budowa drewnianego domu

zdj?cie-1
zabieram się do tego posta jak pies do jeża.

dlatego zawsze miałam jedynki z polskiego, bo na zadany temat ja pisać nie potrafię!
a temat zadany jest bez dwóch zdań, bo codziennie dostaję dziesiątki maili z zapytaniem o dom. nie jestem w stanie nawet na połowę Wam odpisywać.. za co bardzo przepraszam. postaram się tutaj opisać ogólne zagadnienia
bardzo proszę Was o zadawanie pytań w komentarzach, wtedy opisując stworzymy bazę większych informacji.
odpowiam na 6 najczęściej zadawanych pytań. o resztę pytajcie proszę w tych komentarzach. komentarz widoczny po zatwierdzeniu.
i nie, nie.. te zasłonki w kuchennych szafkach to tylko chwilowe, mamy na drzwiczki kupione deski ze starej stodoły, tylko czasu mężowi brak i te szmatki tak na chwilę wiszą.. są mega niepraktyczne odpowiadam od razu 🙂
a stół w kuchni to nogi z ikei, a blat mąż zrobił w jedno popołudnie..

dlaczego drewniany dom?

wychowałam się w takim. mój Tato pobudował taki sam. przez kilka lat. wprowadziliśmy się do niego gdy ja miałam dwa miesiące.
innych zatem ścian nie pamiętam i nie mam we krwi. myślę, że z takiego domu się nie wyrasta.
było to dla mnie oczywiste. 
taki dom pobudowała moja siostra.. tzn.. Ona tak jak i ja jedynie wstawiła garnki do gotowych szafek 🙂
Jej dom pobudował Szwagier mój a Jej własny mąż, wraz z pomocą mojego Taty.
Mój Adaś również zakochany w drewnie jest od zawsze, choć On korzeni drewnianych nie posiada. Przyszło Mu gdy w czasach studenckich opiekował się chatką w górach.  robi nam genialne meble do domu. jest perfekcjonistą jak mój Tato.. może dlatego tak się lubią.. 
Dom drewniany to natura. Zupełnie inny klimat. Do takiego domu nie da się przekonać, trzeba to po prostu czuć.
Uważam, że wielkim błędem jest budowanie domu z bala, a ocieplanie go z jakiejkolwiek strony. 
My posiadamy grubość bala 22. moja siostra ma 16 i jest on również bardzo ciepłym domem. zaznaczam, że nie ma żadnych dociepleń. bal z dwóch stron i sznur u nich wbity pomiędzy (na zdjęciach na blogu gdzieś tam to widać).
zacytuję Wam ważny jak nie jeden z najważniejszych plusów domu drewnianego..
„Domy drewniane jako te budowane z surowca naturalnego regulują samoczynnie poziom wilgotności wewnątrz.  Uzyskany w ten sposób mikroklimat w środku domu jest nie do odtworzenia w innych technologiach.  Udowodniono też wiele przypadków wyleczenia alergii i innych dolegliwości za sprawą olejków eterycznych, które wydziela drewno, nie wspominając o zwykłej poprawie samopoczucia mieszkańców takiego domu.  
W Państwach, gdzie drewniane domy są szeroko rozpowszechnione, statystyczny użytkownik tych domów żyje kilkanaście lat dłużej!”

projekt:

często pytacie skąd mamy projekt, gdzie go kupiliśmy. 
projekt jest z naszej głowy. wiedzieliśmy co chcemy, jakie są nasze potrzeby.
otóż chcieliśmy koniecznie przestrzeń z dołu po dach (po krokwie), most na górze między pokojami,
biuro, otwarty cały dół i wszystko to co mamy.. 
jest kilka rzeczy, które dziś byśmy zmienili, ale to podobno nie ma takiego co by niezmienił..
dom ma 300 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej.
piwnica:
duża pracownia stolarska męża, moja pracownia, pralnia, pomieszczenie przygotowane na saune i jacuzzi, kotłownia.
cała piwnica posiada ogrzewanie podłogowe.
parter:
salon, kuchnia, biuro, łazienka, przedpokój. ogrzewanie podłogowe.
piętro:
sypialnia (z wanną ), łazienka (mała z dwoma umywalkami i ubikacją), garderoba, dwa pokoje dziecięce, mały przedsionek przed sypialnią. ogrzewanie na grzejnikach.
wszystkie nasze pragnienia zamknęła w projekt pracownia HIKO, był to ich pierwszy projekt domu z bala i poradzili sobie doskonale. żadnych nie mamy zażaleń a jesteśmy baaaardzo wymagający.

ściany zewnętrzne:

pytacie jaka firma budowała dom. otóż firma mąż i Tato. 
jest w Poslce dużo firm budujących domy z bala, jednak my jeszcze nie spotkaliśmy takiej, która byłaby na prawdę dobra. nie widzieliśmy takiego projektu, a szukaliśmy dużo (znaczy szukał mąż).
może wynika to z tego, że mężczyźni w naszej rodzinie mają wielką wiedzę na ten temat i są baardzo wymagający.
kiedy mój Tato przyjechał na plac budowy, gdy stawiali nam ściany zewnętrznę to się złapał za głowę i nie wierzył, że Ktoś może łączyć jętki z krokwiami na śruby 8. kazał im zmieniać to na dwie dwunastki. 
tylko dla prawie wszystkich ludzi zamawiających takie domy to czarna magia, tak jak i dla mnie..
firma, która postawiła nam ściany zewnętrzne ma 99% zadowolonych klientów..
bo.. ludzie nawet przyjeżdzając na plac budowy nie wiedzą za bardzo jak ma to wyglądać, co dla mnie jest zrozumiałe zupełnie. skąd informatyk ma wiedzieć jak łączyć krowkie z jętkami.
dlatego firmy stawiającej cztery ściany zewnętrze nie będę linkować. była okej, ale chciałabym polecać tylko firmy za które w 100% mogę ręczyć i z których jesteśmy zadowoleni.
zresztą była to też firma, ktora pierwszy raz stawiała dom bez ociepleń. tzn, każdy budujący dom z bala ociepla go z jednej ze stron. dla nas to było oczywiste, że dom z bala dociepleń nie ma i po to się go buduje. mieliśmy wobec tego większe wymagania w związku z uszczelnieniem między balami. przyjechali, poprawili.
no zdecydowanie byliśmy ciężkim klientem. wymagającym i z wiedzą.
firma powiedziała nam, że nikt z klientów nie szlifował domu, a my  wyszlifowaliśmy sobie w swoim zakresie (ten zakres to mój mąż) cały, łącznie ze ścianami na zewnątrz.
szlifowanie trwało dwa miesiące każdego dnia, dzień w dzień.
myślę, że ogromną, ale to ogromną wiedzę na ten temat posiada mój Szwagier, postawił taki dom sam od a do z.

podłoga:

to pytanie zadawane średnio 8-10 razy dziennie 🙂
podłoga na dole w salonie i kuchni.
jest położona na ogrzewanie podłogowe. sprawdza się idealnie. jest do tego przystosowana.
nie była tania, ale zdecydowanie warta tej sumy. najlepiej wydane pieniądze przy tym domu.
podłoga jest z drewna dębowego, olejowana.
mój mąż przy budowie i rok przed siedział każdego dnia, ale to każdego od 22ej do 2ej, 3ej w nocy szukając firm, czytając..
muszę pokłony wielkie Mu złożyć, zaimponował mi bardzo tym co zrobił. tym jaką zdobył wiedzę, jak trafnie powybierał, jakie decyzje podjął. np oczyszczalnia wody w domu. wydatek przy budowie nieduży a kabina prysznicowa jeszcze nigdy nie miała kropli wody z kamieniem na ścianach, czajnik nigdy kamienia nie widział… z kranu prosto do picia..
ale do podłogi powróćmy..
firma przysłała nam 30 różnych kolorów z tego co im mniej więcej nakreśliliśmy.
jest więc to kolor indywidualny, myślę, że gdyby Ktoś z Was chciał taki sam, to podajcie nazwisko nasze a będą pamiętać jaki to był.
firmę polecam z  ręką na sercu. bardzo fajna ekipa.
te firmy to masa czasu wyszukiwania, dlatego podziękowania wielkie dla mojego męża, że tutaj się z nami tym dzieli.
to długie miesiące Jego poszukiwań, telefonów, rozmów, wybadanych tematów.
firma (usunięta z racji tego, że już jej nie polecam. Nie udźwignęli ilości zamówień i ich standard koszmarnie się odmienił).
podłoga na górze to deski sosnowe, potraktowane satyniarką i olejowane.

cegła:

również ciężko wyszukane przez mojego Adasia. 
robiona ręcznie. stara od pokoleń cegielnia.
cegła Kraśnik.
zaprawa  jest wapienna – naturalna. to też było ważne.

olejowanie:

cały dom jest olejowany, nie ma grama farby. miało być naturalnie więc jest.
pytacie o odcień desek i bali w domu. są olejowane delikatnie na biało.
mieliśmy rewelacyjną firmę z olejami. fachowe doradztwo, pomoc przy wszystkim, odpowiedzieli na milion pytań naszych, dostarczyli wiele próbek. 
firma madrona.
firma tylko sprzedaje oleje. olejowaliśmy sami. tzn mąż i Jego koledzy trwało to trzy tygodnie.

koszt:

a to drugie pytanie po podłodze 🙂
nie jestem w stanie podać Wam kosztu takiego domu.
to jest tak bardzo zależne od tego ile robicie sami, ile firmy zewnętrzne..
u nas np mój mąż był na budowie ponad pół roku od 8ej rano do 1ej w nocy.
pomagał mój Tato, który na budowie zamieszkał. 
On zrobił całą górę (odeskował 450 metrów kwadratowych, ściany działowe. firma zewnętrzna chciał 50 zł brutto za metr) schody, odeskowanie do okien. myślę, że jego pracę można wycenić na jakieś minimum 60 tysięcy złotych.
taką samą robotę wykonał mój mąż. koledzy męża pomagali nam dzielnie. Teściu odwalił masę pracy.
z racji znajomości męża mieliśmy wszystkie firmy zewnętrzne po znajomości. ale to takiej wielkiej. na samym betonie zaoszczędziliśmy 15 tysięcy. piwnica, dach, elektryka, rekuperacja, alarmy, tarasy to wszystko firmy znajomych, ktore liczyły nas po kosztach albo jeszcze mniej bo robiły z mężem interesy.
myślę, że gdyby Ktoś do wszystkiego chciał firmy zewnętrzne to ten dom kosztowałby grubo ponad milion.

wiem, że to marna ilość odpowiedzi na to co Was nurtuje, więc umówmy się, że odpiszę w komentarzach na każde pytanie Wasze.
zawsze pytając wcześniej męża, Szwagra i Tatę.. bo moja wiedza jest malutka..

szczęście.

_DSC0260 _DSC0275 _DSC0328 _DSC0310 _DSC0264
_DSC0268 _DSC0331 _DSC0280

budzę się w białej, pachnącej, niewyprasowanej pościeli. nie za bardzo nawet pamiętam gdzie mam żelazko, a i deskę do prasowania wydałam… 
podnoszę głowę i zerkam w lewo. od brzegu śpi mój mąż. na brzuchu. na tym białym prześcieradle wygląda jak murzyn. spod rękawa wystaje mu tatuaż. i chociaż wiem, że zaraz dostanę szału, bo poranki są dla Niego ciężkie, to lubię tak na Niego popatrzeć..
niestety nie mogę się przytulić bo zaraz obok, a pomiędzy nami leży Ben. wielki Ben. leży i patrzy. tak ma, że jak nie śpi to leży i patrzy. nie płacze to dziecko prawie w ogóle..
o rany!!! jak mogłam to napisać?
to Ty nie wiesz, że On jeszcze da ci w kość. zobaczysz. teraz ci śpi, ale zaraz zaczną się kolki, noszenie.. jak ja uwielbiam to podejście ludzi.. zamiast sie cieszyć, że jest dobrze, to trzeba już się smucić, bo przecież będzie gorzej… a tu masz Ci los! nie będzie.. a tyś głupi się nasmucił i czas zmarnował..

bo jak będą kolki i noszenie, to choć padnę nad ranem na twarz.. muszę Cię rozczarować.. nie będzie mi gorzej..
wiesz dlaczego? 
bo za oknem będzie zima. śnieg, szaruga, deszcz albo wiatr. w domu ciepło. grube skarpety na stopach.
w lodówce pełno, rachunki popłacone, zdrowie w naszych ciałach i przede wszystkim umysłach (choć nad tym w swoim przypadku się zastanawiam).
a pode mną, kołysząc dziecko (które będzie darło się w niebogłosy) będzie skrzypiała podłoga, gdy kolejny (a może już setny raz) przejdę od okna do okna…
On nad ranem zaśnie, a ja zrobię sobie mocną kawę. i rozczaruję Cię… nadal będę szczęśliwa, bo to tylko kolka..
a dzieci mają to do siebie, że rosną.
a Ty jak chcesz widzieć kończący się świat przez tę nieprzespaną noc, to przecież możesz… a Kto Ci broni?
a dalej.. obok Bena Tosiulka leży, co przyczłapała w nocy i mi ciągle kołdrę skopuje. a ja lubię pod nos być przykryta.
odgarniam te Jej loki i całuję po pulchnych łapkach. lakier Jej z paznokci schodzi.
i leże sobię ja…
na wprost mam 4 okna. za oknami piękną, jesienną ścianę lasu. niebo też widać.
za trzy minuty zadzwoni budzik. wstanę by przygotować Tosi śniadanko, ciuszki do przedszkola. 
ale zanim zejdę to przewinę Benia. oczy mi się jeszcze kleją.
czwarty raz powtarzam „Adaś wstajemy” i choć już mówię to donośnie, to wiem, że położył się nad ranem, bo ciężko pracuje.

ostatnio gdzieś w internecie przeczytałam wpis anonimowego czytelnika…
że Ona w tego bloga nie wierzy. w to moje przekolorowane szczęście…
że teraz jest mi jeszcze dobrze, bo drugie dziecko małe, ale ja się jeszcze przekonam..

w pierwszym powinnam przyznać Jej rację.
kiedy budzę się rano.. w tej białej, niewyprasowanej pościeli, muszę uszczypnąć się kilka razy, bo też w to szczęście nie wierzę..
a szczęście to nic innego jak stan umysłu, a nie wieku naszych dzieci…

_DSC0410 _DSC0377 _DSC0360 _DSC0362 _DSC0367 _DSC0432 _DSC0425 _DSC0385 Julia _DSC0417 _DSC0344

Tosi śpiochy (teraz już wiem z instagrama o co pytacie najczęściej) – next.
sukienka Tosi – Troizenfants
wózek – Navington 50

Kto do cholery?

kiedy miałam 23 lata wylądowałam na chirurgii w Pszczynie. piętro szóste. wyrostek. pamiętam, że operował mnie niezwykły lekarz. Grzegorz Kielan. i kiedy o 2ej w nocy robili mi gastroskopie, a ja umierałam ze strachu, trzymał mnie za ręce jak własny Ojciec. biło z Niego takie ciepło i spokój. cudowny człowiek. 
z samego rana do szpitala wpadła Mama. kiedy tylko się dowiedziała. najszybciej jak Matka potrafi.
w ciągu zaledwie chwili zamiast koło drzwi, leżalam w innej sali pod oknem. i miałam już zapełnioną szufladę szpitalnej szafki dwuzłotówkami do czasomierza od telewizora. 
w nocy przyniosła sobie wielki fotel z korytarza, i czuwała nade mną. podawała, poprawiała. 
a miałam już 23 lata..

kiedy miałam 27 lat zerwałam z chłopakiem, którego bardzo kochałam. jednak racjonalne uczucia nie pozwoliły mi z Nim być.
każdego wieczora, po powrocie z pracy kładłam się w swoim mieszkaniu, na sypialnym łóżku i dzwoniłam do Mamy.
płakałam Jej w słuchawkę. a Ona cierpliwie słuchała i pocieszała.
kiedy krótki czas po tym zakochałam się do szaleństwa w Kimś innym (tym Kimś był Tato Antki i Benka) również spędzałyśmy wieczory na telefonicznych pogaduszkach.. jakże w innym nastroju.
a miałam już wtedy 27 lat.

kiedy miałam 28 lat urodziłam córkę. zdrową, kochaną dziewczynkę. Mama radziła co robić przy wysokich gorączkach, jak najwygodniej namydlić Ją do kąpieli i że koniecznie na dwór. każdego dnia na dwór z dzieckiem. czuwała nad Jej snem bym ja z mężem mogła odpocząć w spa, w kinie czy na kolacji.
miałam wtedy 28 lat..
miałam też 31 gdy przyjechała na długie tygodnie opiekować się tą moją córeczką , gdy ja poszłam rodzić synka.
31 lat…

kiedy mam 31 lat, jeden miesiąc i 17 dni dzwonię do Niej z zapytaniem o te pączki co się robiło z serków homogenizowanych. te takie na szybko, bo gości będę mieć za chwilę.
mam 31 lat, jeden miesiąc i 17 dni. mam Mamę!

powiedzcie mi do cholery jasnej!!! Kto rości sobie prawo na tym świecie zabierać dzieciom Mamy?! Kto do cholery?!!

kiedy miałam 8 lat do miejscowości obok przyjechało wesołe miasteczko.
kilka karuzel rozstawione między blokami. koniki, autka, loteria, krzywe lustra i strzelnica.
było lato. żar z nieba lał się ogromny. każdy ociera z czoła pot i szukał cienia.
w największym słońcu była ta  karuzela najlepsza. krzesełka na łańcuchach.
kręcę się piąty raz z kolei. przy barierce stoi Mama i za każdym razem, gdy przy Niej przelatuje mocno sobie machamy.
Mama ledwo stoi bo tak Jej słabo od słońca, ale za każdym razem gdy już wyłania mi się zza okręgu uśmiecha się najszerzej jak potrafi i mocno macha..

nie ma na świecie większej siły i potęgi niż Mama. więc powiedzcie mi do cholery, Kto  czuje się tak bezkarny i wszechmogący by zabierać dzieciom Matkę?!

58077d4813c7bbc32a5e021cfba808fd