
czasami piszę o tym, że moje dzieci nie chorują. piszę to z wielką pokorą, bo wiem, że nic w życiu nie jest dane raz na zawsze.
uważam, że katar i kaszel nie jest chorobą. zapytujecie mnie zatem często w mailach co robię, że nie chorują..
myślę, że 99% naszego zdrowia to geny. mogę jednak napisać czym się kieruję i co uważam za ważne.
zaznaczam jak zawsze, że to tylko i wyłącznie moje zdanie i kwestia przekazanych przez mamę wartości.
po pierwsze jestem ogromnym, wielkim przeciwnikiem antybiotyków. na szczęście trafiłam na lekarza dla moich dzieci, który dobrze zna moje zdanie na ten temat i mocno mi w tym pomaga.
robimy wszystko by ich uniknąć.
źródło mojej opinii wywodzi się od mądrości mojej Mamy. z wykształcenia jest pielęgniarką. u nas na wsi na zastrzyk trzeba jechać do miejscowości obok. od kiedy pamiętam wszyscy przychodzili do Niej.
w niedziele rano rozchodził się krzyk dziecka. w sobotę wieczorem jeździła rowerem do starszego dziadziusia, albo autobusem szkolnym się zabierała. robiła zastrzyk, autobus zbierał dzieci i Ją w drogę powrotną. potem na jednej nodze jadła śniadanie i pędziła do pracy.
nigdy nie chciała pieniędzy. dostawała jajka, kurę, królika…
ale ja nie o tym…
nie raz zdarzało się, że odradzała zastrzyków i radziła co można zrobić w zamian.
nie wszyscy słuchali, ale jak Ktoś się zgodził to wracał po dwóch tygodniach z bombonierką w podziękowaniu.
kiedy dostajecie antybiotyk to zawsze gdy poddajecie to w wątpliwość zróbcie badanie krwi. takie badanie to grosze, a nie faszerujecie dzieci niepotrzebnie. antybiotyk jest potrzebny i działa tylko gdy jest to bakteria.
skutków ubocznych od antybiotyków jest zbyt wiele by nie podchodzić do tego poważnie i tylko w kryzysowych sytuacjach.
staram się przykładać zawsze swoją miarę. nie idę ślepo w rady lekarzy, choć wybieram takich którym ufam.
Tosia miała zimą tego roku przez 4 miesiące kaszel. co miesiąc szłam na badanie czy nie rozwija się to w coś groźniejszego.
raz robiłam prześwietlenie i badanie właśnie krwi, które wykluczyło bakterię.
chodziła do przedszkola normalnie. taki rodzaj kaszlu. trwał i trwał. przyszła wiosna i przeszło.
zastanawiałam się nad uczuleniem, ale nawet gdyby było, to badania uczuleniowe u dziecka zmieniają się co chwilę i mało kiedy są prawdziwe.
przy tym kaszlu najważniejsze to opukiwanie. smarowałam maścią i opukiwałam dłonią w łódeczkę. plecy i klatkę piersiową. ważne by dziecko było w lekkiej pozycji głową do dołu. żeby schodziło z oskrzeli. pamiętajcie o tym przy kaszlu.
ja jestem często zakatarzona więc dzieci łapią ode mnie. niestety.
maść majerankowa jest najważniejsza wtedy (u niemowlaków jak najbardziej). smaruję co chwilę pod noskiem.
maść majerankowa jest także cudna dla niemowlaków na rozgrzanie. klatka piersiowa i stopy. tylko uwaga! brudzi i ciężko doprać.
o tyle cudowna, że wszystkie inne maści rozgrzewające są od szóstego miesiąca życia.
kilka kropel amolu na ubranie na wysokości piersi. ewentualnie na poduszkę.
nie mogę też spokojnie przechodzić obok przegrzewanych dzieci. nigdy się nie wtrącam i nie zwracam uwagi, bo to nie mój interes i też nie chciałabym by Ktoś mi radził. czasami widzę tych ludzi w poczekalniach. mają zdjętą czapkę, rozpięty płaszcz a dziecko w foteliku, w kombinezonie i czapce. serce mi się kroi. albo w domu 20 stopni a dziecko w długim rękawie.
jestem zwolenniczką „lepiej zmarznąć niż się spocić”. procentuje na przyszłość.
spanie na dworze. wychodziłam z dziećmi zawsze do -10 stopni. czasami Tosia spała dwie godziny na dworze przy takiej temperaturze.
nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie.
codziennie świeże powietrze! deszcz nie deszcz, zawierucha nie zawierucha. i spanie na zewnątrz przy przeziębieniu.
tylko przy gorączce nie wychodzimy na dwór. na katar najlepsze jest spanie na dworze.
jemy lody przy przeziębieniu.
staram się nie panikować. przy dużej gorączce czekam. zawsze czekam trzy dni, jeżeli nie widzę niepokojących objawów.
kiedyś przeczekałam 4 dni przy 39-40 stopniach. zbijałam na przemian co dwie godziny. po czterech dniach poszłam do lekarza a piątego dnia wyskoczyła wysypka. czyli trzydniówka, która przeciągnęła się na cztery dni. na szczęście mam cudowną lekarkę, która jak zawsze patrzy na wszystko bez paniki i próby zaspokojenia mamy lekami.
zbijanie wysokiej gorączki kąpielą. robiła to nie raz moja Mama. zbija się wodą niższą o dwa stopnie. nie zimną, nie letnią!
wodą zaledwie kilka stopni niższą.
badanie na pasożyty! są przyczyną kaszlu, niespokojnego snu i miliona innych objawów.
mało Kto je robi swoim dzieciom, a są niezwykle częste i odpowiadają za choroby, których przyczyn szukamy zupełnie gdzie indziej.
pytaliście dużo o atopowe zapalenie skóry u moich dzieci. jak sobie z tym radzę.
Tosi minęło po trzech latach. nasilało się latem. głównie jest uczulona na swój pot i łzy. wiązałam wysoko włosy, bo ma gęste i łatwo się pociła. jej ciało strasznie reaguje na ugryzienia komarów, musimy mocno uważać.
U Benia odkryłam w tym roku, że to uczulenie na suche powietrze (może na kurz).
zaczęło się w tamtym roku w październiku i w tym roku tak samo. październik to miesiąc w jakim włączamy ogrzewanie.
idelanie u nas sprawdza się (po milionie kremów) La Roche Posay Lipikar AP+. bardzo grubo smaruje na noc.
u alergologów byliśmy kilkunastu. w styczniu. żaden z nich nie powiedział nic sensownego. i myślę, że trudno im coś powiedzieć.
tylko i najlepiej może odnaleźć przyczynę Matka, która jest cały czas z dzieckiem.
jeżeli oczywiście nie jest to sytuacja krytyczna. wiadomo lekarz wtedy konieczny.
ale moi Drodzy, to tylko, tylko moje opinie i moje przekonania, które mi się sprawdziły.
a każde dziecko jest inne i każdy musi odnaleźć swoją drogę.
z racji dużej ilości maili, udało mi się napisać te kilka słów o zdrowiu przy tym nawilżaczu.
dostałam ponownie propozycję od marki Stadler Form by przetestować nawilżacz Oskar.
najlepsze jest to, że pamiętali o AZS u moich dzieci.
z chęcią zgodziłam się na testy z racji tego, że znam już ich jakość a ten akurat ma przystępną cenę.
chciałam zobaczyć jak się ma cena do jakości. i akurat u nas w domu nawilżaczy nigdy dosyć.
pierwsza sprawa o jaką ostatnio pytała czytelniczka, to kwestia kamienia. ja niestety nie mogę tego ocenić, gdyż mamy w piwnicy oczyszczalnię wody i u nas kamień nie zbiera się nigdzie. mogę za to na pewno ocenić, że czyszczenie go poprzez jego budowę może być banalnie proste. jest lekki.
mamy bardzo dużą kubaturę sypialni i tutaj już coś napisać mogę.
ten nawilżacz całkowicie daję radę. sypialnia to 40 metrów kwadratowych, a wysokość do sufitu 5 metrów. ja testowałam go przy działaniu 24 godziny na dobę. a do tego przy otwartych drzwiach, więc dużo uciekało.
powietrze znacznie się zmieniło. nie delikatnie wyczuwalnie, ale znacznie. przy zamkniętych drzwiach efekt byłby lepszy.
banalny w obsłudze. bardzo, bardzo wygodny w dolewaniu wody. miałam 5 nawilżaczy w życiu i z każdym się umęczyłam.
w większości wyciągasz baniak, dolewasz, kran Ci się nie mieści. niesiesz. kapie. ło rany!
a tutaj jest malutkie okienko. po naciśnięciu się otwiera i wlewasz wodę. ja dolewam konewką.
posiada dozownik zapachów, też niezwykle dobrze umiejscowiony i wygodny.
dwa tryby prędkości, w tym nocny, którego nie słychać w ogóle. antybakteryjny filtr.
a że ładny? każdy widzi. 🙂






