
Wczoraj miała miejsce premiera kolekcji jesień/zima w Pan Pantaloni.
Jak co sezon niezwykle miło mi zaczynać testy ubrań wraz z Nimi.
Kolejny raz swetry merino kradną moje serducho. Są tak lekkie, miękkie, miłe dla ciała a przede wszystkim ciepłe… – tutaj.
Piękne kraty w tym roku w dziale spodni – tutaj. Brulee i Chezkers – mmm miodzio! Jeżeli zrobią coś z tego materiału dla Mam to jestem pierwsza do zakupu!
Jak zwykle wygodne czapy i getry które mogą być na nadgarstki oraz na kostki. Szaliko-golfy też z merino. – tutaj.
Spódniczka sztruksowa i sukienka w kratę ze zdjęć (super wygodne) – tutaj.
Nie ma na zdjęciach bluz, które mamy i są super! Materiał i wygoda. Tutaj.
Myślę, że Pan Pantaloni przez te wszystkie lata wypracował sobie taką opinię, zaufanie, że nie trzeba dodawać zbyt wiele. U mnóstwa z Was jest tak, że przychodzi nowy sezon i czekacie na kolekcję PP aby ubrać w nią dzieci. Wcale się nie dziwię.. Od kilku lat nie zmienia się w ich jakości nic, a wręcz przeciwnie.
Merino które doszło jest zjawiskowe. Można otulać gołe ciało i czerpać przyjemność.
z blaszanej puszki.
Kiedy miałam 15 lat, odbyłam swoją pierwszą samotną wyprawę do Hiszpanii.
Autokarem z przesiadką w Nicei. Nie było telefonów komórkowych. Autobus pierwszy się spóźnił, zatem musiałam poszukać innego. Nie znając języka.
W Barcelonie na szczęście Rafał czekał cierpliwie na mnie, bo przecież jakimś muszę dojechać.
Rodzice w domu siedzieli jak na szpilkach oczekując na wieści od Rafała..
Że Oni mi na to pozwolili.. Szok!
Ale, Rafał wtedy pracował w czekolaterii „Valor” i mam kilka pięknych metalowych puszek właśnie stamtąd.
W tych puszkach jakieś różne bibeloty zebrane..
Dziś szukałam czegoś ważnego i powpadało mi w ręcę. Jak się uśmiałam z niektórych..
Najbardziej z tych, których pokazać nie mogę, bo moja siostra by mnie udusiła gołymi rękoma!! :)) A potem jeszcze sztylet wbiła sto razy dla pewności, że na pewno już nie żyję i nie zrobię tego drugi raz..
Zatem zacznijmy od mojego rodzinnego domu.
Jeszcze nie zarośnięty drzewami. Lat temu 34. Rodzice na werandzie. Justynka na płocie z powiewającą kitą. Przed tarasem malwy.
Ale zanim dom powstał, była sobie Ela. Tutaj ze swoimi rodzicami. Babcia Adela i Dziadek Stasiek.
Był sobie też Andrzej. Ze swym Tatą. Dziadek Józek. Chyba sianokosy. No i ciągnąca się przez całe życie, jak utrapienie największe – nadwaga mojego Taty.
A jak już się spotkali, to nie czekali długo i śluby zawzięli. Sierpień 1977. W tym roku była 40 rocznica.
Urodziła się Justynka.
A potem dołączyłam ja.Tutaj siedzę na cosobotnim wietrzeniu pościeli. Z moją ulubioną małpą. I Justynka z rodzicami. Mama wiecznie młoda. I ja z buzią brudną od czekolady.
I tak nam się w czwórkę żyło. I z pianinem Justynki. Ja mam spodnie z kotkiem. Justynka z a’la żabotami.
Mówi, że jak byłam mała to mnie bardzo kochała. Jak nas Mama pięknie wystroiła. Dziś nie powstydziłby się takich zdjęć modowych sam magazyn „Milk”.
Nigdy nie byliśmy normalną rodziną. Tutaj kulig sankowy z naszym kucykiem Bartkiem. Jak widać Justynka, chyba z kuzynką Moniką chcą się posikać ze śmiechu. Mama jak zawsze wystrojona do koloru.
Tutaj zjazd rodzinny.Jakieś 10 lat temu. Tata nadal walczy z nadwagą.
Tutaj moi koledzy z moją Mamą. Odwiedzili Ją w sanatorium, bo jechali na zlot motocyklowy w te same strony. Podobno wszystkie koleżanki Jej zazdrościły. Lat temu może 16. Maciek i Szymek.
I ja z moim Szwagrem. Moje naturalne włosy oraz mój Simson Enduro na którym zaczynałam kiedy miałam 8 lat. Który to może być rok…? Może 99?
Kilka lat przed moimi rodzicami, na Śląsku pobrało się tych dwoje… Uwielbiam to zdjęcie. Mroźna zima wtedy była. Moi Teściowie.
Dzięki temu, ten mały okrągły ryjek mieszka dziś ze mną pod jednym dachem i wyruszamy w podróż jaką te dwie pary ze zdjęć już przeszły..
A to zdjęcie musiałam też dołączyć. Moja przyjaciółka Kamila. Rok 1997. Czyli 20 lat temu.
A można by podpisać „trendy na jesień 2017”.. Płaszcz ze strychu od ciotki Józki. Kama skróciła sobie sama. Sweter też ze strychu. Podobno strasznie drapał.
Moja piękna! 
na dachu

Pojechaliśmy na moją rodzinną wieś, bo Tata brał udział w zawodach.
Poplotkowałyśmy z siostrą na tarasie.
Odwiedziliśmy z Dziadkiem nasze pole na odludziu i weszliśmy na dach.
Dzieci wciągnęliśmy na linie. Dookoła pusto. Cicho. Dziko.
Babcia powoziła rikszą.
Na chwilę zanurzyliśmy się w kurzu na rajdzie.
A teraz zakatarzeni odnajdujemy rzeczywistość..
