wyprawkowy tydzień – dzień trzeci/do czytania

_DSC0193 _DSC0196 _DSC0207 _DSC0222 _DSC0126 _DSC0129

jestem zwykłą mamą, jak miliony innych Mam. różnimy się pewnie poglądami, cierpliwością (bo ja mam jej mało), ilością dzieci, obowiązków, większą lub mniejszą pomocą od męża czy rodziny… ale Mamą jak prawie każda, taką co kocha swoje dziecko nad życie.
i ja jeszcze do tego mam tak, że lubię bardzo swój czas. taki z dzieckiem też jest oczywiście mój, ale już bardziej nasz. a ja lubię mieć swój. wtedy odpoczywam. nie tyle od dziecka, co od tego permanentnego „włączenia”, bo jak jesteś z dzieckiem to musisz być włączona ciągle. nastawione ucho na „siku”, „jeść”, „choć Mama”, „chce farby” i tak nieustannie przez 24 godziny na dobę..
w nocy zrywam się jak szalona z łóżka, gdy usłyszę najdrobniejszy dźwięk.. bo może spadła z łożeczka, a może noga Jej się gdzieś zaplątała, a może kocy nie tak… Mama nie odpoczywa. Mama jest. Całą sobą, myślami, czynami i sercem.
ale są takie dni, kiedy jestem tylko dla siebie. i uwielbiam je niezwykle. wtedy Tata Tosinki wraca wcześniej z pracy, bawią się, kąpią, piją mleko i usypiają. Ja wtedy idę do kina, na sałatkę z przyjaciółkami, na zkupy.. gdziekolwiek.. zamykam drzwi za sobą, wsiadam do auta, włączam muzykę najgłośniej jak się da i jadę. a Oni niech robią co chcą. 
czasami jadę w piątek. do Warszawy. na cały weekend. śpię u przyjaciółek, gadamy do nocy.. a jak wstaję to nie dzwonie od razu z pytaniami „a jak spała? a czy jadła?”… nie. skoro nie dzownią to jest wszystko dobrze. w końcu zostawiłam Ją pod najlepszą opieką jaką może wymarzyć sobie Matka dla swojego dziecka. dzwonię koło południa i najczęściej nie proszę Jej do telefonu, bo Ona by sobie przypomniała i zatęskniła, a tak bawi się w najlepsze. 
Kocham moje dziecko nad życie. ale kocham również bardzo życie swoje. i bym mogła bez żali i pretensji spełniać się w pierwszym, musi występować drugie. 
Mój mąż (konkubent podobno) jeździ na motocyklu crossowym. wyjeżdza często na całą niedzielę, na całe weekendy czasami… i może dlatego, że wciąż może pielęgnować pasje jest mu w tej rodzinie z nami dobrze.. (taką mam nadzieję, bo tak czasami nam mówi)
dziecko przewraca świat do góry nogami, poświęcamy się bez reszty.. tylko, że w tym szaleństwie nie można zrezygnować z życia własnego.. oczywiście jeżeli Ktoś czuje w tym pełnie szczęścia i spełnienia to jak najbardziej…
ja również na początku macierzyństwa nie potrzebowałam nic więcej.. ale potem kiedy dziecko mi rosło również pomyślałam, że chcę mieć coś swojego. swój prywatny, własny okrąg. większość tego koła wchodzi w zbiór rodzinny, ale chce mieć kawałek mojego.. tylko dla mnie.. bez dzieci, męża, obiadów… chcę się zrobić na bóstwo i skupić całą uwagę tylko na swoich przyjemnościach.. a one wcale nie muszą być wielkie.. wystarczy mi gdy siedzimy w ogródku u Mani mojej, po sąsiedzku wpada nasza Kasieńka i klachamy (to po śląsku gadamy) do rana.. potem się wyśpię, i wracając autem do domu śpiewam na światłach do udawanego mikrofonu innym kierowcom w autach, jak nastolatka..

czasami jak zamykam oczy to widzę taki obrazek…
rano. bieganina po domu. czy wszystko spakowane. gdzie legitymacje? czy wzięliście to rzeczy co na suszarce wisiały? a Ty masz klapki? czemu nie spakowałaś klapek? jedziesz w nich? niewygodnie Ci będzie. chcecie bananay też na drogę? 
Adam, wstawaj! dzieci trzeba odwieźć. Tata już ładuje auto? a widzisz, znowu go posądziłam, że śpi. 
Rany, Benek, co tam jeszcze grzebiesz? Tocha, ile tych książek? wychodzimy. raz, raz, bo nie zdążymy.
zajeżdzamy na plac przed szkołą. autobus czeka, policja sprawdza stan autobusu i stan kierowców. Tata przekłada plecaki.
dzieci już robią akcje pt „Kto z kim siedzi”, bo wczoraj ustalili, ale do dziś zmieniło się o cały wszechświat, przecież tamta tamtej nagadała, że ona nie chce, a wczoraj chciała i podkochuje się w Stasiu,a  mówiła, że nie, to po co nie gada prawdy?
potem ściskam Ich najmocniej jak potrafię. Tosia przykleja się na dłużej, Ben mówi „mama weź, obciach”, to ściskam Go mniej.
macham im bardzo długo gdy siedzą już za szybą. czy wzieli na pewno kąpielówki – zachodzę w głowę. tak, sprawdzałam przecież trzy razy…
kiedy autobus znika za zakrętem przytulam się do męża, a potem wykrzykuję „Yes! Yes! Yes! wolność!!!”
wpadam do domu, odpalam muzę na full i tańczę po domu. dwa tygodnie wolności, spania do południa, nikt nic nie chce, nikt nie kruszy na desce do krojenia, nie zostawia butów na środku przedpokoju! nie jęczy, nie marudzi i nie stęka! wooooolność!!
podgłaszam jeszcze bardziej i tańczę przed lustrem śpiewając:
„Listen Baby…
Ain’t no mountain high
Ain’t no valley low
Ain’t no river wide enough, baby
If you need me call me
No matter where you are
No matter how far
Don’t worry baby…”

tak! tak! tak! dzieci na wakacjach! jak dobrze!

po godzinie biorę telefon do ręki i dzwonię…
– no, gdzie jesteście? nie jest za ciepło? autobus klimatyzacje włączył..?  

Matka jest Matką do końca życia. nawet jak już ma nadzieję, że jest sama dla siebie…

https://www.youtube.com/watch?v=EGBXIK5TZjs

Czytaj dalej „wyprawkowy tydzień – dzień trzeci/do czytania”

muzeum mojego Taty

_DSC0248 _DSC0242 _DSC0241 _DSC0237

jedni mówią, że wychowanie ma największe znaczenie. inni, że to tylko geny i nic innego nie ma na nas wpływu.
kiedyś myślałam, że ten dom to priorytet, że to nas kształtuje najmocniej. dziś zmieniam mocno zdanie.. myślę, że wiele w nas już po prostu jest.. ale bez względu na to, jedno jest pewne… wyjątkowo jest wychowywać się i dorastać w domu z pasją.
kiedy miałam lat 10, może 11, mój Tato zaczął kolekcjonować antyki. nikt wtedy u nas jakoś mocno nie darzył ich uczuciem, nikt z nas nie drążył, nie doceniał.. ja byłam dzieckiem, moja siostra panienką, a Mama mówiła, że trzeba kupić nową pralkę a nie kolejne stare radio czy wagę..
mijały lata. długie lata. a On bezustannie zbierał, kupował, czyścił, remontował, dawał nowe życie. zimą palił im w piecu.
dbał o każdą drobnostkę, w dłoniach jak trzymał, to jakby cały świat tam miał, taka radość na Jego twarzy się malowała.
a jak opowiada, jak oprowadza to jakie historie, jakie anegdoty, żarty (choć czy z Niego taki wielki żartowniś…? 🙂 )..
jedni życie przeżyją podróżując, inni biznesy robią, Ktoś książkę napisze… a mój Tato ratuje przed zapomnieniem.. taki dom starców dla nich ma… i dba, by nie chorowały. leczy. a jak On potrafi.. On te starocie jak Religa swoich pacjentów.
czy coś z tego ma…? tylko satysfakcję i kilka „dyplomów”. kiedyś coś marzył, by więcej par oczu mogło zobaczyć z czego składa się cep… bo przecież „proste jak budowa cepa”… a z czego, to już nikt nie wie. ano z bijoka, dzierżoka, kapicy i troka. proste.
ale świat taki, że do przodu pędzi.. mocniej i mocniej.. czy Kogo co obchodzą „stare graty”..?
mamy skarbów wiele. zdjęcie rodziny browarów żywieckich.. jakich w muzeum w Żywcu nawet nie mają.
telewizor Belweder w stanie lepszym o wiele, niż w muzeum techniki..
pierwsze wydania takich czasopism jak „bluszcz”, „przyjaciółka”, do których pisała Konopnicka.
patefony z pięknymi tubami. pianina, kredensy, maszyny spalinowe. niewyobrażalna ilość drobnostek..
chyba nikt nie zdołałby nawet tego spisać..

tej pralki Mama się doczekała nowej, my podrosłyśmy, Tacie mocno broda posiwiała.. a starocie ciągle z Nami i dziś już nikt sobie nie wyobraża jakby to było bez nich. przecież to takie oczywiste, że jak Kto w nasze progi wchodzi, to po kawie do muzeum idziemy.
Tata fajkę zapala i opowiada..
o tym, że z takiej butelki to pierwszą ćwiartkę swoją w życiu pił, że tutaj to maszyna do obierania jabłek, a to… zagadka nie do odgadnięcia.. jeszcze się taki nie znalazł co by zgadł… a to pułapka na muchy. wyciąg z muchomora się tam lało.
zdjęcia te to kropla w morzu tego co mój Tato zgromadził…
teraz zbiera narzędzia, takie co by kuźnię mógł starą na wsi postawić.. i czasami młotem walnąć, by ludzi z otępienia obudzić.. 😉

jutro dzień Taty.. życzę każdemu dziecku, by mogło wychowywać się przy Tacie (rodzicu) z pasją.
a Tobie Tato dziękuję, że jesteś tak wyjątkowo ciekawym człowiekiem, a ja mam tę przyjemność przy Tobie być… 

Mamie należy podziękować za wyrozumiałość, cierpliwość i zrozumienie Tacinych potrzeb w pielęgnowaniu swych pasji.. 🙂
_DSC0263 _DSC0259 _DSC0256 _DSC0252 _DSC0245 _DSC0243 _DSC0233 _DSC0224 _DSC0227 _DSC0230 _DSC0214 _DSC0211 _DSC0201 _DSC0216 _DSC0221 _DSC0222 _DSC0204 _DSC0188 _DSC0185 _DSC0180 _DSC0192 _DSC0182 _DSC0179 _DSC0193
_DSC0251

na zmartwienie przyjdzie czas.

nie wiem czy to się da tak jakoś zmierzyć. obliczyć, objąć, zważyć, podzielić i wyciągnąć sumę..
ile dobrego, a ile złego jest na świecie. czy to od dołu czy od góry zacząć..
ile tego jest naprawdę a ile nam wmówiono? ile brakuje a ile zatajono?
i chyba nigdy nie znajdzie się śmiałek mądry taki co to zliczy..
znam natomiast pewne słowa, co to kiedyś ksiądz Twardowski powiedział..
że mało gdzie można poczytać o Matce, która codziennie znosi wózek z czwartego piętra, by wyjść z dzieckiem na spacer, ale za to wszędzie przeczytamy, że Ktoś zabił ciotkę.
czy Ktoś znalazł taką gazetę lub dziennik telewizyjny zatytułowany „dobre wieści”?
i ja nie mówię o wojnach, głodzie,  biedzie.. chce o tym wiedzieć, chce mieć możliwość pomocy, być świadoma. ale nie chcę się tym karmić.. chcę oglądać filmy Smarzowskiego i nie spać przez to po nocy.
tyle mamy dziś blogów, tekstów napisanych.. o tym gdzie Mamy w sposób niezwykle barwny, zabawny a czasami i przez łzy piszą o trudach macierzyństwa. ja jeden taki czytam. uwielbiam notabene.
jednak każdy z nas, sam wyznacza swoją drogę. moja droga jest właśnie taka.
i jakkolwiek blog ten jest słodki, przesłodzony i aż mdły od słodyczy.. muszę Was zasmucić.. taki będzie.
taki był, jest i dopóki będę go pisać, taki będzie..
i nawet gdy nadejdą trudniejsze dni, ja zakończę swojego posta zdaniem z nadzieją.
Ktoś mi pisze „dziewczyno zejdź na ziemię”. O nie! Moja Droga! tylko nie to.
zbyt ciężko pracowałam i pracuję, by być tutaj gdzie jestem. i nie mówię o rzeczach materialnych a tych w głowie.
tego jak nauczyłam się postrzegać życie, świat. swoje szczęścia jak i nieszczęścia również.
bo każde z uczuć, zdarzeń jakie nam się przytrafia, można przeżyć na dwa sposoby.
można szczęście zbagatelizować, uznać za naturalne, przejść obojętnie.
można nieszczęście do rozmiarów największych rozdmuchać, cały świat poruszyć swoją tragedią.
a inny.. z dobrej ilości cukru i cytryny w herbacie, zrobi niebagatelne wydarzenie.
z troski i problemu, taki tam kłopot nieduży.
i ja z tego swojego nieba na ziemię schodzić nie chcę.. 
poprzez stan swojego umysłu jesteśmy w stanie zrobić sobie raj. ciężko się na to pracuje. każdego dnia.
nie raz się upada. wątpi. brak sił i wiary… wtedy często lub najczęściej podnosi mnie mąż i Mama.
to tacy ludzie, którzy mówią „rozejrzyj się dookoła! z czego robisz problem? żyj dziewczyno! żyj! dwie ręce zdrowe masz.”
mówią jeszcze „na zmartwienie przyjdzie czas”.. nawet gdy już źle.. to uważają, że na prawdziwe zmartwienie przyjdzie czas i nie ma co za wcześnie głowy sobie zaprzątać..
Kiedyś moja Mama w jednej z kopert z wynikami badań znalazła taką informację… o śmiertelnej chorobie. że ją ma.
od dawna i będzie bardzo ciężko. kiedy schowała ją do koperty spowrotem, podniosła oczy i powiedziała nam… – ja? ja nie mogę być chora –  i poszła do ogródka pielić..
a kiedy pytaliśmy co dalej? odpowiadała „na zmartwienie przyjdzie czas”.. choć zmartwienie już wtedy było wielkie, dla pewnie wszystkich, to byłby w jakimś sensie koniec świata, wyrok..

a Ona powtarzała wciąż o tym zmartwieniu.. że na razie go nie ma… i walczyła każdego dnia z chorobą.
i czy mnie jest w życiu jak w raju..? nie, mnie jak prawie pewnie każdemu z Was.. tylko ja widzę lub chcę widzieć tylko dobre strony.. bo życie jedno nam dali. i czy Kto za nas umrze? nie. to czemu nieszczęścia mamy się doszukiwać, budować i przepadać w nim bez zastanowienia i na ślepo?
cóż można u mnie zobaczyć..? dobry, zaradny mąż, zdrowe dziecko, dom, spełnienie… i każdy pomyśli… co Ona wie o życiu.. 
a no wie dużo… tylko buduję swój świat na dobrych chwilach, momentach, uczuciach..
a o złych.. nie pamiętać, wyrzucać i iść dalej… bo trują od środka, gnębią i wszystkiego pozbawiają.
a jeżeli Kto zazdrości, to niech głowy zazdrości, bo to Ona buduje nasz świat.
głowa moja niezbyt mądra.. szkół nie pokończyła zbyt wielkich, tytułów przed imieniem nie noszę, mało co osiągnęła ta moja głowa… ale jedno mi w niej się tłucze bez ustanku i zagłuszyć się nie da… żeby o tym dobrym, bo złego i tak wystarczająco dużo..
a nikt za nas nie umrze, więc i żyć nie pozwólmy nikomu za siebie… Ty jesteś panem swojego losu. dobrego losu.
_DSC0540

kiedyś pisałam posta o tej chorobie Mojej Mamy.. można przeczytać tutaj – siła.