No dobra… Publikuje… ale jestem tam minutę przed porodem, wymachuję coś tymi grubymi paluchami, elokwencja na marnym poziomie… normalnie mówię dużo więcej, głośniej, przeklinam i prawie podskakuję jak coś przemawiam.
wytłumaczenie jednak jest. włączyli kamery, my pogadały i wyłączyli.. bez „cięcie” i „akcja”.. stąd też powstały już komiczne „opary” 🙂 o rany, aż się sama do siebie śmieję jak myślę o tych moich wypowiedziach..
„może nie jestem jakoś bardzo stara, ale duszą bardzo, bardzo, bardzo” – no cóż za wyszukany dobór słownictwa.
i te moje miny… no dobra, już nie przeżywam.. oglądajcie.
pierwszy odcinek cyklu wnętrzarskich programów z green canoe i studiem vcanal.
film nie kończy się na napisach, można oglądać dalej 🙂
o rany, i ten bajzel budowlany jeszcze przed domem…
kokon.
kiedyś byłam w ciąży z Tosią, leżałam na kanapie, oglądałam filmy, seriale, czytałam książki i miałam mnóstwo wolnego czasu..
wtedy znalazłam markę Boska’s Teddies. te misie do samodzielnego uszycia, bluzy.. są na stronie z nimi wpisy (tutaj, tutaj i tutaj)..
często wracam na tę ich stronę i patrzę na nową ofertę. w grudniu znalazłam cocoony.. zwariowałam. i obiecałam sobie kupić.
były święta, mnóstwo wydatków więc odwlekałam w czasie.. aż napisała do mnie właścicielka z zapytaniem o zdjęcia w naszym domu i przed nim… jako, że pogoda zimowa, to na zdjęcia na zewnątrz będziemy musieli poczekać…
ale mam te w komputerze więc publikuję i zmykam do sprzątania domu.
ach! cocoon genialny! bardzo ciepły, ja jestem mega zmarzluch a po kilku minutach już mi bardzo ciepło.
idealny na seanse filmowe, wieczorne posiedzenia na werandzie jako cocoon właśnie. ja mieszczę do niego jeszcze Tosię i Benia 🙂
jako sweter to już na każdą okoliczność.
jest przede wszystkim genialnie wykrojony, z pomysłem i z wielką możliwością różnorodnego zastosowania..
a teraz zawijam rękawy i uciekam myć kabiny prysznicowe.. jako, że weekend nadchodzi muszę coś tutaj odgruzować 🙂
dobrego, słonecznego czasu na nadchodzące dwa dni… jak i na resztę życia oczywiście.
ściskam Was mocno!!
jak mawiają u mnie na wsi „zadzieram kiece i lece”..
zimowy apel.
nie wyobrażam sobie, że można być zdrowym człowiekiem, świadomym i nie zgłosić się do bazy dawców szpiku!
po prostu sobie nie wyobrażam! i nie ma żadnego wytłumaczenia na to.
brak czasu? to zajmuje 10 minut i nawet z domu nie trzeba wychodzić.
boisz się bólu gdyby okazało się, że Cię wybrano? w większości przypadków wystarczy tylko Twoja krew, w 20% pobierany jest z talerza kości biodrowej (nie z rdzenia!!) i nie ma ryzyka uszkodzenia jak mawiają plotki.
kiedy mój mąż wahał się nad zgłoszeniem, zapytałam Go..
– jeżeli okazałoby się, że chore jest Twoje dziecko a na świecie jest człowiek, który może je uratować, to jak bardzo chciałbyś by zgłosił się cały świat?!
kiedy przychodzą jakieś maile z DKMS lub listy, to za każdym razem zamykam na kilka sekund oczy i marzę, że mnie wybrali.
to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu jakie mogłyby mnie spotkać. dać Komuś życie.
wystarczy wpisać swój adres na stronie KLIKNIJ TUTAJ. przyjdzie do domu koperta z patyczkiem do zebrania śliny.
nawet koperta zwrotna jest.. to nic nie kosztuje, nie boli..
a zasypiasz z myślą, że jeżeli możesz Komuś uratować życie, to nie muszą Cię szukać..
ja zasypiam tak od kilku lat.. to piękny sen. spokojny.

pytaliście mnie ostatnio po zestawieniu wyprawkowym o brak skrętnych kół w navingtonie.
jeżeli Ktoś chodzi codziennie do centrum handlowego lub podobnego miejsca to będzie musiał za każdym razem go podbijać.
ale gdy Ktoś mieszka na wsi, lubi dalekie spacery lub ma dziurawe chodniki, to nie ma lepszego wózka i zawieszenia.
widziałam, że mają nową stronę internetową i akcesoria (o wiele ładniejsze, taka klasyka, fajna kolorystyka) – tutaj.
na zdjęciach moja przyjaćka (przyjaciółka w języku Tosi), która mam niezmiennie od 15 lat..















