
ferie. bez śniegu, bez mrozu na szybach i sopli z dachu. jednak bezzmiennie z wolnym od szkoły.
córki mojej siostry. dwie. bliźniaczki. lat 12. cudowne dziewczynki. i choć kiedyś dałabym sobie uciąć ręce dwie a może i głowę, że wychowanie ma największe znaczenie, to dziś patrząc na Nie, wiem, że nie ma prawie żadnego.
urodzone w tym samym domu. w tej samej misce kąpane i ta sama zupa pomidorowa na obiad. ta sama Babcia, to samo podwórko.
a dziewczyny? niewiarygodnie różne. Emilia tańczy, śpiewa, gra i biega na mażoretki. Kornelia kolekcjonuje piątki, zaczytuje się w książkach pod kołdrą do późnej nocy, pamięta o wodzie dla zwierząt w upalny dzień i nie śpi w nocy, gdy przeczyta w gazecie zostawionej na stole jakąś straszną historię. Emilia ogląda całymi dniami najnowsze teledyski, podczas gdy Kornelia grabi liście przed domem.
Emilia ubiera się jak z okładki Vouge, Kornelia nosi suknie z falbanami w kwiaty. Dwie dziewczynki. Siostry urodzone w tym samym kwadransie. z zupełnie dwóch różnych epok. i obie są w tym co robią doskonałe.
i choć dziś krzyczą sobie prosto w twarz, że się nienawidzą, to dopuszczają myśl, że kiedyś może się polubią..
patrzę na to z wielką czułością.. bo od dwunastu lat obserwuję jak chodzą ze sobą krok w krok..
tamtej niedzieli przybyły do nas na ferie. do tego naszego domu na pustkowiu. cóż mogę im zapewnić..?
żadna to rozrywka z małej wsi na drugą wieś.. idziemy na basen, do kina..
czujne oko ciotki wytropiło Justina Bibera w kinie. mężowi zakazuję wypowiadać się na temat tego co myśli o Justinie, bo to jest Ich wybór, Ich idol i mają do tego pełne prawo. nie może podważać dziecięcego gustu.
Kornelia kocha się w Nim do granic możliwości, Emilka może iść skoro jest…
kino pełne młodych dziewcząt. zdjęcia z plakatami, bluzy z podobizną. istne szaleństwo. miło było popatrzeć.
ja w tym czasie salę obok oglądam „Sierpień w hrabstwie Osage”.
po zakończonych seansach zakładamy czapki, szaliki i pędzimy do auta. słucham jak dziewczynki przekrzykują się nawzajem opowiadając mi „jaki On jest ciocia cudowny!!”
stajemy na światłach, mijamy zmarzniętych przechodniów, zatrzymujemy się przed pasami. przepuszczamy autobus.
a One gadają jedna przed drugą. w aucie radio cicho gra. już się nagrzało. ściągamy więc rękawiczki.
Panowie na wysokich drabinach ściągają ozdoby świąteczne z latarni, przy głównej ulicy miasta.
zimowego popołudnia płyniemy autem po opruszonej śniegiem drodze.
– wiesz ciocia, już sama nie wiem co mam robić – rzuca jednym tchem.
– z czym Emilko?
– już sama nie wiem co robić by być sławną? czy śpiewać czy tańczyć?
– najważniejsze żebyś robiła to co lubisz najbardziej, co sprawia Ci najwięcej radości wtedy istnieje największe prawdopodobieństwo dojścia na szczyt.
– a może będę fotografować?
– a fotografujesz?
– nie.
– a masz aparat w telefonie?
– mam.
– to rób zdjęcia wszystkiego co Cię zachwyci. fotografuj swoje buty, liście, kwiatki w oknie. wszystko co wyda Ci się interesujące.
– Ciocia? a kiedy Ty będziesz na czerwonym dywanie? w końcu tyle ludzi Cię czyta.
– to nie jest wcale dużo Emilko. i wiesz.. ja nie chciałabym być sławna. nie poradziłabym sobie z tym. to nie jest na mój charakter.
gdyby Ktoś napisał w gazecie, że np. nie układa mi się z moim mężem, a to byłaby nieprawda, to bardzo by mnie to bolało. tak bardzo, że nie byłabym w stanie sobie z tym uczuciem poradzić. ta sława wcale nie jest taka fajna. nie chciałabym być znana.
– a ja myślę, że to niefajnie być zwykłym człowiekiem. zwykłym, szarym człowiekiem.
– popatrzcie dziewczynki – jedziemy autem. jest nam ciepło. za chwilkę przeskoczymy do ciepłego domu. tam będzie czekać na nas kolacja i ciepła herbata w kubkach. Tosia wykąpana w śpiochach. Wasza Babcia. a jeszcze całkiem niedawno dziadek Stasiek opowiadał jak Ich w nocy z domu Niemcy i Ruski wyganiali. tak jak stali, tak wychodzili. z domu na mróz. do lasu. trzeba było uciekać. często dzieci z łóżek wyciągali. tak jak spały. ledwo koc zdążyli zabrać, by je owinąć.
a nam szarym ludziom tu tak dobrze. choć w zupełności Was rozumiem. w końcu nie bez powodu szukaliśmy dla mnie szkoły teatralnej po całym kraju…
wpadamy do domu. biegną szybko do Tosi, więc układam po nich buciki i wieszam kurtki.
rozpakowuję zakupy. sprzątam po kolacji. wkładam naczynia do zmywarki. usypiam Tosię. schodzę wstawić pranie. układam zabawki do odpowiednich pudełeczek. składam ręczniki w łazience. idąc po schodach na górę zbieram po drodze skarpetki, spinki, lalki.. idę przykryć Tosię. kładę się też obok dziewczynek. rozprawiamy jeszcze o tym jakby tu poznać tego Bibera i w kim kochała się ciocia jak była mała.. ledwo nogami powłócząc idę pod prysznic. ciepła woda spływa po rzęsach, policzkach, brodzie..
kładę się pod naszą białą pościel. zamykam oczy. powoli uspokajam myśli, by móc zasnąć.
i choć już prawie śniłam to otworzyłam przestraszona oczy…
i patrząc w niebo nad moją głową, wypowiedziałam cicho pod nosem…
– a gdyby Ktoś zaprosił mnie na czerwony dywan to odpowiem krótko. nie. ja dziękuję. proszę mi pozwolić pozostać zwyklym, szarym człowiekiem.
