trochę drewna, trochę liny..


Znalazłam zdjęcia w laptopie. 
Robione już kilka miesięcy temu. Ale, że się tutaj tak gnieździły to dodaję…
Huśtawka i domek dla lalek od Asi z Arte Aria Artesania.
Wyobrażacie sobie dziewczynę z piłą, szlifierką i wszystkim tym co jest potrzebne do stworzenia tych przedmiotów? Piękny widok..
I do tego te blond długie włosy.. Chude nogi w skórzanych spodniach..
Ach!

Już widzę, że pytacie.. 🙂
Plakaty Myśliwskiego, są na moje specjalne zamówienie (z racji mojej miłości do Niego) w firmie babafu.pl

oldskul


Napisała do mnie „kiedy Jula robimy zdjęcia?”
I jak na zarobione Matki poszło nam z tym ustaleniem terminu nawet sprawnie.
Monikę znam od 3 lat. Obserwuję Jej rozwój w temacie fotografii.
To jak się pnie do góry, jak wygrywa kolejne konkursy, jak uczyła się po nocach sama i jak wyjeżdżała na kolejne szkolenia…
Dziś sama takie szkolenia prowadzi, robi bajkowe sesje, które można zobaczyć TUTAJ i TUTAJ.
Jest piękną, uśmiechniętą kobietą pełną pasji i miłości do tego co robi.
I choć Jej sesje bajkowe przyprawiają człowieka o ciarki na ciele z wrażenia, tak ja odpisałam..
„Z wielką chęcią Monia, ale ja chcę takie wiesz, kowbojskie na piachu. Taka Ameryka.”
Zatem jak na wszechstronnego fotografa przystało odrzekła, że jakie tylko chce takie mi zrobi..
Czy muszę dodawać, że spełniła moje marzenie…?
Na szybko wybiegałam z domu, wrzucając na oślep do toreb ciuchy z garderoby, pojechałam bez makijażu i w lusterku w aucie pomalowałam jedynie rzęsy i usta jedyną szminką jaką mam…
Szukałyśmy piasku dwie godziny jeżdżąc autem… Jako, że zgłodniałyśmy a na tych wsiach były tylko sklepy monopolowe, to na kolanach Monika robiła kanapki z suchego chleba, sera i parówek jakie w tych sklepach znalazłyśmy..
Pełne tobołków na bosaka pielgrzymowałyśmy po tym piachu..
Do kolan w rzece, która miała chyba -50 stopni..
Pytają mnie dla Kogo lub po co robiłyśmy sesję… Dla siebie i swojej przyjemności..
Od kiedy prowadzę bloga ( i kilka lat wstecz) mam tych zdjęć dużo. Może bardzo dużo. Swoich, dzieci, życia, domu…
Ale są takie etapy w życiu z których nie mam ani jednej fotografii… Bardzo ubolewam..
Dbajcie o to. Nie przesadzajcie. Bardziej żyjcie niż fotografujcie, ale żyjąc nie zapomnijcie choć odrobinę uwiecznić.
Dzięki Monia, swoim okiem za aparatem spełniasz marzenia.

„liść” – historia niesiona wiatrem


Tak mi się trzęsą ręce, że dziś zostawię tylko kilka słów – wybaczcie.
To jedna z chwili na którą czekałam z największą niecierpliwością w swoim życiu.
Dziękuję Wam za Nią, bez Was nie było by tej chwili.
Książka „liść” – TUTAJ.

_______________________________________

Partnerzy:
Dziękuję firmom, które chciały wziąć w tej przygodzie udział.
Effiki (kiedyś Effii) – dla mnie to nie firma, to serce tego bloga. Była pierwszą z którą nawiązałam współpracę. Dziś właścicielka jest moją przyjaciółką i choć czasu mamy mało to nigdy nie zapomnę ile dla mnie zrobiła.
5-10-15 – to dla mnie zaszczyt, że taka duża firma dostrzegła taką Julię. Pokazuje, że za korporacją kryją się fantastyczni ludzie.
Muppetshop – to obok Effii kolejna marka, która rozpoczynała ze mną świat blogowania.
Mijają lata a my nadal w przyjaźni i czymś o wiele większym niż współpraca.
Pink No More – uwielbiam za chęci, kreatywność, wieczny uśmiech, który się po prostu w tych mailach widzi. Od lat ze mną.
Muzpony – chętni do działania ze mną od kilku lat. Słowni, profesjonalni, konkretni, nie tracąc przy tym naturalności i serca.
Tublu – czasami uśmiejemy się z właścicielką w mailach z moich głupot, bo nie raz z zabiegania coś piszę bez sensu, albo miało iść do Kogoś innego. Bliscy moim realizacją i potrzebą.
Titot – i Ci którzy ocieplają nasze stopy, a wiadomo, że od stóp i od głowy wszystko co najważniejsze.
Działający w wielu przedsiewzięciach godnych polecenia, tym bardziej mi miło, że dołączyli i do nas.

Dziękuję firmie PRE-tekst za kolejne ogarnięcie mojej książki. 
Profesjonalność, pamięć o moich zdawkowych informacjach, idealne odczytywanie tego co w mojej głowie…

oraz Drukarni Colonel – jeżeli kiedyś zamkniecie zakład, ja przestane pisać. 
Jechać tam to jak odwiedzać swój dom.