, sylwestrów… Oby jak najwięcej… Jeśli tylko zdrowie…. Bo jak będzie, to już wiem, że przetrwamy razem wszystko.

  • szczęśliwy człowiek

    Szczęśliwy człowiek nie zazdrości.
    Szczęśliwy człowiek nie pała nienawiścią.
    Nie sypie z rękawa złośliwością.
    Szczęśliwy człowiek nie nosi urazy.
    Szczęśliwy człowiek nie obgaduje.
    Nie jeży się jak lew i nie puszy jak paw.
    Szczęśliwy człowiek nie szuka w drugim wad.
    W trzecim ułomności, a w czwartym winy.
    Szczęśliwy człowiek nie rozpamiętuje cudzych grzechów.
    Nie ocenia, nie karci, nie wydaje osądów.
    Szczęśliwy człowiek nie szuka sposobności by wypomnieć.
    Nie karmi się cudzymi potknięciami.
    Szczęśliwy człowiek nie musi mieć racji.
    Szczęśliwy człowiek nie gardzi innością.
    Nie gardzi innymi wyborami, poglądami i sposobem na życie.
    Nie szydzi.
    Szczęśliwy człowiek nie wie co to uprzedzenia, wzgarda i agresja.
    Jad zna z filmów przyrodniczych.
    Szczęśliwy człowiek nie patrzy z góry. Ani z dołu.
    Patrzy prosto w oczy.
    Szczęśliwy człowiek nie boi się pokory i słabości.
    Niewiedzę czy omylność uznaje za chleb powszedni.
    I bierze po kromce, kiedy potrzebuje.
    Szczęśliwy człowiek nie obwinia świata.
    Sąsiada, przyjaciela, kelnera…
    Szczęśliwy człowiek nie szuka dziury w całym.
    Ani nawet w połowie.
    Szczęśliwy człowiek nie nosi wraz z sobą zawiści.
    Nie traci czasu na zgorzkniałość…
    Szczęśliwy człowiek…

    Zapytasz jak nim zostać…? 
    Gdzie cofnąć się, co zmienić? Co osiągnąć, cóż dokupić? 
    Ile jeszcze przejść i gdzie dojść? 
    Wystarczy zaledwie porzucić to, czego nie robi szczęśliwy człowiek.
    Nic więcej.

  • czekoladowa gwiazdka

    Powoli myślę o Wigilii w oranżerii.
    Kupiłam kawałek płyty i koziołki. Potraktowaliśmy to olejem białym i tadam! Zmontowałam wygodny stół. Chcesz rozstawiasz, nie chcesz, ściągasz blat, opierasz o ścianę i jest miejsce do tańca…

    Ale zanim przystroję jego blat i rozłożę świąteczną zastawę,  z wielką rozkoszą oddaje się tutaj innemu rzemiosłu… 

     Pakowanie słodkości w otoczeniu zaszronionego świata, może dać tak wiele przyjemności..
    Ciężko się było powstrzymać przed otwarciem każdego pudełeczka i wyjedzenia z boczku, niepostrzeżenie jak myszka…
    Najbardziej kusiła mnie ta duża czekolada gorzka ze śliwkami i cynamonem… Zapakowałam ją Babciom. Wydawała mi się taka właśnie klasyczna i zarazem świąteczna. I to opakowanie. Takie dystyngowane, minimalistyczne z klasą… Piękna
    Dzieciom – wiadomo, dziecięce… Chrup, Chrup, Marshmallow i  Mocno Mleczna z karmelizowanymi migdałami. Choć wiem, że miłością największą zapałają do tej małej tabliczki z piankami marshmallow… Powiem Wam w tajemnicy, że je podjadłam wcześniej i ta dziecięca Chrup, Chrup z wafelkami, to mój faworyt… Także niech oni tam się cieszą piankowymi, bo ja w tym czasie, na spokojnie owe wafelkowe chrupać będę…
    Karmellove love urocze w swojej postaci. Zarówno we wnętrzu jak i opakowaniu. Niestety nie uszczknęłam. Ale karmel to ja ubóstwiam, więc…. już się zawczasu oblizuję.
    I pralinki, i kula, i baryłki… Taki mi się przy tym pakowaniu miły nastrój udzielił, bo ubranka mają wyjątkowo świąteczne i dopracowane w każdym detalu…
    I każdy coś dla siebie znajdzie. Ten, który lubuje się w kolorze, jak i ten, który klasykę ponad wszystko wielbi…
    A Torcik Wedlowski, to gdy zamknę oczy, widzę całą swoją młodość… Czasy licealne… Spacery przy Wiśle.
    Biegło się na przerwie po torcik i kroiło w te trójkąciki. Taki był podzielny i nam te lata beztroski dodatkowo uprzyjemniał.
    Tegoroczna szata graficzna Wedla, paleta wytworności i połączeń smakowych może być idealnym dodatkiem do prezentu… Może być tą słodkością, która ofiaruje raj nie tylko dla podniebienia, ale i dla oka obdarowanego…
    A Wy? Jaki jest Wasz wybór w wachlarzu świątecznych propozycji Wedla?
    __________________________________________________
    Jeśli istnieje na świecie wartość największa, to jest nią dobro.
    Dobro nieodłącznie wędruje ze zdolnością dzielenia się z innymi.
    Dziękuję Wedlowi, że odpowiedział tak chętnie na moje zapytanie.
    Animatorka mieszkająca w mojej wsi – Karolka Krejzolka, która charytatywnie jeździ do szpitala onkologicznego (i nie tylko – człowiek orkiestra) zapytała mnie o książki do paczek prezentowych.
    Na końcu brakowało już tylko słodyczy… Wtedy wpadła mi do głowy myśli… E.Wedel!
    I tak wczoraj przywędrowały do mnie kartony słodkości.
    Dziękuję też Oli, która mi to wszystko spakowała i wysłała…
    Każdy z nas widzi na świecie rzeczy, które chce zobaczyć…
    Nie wiem jak wielkie musi być we mnie pragnienie ujrzenia raju, bo wszystko co się dookoła mnie dzieje, nosi w sobie tyle serca i dobroci…
    Wedlu – raz jeszcze – niech Ci się szczęści! Dziękuję.