Boże! Jak mnie się marzy tak czasami uciec..
Wrzucić do torby kilka koszulek, majtki i zamknąć za sobą drzwi.
Wznieść się samolotem do góry. Koniecznie z dobrą książką.
A potem chodzić boso po plaży Copacabany..
Wieczorami tańczyć w zwiewnej sukience.
Ale najbardziej marzy mi się uciec w kierunku Portugalii.
Czasami sobie myślę – dobra, kupuję bilet.
Szukam noclegów i te bilety sprawdzam, bo przecież tam mi się czasami marzy uciec…
od tych pustych rolek po papierze toaletowym, których nie potrafią wyrzucić.
od tego piachu dookoła chodnika w przedpokoju.
miliona szklanek i kubków po kompotach i herbatach rozstawionych po domu.
od cukierniczki wiecznie otwartej i nieodłożonej na miejsce.
od zbyt dużej ilości bluz na wieszaku w przedpokoju.
od zamiatania tarasu czternaście razy dziennie.
od poprawiania narzuty na kanapie. bo siada każdy. wierci się. kręci. czochra. ale nikt nie poprawi.
od składania ciuchów w łazience. po wszystkich.
od znowu brudnej podłogi w pralni, po ciuchach z jazdy na enduro.
od poprawiania obrusu na tarasie, co wiatr go podwiewa i trzepania narzut z werandy. trzy razy dziennie.
od stania godzinami przy kuchennym blacie. bo jak obiad zrobiony, to kompot się skończył i gruszki na ciasto czekają.
od wiecznych okruszków chałki, bułek i chleba, bo ciągle mój charakter każe mi nie ustawać w pieczeniu.
to może udałoby się od charakteru choć na chwilę w innym miejscu uciec.
od wiecznie niezgaszonego światła w piwnicy i łazience.
od odpryskującego lakieru na paznokciach.
od komarów.
od rozładowywania zmywarki. razy milion.
od zimnych już wieczorów.
od mycia i czyszczenia rozporowego basenu…
bałaganu w papierach biurowych.
zawsze czekającego na coś prania. na wypranie, na rozwieszenie, na zebranie, na rozniesienie do szafek.
i wczoraj już prawie uciekłam… jakby bilety w ręce czułam.
jak wytrzepałam te narzuty. poduszki poukładałam tak jak lubię.
książkę wzięłam.
cukierniczka na miejscu. bo choć nie słodzę, to te cukierniczkę lubię mieć na jednym miejscu.
i choć zbyt rzadko zawiewał wiatr, to może nie cieszyłby tak, gdyby zawiewał częściej.
jak położyłam się na materacu w kształcie lizaka kupionego w biedronce na promocji.
w tym naszym basenie przekroju 396cm.
to jakbym na moment uciekła…
a do Portugalii przecież polecę. no polecę przecież.
choć wiem, że znowu upewnię się w tym, że najpiękniej jest tylko chcieć uciekać.
