o czym?

_DSC0124 _DSC0126 _DSC0158 _DSC0150 _DSC0132 _DSC0136 _DSC0148 _DSC0118

każdego dnia powstaje w mojej głowie kilka postów. najczęściej wtedy, gdy choć chwilę mogę pobyć sama ze swoimi myślami.
gdy jadę autem, gdy stoję pod prysznicem. ale potem przychodzi dalszy ciąg zawirowanego dnia i nawet nie mam jak zapisać myśli.. a zaraz ulatują i najczęściej nie wracają.. przychodzą nowe, inne.. 
tak mi szkoda, że na to pisanie czasu mało, a prawie wcale..
jak już czas znajdę, to piszę szybko i nigdy nie poprawiam, nie wracam. siadam i ciągiem piszę, a potem klikam „opublikuj”.
może jak wyślę do szkół średnich z internatem dzieci, to będę mieć wieczory na pisanie… na lampkę wina i będę się jak w filmach spoglądać w okno, a potem napiszę kilka zdań.. przemyślę, słowo jedno skreślę, zastąpię innym, lepszym.. może kiedyś..
a teraz gdy dzięń od świtu do nocy  po brzegi wypełniony uciekają myśli..

o tym, że mówię ostatnio przy śniadaniu, że założyłabym taką gazetę, w której byłyby same dobre wieści, a przede wszystkim ludzkie sukcesy. myślę, że jedną z najpiękniejszych rzeczy w życiu, jest oglądać ludzkie sukcesy. jak się im udaje, jak dążą ciężko do celu i cel osiągają. uwielbiam. serce wtedy tak rośnie. począwszy od tego gdy wychodzimy z kina po filmie „Bogowie” po ostatni reportaż w „expresie reporterów”, ktory jest o pięknej idei, o pomocy, o odrodzeniu. 
móc podglądać ludzkie sukcesy, to niewyobrażalna radość. wtedy mam wrażenie, że mogę góry przenosić.
patrzę na te moje pociechy i myślę, że każdy dzień Matki z dzieckiem w domu, to wielki sukces.
bo czy Ktoś z nas wie, czy nie szykuje teraz mleka z płatkami Komuś, kto na stare lata poduszkę nam poprawi i choć na chwil parę przy łóżku naszym usiądzie, włosy nam poczesze.. to najpiękniejszy sukces. wychować człowieka..
przy tym śniadaniu mąż stwierdził, że ludzie dziś o złym chcą czytać.. a ja wiem, że pustki by były na półkach w kioskach na rogu.. po prostu wierzę w ludzi.. że o dobrym chcą wiedzieć..

czasami te myśli co uciekają, to o tym, jak wszystkie dzieci z przedszkola wychodząc krzyczą „Mama!”, „Babcia!” a moje dziecko krzyczy „O! Julka po mnie przyszła!”…

i o tym jak mówię do mojej siostry ostatnio „wiesz, gdy budzę się w nocy i pada deszcz, krople uderzają o okna dachowe, to ja nie śpię, na siłę nie śpię, bo tak mi szkoda tego tracić. tak uwielbiam ten stan. ciemno, ja pod ciepłą kołdrą, cisza, a za oknem wiatr, deszcz.. tak mi wtedy dobrze..” a Ona na to „mam identycznie! potrafie pół nocy nie przespać, tylko słuchać i się delektować tym deszczem na dachowych oknach…”

albo o tym, że do szału doprowadza mnie mój ukochany, jak otwiera nową pastę do zębów, gdy poprzedniej jest resztka.. bo nie chce mu się wyciskać.. a Kto przepraszam starą wyciśnie?! Hugo z lasu?!?

i o tym, że nie skończyłam żadnych studiów i nigdy tej decyzji nie żałowałam.

i do tych co piszą „nie stać mnie na taką spódnicę za 300zł”, żeby w tym czasie gdy zostawiają komentarz, poszukali materiału na allegro,  zanieśli do sąsiadki krawcowej.. to będą mieć za 70.. żeby ruszali głową zamiast biadolić.

o zorganizowaniu z dwójką dzieci.. że jest o niebo lepsza niż z jednym.

i,  że nie wyobrażam sobie chodzić po domu w czymś innym niż w dresie.
o tym, że lubię też „m jak miłość” i nie słucham „trójki”, choć za wartościową uważam.

ale zawsze najbardziej chce napisać o tym, że turlałam się z moim dzieckiem na trawie. po południu. w niezwykle ciepły, jesienny dzień.. od tarasu do płotu i z powrotem. to był naprawdę udany dzień, choć ciasto marchewkowe mi się nie dopiekło..

_DSC0083
_DSC0094 _DSC0101 _DSC0085 _DSC0097 _DSC0073 _DSC0049 _DSC0051 _DSC0046 _DSC0105 _DSC0167 _DSC0061 _DSC0060

śpiworek Benka – Fresk (firma bliźniacza dwellstudio, która jest jedną z moich ulubionych, więc i ta stanęła na wysokości zadania).
fotelik – Navington
wózek – Mima
Tosi bluza – Bibi Dreams. moje dziecko 70% czasu jest w dresie.. wieś ma swoje uroki 🙂
Benka bluza – Gray Label

wesele mojej M.

_DSC0512 _DSC0513 _DSC0516

a bazylika była piękna.

monumentalna i dostojna.
jakby na tamten dzień właśnie zbudowana.
On jak szedł miał nogi jak patyki.
prawie do nieba głową sięgał.
Ona w złotych włosach miłość rozsiewała.
wszystkie buzie w chórze za amboną, otwierane jak w wierszach u Tuwima.
i brawa, które dudnią o mury.. niosą się jak najlepsze wieści.
stałam w drewnianej ławie i łzy wielkie o posadzkę uderzały.
a każda z nich to widok Jej..
gdy na peronie z kanapkami na mnie czekała.
gdy łóżko posłane zawsze dla mnie miała.
jak pod oknem w klasie siedzi.
widzę wyraźnie jak spod pomnika na rynku na mnie zerka.
i z parkietu zawsze schodziłyśmy ostatnie.
widzę drogi po których na zlot motocyklowy mkniemy.
i Ją w moim rodzinnym domu przy niedzielnym śniadaniu.
a kolejna wielka łza gdy spada…
to wtedy gdy dzwonię kiedy mi źle, a Ona obowiązki, plany rzuca i pakujemy torby,
gdy znowu zmieniam miejsce zamieszkania.
widzę tak wielką miłość naszą, przy tak skrajnie różnych poglądach religijnych.
to jak bardzo kocham Ją za Jej wiarę, a Ona kocha mnie za mój całkowity jej brak.
kiedy doszli już do ołtarza widzę jeszcze..
Ją.. w sztruksowych spodniach, wełnianym swetrze jak śpiewa w kościele, na próbie gospel.
i ja w dzwonach siedzę w króżgankach, piszę smsy i czekam na Nią..
jak podnoszę głowę mruga do mnie okiem..
po jakże pięknych 17 lat miałyśmy…

dziś wciąż widzę to Jej mrugające wielkie niebieskie oko..
przyjaźń z liceum ma w sobie jakąś wielką siłę, która potrafi przez całe życie prowadzić razem, choć już dzieci i śluby…

a potem te Jego nogi jak patyki, parkietem zawładnęły…

_DSC0558 _DSC0592 _DSC0601 _DSC0524

zdjęć na aparacie brak.. kilka z początku i z 4ej rano dwa 🙂 

takiej zabawy było mi trzeba.

taki poranek

_DSC0478 _DSC0476 _DSC0481 _DSC0467 _DSC0466 _DSC0479
mój syn postanowił dorosnąć. 

nie być już małym dzidziusiem co całą dobę przesypia, a zacząć zwiedzać świat.. a chociażby dom w którym przyszło Mu mieszkać.
i tak sobie postanowił, że będą to poranki. no bo jak Tośka do przedszkola idzie to trzeba Matke własną czymś zająć.
i najlepiej sobą w roli głównej właśnie..
i tak całe rano się nosimy. i to nie, nie w pozycji poziomej. musi być pionowo. 
i tak jest fajniej, sama mi to Mama pokazałaś..
i tutaj teraz taki chór dobrych rad następuje od wszystkich… nie noś, bo będziesz nosić już potem cały czas.
o tak! właśnie po to to robię. noszę swoje dzieci z premedytacją.
Ben kiedy nie spał to leżał i patrzył. nie płakał, nie marudził. leżał. i ja wtedy Go od razu cyk, na ręce.
Tosię przenosiłam całe Jej dzieciństwo. bo kiedy dziecko nauczy się chodzić, a raczej od razu biegać to na rękach być juz nie chce.. to krótki czas tego noszenia..
i czy ja mogę sobie na to pozwolić bardziej niż inne matki..? nie. mam wielki dom do sprzątania, obiad do ugotowania, 3 letnią córkę, która bajek oglądać nie chce, a bawić się razem. mam sterty prania, zakupy, gości, bloga, męża i wszystko inne co prawie każda kobieta na macierzyńskim. i noszę. bo lubię. bo chcę. bo uważam, że to jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie mogę dać swoim dzieciom. bliskość.
tak sobie wymyśliłam, że ta bliskość w noszeniu daje dziecku w późniejszym życiu pewność siebie, odwagę, poczucie bezpieczeństwa.. mierząc swoją dorosłą miarą tak sobie wydedukowałam.
tak jak ze wspólnym spaniem.. 
trzeba zadać sobie tylko jedno pytanie.. wolisz zasypiać sama czy z kimś Kogo kochasz, Kto jest Twoją ostoją?
to co może czuć mały człowiek, który dopiero pojawił się na świecie i wszystko jest dla Niego nowe, dziwne i często przerażające.
dokonuję tylko pewnych wyborów. pranie, pełny zlew, paprochy pod kanapą nie uciekną, a czas niemowlęcy mojego dziecka pędzi nieubłagalnie. i nawet gdy jest kosztem niezrobionego obiadu (choć zupa dla Tosi musi być!) to nie robię z tego dramatu.
noszę moje dziecko. godzinami. uwielbiam ten czas. czasami zakładam opaski uciskowe na nadgarstek bo był złamany, czasami boli i potem noszę dalej. 
nie wiem czy to prawda, co sobie w tej swojej głowie wymyśliłam. nie wiem czy moje dzieci nie zbłądzą w życiu, nie będą w permanentnej depresji.. nie wiem. ale dziś tak sobie myślę, że to noszenie całe przedpołudnie , a potem wieczór ma wielki sens. jeden z największych w rozwoju naszego dziecka.
a udowodnili, że noszenie dziecka stabilizuje prace jego serca.. więc ma to wszystko jakiś cel.
tak to jest w życiu, że jeden może dziecku dać więcej na edukację, inny mniej a jeszcze inny wcale.
jeden może dać dziecku na wakacje w Hiszpanii, inny w Porębie Wielkiej a jeszcze inny wcale.
ale jest taka jedna rzecz, którą możemy dać wszyscy po równo. bliskość.
i to ona będzie największą wartością jaką można podarować dziecku na całe Jego życie.

_DSC0494

a te wakacje w Porębie wspominam z wielkim sentymentem. 97 rok. powódź, a my z okien listy wyrzucamy w butelkach..

i na koniec foch!

_DSC0491

*zaznaczam, że tekst to jest moja opinia i tylko moja. nikogo do niej nie namawiam i każdy robi jak chce.

potwór rzutkowy – trendysmyk.pl (to jest teraz najczęsciej maglowana zabawka w ostatnim czasie. tylko ta jedna czerowna nam się traci gdzieś uparcie!)