• blog niesponsorowany.

    Moja Kamila pisze bloga. To znaczy dwa wpisy w miesiącu w najlepszym wypadku.
    Ale wolę to, niż gdyby te jej słowa miałyby całkiem z Niej nie wychodzić.
    Mój ulubiony styl pisania. Ten każdy szczegół który pozwala Ci tam być całą sobą.
    Widzieć makatki na ścianach, kurze w kątach…
    Zawsze mi żal kiedy ludzie z takim talentem piszą tak mało..

    „Był taki czas, kiedy świat pachniał jaśminem i dezodorantem Impulse. Kiedy można było siedzieć do rana na ławeczce w altance nad stawem i pić tanie wino albo umierać chwilowo z rozkoszy w czyichś silnych ramionach. Kiedy jeszcze był czas na niekończące się rozmowy i niekontrolowane pocałunki. Kiedy śmiech był radosny i nie przeszkadzał chłód sierpniowego wieczoru wdzierający się pod sukienkę. Kiedy rytm dnia wyznaczał Steven Adler na Gunsowej perkusji, a moda była z second handu wzorowana na dziewczynach z teledysków Aerosmith i Bon Jovi. Plotłyśmy bransoletki z muliny, bo nie było internetu, którym można było  zabić czas do kolejnej dyskoteki i owijałyśmy nadgarstki rzemykami kupionymi na zapas na szkolnej,  czerwcowej wycieczce do Zakopanego. Bywały nudne  wieczory w wiejskim pubie, nad paczką paluszków i colą, oraz takie kiedy „urywał się film”. Niczego się nie żałowało, bo i czego tu żałować kiedy masz długie włosy nie splamione farbowaniem i całe życie przed sobą. Nie ważne, że było biednie. Było beztrosko. Nawet kiedy trzeba było przemnknąć się przez wieś w ciuchach wymiętych po wczorajszym wieczorze, a w głowie wciąż szumiało i nie do końca wiadomo czy to od jabłkowej wódki czy z zakochania. Nie miałam problemów z zasypianiem, bo sen przybliżał do nowego dnia jeśli nie pełnego doznań i emocji to z pewnością pełnego marzeń. Jak łatwo się wtedy marzyło. Nie przytłaczała codzienność. Odpływałam jak na haju pijąc zwyczajną herbatkę z dzikiej róży, słuchając Wilków albo Nirvany. I była jeszcze Sobota. Od 19 wieczorem brzuch napełniał się motylami. Był klub, raczej wiejska dyskoteka z podświetlaną podłogą, na której stoi teraz Lewiatan, a w której tańczyłyśmy do ostatniej nuty, często wywijając bluzką wysoko w powietrzu. A te wlaśnie ostatnie nuty zazwyczaj należały do Niego. Z tym Nim to było bardziej na zasadzie dwojga „innych”, którzy się odnaleźli niż wielkiej, szalonej, wakacyjnej miłości. Bo idąc do chłopaka o 3 nad ranem raczej nikt nie spodziewa się słuchać Doorsów aż wzejdzie słońce, wypatrując spadających jak deszcz (bo to Sierpień) gwiazd, albo uczyć się jak poprawnie wyrzucić prawy sierpowy. Niby nic nie miałam, ale też niczego mi nie brakowało. Nawet pewności siebie. Świat należał do mnie, poranna rosa w ogrodzie, zapach „parzuchy” z rana pomieszany z resztkami papierosowego dymu matki, po jej wyjściu do pracy. Kromka chleba z masłem i z cukrem nie zmuszała do przeliczania jej na kalorie, nigdzie się nie spieszyłam, miałam siłę obejrzeć „Kocham Kino” i czas żeby odsłuchać „Top 100” w RMFie, dobre 3 godziny trwało chyba. Wszystko wokół jakby bardziej pachniało. I trawa, i deszcz, nawet pory roku, a może miałam czas żeby się w ten zapach zagłębić? Za tym tęsknię najbardziej, żeby zwolnić. Tak mało potrzebowałąm, żeby się cieszyć i czuć tę radość całą sobą. Nie żeby teraz było smutno, ale inaczej jest. Czasami czuję, że tak nie „po mojemu”. Niczego nie żałuję. Może tylko tego, że nie mogę od czasu do czasu „wskoczyć” tam z powrotem tak na chwilę, dwie. Nacieszyć oko i serce.”

    „A ja lubię starych ludzi. Nawet bardzo. Zawsze wolałam wiekowe towarzystwo. Starzy ludzie rzadko się spieszą (wiadomo, stawy, plecy itp), mają czas na rozmowę, na herbatę, na długie przerwy pomiędzy zdaniami. Mają ten spokój, który osiągnąć można tylko wtedy kiedy już nic „się nie musi”. Tam skąd pochodzę, mieszka z nami „płot w płot” sąsiadka. Pani Misia. Michalina. Samo imię jakie super. Pani Misia musi mieć teraz jakieś 95 lat. Chyba od 5 roku życia, regularnie wpadałam do niej na plotki i  na karmelki, którymi częstował mnie jej mąż. Zawsze mieli te karmelki w kryształowej cukiernicy na stole w głównym pokoju. W tym pokoju stoi też wielki zegar z wahadłem, wybijający godziny głębokim, miedzianym dżwiękiem. Pani Misia jest mistrzynią wypieków, swojskiego żurku i dziergania. Jakie ciasta ona piekła. Teraz żeby zrobić ciasto trzeba mieć koniecznie ten robot kuchenny za 2500 zł i nawet wtedy ło Jezu co za wyczyn. A pani Misia jeszcze do niedawna wsypywała powoli składniki do ogromnej glinianej misy, z wyżłobionymi wewnątrz rowkami i tarła wszystko trzymając oburącz wielką drewnianą pałkę. Takie pieczenie musiało trwać kilka godzin. Bo przecież najpierw biszkopt a potem jeszcze masa.  Ale najważniejszy jest żurek. Mama dawała mi 1 zł i wysyłała ze słoikiem na wymianę, problem był taki, że mimo iż mieszkaliśmy zaledwie 5 m od siebie żur był tak pyszny, że po drodze do domu wypijałam pół słoika. Na szczęście był tak wspaniale kwaśny, że nawet pół słoika wystarczało żeby zrobić pyszą zupę. Wszystko co umiem zrobić szydełkiem to zasługa właśnie pani Misi. Czasami siedziałyśmy sobie całe, długie listopadowe popołudnie i dziergały. Ona śmigała kolejną parę skarpet (wyższa szkoła jazdy, skarpety robi się na 5 drutach) a ja próbowałam utrzymać równy ścieg na moim szydełkowym szaliku. Czasami coś mówiłyśmy, czasami było cicho. Ona opowiadała jak to pod koniec wojny, w piwnicy mojego domu ukrywali się Niemcy. Ukrywali się przed Rosjaniami. Jeden, taki co na końcu pozostał, chciał już tylko do domu wrócić, ale zaraz jak tylko łeb z kryjówki wychylił to go Ruscy zastrzelili. Nie wiadomo już którzy byli gorsi… Pani Misia po wojnie pracowała w pralni, od tej pralni właśnie pokrzywiło jej kolana. Na starość strasznie popuchły i jeżdziła na zastrzyki, 20 w jedno i 20 w drugie kolano. Oczy też w końcu zaszwankowały. W ogródku, mąż pani Misi poustawiał metalowe, kolorowe krasnale, posadził choinki a na środku ustawił duże białę kamienie a na ich szczycie latarnie morską, która świeciłą nocą, kolorowymi oknami. Czasami stałam wieczorem przy płocie, przy akompaniamencie szczekania Barego (ich psa) i wpatrywałam sie w kolorowe szybki latarni. Cięły komary, pachniała zaroszona trawa i ten cholerny pies nie przestawał szczekać. Pani Misia uwielbiała ruskie pierogi. To była taka nasza tradycja, ilekroć mama robiła pierogi leciałam z talerzem do mojej sąsiadki. Pani Misia nauczyła mnie też kląć . Hadra. Zamiast „szmata”, o ileż  lepiej zamruczeć „hadra” 🙂
    Pani Misia. Pani Misia zmarła. Przed kilkoma dniami. W wieku 95 lat. Ludzie mówią, że to piekny wiek. A ja mówię- nie ma pięknego wieku na umieranie. Kto mnie teraz od bramki „Kamilko!” zawoła…?”

    „Chyba mi drinka nie starczy, żeby napisać ten post. Wszystko przez to, że jestem fajna. Po prostu. Nawet cyganka mi to powiedziała. Jakieś trzy dni temu weszła do sklepu gdzie pracuję, ogarnęła mi grzywkę z czoła i mówi- o tu, tu siedzą wszystkie twoje zmartwienia. Zazdroszczą ci. Usmiechasz się, ale serce ci płacze.-
    Potem powiedziała mi co zrobić, żeby tej zazdrości się pozbyć. I pewnie bym olała wróżbę gdyby nie fakt, że tak ją ta moja lwia zmarszka wciągnęła, że postanowiła pomóc mi za darmo. U cyganek zwłaszcza tych nowych sprawa nie do pomyślenia żeby za darmo urok odczynić. Ale ta jest stara, bez przednich zębów za to z perłowo-diamentowymi kolczykami w uszach. Przychodzi uśmiechnięta od ucha do ucha świecąc pustymi dziąsłami, owinięta chustą i w zużytych adidasach. Z twarzą spaloną słońcem gdzie raz po raz unosząc brwi ukazuje białe kreski zmarszczek. Mamrocze pod nosem i koślawym kciukiem odgarniając grzywkę dotyka mojej zmarszki, którą miałam sobie przecież zbotoksować na 35 urodziny. W dupie mam, zostawię jak jest. Poczekam aż cyganki wskazówki podziałają. Może sama zniknie jak i ta zazdrość co się wokół mnie skupiła. Bo jest czego zazdrościć…mam ogromną umiejętność „nieżałowaniazagrzechy”. Mój największy skarb.”

    „Różnie bywało. Był czas, że bywałam i taki, że jakby mnie nie było. Był czas, że co wieczór jadałam kolację w innej restauracji, a do śniadania piłam Dom Perignon z bogatego zasobu chłodzącego się w superwypasionej lodówce. Był też czas, kiedy kupowałam hurtowo porcje rosołowe(3 euro za ok 5kg) z których wymyślałam przeróżne potrawy. Taki czas kiedy robiłam Kubie herbatę z mlekiem, bo na mleko z puszki nie starczyło. Był czas kiedy byłam księżniczką i czas kiedy co wieczór wyłam pod prysznicem(żeby nikt nie słyszał) zadając sobie pytanie „czy zawsze już tak ma być?”. Lekcję wykułam na blachę i mam to szczęście, że dała mi ona niezwykły luz. Taki, że czasem sama sobie się dziwię. Cieszy mnie wszystko. Pranie rozwieszone na balkonie, pyszny obiad, ładny widok za oknem. Nie prześladuje mnie myśl, że czegoś nie mam  a bardzo chciałabym mieć. Nie dławię się na widok zdjęć z egzotycznych wakacji, komórek czy samochodów.Jasne, że nie zawsze tak było, ale cieszy mnie niezmiernie, że mi przeszło. To nie tak, że niczego nikomu nie zazdroszczę. Zazdroszczę… Bo mieszkając na Cyprze wiele mnie omija. Koncerty, spotkania, filmy ( niezwykle ubogie to kino tutaj), czas z przyjaciółmi. Wszystko co wraca uśmiechem kiedy wspominam. Właśnie dzisiaj podczas wieczornego czytania Kuba walnął ” ja też chcę pojechać pociagiem” i tak mi się wspomniało i zamarzyło, żeby wsiąść do przedziału pachnącego tym sztucznym materiałem jakim pokryte są siedzenia, z obwarzankiem i soczkiem, czekać na pierdzący sygnał odjazdu, zeby móc wreszcie zapatrzyć się na wieczorne mgły co osiadają na łąkach, przykleić nos do szyby pachnącej kolejowym kurzem. No właśnie…czasem niby tak niewiele trzeba żeby być szczęśliwym, tylko co zrobić kiedy nawet tak niewiele jest zwyczajnie nieosiągalne…Na Cyprze nie ma pociągów:-)”

  • trochę drewna, trochę liny..


    Znalazłam zdjęcia w laptopie. 
    Robione już kilka miesięcy temu. Ale, że się tutaj tak gnieździły to dodaję…
    Huśtawka i domek dla lalek od Asi z Arte Aria Artesania.
    Wyobrażacie sobie dziewczynę z piłą, szlifierką i wszystkim tym co jest potrzebne do stworzenia tych przedmiotów? Piękny widok..
    I do tego te blond długie włosy.. Chude nogi w skórzanych spodniach..
    Ach!

    Już widzę, że pytacie.. 🙂
    Plakaty Myśliwskiego, są na moje specjalne zamówienie (z racji mojej miłości do Niego) w firmie babafu.pl

  • drugie życie

    Czy Ktoś się spodziewał?
    No bo taka ja na przykład nie…
    Konkursów było tu tak wiele. Pytań do nich prostych, czasami do wymyślenia, też sporo.
    I czy to akurat pytanie miało w sobie coś łatwego? 
    A wręcz przeciwnie..
    I do wygrania bordowego volvo z napędem na 4 nie było..
    A jednak…
    Wieczorami czytając Wasze odpowiedzi uświadamiałam sobie jedno..
    Choć mijają lata, wieki całe, w pragnieniach ludzkich nie zmienia się nic..
    Choć świat się zmienia. Choć podobno pędzimy za dobrobytem. Konsumpcjonizm.
    Choć od takich stu lat zmieniło się o wszechświat cały..
    Te pralki, zewnętrzne dyski, kina 6D i apteki pełne leków na uspokojenie..
    Okazuje się, że w ludziach i ich największych potrzebach nie zachodzą żadne zmiany..
    Czasami się uśmiałam, z ludzkiej fantazji, zdolności ubrania myśli w słowa..
    Najczęściej wzruszałam..
    I dawno, oj dawno w moim życiu nie dało mi tak do myślenia..
    Okazuję się, że człowiek przeczyta ludzkie pragnienia i uświadamia sobie, a może bardziej, potrafi już rozłożyć swoje życie na części pierwsze… a potem zastanowić się jak poskładać od nowa. Już znacznie lepiej.

    Sto lat temu Ktoś zapisał wyznanie umierającego starca. O tym, co by zrobił/zmienił gdyby urodził się na nowo…
    Mówił o czasie z ludźmi, o korzystaniu z dziś (nie rozpamiętywanie wczoraj i planów na jutro), mówił o zwykłych przyjemnościach…
    Sto lat później 111 osób napisało u mnie o tym co by chcieli zrobić/zmienić mając drugie życie…
    Hmm… prawie każdy z nich ma takie same potrzeby…
    Ludzie XXI wieku marzą i pragną ludzi, czasu dla ludzi najbliższych. Chcieliby mieć więcej dzieci, większe rodziny. Chcieliby więcej podróżować. Zwiedzać świat. Wyprowadzić się na wieś, mieszkać w Bieszczadach.
    Poświęcać się dla innych… Ktoś marzy by zostać chirurgiem, a Ktoś inny otworzyć ośrodek dla dzieci z autyzmem. Niektórzy chcą swoje drugie życie oddać innym.
    Żałują niedokończonych z najbliższymi rozmów, niewypowiedzianych Im słów. Niewyznanej miłości.
    Ludzie XXI wieku żałują że się za łatwo poddali w dążeniu do swoich planów. Najczęściej ze względu na opinię innych.  Żałują zaniechania pasji i hobby. Tańca, gry na fortepianie, fotografii..
    Bo jak pisze Jasmina „spełnione marzenia nie mają ceny”.
    Ludzie żałują, że nie mieli siły i odwagi ich spełniać. Najczęściej przez to że zakopały się w pieluchach.

    Dzieci kiedyś podrosną i wyfruną, a te niespełnione kobiety umrą niespełnione, myśląc i wierząc, że wychowanie dzieci to była ich misja i plan na życie..
    Myślę, że wychowanie dziecka to najtrudniejsze zadanie w naszym życiu, to najważniejsza misja..
    Jednak, nie jedyna. Sama w sobie, będąca jedną misją, nie jest pełna.
    Jeżeli chcesz uszczęśliwić swoje dzieci, pozwól patrzeć Im w dorosłym życiu na spełnioną Mamę.
    Spełnioną naprawdę, nie tylko wmawiającą sobie spełnienie..
    Spełnieniem może być scena jak i kawałek ogródka.

    Dla każdego to coś innego. Ważne by być ze sobą szczerym. Nie oszukiwać się i nie wmawiać sobie..
    A czasami podążyć za spełnieniem by się dowiedzieć że wcale nim nie było..
    Jednak nigdy nie docenimy codzienności tak, jak wtedy gdy jej na chwilę nie utracimy..
    Np w tej gonitwie za zrealizowaniem drugiego życia.

    Myślę, że lektura tych wszystkich komentarzy jakie się tam pojawiły byłaby wielką terapią.
    Dodaje siły, pokory. Pobudza tęsknotę i chęci.
    Odnawia nadzieję. Daje wiarę.
    Opublikuję tutaj kilka z nich. Wyrywkowo. Choć chciałoby się skopiować wszystkie..

    Pisali różnie…
    Czasami zwyczajnie wróciliby na chwilę pod remizę z młodości..

    „Wymknęłabym się też na dyskotekę w remizie, na którą nie wolno mi było chodzić, żeby postać choć chwile z chłopakiem, w którym się podkochiwałam, a on był starszy, miał pięknie niebieskie oczy i jeździł białym cinquecento.
    Poszłabym też na prawdziwe wagary, takie na cały dzień, ze wszystkich lekcji i siedziałabym za bieckimi murami i patrzyła na pociągi.
    Potem trochę bym podrosła i zaparłabym się na wszystkie świętości, że będę aktorką i zdawałabym do PWST w Krakowie do momentu, kiedy przyjęliby mnie nawet dlatego, żeby nagrodzić upór. I grałabym na tych zakurzonych scenach, które tak pięknie pachną, chowałabym się za kurtyną cięższą niż wszystko, co znam, a po próbach paliłabym papierosy. Więcej papierosów.
    Kupiłabym sobie też sukienkę, która tak bardzo mi się podobała, ale odmawiałam jej sobie wiecznie myśląc o obowiązkach.
    Nie wstydziłabym się śpiewać na Plantach.
    I powiedziałabym mojej przyjaciółce, że jest piękna. Nigdy jej tego nie powiedziałam. Tak mi się wydaje.
    Ale tak naprawdę, to po prostu częściej bym się uśmiechała. Do ludzi.” Gina

    Albo by coś w tej przeszłości zmienić..

    „chciałabym tylko w dzieciństwie nie mieszkać w sąsiedztwie wujka znęcającego nad rodziną…
    chciałabym żeby moja babcia była milsza dla mamy
    żeby rodzice mieli więcej życia dla siebie
    żeby żyli
    mimo to…
    ….dzieciństwo to najpiękniejsze wspomnienia jakie mamy…
    mimo wszystko” Ania

    Jak bym mogła gdzieś tam równolegle żyć innym życiem uszytym na miarę moich pragnień, niespełnionych życzeń to chciałabym wkleić sobie do tego drugiego życia mądrego i dobrego Tatę. Takiego Tatę ciepłego, głaskającego, wyganiającego złych chłopaków z mojego pokoju. Tatę, który by zawsze gdzieś tam był w okularach zaczytany w fotelu, gotowy wysłuchać i łzy zetrzeć zapracowanym kciukiem. Takiego Tatę, który by załatał te moje dziury niekochane i lęki powklejane. Chciałabym też w tym drugim moim życiu częściej uśmiechniętą Mamę i dla niej też więcej przytulania, żeby umiała potem mnie z ramion nie wypuszczać. Żeby ze mną dużo rozmawiać chciała i żeby chciała bardziej i częściej być po prostu w domu, w ciszy, obok mnie. Mniej samotności, mniej złości, mniej krzyku i strachu. Mniej hałasu. Więcej beztroski, rozmów, dotyku dobrego, ciszy, akceptacji, bliskości. A potem jakbym to już dostała to bym wróciła do mojego pierwszego życia. I może bym bardziej umiała tę miłość dawać i przyjmować. I może by mniej się bała, że z kimś za blisko można być i bardziej ufała, że daleko też może być bezpiecznie. I może wtedy byłoby łatwiej być matką i żoną. Ale jakbym to drugie życie miała, to czy w ogóle bym się nad tym zastanawiała?”  Rudbekia

    Tak wiele ludzi, chciałoby przywrócić Komuś życie..

    „W innym życiu byłabym mamą Franka.
    Wrócilibyśmy tu.
    -mama Felka” Marta

    W nowym życiu, tego dnia… odmówiłabym dziecku spaceru po lesie.
    Jaki rozmiar pieluszek potrzebuje dziesięciolatek? Ile kosztuje nowy wózek inwalidzki, sprzęt rehabilitacyjny i ortopedyczny?
    Jak karmić przez rurkę? Jak odsysać drogi oddechowe? Jak przytulić, podnosić, przenosić i masować 30 kg bezwładne ciałko, tak by nic i nigdy nie bolało?
    Znam odpowiedzi.
    A chciałabym być ich nieświadoma.
    Dlatego, tego feralnego dnia, w nowym życiu nie poszłabym z dzieckiem na spacer.
    Nie byłoby diagnozy. Wyroku. Odkleszczowego zapalenia mózgu.” Iw.

    chciałabym być tą samą Martą, córką najwspanialszej mamy na świecie, mamy mądrej, pogodnej radosnej (a nie smutnej, pełnej lęku, depresji, niedocenianej przez męża, schorowanej). chciałabym zabrać ją do restauracji, tak by ktoś inny mógł jej podać obiad, chciałabym zabrać ją w podróż samolotem (bo nigdy nie była), kupić jej piękną sukienkę i buty (bez sprawdzania ceny), przytulić się i być zanim umrze”  mama dziewczyn.

    W tym drugim życiu.. świeżo po maturze.. właśnie wtedy.. w ta pamiętna noc.. pojechałabym inną drogą albo może tą samą tylko trochę wolniej? Może wróciłabym sie po torebkę, która zostawiłam w restauracji? Wtedy nie byłoby tego wypadku, a mój Tata teraz mógłby zobaczyć swoją ukochaną wnuczkę. Myśle, że oszalałby na jej punkcie. A ja może tez byłabym inna osoba, bez wyrzutów sumienia..” Karolina

    Chciałabym …. obudzić się O 5 rano dnia pewnego pięknego czerwcowego dnia dwa lata temu gdy mój mąż wyjeżdżał w podróż Sluzbowa
    Zawsze się budziłem …tym rezem tak nie było …. nie powiedziałam mu ze Go kocham i żeby na siebie uważał ….
    Żyje , pracuje , mam dwie cudowne córki …ta myśl ,ze wtedy nie obudziłam się nie daje mi spokoju
    Nigdy nie wiemy co nas czeka i ze z kimś rozmawiamy ostatni raz
    Życie jest tak kruche”
    Paulina

    A ja w drugim zyciu chciałabym zobaczyć jakie byłyby moje dzieci, gdyby były zdrowe. Jak wyglądałoby życie oparte na wyjazdach na wycieczki, na wakacje, zamartwianiu się czy zdążę wrócić z pracy, żeby zawieźć syna na kolejny wybrany przez niego kurs, warsztaty albo po prostu na imprezę do kolegów. Jakby to było gdybym poszła z najmłodszym do obuwniczego trzymając go za rączkę razem wybieralibysmy wygodne buciki, to znaczy ja bym wybierała, a on biegałby po całym sklepie 🙂
    Kiedyś wyobrażałam sobie synów, jak wracają we trzech ze szkoły. Rozbawieni, przeżywają jakąś grę albo koleżankę z klasy, a potem wygodłodniali wpadają do domu i wpylają obiad żądając dokładki 🙂
    Wyobrażałam sobie też, że już jako dorośli mężczyźni przyjeżdżają do mnie na święta, a ja muszę nakarmić rozbrykane wnuki 🙂
    Jeden syn na pewno wnuków mi nie da. Drugi może być na zawsze zależny ode mnie, w trzecim pokładam nadzieję i żeby mi nie prysła ta nadzieja chucham na niego i dmucham 🙂
    Pozdrawiam wszystkie marzycielki!
    Z niektórymi z Was dzielę marzenia (choć zeszły one na dalszy plan..)” R.

    By nie żałować..

    „Chciałabym być grzeszna, niegrzeczna, niepoukładana, szalona… Żyć tylko chwilą, balować, imprezować, kochać, rozkochać, smakować, uwodzić… Nie spać, nie jeść… Zmieniać pracę, fryzury… Szybko, szybko. Intensywnie. Coraz prędzej. Jeździć jak wariat. Rozbijać się. Zaciągać.Nosić szpilki, mini i stringi. Mieć tatuaż. Mówić co myślę. Nie przeżywać. Nie żałować. Szybko. Szybko. Coraz prędzej. Chciałabym wszystko kim nie jestem. Kim nie będę. Kim nie umiem. Żeby wartość podnieść swą. I docenić. I pokochać. Ale bym żałowała, żem szansę taką zmarnowałam na to drugie życie. Więc chciałabym (jeśli czas cofnąć by można) poznać Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Poznać. Rozpamiętać. Przytulić. Ucałować. Rozkochać się.” Paulia.

    Różne można chcieć życia..

    Otwieram oczy. Zwykły pokój, lozko pietrowe. Za oknem odgłosy budzącego się miasta. Na dole w kuchni gra radio mama chyba już po raz któryś krzyczy: Zuza wstawaj wreszcie bo cie sila z tego lozka wyciągnę.
    Nie chce otwierać oczu, naciaglam koldre na głowę jeszcze trochę pośpię… taki piękny miałam sen. Tanczylam lekko na wielkiej scenie, bili mi brawo….

    Zuuuuza ostatni raz mówię i stracę cierpliwość.
    Mama dziś ma dziwny kolor chyba jest zmartwiona bo widzę ja na szaro… Nie będę patrzeć.
    Uniform szkolny, gdzie moja skarpetka nie naloze bluzki jak nie ma skarpetki …. mammo gdzie skarpetka?!!!!
    Cześć siostra idziemy do kina?.. tak pojdziemy. Może jutro ( dwie kredki prowadzą dyskusję zaciecie)
    Zuuuza za chwile przyjedzie taksowka a nie jadlas sniadania ubierz się wreszcie, krzyczy mama.
    Przy stole w pokoju siedzi siostra a dwaj bracia biegają roznoszac wszędzie zabawki. Asia jest dziś jakas czerwona nie lubię jej jak jest czerwona jest niedobra jak jest czerwona.
    Nazywam się Zuzia mam trzynascie lat, mam zespol Downa, widze ludzi w kolorach
    Chciałabym przeżyć jeden dzień w skórze mojej córki. Czuć, widzieć i zrozumiec jej świat.” Izabela

    Niektórzy żałują, że pozwolili Komuś odejść.. Że nie próbowali wystarczająco mocno. Zbyt łatwo odpuścili..  a może chcieli naprawiać nie tam gdzie naprawdę kulało..

    „Dupek, dupek, palant i egoista, ale największy z niego jednak dupek. Tak myślałam, tak mowilam, ale słowa te rzucone do ściany, do siebie samej przed lustrem i jemu prosto w oczy wcale nie dawały ulgi i wytchnienia. Na serce lżej też nie było. Co tam druga, czy trzecia szansa dawane bez ustanku, łzy w rękach wylane i prozna nadzieja na coś lepszego. Odeszlam bezpowrotnie i ostatecznie. Ze niby wyzwolona i konsekwentna, a teraz łzy nie płyną tylko serce rozpaczą, słowa na wiatr nie rzucane, a w środku żal tlumiony. Człowiek jakiś taki samotny na świecie się wydaje, gdvtymczasem przeludnienie w niektórych momentach. Brakuje tego uśmiechu na przywitanie, tej radości z oczu płynącej. W drugim życiu tak szybko bym nie odpuscila tej drugiej polowce, nie puscilabym ręki która tak przecież kocha, wzrok nie pozwoliłby odejść. Historia jak miliony takich każdego dnia, chociaż wydawało mi się, że spotkało mnie najgorsze zło świata, żyć bez Niego. Po co jednak czekać nadzieja na drugie zycie i na powrót do przeszłości. Po cóż zadreczac się i cierpieć z miłości. Nie będę czekać, oj nie. Wiecie co? Zadzwonię do niego, bez wyrzutów czy tłumaczenia się. Powiem krótko „nie zamierzam czekać do drugiego życia żeby moc znów zobaczyć ta radość i miłość wymalowanw na twojej twarzy” i tylko mam nadzieję że, nie wie o tym konkursie, bo jeszcze będzie mi kazał czekać do tego drugiego zycia” Beata

    I takie piękne klasyczne marzenia..

    „Chciała bym być kowbojem w dalekiej Ameryce ujeżdżać dzikie rumaki. Mieszkać na ranczo takim z prawdziwego zdarzenia, gdzie w domu ogromny kamienny kominek, kuchnia z wielkim stołem i ten bujany fotel na werandzie, obok którego zostawiała bym swoje ubłocone kowbojki, wracając z kilku dniowego spędu bydła. I patrzyła na kolejny zachód słońca przy najcudowniejszym dźwięku, rżenia zmęczonych i szczęśliwych koni, chłonęła bym zapach ich spoconej sierści. Obok mnie pewnie usiadł by mój wierny przyjaciel, pies który dzielił by ze mną trudy i troski codziennego życia. Dumała bym nad dobrze spędzonym czasem i wdzięcznością za każdą chwilę. I zapewne wpisała bym w to moje obecne życie z dwoma synami i tą wyczekaną córeczką w drodze. Z mężem który sprawdza się w każdej sytuacji życiowej i coś czuję, że nikt z nas już by nie chciał wracać.” Marta

    „A ja bym chciała być mężczyzną 😉 ….serio na jeden dzień
    Chciałabym nie musieć golić nóg i móc używać męskich perfum
    Chciałabym nie farbować włosów i nie wklepywać tych wszystkich kremów
    Chciałabym nosić bojówki z wypchanymi kieszeniami i mieć duże tatuaże
    Chciałabym nie mieć dylematów przed szafą i nie nosić modelujących majtek
    Chciałabym podejmować szybko decyzje i nie mieć gorszych dni
    Chciałabym nie beczeć na filmach i nie schylać nad każdym kotem
    Chciałabym podrywać kobiety i chodzić z nimi na randki
    Chciałabym kupować im kwiaty i obsypywać prezentami
    Chciałabym zobaczyć świat oczami mężczyzny…serio ale tylko na jeden dzień”
    aneta.c23

    „Chciałabym tak bardzo bardzo być żoną Elvisa Presleya! Marzyłam o tym gdy byłam nastolatką i teraz znów to marzenie powróciło😁 a ja już mam swojego męża, a Elvisa już nie ma więc jeśli mogę dostać drugie życie to chcę je spędzić u jego boku. Chcę zobaczyć jak to jest żyć z kimś takim jak on, słuchać na żywo jego piosenek, które oczywiście śpiewałby dla mnie, zabawić się do upadłego na niejednej imprezie, a on byłby dobry, najlepszy, najwspanialszy jak to w marzeniach nastolatki bywa🎤🎸❤a któregoś wieczoru sama w domu i zmęczona sławą męża przeglądałabym blogi, znalazłabym ten konkurs i wybrałabym tym razem zwyczajnego faceta i życie na wsi z dala od ludzi🙃” Priscilla

    I Ania co stała się poradą dla czytelniczek… Studentka naturoterapii.
    Ach, ile przy zwykłym konkursie może się nawiązać dialogów. Porad. Pocieszeń. Wsparć.
    Za każdym razem jak dzieciak się rozklejam gdy myślę.. „Jula, Ci ludzie wchodzą na Twojego bloga, to twoi czytelnicy. Ty Ich zgromadziłaś.” Ale aż tylu, aż takich…? Dacie wiarę?

    W moim drugim życiu otworzyłabym aptekę we wsi w której mieszkam. Ale taką inną, niż te, które aktualnie mamy.
    Aptekę dla ciała i duszy.
    Przy samym wejściu postawiłabym kosze pełne ziół. Klientów od wejścia witałyby kwiaty lawendy, mięty, tymianku, rozmarynu, nagietka, rumianku i wiele innych pachnących i skutecznych ziół na wiele dolegliwości. Na półkach, od podłogi do sufitu obok ziół w tabletkach i tych suszonych na napary i herbatki, byłoby mnóstwo naturalnych olejków eterycznych, które świetnie działają na emocje, psychikę ale też wspomagają leczenie chorób fizycznych i odstraszają insekty.
    W mojej aptece byłoby też mnóstwo naturalnych kosmetyków, maści przeróżnych z propolisu i miodu manuka i z żywokostku na obolałe stawy i olejków z wiesiołka, jojoby czy kokosa na problemy ze skórą i probiotyki też by były, takie z prawdziwego zdarzenia,
    Zaraz obok ziół, olejków i kosmetyków znajdowałby się duży dział z homeopatią.
    Na problemy z zasypianiem, na ból gardła, na katar, na grypę, na bóle głowy. Bezpieczne, skuteczne i co najważniejsze bez skutków ubocznych.
    Na tych drewnianych półkach, pomalowanych biała farbą byłoby też mnóstwo witamin i minerałów. Taka zwykła witamina C potrafi cuda zdziałać w wielu dolegliwościach, tylko na łyżki trzeba ją jeść, obok solniczki i pieprzniczki postawić i do wszystkiego dodawać.
    Witaminę D jako naturalną szczepionkę na grypę bym proponowała, żeby już więcej nie chorować. I być przewlekłe zdrowym przez całe swoje życie.
    Leki chemiczne, te które teraz w aptekach królują też by były, ale umieszczone na samym końcu, w gablocie za szkłem, używane tylko w ostateczności….bo medycyna zintegrowana powinna być.
    I książki też bym tam sprzedawała. Wszystkie które przeczytałam i te które czytać będę i polecać innym. Pokazywać, udowadniać, że zdrowie jest na wyciągnięcie ręki, trzeba tylko chcieć do niego dotrzeć. 

    Może nie potrzebuję drugiego życia żeby marzenie swoje spełnić?tylko trochę odwagi i uporu w dążeniu do celu?
    A drugie życie podarowałabym bliskiej mi osobie i wszystkim tym, którzy, bardzo ciężko chorując, jedynie co usłyszeli od lekarzy to, że nic więcej nie da się zrobić.
    A da się….i to naprawdę wiele.
    Bo nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji trzeba walczyć, do końca, wszelkimi możliwymi sposobami.” Ania S.


    I o tym by uważniej słuchać..

    „A kiedy dziadek opowiadał mi jak z krakowskiego wagonami przywozil konie, pił wódkę z królem Cyganów, walczył o Polskę i kochał jako młody człowiek … to teraz spisałabym to wszystko. ” Joanna

    Ludzie, którzy chcą pisać scenariusze i robią to dobrze, ale zupełnie w siebie nie wierzą..

    „W moim równoległym życiu jestem rozwiedziona(choć w realu kocham go bardzo). On ma kogoś, moje przeciwieństwo – przebojową, pewną siebie kobietę a jestem sama. Życzę im jak najlepiej. Mieszkamy blisko. Dzieci na przemian u niego i u mnie. Wreszcie mam czas dla siebie i odpowiadam za siebie. Znów czytam książki o sztuce a nie ulotki z Biedronki. Żeby odreagować zwykłe problemy zwiedzam wystawy, chodzę do kina, odwiedzam teatr, chodzę na koncerty a nie do Ciucholandu. Jestem pewna tego co chcę i co robię. Piszę scenariusze (chyba jeszcze pamiętam jak to się robi). Dobre, proste historie. Podobają się. Spotykam jakiegoś zdolnego chłopaka, z którym pracuje mi się świetnie. Jesteśmy przyjaciółmi i razem zaczynamy tworzyć własne filmy. On jest bezczelny i bezczelnie zdolny a ja trochę chłonę jego zdolności i młodzieńczą beztroski i butności…A zakochuje się we mnie Thom Yorke! Albo Tom Hardy…albo Mads Mikkelsen ;)))” Ozdoba.

    I od Kogoś, Kto nie wie, że nie szanują nas Ci, którym na to pozwalamy.

    „Nowego męża chciałabym w drugim życiu, takiego który by mnie szanował…” Ania.

    I napisała też kilka słów moja najlepsza przyjaciółka..

    „Gdyby spojrzeć na moje życie jako na film reżyserem wstępu mógłby śmiało być jakiś Luis Gonzales z Wenezueli, znany reżyser oper mydlanych czy coś. Tak. Pierwsze 5 lat przynajmniej. Potem długo, długo Smarzowski, żeby zaraz po nim pałeczkę przejęła Szumowska. Teraźniejszość to zdecydowanie twór Kieślowskiego. Zdecydowanie. Coś zmienić? Owszem, ale wbrew ciezkiemu scenariuszowi i mistrzowskiej obsadzie, niezbyt wiele. Mam szczęście, że jestem świadoma.,że wprawdzie powoli,ale sama do wszystkiego dochodzę i nie mam wielkich wymagań. Ani zbyt niskich nie mam. Żadnego doświadczenia nie wymazałabym, nawet najgorszego. Bo doświadczać trzeba, żeby się uczyć ludzi, współczucia dla nich, zrozumienia. Żeby wiedzieć jak nie nienawidzić. Choć są takie chwile kiedy wściekłość zalewa oczy krwią. Uczę się jak zamieniać tę wściekłość w obojętność. Żeby niczemu się nie dziwić. Żeby – na ile to możliwe -się nie bać.
    Nie, raczej nic bym nie zmieniła. Czy chciałabym być na ten przykład, szanowaną biznesłoman w szpilkach czerwoną podeszwą? Mogłabym, gdyby tak być miało. Teraz zakładam czerwoną sukienkę z przeceny w debenhamsie a syn woła -Mamo, pięknie wyglądasz! Co warte więcej? Kiedyś chciałam śpiewać, tak na scenie na poważnie. Teraz nucę coś pod nosem a Kuba mówi -zaśpiewaj jeszcze raz. Mój prywatny bis. Mam to szczęście, że nie zazdroszczę. Nie oglądam się za cudzym życiem. Mam dość roboty z własnym. Ze wszystkim trzeba sobie poradzić i już. Nawet z tym czego najbardziej się boimy. Strach ma wielkie oczy tylko z daleka. Wszystko można oswoić. Życie można by mieć inne, ale czy będzie lepsze? Wszyscy z czymś się zmagamy. Czasami przy wieczorny kieliszku wina popłakuję sobie, że przecież mogłoby być inaczej, mogłabym zrobić to tak a tak. A kiedy wyschnie ostatnia łza, mówię sobie -i tak nic bym nie zmieniła. Mam szczęście znać, być blisko wspaniałych ludzi. Nie, nie że jak 7 wspaniałych. Mam szczęście do ludzi szczerych, uczynnych z poczuciem humoru.
    Nie ciągnie mnie by być „Bóg wie kim”. Wiem ,że na wszystko przychodzi czas, a życie jest tylko jedno i krótkie, więc trzeba się nim cieszyć. Mieć czas do „wpadania w otchłań rozpaczy ” ale generalnie cieszyć się. I tyle.
    Gdybym coś mogła zmienić, chciałabym żeby zachowała się jakaś fotografia mojego ojca. Nawet nie muszę już go poznawać. Bylebym wiedziała jak wyglądał.” Kamila.

    I z wierszem..

    Dziwnie to pewnie zabrzmi, ale w tym drugim życiu chciałabym być ekscentryczną staruszką.
    Starzy ludzie (zresztą tak jak i dzieci) wiedzą jak żyć.
    Bez lęku, barier, poczucia czy coś wypada, oglądania się na innych, w zgodzie ze sobą i wewnętrznym ja gdzieś skrywanym głęboko.
    Byłabym chodzącym wykrzyknikiem wielbiącym cud życia. I nosiłabym się na fioletowo.

    A później.. później chciałabym móc powrócić do swojego życia z tą całą życiową mądrością i nie czekać już ani chwili, tylko być ekscentryczną już teraz… A za motto mieć wiersz Jenny Joseph- Ostrzeżenie.

    „Kiedy będę starą kobietą zacznę nosić purpurową suknię
    Z czerwonym kapeluszem, choć nie pasuje ani do mnie ani do sukni
    I wydam całą rentę na brandy i letnie rękawiczki
    I satynowe sandały, choć może mi zabraknie na masło
    I będę siadać na krawężnikach w chwili zmęczenia
    I podjadać ciastka w cukierni i naciskać dzwonek alarmu
    I stukać moją laską o płot.
    Nadrobię za wszystkie lata mojej poważnej młodości
    Będę wychodzić w kapciach na deszcz
    I zrywać kwiaty w ogrodzie sąsiada
    I nauczę się pluć na odległość.

    Będę nosić okropne bluzki i może się roztyję
    I będę jeść naraz trzy kilo kiełbasy
    Albo tylko rzodkiewkę przez tydzień
    I będę chomikować ołówki i kredki

    Ale póki co muszę nosić ciepłe ubrania
    I dawać dobry przykład dzieciom
    Zapraszać przyjaciół na obiad
    I czytać gazety

    Ale może powinnam poćwiczyć już dziś?
    Żeby ci co mnie znają nie byli za bardzo zdziwieni
    Kiedy na starość zacznę nosić purpurową suknię.”  Tymiankowa.

    I jak Ktoś innego życia nie chce…

    „Gdybym miala drugie zycie, to oddalabym je komus kto go naprawde potrzebuje. Rok temu mialam powazne problemy zdrowotne , byly dni ze nie mialam sily zyc. Nikt nie umial mi pomoc, ale jakas wielka wewnetrzna sila ktora tkwi w kazdej z nas, ( kiedy jestesmy zdrowi zapominamy o niej) oraz milosc moich malych jeszcze dzieci, pokonaly chorobe. Mieszkamy w miescie, ale w przyszlym roku chcemy przeprowadzic sie w gory, zyc w zgodzie z natura.
    Jeszcze pare lat temu pewnie chcialabym byc kims innym teraz lubie byc soba, bo zycie jest tu i teraz.”  
    Klaudia

    A teraz każdemu z Was, marzących o drugim życiu, życzę siły i wiary w siebie.
    Jak nie teraz to kiedy? Drugiego przecież nie będzie.
    Życie to nie konkurs na blogu Julii R..
    A umrzeć i żałować się nie żyło jak się chciało..
    Czyż to nie szkoda? 

    I Kto ma wygrać? Pomóżcie proszę..

    Wygrywa Iw.
    Nagroda pocieszenia dla aneta.c23