„Cześć Julio,
pozdrawiam”
Hej Marleno,
najgorszy jest harmider, zamieszanie, rozmowy, dźwięki. Często wtedy nie spotykam się z ludźmi bo nie mam na to sił, umęczę się a potem powraca z podwójnym uderzeniem.
j.
„Cześć Julio,
pozdrawiam”
Hej Marleno,
j.
przez dwadzieścia lat mojego życia moja Mama miała kiosk spożywczy. na wsi. przy przystanku.
rano przed ósmą opierała rower pod kioskowym oknem i zabierała się za rozkładanie gazet i pieczywa..
i tego roweru najczęściej do zamknięcia nie było.
pożyczał każdy. Ktoś jechał do opieki społecznej, Ktoś do wsi obok po swojskie wino, Inny na pocztę.
rower co jakiś czas naprawiał Tato, albo wymieniał na inny bo psuł się o wiele częściej i szybciej przy takim użytkowaniu.
przy budowie domu kupiliśmy satyniarkę z Makity. potrzebowaliśmy a takiego urządzenia nikt bliski nie miał. wiedzieliśmy, że użyjemy przy budowie, a potem długo nie wiadomo kiedy..
więc mnóstwo naszych znajomych ją od nas pożyczało. bo każdy coś w domu drewnianego ma i postarzyć sobie chciał. przy każdym razie ręka mojemu mężowi drżała, bo to taka jego maszyna wyśniona.
a wiadomo się zużywa, niszczy.. ale oczywistym było, że u nas będzie leżeć w garażu bo swoje już zrobiła.
a tak, może Komuś upiększyć w domu. więc choć trochę było Mu żal to cieszył się, że ma coś co może pożyczyć i sprawić Komuś radość.
dwa lata temu zamieszkała na parę miesięcy u nas w domu moja przyjaciółka z synkiem. Taką mieli sytuację w życiu i byli u nas. Synek – niezwykle mądre, inteligentne, dowcipne dziecko.
Ale przy tym łobuz nieprzeciętny np. wjeżdżał rowerem w lodówkę robiąc dziury.
Gdyby potrzebowali mieszkać u mnie rok, dwa i trzy to byłoby dla nas oczywiste, że ten pokój na poddaszu jest dla Nich. Jest i zawsze będzie. Bo dla Niej dziury w lodowce od mojego dziecka też nie byłyby istotne.
Byliśmy ostatnio u mojej Siostry. dzwoni pracownica męża, że chce pożyczyć auto.
Więc mój Szwagier otwierał dom, Aga brała kluczyki i pojechała. no po co ma stać na placu jak może Komuś się przydać. notabene stary grat.
W niedziele wieczorem auto stało znowu na podwórku i… było wysprzątane tak, że sami nie mogliśmy go poznać.
Dlaczego to piszę…
Bo świat dzielimy na rzeczy i ludzi.
I jak zawsze muszę zaznaczyć, że ja idealna nie jestem. Nie raz z drążącą ręką pożyczam sukienkę czy bluzkę. Nie raz pożyczałam swój ukochany motocykl i teraz ukochanego Mercedesa.
Ale to dobrze. To znaczy, że mamy szacunek. Do naszej pracy, do pieniędzy jakie na to wydaliśmy, do przedmiotów. Można powiedzieć, weź, proszę, ale uważaj bo to dla mnie tak cenne..
Nie ma rzeczy tak drogiej i tak pięknej która byłby ważniejszy niż potrzebujący człowiek. można mieć serce i duszę na ramieniu, ale nie ma rzeczy ważniejszej…
często nie dziś się o tym przekonamy. często i nie jutro. czasami może i nawet nie w swoim życiu..
ale mogą się o tym przekonać nasze dzieci..
nasze dzieci może dostaną od Kogoś coś co my daliśmy dziś.
często zdarzy się, że pożyczymy, Ktoś zniszczy, nie odda, odda w koszmarnym stanie..
ale ja nadal pożyczam i pożyczać będę.. i nikt i nic mnie nie zniechęci. tego nauczyli mnie rodzice..
lecz… czy Oni mnie tego uczyli.. nie.. Oni to po prostu robili a ja na to patrzyłam.
ostatnio mieliśmy problem z autami. choć stoi kilka gratów na podwórku (serio gratów) to ciągle coś któremuś się psuło. i jak była ważna potrzeba to akurat nie ma czym jechać.
Mój Szwagier i Szwagierka mają dwa nowe auta. za każdym razem kiedy potrzebowałam na siłę wciskali mi kluczyki. do tych nowych, wypucowanych pięknych aut.
ja się broniłam, a Oni dzwonili jeszcze przed północą by powiedzieć, że bardzo chcą nam pożyczyć. że wręcz się obrażą jak nie wezmę..
oddawałam zawsze z zatankowanym bakiem, a jak nie zdążyłam to wkładałam pieniążek do schowka.
a jak nakruszyliśmy to odkurzałam i sprzątałam.
Nie raz w życiu mam miękkie nogi jak pożyczam Komuś coś dla mnie pięknego, ważnego i cennego..
ale wiem jedno…
świat dzieli się na rzeczy i ludzi..
bez względu na to co masz nigdy nic nie zastąpi człowieka. tylko dla drugiego człowieka warto robić cokolwiek, choćby po nocach szyć urwane ramiączko sukienki.
i nigdy nie zapominamy, że możemy pożyczać dzięki temu, że otaczają nas od pokoleń do dzisiejszego dnia ludzie, którzy każdego dnia pożyczają nam.
przedmiotów, czasu, serca i siebie.
mamy ogromne szczęście do wspaniałych ludzi.
a my na 60-te urodziny mojej Mamy, kupiliśmy Jej rower z silniczkiem.. bo nadal jak szalona robi po 70 km dziennie..
Nigdy nie chciała mieć drogich wakacji i super auta. Moja Mama zawsze chciała mieć rower i ludzi.
Kiedy byłam mała moja Mama miała sklep. Spędzałam tam sporo czasu.
Na początku na wyjadaniu słodyczy, a później już na zastępowaniu Mamy by mogła jechać do dentysty lub pilnie poplewić w ogródku.
Wyczytywałam wówczas wszystkie gazety. I pamiętam takie w nich testy…
Jeżeli na więcej niż 8 pytań (było 10) odpowiedziałeś „tak” to znaczy, że…
i tutaj następowało milion różnych ocen naszej osobowości, skłonności do chorób itp..
do dziś widuję takie na profilach niektórych osób na facebooku. tych z większą ilością czasu i dość dużym poczuciem odprężenia podczas zakreślania bądź zaznaczania odpowiedzi..
i choć dziś takich testów nie robię to myślę, że w niektórych z nich było dużo prawdy.
jest za to taki jeden, który powtarzam jak mantrę.
często mówię ludziom gdzieś na prędce. wymieniam i już. bez liczenia ile procent odpowiedzi było pozytywnych.. każdy sam już sobie w głowie odpowiedzi kreśli..
sprawa jest bardzo prosta i banalna. pewnie niektórzy pomyślą, że wręcz głupia i świat tak naprawdę nie wygląda. a ja już mocno wiem, że wiele rzeczy i dni wygląda tak jak my je postrzegamy.
kiedy całe dnie i tygodnie myślę i zadręczam się w kółko ile to ja mam pracy, jak jestem do tyłu ze wszystkim, jaki tu bałagan to w końcu te analizy zaczynają rządzić moim życiem.
wstaje i one już są. czekają by mnie znowu udręczyć..
to ja wtedy w tych myślach je przeganiam i uparcie jak tę mantrę ten test..
i jak ze wszystkim w życiu, to co wspaniałe nie przychodzi łatwo i szybko.
trzeba dać temu czas i mocno pracować..
zaczynamy…
czy jesteś zdrowy?
czy masz jedzenie w lodówce i perspektywę ciepłego obiadu?
czy popłacone podstawowe rachunki? te które dają wodę i prąd?
czy wieczorem kładziesz się do łóżka i śpisz w nim do rana?
czy Twój kraj jest wolny od wojny?
czy masz ciało które pozwala Ci pracować?
czy posiadasz umysł, który rozwija myśli i jest w stanie tworzyć?
czy kiedy jesteś spragniony możesz nalać sobie szklankę wody?
czy Twoje życie jest wolne od tortur psychicznych i fizycznych, znęcań się nad Tobą?
czy Twoje ciało jest wolne od ciągłego, nieustającego bólu?
czy Twoje oczy widzą a uszy słyszą?
już wiesz , prawda?
odpowiedz jest bardzo prosta..
jeżeli odpowiedziałeś na pytania „tak” to znaczy, że posiadasz wszystko by być zwyczajnie szczęśliwym.
by iść po spełnianie marzeń, by dążyć do wytyczonych celów, by mieć powody do radości.
do tego by machnąć ręką i wypierać z siebie drążące beznadziejną dziurę czarne myśli.
do tego by nie zmarnować żadnego dnia, bo nic w życiu nie jest dane raz na zawsze..
i gdy przyjdą gorsze nastroje, powiedzieć głośno „żesz cholera jasna! żeby czas tracić na takie wyimaginowane problemy! jak mi tutaj dzieci rosną, pościel na sznurku się suszy, bomb na głowę nikt nie zrzuca!”
żesz cholera jasna!!!
banalne, oczywiste? ale czy nie w rzeczach najprostszych tkwi największa prawda?
można też powiedzieć… to nie takie proste jak się wydaje.. wszystko to mam, ale głowa mówi co innego i trudno ją przestawić..
a zaczęłaś coś zmieniać ?
jak długo ?
ile czasu temu poświęciłaś ?
taka prosta sprawa…
zacznij od tego..
kiedy pojawia się w głowie myśl.. narzekająca, niezadowolona..
nie rozwijaj jej, nie zagłębiaj się w nią. od razu szybko wypieraj dobrą myślą. i tą dobrą jakiś czas pielęgnuj.
usilnie powtarzaj dzień w dzień. wytrwałości.
zobaczysz, że po miesiącu Twoja głowa sama zacznie poranek od dobrego nastawienia..
po prostu wejdzie w krew i wypełni Twoje życie.