bo tak to już jest…

Kolaże85 styczeń2 Kolaże92 Kolaże91 Kolaże90 Kolaże87

bo tak to już jest, że kiedyś nas zabraknie.

i przecież nie wiadomo, czy to będzie w sierpniowy, rozgrzany słońcem dzień, czy w styczniowe roztopy.

czy pomiędzy nagrobkami udeptywać śnieg będą, w tych kozakach czarnych, co je trzeba było na ten pogrzeb przepastować, czy pot ocierać z czoła i cienia uparcie wypatrywać.

no nie wiadomo.

czy ten czarny granit co zamówią to jako tako się będzie prezentował, czy krzyżyk brzozowy wbiją, bratki potem posadzą…

czy ksiądz słowo mądre powie, czy list przeczyta…

no nie wiadomo.

wiadomo jednak, że powoli nogami powłócząc szeptać będą do siebie..

„no popatrz no ty, i na nią przyszedł czas”,

a z pierwszego rzędu głośno rozchodzić się będzie..

„dobry Jezu a nasz Panie…”

i wiadomo także… że by spokojnie zamknąć oczy i już nie martwić się wcale…

to człowiek chciałby wtedy, gdy już popatrzy dookoła, zerknie w każdy kąt, i stwierdzi, że bez niego radę dadzą. że swoje dopilnował. no i ta noga już tak doskwiera…

żeby spokojnie zasnął, jak już dzieci szkoły pokończą.

jak wódkę na weselu po stołach rozleje, wcześniej welon córce przypinając.

jak przy wnukach pomoże. z przedszkola na rowerze odbierze. a i rosołu nagotuje.

wtedy gdy sie już z trudem będzie wspiąć, by gwiazde na choinki szczycie wbić.

a i też dopiero wtedy, gdy się do krajów innych choć odrobinę wściubi nos, świata liźnie..

jak spokojnie zerkając z fotela, wnuki wzrokiem do drzwi odprowadzi, gdy na pierwszą randkę pójdą.

i miło wtedy wspomnieć o pierwszych miłostkach dzieci swych, a i do swoich wrócić, zerkając z uśmiechem na męża.

i koniecznie odejść przed nim. żeby samemu nie zostać. w łóżku pustym.

bez chrapania Jego. a gdyby sie dało razem.. bo jak On sam rade sobie da…

i żeby wtedy jak już wnuki na studia się rozjadą, na delegacje do Frankfurtu odlecą..

i tak po cichu.. wtedy drzwi za sobą zamknąć. spokojnie. wiedząc, że zostawiamy za nimi wszystko co mogliśmy zrobić.

i żeby ani dnia wcześniej. i ani dnia później, by kłopotu zbytnio nie sprawiać.

z myślą, że już mogę.. że kiedy ja cicho każdego kolejnego dnia spać będę, Oni śniadanie zrobią, do zajęć się rozejdą… a po mnie zostanie tylko pustka w starym, zielonym fotelu.

że nigdzie indziej tej pustki nie będzie.

nie będzie jej na krzesełku, wsród widowni, na przedstawieniu szkolnym u dzieci.

nie będzie jej przy piekarniku, gdy sobotnie ciasto piec się będzie.

i przy czytaniu książek do snu i potem gdy całuje się w czoło i gasi cicho światło.

nie będzie na dworcu, kiedy dzieci z wakacji wrócą, i z autobusu wyskoczą z milionem opowieści na ustach.

że nie będzie jej gdy na porodówkę pędzić będą a potem w dzień babci…

gdybym mogła wybrać… to właśnie wtedy bym chciała, by pustki nie było, a zwykła kolej rzeczy…

i już obojętne czy w sierpniowy rozgrzany słońcem dzień, czy styczniowe roztopy..

no bo przeciez kiedyś nas zabraknie…

Kolaże82 Kolaże84 Kolaże89 Kolaże79 styczeń

Napisz komentarz...
  1. Patrycja says:

    nie komentuję, nie zostawiam śladu, choć czytam zawsze z uwagą wielką, bo słowa mądre, za serce chwytające nie raz…to miła lektura po dniu zabieganym między dzieckiem, domem, pracą, mężem
    pozdrawiam serdecznie
    Patrycja

    Odpowiedz
  2. Bożena says:

    Julka,jestem na podium! Jeszcze się tak nie zdarzyło! No kurcze,zeby na noc takie rzeczy pisać. Się oczywiscie poryczałam (po przezyciach ostatnich) Ale może dobrze. Łzy ukrywałam przed wszystkimi,ze taka niby dzielna jestem,a one były tuz pod skórą,tuż pod powiekami… Dałam upust żalowi,smutkowi i temu,ze ogólnie zle mi…A post piękny.

    Odpowiedz
    • julia says:

      A to przecież jest wiadomo, że człowiek musi wypłakać żal, smutek, złość. Tylko wtedy z niego wyjdzie, ulży mu. Zdrowo jest wypłakać. Choćby szlochać. tak to już jesteśmy skonstruwani, że płaczemy. Ja płacze za całe wojska, bo prawie o wszystko. ale potem jakby mi lżej, lepiej..

      Odpowiedz
  3. kaa says:

    Tak to juz jest… Julio, nawet nie wiesz jak bardzo Twoje ostatnie posty w me serce celuja… i ten o PUSTCE, i ten o CZEKANIU… poronilam tydzien temu… I choc w sercu wyrwa zycie toczy sie dalej, male stopki KoCorki tupaja radosnie i ona Mamy potrzebuje. Placze juz mniej coraz, bo wierzyc chce, ze natura madrzejsza, choc tak brutalnie pozbawia nas marzen. Drzewka dla naszego malego Kosmity szukamy, coby pamietac i patrzec jak rosnie – niech w tej tragedii bedzie choc promyk nadziei i zycia. I czekac, az wroci do nas w lepszym czasie i w lepszym wcieleniu.

    Odpowiedz
    • julia says:

      To są takie chwile co człowiek chciałby coś napisać „na pocieszenie”. a to sie wtedy jak na złość nie da. bo co tu mówić. nic nie ma mądrego, a tym bardziej jak sie nie wie co wtedy chce sie usłyszeć. a prawdą wielką jest że czas goi rany. bo choć one na zawsze pozostają to mniejsze są i przychodzą do nas rzadziej te myśli. ściskam do serca najmocniej jak umiem.

      Odpowiedz
  4. gosik says:

    ach i rycze i cale policzki zalane ;(
    moze to lepiej, ze nieznamy dnia ani godz kiedy przyjdzie na nas czas…na kazdego przyjdzie pora! zal tego juz starszego co swoje przezyl…boli mnie smierc dzieci te co jeszcze niezaznaly niczego 🙁 bol po stracie jest okropny choc czasem wiemy,ze smierc niektorym ulzyla w ciezkich chorobach…
    los moj tak chcial,ze i grudniowy mroz,letni zar zegnalam mi bliskich i pewnie to jeszcze wieksze lzy u mnie wywolalo.Jednak buzka malego kierowcy otarla mokre policzki 🙂
    musze sie powtorzyc PIEKNIE PISZESZ,TO CO PISZESZ CALKOWICIE TRAFIA DO SERCA !!!

    Odpowiedz
    • julia says:

      moja Mama zawsze powtarza, że Ona chciałaby wierzyć w Boga, ale trudno Jej gdy widzi małe chore, cierpiące i umierające dzieci. co świata nie zdążyły zobaczyć, a tym bardziej zranić niczego i nikogo nie zdążyły.. to czemu już odchodzą? a ta historia co koło zatacza, że my dzieci a potem one mają swoje dzieci to też po to, że podczas porażek, smutku, my sie podnosimy dla nich. One dodają nam sił, motywacje dają.. Człowiek ryczeć by chciał w niebogłosy a stawia się do pionu i dla dziecka buduje swój dzień najlepiej jak w tej tragedi potrafi.

      Odpowiedz
      • gosik says:

        zycie jest okrutne,czesto niesprawiedliwe…idac na porodowke w 38tc okazuje sie,ze mojemu synkowi juz serce niebije ze ….a rodzinna „czarna owca” dwa razy wywinela sie smierci 🙁
        ale musimy zyc i choc przeszlosc cholernie boli to musimy!!!

        Odpowiedz
  5. Luiza says:

    aż sama się zastanawiam teraz, czy ja, aby na pewno wszystko robię tak, żeby potem nie żałować, nie szlochać, że mogłam więcej czasu spędzać inaczej, z bliższymi, ale dla mnie całe życie to za mało, żeby się nacieszyć tą moją małą blondynką..

    Odpowiedz
    • julia says:

      To zawsze człowiek chciałby coś zmienić, coś dokończyć, coś zwiedzić, gdzieś pójść, kogoś przeprosić.. Jest takie piękne wyznanie umierającego straca:
      „Gdyby dane mi było przeżyć jeszcze raz życie,
      popełniłbym więcej błędów.
      Więcej bym odpoczywał, był bardziej beztroski
      i bardziej szalony!
      Wykorzystywałbym więcej szans..
      Częściej bym podróżował,
      przewędrowałbym więcej gór,
      przepłynął więcej rzek.
      Odwiedziłbym liczne, niezwykłe miejsca..
      Jadłbym częściej lody a rzadziej fasolę.
      Miałbym więcej prawdziwych a mniej wydumanych
      zmartwień!
      Delektowałbym się każda chwilą!
      Wiosną wyskakiwałbym boso z łóżka,
      a jesienią wstawałbym później.
      Częściej jeździłbym na karuzeli,
      Oglądał więcej zachodów słońca
      i więcej bawiłbym się z dziećmi!
      To wszystko zrobiłbym,
      gdybym urodził się na nowo!”

      Odpowiedz
      • Luiza says:

        Dokładnie! Piękne to! Jeeej jak tylko zakupie lepszy i swój aparat to zakładam bloga ! o taaak, bo u mnie zupełnie inne spostrzeżenia na świat, może to wiek na to wpływa, może i macierzyństwo sama nie wiem 🙂 Pozdrawiam Was i całuję ! :*

        Odpowiedz
  6. Olga says:

    Tak odejść … marzenie … a życie toczy się dalej … choć już inne, ech Kobieto a ja dziś wcześniej spać iść miałam … i jak tu teraz kiedy myśli kłębią się … i nic tylko wzdycham …
    Ps. zdjęcia … jak zawsze, ta czapeczka szaruteńka w baranki …śliczna, oj pamiętam jak moje dziewczynki zasypiały w takich fajnych pozycjach 🙂

    Odpowiedz
  7. Ewelina says:

    tak to już jest….że z kolejnym nowym dniem coraz bliżej nam do tej sądnej godziny.a my tak rzadko o tym myślimy w tym całym pędzie i biegu. czasami warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, podumać…

    Odpowiedz
    • julia says:

      tak, czasami właśnie choć przez chwile przypomnieć sobie, że ta śmierć gdzies tam jest.. bo ludzie żyją tak jakby mieli żyć wiecznie… i czy co dobrego z tego będzie.. może czasami trzeba przystanąć. Pamiętać mówić rzeczy teraz bo można nie zdążyć…

      Odpowiedz
  8. Tośmy się zgrały, niemal co do minuty 😉

    Ale co Cię tak naszło, Julia? Nie wywołuj wilka z lasu!

    Śpiąca Tośka przecudna 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      Paula, o czym Ty móiwsz? jakiego wilka? Zwykła refleksja o śmierci, który każdą ma w sobie, czasami tylko za mocno się jej boi i myśli odgania. a ona jest i czasami przez głowe przelecieć powinna..

      Odpowiedz
      • Wilka, takiego z lasu. Myślę, że są takie tematy, które owszem, bardzo są nośne, bo dotykają najczulszych strun i chodzą po głowie każdemu, ale w nie wywołanych konkretem wietrzę od razu populizm. Wybacz.

        A spytałam co Cię naszło z troski, że może ktoś bliski za wcześnie odszedł.

        Kiedy zginął w wypadku kuzyn mojego Rafała – zaraz po trzydziestce, bezdzietny, choć o dzieciach marzył – a tego samego dnia, nie dowiedziawszy się o śmierci syna, na raka zmarł w szpitalu jego ojciec – pod sześćdziesiątkę, dziadek jedynej trzyletniej wówczas wnuczki, choć marzył zawsze o gromadce – płakałam jak bóbr i przeklinałam świat. I prosiłam, nie Boga przecież, ale kogoś prosiłam, żeby mnie to nie dotknęło. Ale o tym myśleć na co dzień… nie widzę takiej potrzeby, to trochę tak jak z czekaniem 🙂 Dlatego ja, jeśli mogę, poproszę trochę optymizmu.

        Pozdrawiam niezmiennie ciepło!

        Odpowiedz
        • julia says:

          hmm… dziwne o czym Ci ludzie myślą. ja ni z gruszki, ni z pietruszki piszę o śmierci a w tym widzi się populizm.. nigdy bym na to nie wpadła.
          Są ludzie, którzy piszą do mnie, że u mnie wciaż optymistycznie, że to aż nieprawdpodobne i że chcą troche też tej gorszej strony. nikomu nie dogodzisz. zawsze znajda się tacy co chca smutno jak jest wesoło, chcą wesoło jak jest smutno.. więc pójdę jak dotąd swoim rytmem i co mi ślina na język przyniesie to będę gryzmolić.. raz tak a raz siak. raz o tym jaka jestem szczęśliwa do znudzenia a raz o smierci.
          a ten populizm zbił mnie z nóg. ja nawet zapytałam mojago Adama czy dodac tego posta.. bo ludzie może źle pomyślą.. post o śmierci.. a tu sie okazuje, że ja nim chciałampopularność zdobyć. Nie Paula. bardzo zły trop. i aż jestem w szoku.
          Co do tej śmierci.. gdy miałam 21 lat to pochowałam chłopaka. Ale nie dlatego był ten post. ten post nie miał żadnych powodów.

          Odpowiedz
          • Dlatego o powód w pierwszej kolejności zapytałam, bo w populizm nie wierzyłam, nie u Ciebie.

            A kiedy nie ma powodu, kiedy ni z gruszki, ni z pietruszki, populizm wietrzę, bo podejrzliwa jestem po prostu. Nie bierz tego do siebie.

            I nie dogadzaj tak dalej! Ja se tam mogę o śmierci nie chcieć, nie?

          • julia says:

            Kochana Paulo, wcale nie musimy mieć tego samego zdania, możesz podejrzewać.. przecież to wszystko ludźka rzecz.. No a śmierć to raczej temat tabu niż populizm. Ale pal licho jaki to temat, ważne żeby unikała nas jak najdłużej!

  9. Emila says:

    Pięknie to opowiedziałaś. Tylko ta kolej rzeczy taka jakaś nie po kolei czasem… oj bardzo nie po kolei bywa

    Odpowiedz
  10. b. says:

    łza się kręci, ale prawda się kryje w każdej dobranej literce.
    przemijamy i tak być powinno.
    żeby tylko móc odejść bezszelestnie kochając i będąc kochanym.
    magia życia.

    Odpowiedz
    • julia says:

      tak powinno być.. bo jak by to było inaczej gdybyśmy wiecznie mieli żyć..? tylko żeby to się tak udało na starość a przed chorobami…

      Odpowiedz
  11. szafeczka says:

    Ale się wzruszyłam… aż nie wiem co napisać! Kiedy Ty tą książkę wydasz co? Ach Jula ile Ty pięknych rzeczy po sobie zostawisz… a Tosia z Ciebie będzie taka dumna!

    I nawet ten pająk mi się podoba na końcu co ja zawsze piszczę i krzyczę jak jakiegoś zobaczę bo boję się ich niesamowicie!!

    No i ta Tosia śpiąca skradła me serce! Wygląda ładniej niż moja jak śpi!!

    Odpowiedz
  12. Żaneta says:

    W taki dzień jak dziś, kiedy pożegnałam kolegę, który zdążył być tatą zaledwie przez 18 miesięcy…mężem przez zaledwie 3 lata…
    twoje „bazgrolenie” czytam, łzy kapią i w gardle ściska…

    Odpowiedz
    • julia says:

      zawsze jak umira młody człowiek to pytam.. „a miał dzieci?” jakieś to wtedy takie najważniejsze.. że ten mały człowiek co życia go trzeba nauczyć został po trosze sam z tym trudem wychodzenia na ludzi… 🙁

      Odpowiedz
  13. Paula W ! :) says:

    Julka…czy to ta Twoja obietnica tak Cię natchneła do tego posta?
    Boże Kochana, jakbym o sobie czytała…wszystko to co w mej głowie było przez poprzednie dwa tygodnie…ja bym tak pięknie tego nie napisała…..ale jakbys Ty tu teraz obok była,i tej mój szloch słyszała,a serce to aż mnie boli….
    boli…ze szczęścia że mi dane Ciebie było poznać!
    Kocham!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ja tak ostatnio szlochałam jak widziałam urywek filmu jaki ma być o Chustce. siedziałam sama w domu i tak wyłam, że mnie wszystko bolało. a do posta to chyba nic mnie nie natchnęło. zawsze temat mi sie nasuwa tak, że coś robię i wpada mi zdanie do głowy. obojętnie jakie.. myślę.. „o fajne” i siadam dopisując reszte, która sama się pisze..

      Odpowiedz
  14. OlkaG says:

    Ech, takie smutne rozważania… Ale pięknie napisane! Każdy czasami myśli o rzeczach ostatecznych – ważne, by nie za często, by jednak cieszyć się życiem…

    Odpowiedz
    • julia says:

      jak wszystko w życiu powinno być wyśrodkowane.. cieszyć się życiem, czasmi uświadamiając sobie, że ta śmierć przyjdzie i trzeba czerpać garściami, pierdołami głowy nie zaprzątać..

      Odpowiedz
  15. trudny to temat, wiem, ze życie, ale dla mnie ten aspekt niepojęty jest nadal:(
    Zdjęcia za to cudowne! i choinkę czas już rozebrać:)) U nas już bombki zakurzone były i pajęczyny podobnie się wiły u sufitu:)
    Śpiący Tosik jak śpiąca królewna:) Kochana!

    Odpowiedz
    • julia says:

      choinka u mojej siostry 🙂 a pajęczyna chyba też dlatego, że to dom drewnany i tych pająków jakby więcej czy cuś 🙂
      śpiącego Tosia lubię niezmiernie bo wtedy ciut odpoczywam 🙂 żeby np nadrobić odpisywanie na komentarze.. i zawsze tej drzemki za mało.. głowy nie zdąże umyć… i kawa juz zimna a ja w klawiaturę stukam..

      Odpowiedz
  16. Karina says:

    Ja myślę, że to jednak zawsze będzie pusto, zawsze będzie tęsknota, i nawet po 10 latach, jak się kogoś pożegna to łzy na wspomnienie o nim polecą. Choć życie już inne, niby ciąg dalszy tamtego, ale jakby bardziej wypełnione. Choć mówią, że czas leczy rany, a jak nie czas, to słodycze. „Zeżeram” te makaroniki, co mi się dzisiaj nie udały i przytulić się chcę do Janka mojego, mojego z mojej krwi i kości, już nie tego, do którego dzieckiem będąc „Janku mój” wołałam.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Moja Teściowa będąc w dziewiątym miesiacu ciąży z moim Adasiem pochowała 3letnią córkę. I choć minęło 33 lata to mówi o niej codziennie i za każdym razem ten przerażający smutek w ich oczach.. czas pozwala łagodniej przeżyć dzień..

      Odpowiedz
      • Karina says:

        Mój dzisiejszy Janek dostał imię po moim tacie, który już prawie 10lat nie żyje. I czasami dalej chce mi się płakać, np. gdy pierwszy raz poszliśmy z Jankiem naszym na cmentarz, na grób dziadka, albo w przeddzień ślubu. I płaczę tak czasami, choć życie płynie. I płaczę tak czasami, choć ja wierzę w Boga, w niebo, w dusze nieśmiertelne i ciała zmartwychwstanie. I płaczę, choć dla mnie Wielkanoc to te radosne święta, a na Wszystkich Świętych wyobrażam sobie jedną wielką balangę w niebie;-). Czasami to nawet łzy radości, podszyte lekką tęsknotą. Czasami kolęda dla nieobecnych powoduje wspomnienia. I nawet, jak ktoś zrobi to „wszystko” o czym piszesz, to i tak pozostanie pustka. Robiłam na maturę prezentację o śmierci. Wniosek do jakiego doszłam na końcu był taki, że nie ma dobrego sposobu radzenia sobie z przemijaniem, ale skoro rodzimy się w rodzinie, na jej łonie również powinniśmy odchodzić. Nie gdzieś w oddali, gdzie nikt nie zauważy, ale w rodzinie. Pamiętam jak moja prababcia umarła… było nas dużo w domu, ja oglądałam akurat „Smażone zielone pomidory”… Spokój tej śmierci był piękny, ale nie dlatego, że była kobietą spełnioną, nie z powodu dokonania wielkich rzeczy. Była prostą wiejska kobietą i potrafiła nie zrazić do siebie rodziny, tak że był ktoś, kto w tej chwili trzymał ja za rękę, kto chwilę wcześniej zadzwonił do jej córki, aby mogła powiedzieć jej ostatnie słowo. Nigdy nie dokończyłam oglądać tego filmu, który wtedy leciał;-)

        Odpowiedz
  17. Edyta says:

    A kiedy przyjdzie także po mnie
    Zegarmistrz światła purpurowy
    By mi zabełtać błękit w głowie
    To będę jasny i gotowy

    Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
    Zgasną podłogi i powietrza
    Na wszystko jeszcze raz popatrzę
    I pójdę nie wiem gdzie – na zawsze
    /Tadeusz Woźniak/

    tak odejść jak piszesz – patrząc na dorastające wnuki, dzieci szczęsliwe i meza który całe zycie kocha i jest obok – pragnienie największe…
    i jeszcze zeby było we snie – bez bólu i otarcia z godności, i zeby głowa była ciagle świeża a nogi nie rwały z bólu… z tą świadomością że zycie swoje przezyłam mądrze, wycisnełam jak cytrynę i niczego nie załuję…

    Odpowiedz
    • julia says:

      jak czytam te wasze komentarze, tow tedy sobie myślę, no jak One to ładnie w słowa ubierają.. a ja tak tylko nabazgroliłam..
      żeby tak we śnie.. jak już wszyscy domownicy swoje życie mieć będą… i spokojnie mnie pożegnają..

      Odpowiedz
  18. Agacina says:

    nie wiem. wszystkie wyżej płaczą, one często (bo czytam komentarze zawsze) ale ja pierwszy raz czytając bloga wzruszyłam sie i też łzy mi płyną i aż gardło boli od ścisku…
    Julka, czasami mam wrażenie, że część duszy mojej u Ciebie jest, bo tak podobnie myślisz, podobnie mówisz… Strasznie się boję śmierci. Bardzo. Od małego się bałam. Jako nastolatka się bałam. Teraz się boję milion razu bardziej. Szłam kiedyś do lekarza wyniki robiłam, bo zdrowie moje podupadło bardzo. I gdy tak przez myśl przeszło, a może… a jeśli.. a nie daj Bóg… I spoglądałam po cichu na Agacinę moją i Tatę, na nich razem. Czy dadzą radę sobie, czy będą pamiętać, czy długo płakać będą, czy Tata będzie wiedział, jak ubrać, żeby nie za grubo latem i o kapeluszu przed słońcem pamiętał, a w zimę, żeby porządne kupił buty i nie żałował pieniędzy, choćby mieli gorszy chleb jeść i tylko cienko go masłem smarować. Czy Agatka głodna nie będzie chodzić? Czy inną Mamę będzie miała… I sama gonie się za te myśli, a one mnie tak uporczywie śledzą. Wierz lub nie, mam takie same prośby do Boga. Codziennie o śmierci myślę i tak mnie ona męczy i straszy. I tak jak Ty piszesz – nie chcę pierwsza, nie chcę ostatnia. Nie chcę, by nasze drogi w nieodpowiednim momencie się rozeszły. Boję się tak bardzo, że ostatnio myślałam, czy nie zgłosić się na terapię, bo takie nienormalne mi się to wydaje… A Ty tak pięknie o tym nabazgrałaś i nie wierze własnym oczom, że o tym temacie takim słowem piszę. „p i ę k n i e”???

    Odpowiedz
    • julia says:

      o rany.. one ryczą jak i ja.. ale sie tu upłakałam. toś mi ranek zgotowała.. 🙂 żeby te buty.. i żeby nie za cienko zimą.. ja nie jestem w stanie myśleć o tym bez płaczu. od razu ten przerażający strach. .. że gdyby mnie zabrakło teraz to jak Oni sami właśnie.. przeciez Mama musi być na straży zawsze..

      Odpowiedz
  19. maryś says:

    refleksje…
    kiedyś napisałam Iwonce o tych IMPONDERABILIACH (uwielbiam to słowo, ma w sobie całą magię własnego znaczenia)
    Od kilku dni, może nawet tygodni myślę o tym… Myślę o tym, że wbrew temu jakim ciężarem jest świadomość bycia chorym nieuleczalnie, to jakim też jest cudem. Dlaczego? Bo każdy z nas kiedyś odejdzie. Może to się zdarzyć nagle w jednej chwili. Kiedy mijam tysiące grobów na tym wielkim cmentarzu odwiedzając Mamę patrzę na daty. Daty urodzin i śmierci. Są tam i starzy i młodzi i maleńkie dzieci i dzieci starsze i kobiety w kwiecie wieku i staruszkowie, przekrój życia. ostatnio pochylam się nad tym, że mając świadomość bliskiej śmierci można przygotować na to nie tylko siebie, ale i najbliższych. Można oswoić dzieci, można utulić w sobie samym strach i smutek. Jest troszkę czasu na uporządkowanie, na pożegnanie… A kiedy Cię to ostatnie uderzenie serca zaskoczy, nie masz możliwości się pożegnać, nie masz możliwości wybaczyć, naprawić, podziękować, bo żyjesz w takim biegu, jakby to miało trwać wiecznie. Dlatego, gdybym mogła wybierać, gdyby mi było dane – to chciałabym mieć czas na te ostatnie chwile z najbliższymi, bo nawet jakbym nie wiem jak starannie dbała o każdą chwilę dnia, to ona jest inna, niż ta… Ta która mogę sobie wyobrazić, że mogłaby być ostatnia.
    I taki dziś CI nieskładny komentarz zostawię, tego przemyślenia, które mnie tak epatuje ostatnio, tak mnie od jakiegoś czasu trąca w łokieć. Tak jakby chciało mi coś przekazać.
    A w międzyczasie to „A ja czekam…” wywołało kolejne pokłady refleksji, właśnie w tym kierunku. Doprowadziło do takiej maleńkiej puenty, że chciałabym odejść mając czas na pożegnanie…

    Odpowiedz
    • Agacina says:

      może i masz rację…

      Odpowiedz
    • Izabela says:

      Chyba nie wiesz Maryś co piszesz… bo nie jesteś w tej sytuacji,,,a ja właśnie przeszłam operacje… usunięcia guza mam 27 lat,3,5 letnie dziecko i niestety ciągłe myśli,a jeżeli znów będzie zle?? po 3 tyg po operacji dowiaduję się właśnie,że torbiel jest teraz na drugim jajniku,lekarz karze czekać,ale na co??? i wyobraz sobie teraz,że miałabym odejść…. i taka myśl ciągle krazy w mojej głowie i zostawić to 3,5 letnie dziecko… które wcale mnie nie zapamięta(sama straciłam matkę w wieku 8 lat przez raka i gdyby nie zdjęcia to juz bym zapomniała) i mieć świadomość,ze juz jutro może mnie im zabraknąć?? Że zostawię tę mała istotkę,swój dom i rodzinę.. oj nie wiesz jakie to uczucie.. modlę się każdego dnia by okazało się,że nie jest to złośliwe,że kiedys będziemy się z tego śmiać…ja i mąż..bo córka,córka zapomni.. a ta świadomość,że można sie pożegnać,że można się przyzwyczaić.. ja do dziś nie mogę się pogodzić ze śmiercią mojej matki.. bo jak można się z czymś takim pogodzić ?? można jedynie się przyzwyczaić, do tego,że tej osoby już nie ma,ale żal i tęsknota zostają na zawsze.. bo jak pisze Julia te chwile kiedy przychodzi dzień matki, kiedy były wywiadowki, mój ślub.. jej nie było… i ten post tak mnie za serce Julia złapał,nawet nie wiesz jak bardzo..

      Odpowiedz
      • julia says:

        Iza, myślę tak jak Ty. nie da się przygotować do odejścia choćby nie wiem co. po prsotu nie da. ile ja bym sie dodatkowo nacierpiała z tą myślą odejścia. ja nacierpiała i bliskim cierpienia dała. wyła bym w niebogłosy cały czas i te włosy rwała z głowy. albo w jakąś otchań bym popadła i żadnego kontaktu by ze mną nie było. nie wyobrażam sobie czekając do śmieci miec ciągle te myśli w głowie, że ta moja Tosia, że sama, że ja ich świat beze mnie..
        ja wiem, że będziesz się z tego śmiać.. a nawet jak nie śmieć to ze spokojem wspominac te obawy.

        Odpowiedz
    • julia says:

      nie wiem Maryś.. ja chyba bym nie potrafiła sobie poradzić w tym czasie oczekiwania na śmierć.. nie umiałabym rozmawiać z ludźmi, mówić coś dziecku.. ja bym wyła w niebogłsy non stop. nie jestemw stanie sobe tego nawet wyobrazić.. nie wiem jak by to było… czy to da się naszykowac na śmierć.. chyba nie.. choć może to od człowieka zależy..

      Odpowiedz
      • maryś says:

        Julia, pewnie zależy od człowieka. Tak jak wszystko. Jedni o swoich osobistych problemach mówią głośno inni zamykają je w sobie. Ludzie są różni.
        I wbrew temu, co pisze Izabela, i wiem o czym piszę, i znam ten lęk. Nie miałam tej szansy pożegnać się z bliskimi, którzy odeszli, ale znam ludzi, którzy taką szansę mieli…
        Dlatego piszę coś co do czego jestem przekonana – chciałabym mieć czas się pożegnać.

        Odpowiedz
        • julia says:

          tak, miałam to własnie pisać, że to chyba tez zależy od człowieka. jeden potrafiłby to przeskoczyć a drugi zupełnie nie… żeby to sie tak dało. wybrac śmierć na półce w supermarkecie.” o! ja poprosze tą na górze, po prawej. tak, tak. tą 93 lata. mhm. we śnie. ile płacę? „

          Odpowiedz
          • maryś says:

            Ja poproszę tę wspólną z ukochanym…
            Nic nie poradzimy na to, że śmierć jest wpisana w życie. Możemy tylko z czasem uczyć się oswajać ten lęk przed nią.

  20. Agacina says:

    tym bardziej ostatnio myślę, bo Tata w tę Warszawę jeździ tam i z powrotem. I czy wróci? Czy dojedzie? I taki żal, że i tak mało czasu mamy, to na dodatek tak dużo osobno… 🙁 ;(

    Odpowiedz
  21. Agata says:

    I ja, jak pewnie wielu, rzadko komentuję. Ale tym razem nie mam wyjścia… Bo obok mnie ktoś ciężko choruje, a ma synka malutkiego. I tak mi się na refleksję zbiera… Bo za każdym razem jak mojej Hani jest smutno i źle, tulę i powtarzam, że będę obok, że pomogę, obronię, że kocham i że zawsze może się przytulić. A tak naprawdę wcale nie mam prawa zakładać, że jutro też obok będę. Dlatego tak właśnie „na czas” napisałaś tego posta… Dziękuję

    Odpowiedz
    • julia says:

      i ja mówię Antce „Mama nigdy Cie nie zostawi”.. a przeciez kiedyś zostawi.. byleby tylko wtedy gdy Ona będzie bardzo dorosła…byleby tylko..

      Odpowiedz
  22. Aleks says:

    Taki to poukladany porządek istnienia. A co kiedy odchodzi ktoś nie w tym momencie… co kiedy trzeba dziecku wytłumaczyć ze Dziadziuś już jest gdzie indziej, co kiedy tęskniąc za Nim całe życie trzeba się przyzwyczaić do myśli, ze teraz niema Go wogóle, gdy nie zdążyło Mu się powiedzieć tylu rzeczy. Gdy ma się do Niego żal, ze nawet nie ostrzegł, listu nie zostawił……………………

    Odpowiedz
  23. Ewamaison says:

    bardzo ciężki temat ! ciekawa jestem skąd pojawił się w Twojej głowie ? Patrząc na opublikowane zdjęcia, żal ściska za serce i rodzi się pytanie skąd takie przemyślenia ? Czyżby za mało słońca ? bo w tym upatruję nostalgię i refleksję tego typu…ciężki temat na noc i za ciężki jak dla mnie ! ale pięknie napisane, pozdawiam

    Odpowiedz
    • julia says:

      temat zupełnie bez przyczyny. nie ma sie co doszukiwać. myjąc podłoge w kuchnii wpadło mi pierwsze zdanie do głowy.. a potem usiadłam i dopisałam resztę. u nas wszyscy zdrowi, mamy sie dobrze. nadal jest miłość wielka i spokój. a post. tak po prostu. o smierci. do każdego przyjdzie.a my unikamy romów o niej udając, że o niej nie wiemy. że im mniej bedziemy o niej rozmawiać to może o nas zapomni.. tak po prostu. o śmierci. bez powodu.

      Odpowiedz
  24. A ja tylko o Paulinie myślałam… jakoś po tych ostatnich wydarzeniach.. Julka.. ty szczuplutka, piękna o wielkich oczach dziewczyneczko.. (tak cię widzę właśnie) jak ty pięknie potrafisz.. jak cudownie potrafisz zatrzymać chwile na tej biało szarej stronie.. układać momenty i przemyślenia w linijki poprzerywane pięknym Tosiaczkiem.. dla mnie to jest jakieś..ja nawet nie wiem!! to jest jakieś nadpiękne. że aż czasem trudno to ogarnąć umysłem.. i człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę: a jednak nie wszystko we mnie mi znane. jeszcze mam do odkrycia niejedno uczucie. i chcę tu wracać zawsze Julio…by te swoje sekrety odnajdywać. bez słów dziś pozostawiam i zdjęcia i temat sam.

    Odpowiedz
  25. Julitta says:

    Żeby pustki nie było a zwykła kolej rzeczy…
    Julia. Kocham. Nad. Życie.
    Tak sobie myślę, ze jakby w moim konkursie, ktoś cytat z Ciebie napisał, wygrałby kocyk od razu:):):):):)

    Odpowiedz
  26. zwania says:

    ja całkiem niedawno odkryłam Twoje pisanie, gdy noc nieprzespana, bo synek znów nie śpi i płacząc zasypia, gdy smutek niekochania mnie ogarnia – bo z mężem nie żyjemy jak małżeństwo i każdy tekst, szczególnie ten o pisaniu rozrywa mi serce a teraz o odchodzeniu … naprawdę Trafiasz w samo sedno – skąd u Ciebie taka mądrość życiowa? Ja w tym roku skończę 44 lata, mam dwójkę bąbelków w tym jedno niedosłyszące i nie tylko(nie do opowiedzenia). Co dzień i co noc jestem szczęśliwa i nie jestem, wiem że osiągnęłam wiele i prawie nic, wiem że kochają mnie moje dzieci a ja je kocham i nie wiem czy ja też kocham właściwie i wystarczająco.
    No nie wiem czy zwykła kolej rzeczy to moment który jest w tym właściwym momencie – nie wiem co by się stało, gdyby mnie zaraz zabrakło – jakby odczuli to Ci których kocham a którzy mnie kochają – chyba nigdy nie zrobiło się wszystkiego i raczej chyba nie ma tego właściwego momentu i „zwykłej kolei rzeczy” …. nie wiem, dziwnie mi się zrobiło i naprawdę Dajesz dużo do przemyśleń – dziękuję Ania …

    Odpowiedz
    • julia says:

      Aniu, ta zwykła kolej rzeczy to takie 88 lat na przykład. Jak dzieci, wnuki maja swoje zycie, swoją prace. rozchodzą się do pracy. a my samotnie w domu siedzimy w fotelu. tenczas gdy już nie korzystamy z czasu emerytury na kolezanki, rowery, pomaganie młodym w obiadach.. tylko ten czas gdy już organizm odpowiada posłuszeństwa by lekko żyć, by pomagać.. jak często słyszy się od starszych ludzi ” ja juz chciałbym odejść”, „już jest mój czas”..
      Jeżeli zastanawiasz się czy kochasz wystarczająco i właściwie to znaczy, że robisz to najlepiej jak potrafisz.
      Myślę, że 44 lata to jeszcze tak bardzo młody wiek, że życie można o 180 stopni obrócić..
      Chce rodzeństwo dla Antki, bo choć mój mąż jest cudowny i mój Tato jest cudowny to często powtarzam, że przyjaciele, mężowie przychodzą i odchodzą, a rodzeństwo pozostaje na zawsze..

      Odpowiedz
  27. alicja says:

    choinkę czas rozebrać?;)
    piszesz o śmierci o której każdy marzy, a tylko nieliczni mają szansę doświadczyć….inni się zastanawiają, skąd takie rozważania?nie wiem…ale u mnie z miłości! bo ja muszę tu być i trwać i wspierać i pomagać! i nie wiem czy gdybym wiedziała, że niedługo odejdę to z godnością bym to przyjęła….włosy bym na głowie rwała z rozpaczy! tak mi się przynajmniej teraz wydaję….a po przemysleniach, jeszcze taka praktyczna refleksja, że o siebie też trzeba dbać:)choć na wiele rzeczy wpływu nie mamy, to troszkę możemy losowi pomagać;)to tak w ramach jeszcze noworocznych postanowień;)

    Odpowiedz
    • julia says:

      napisałaś to co myślę. rwałabym włosy z głowy gdybym sie dowiedziała o idącej do mnie smierci. nie umiałabym z ognością życia powili zamykać.
      tak, z miłości.. bo chce mojemu dziecku, męzowi.. bliskim mym problemu nie sprawiać. bo gdybym ja odeszła to cicho bezboleśnie będę spać.. a Oni tu.. sami.. jak to tak?
      i że losowi dopomóc można..
      no idealnie wszystko z mojej głowy tu wyciągnęłaś!

      Odpowiedz
  28. aneta says:

    ściśnięte gardło mam. to co napisałaś, jakby żywcem wyjęte ze mnie. tylko piękniej w słowa ubrane …

    Odpowiedz
  29. LeMaMa says:

    o tym przemijaniu nie chciałoby się tak banalnie… ostatnio powiedziałam mojej mamie: wiesz, nie myśl, że jestem złym człowiekiem, albo, że na coś czekam – nie! – tylko czasem sobie wyobrażam, tak nie wiadomo dlaczego, że babcia moja kochana umiera, albo, że Ty, albo, że dziadzio… i jakoś nie umiem sobie w głowie poskładać jakby to miało byc, że Was tu ze mną nie ma, chociaż wiem, że kiedyś nas wszystkich nie będzie… a mama powiedziała mi, że to znak, że dojrzałam, że to nic złego, że tak naprawdę, z pełną mocą i odpowiedzialnością myśli, zrozumiałam, że właśnie taka kolej rzeczy, taka ludzka natura…

    Odpowiedz
    • julia says:

      ile razy to ja myślę przed snem o śmierci moich rodziców. tak sie boje tego niewyobrażalnie. i zawsze myślę, że za mało ich, bo daleko mieszkam. a to czas goni, a to dwa zdania urwane przez telefon, a jak jade tam to też jakoś tak na prędko…

      Odpowiedz
      • LeMaMa says:

        zawsze mam z tym problem… odwiedziny, a wszystko w pędzie, żeby do wszystkich, ze wszystkimi, i zostają słowa urwane, tematy rozpoczęte… czasem nam się przypomni i wrócimy, a czasem umierają takie niedokończone… i tak. też się boję. niewyobrażalnie. że czasem sama nie wiem jak z tego leku one w mej głowie się pokazują… jak he dopuszczam do siebie…

        Odpowiedz
  30. Asia says:

    Bardzo mnie wzruszył ten post pewnie dlatego że jakiś czas temu odszedł mój dziadek. Jak się kogoś straci potem żal spraw nie załatwionych, telefonów niewykonanych, listów nienapisanych, zbyt mało czasu, uwagi poświęconej. Poza tym sama dowiedziałam się niedawno że mam poważną chorobę z którą muszę zacząć walczyć żeby moje dzieci mnie miały i za rok i za 5 lat i za kilkananaście lat mam nadzieję…

    Odpowiedz
  31. Mommy.oholic says:

    Bo tak to już jest, że porannie czasem dobrze się wzruszyć. Przemyśleć i przede wszystkim zrozumieć. =*.

    Odpowiedz
  32. Magda says:

    Piękny tekst…od niedawna do Ciebie dopiero zaglądam a już się zachwycam…trochę czasu mi zajmie przeczytanie wszystkiego..bo doba krótka jakaś taka…ale przeczytam na pewno bo widzę,że warto bardzo…pozdrawiam ciepło w ten zimny poranek 🙂

    Odpowiedz
  33. Wzruszyłam się strasznie, śmierć to temat który powoduje u mnie ścisk żołądka i lęk nie do ogarnięcia- mimo, że tak wygląda życie.

    Odpowiedz
  34. Marlena says:

    boję się bo ja to sobie potem całą historię szyje, że gdy przyjdzie za wcześnie, to On z inną i Ona będzie zapinała kurteczki i zakladała czapki. Albo w ciężkiej chorobie, gdy będą patrzeć jak znikam w bólu,a ja jestem trzcinką i nie chce aby ten wiatr mocną mną smagał. Wiem jak życie jest kruche więc ”łapię chwile ulotne..” ale pozwól że będę podlądala życie Twoje i brala z niego to co dla mnie fajne czyli,ciepło, zapach domu, prawdę że szczęscie isnieje, przebojowość i pewność swego. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • julia says:

      to chyba normalne, że każdy w głowie tą historie pisze, dopisuje, wyobraża sobie.. i o również oczywiste, że każda z tych dopisanych historii rodzi starch, ból..
      bierz co chcesz 🙂 chce się tym dzielić..

      Odpowiedz
  35. Emilia says:

    A ja wcale nie mysle, ze to co napisalas, to smutne. Piekne. Cudowne. Takie jak by sobie kazdy marzyl. Tak, ale nie smutne. Bo taka juz jest kolej rzeczy, ze rodzimy sie i umieramy. Nie unikniemy, nieuniknionego. Ale odejsc w takim stylu jak Ty to opisalas to bylo by cos. I zeby przezyc, dorzyc i na koncu zejsc z tego swiata z usmiechem i swiadomoscia ze zroobilismy kawal dobrej roboty. I ze nie zmarnowalismy tego zyciea ktore nam bylo dane. Moje motto na codzien to „Zyj tak, aby kiedy umzesz Twim znojomym zrobilo sie nudno”

    Spiaca Antosia, przecudna i tej jej usteczka piekne az oczu oderwac nie mozna 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      znam ten cytat i czasami przelatuje mi przez głowę..
      Niezwykle ciesze się, że tak odebrałaś tego posta, bo on taki właśnie miał być. normalnie o śmierci. bo każdy tematu unika jak ognia..a ona każdemu z nas zapuka do drzwi i za rękę weźmie…

      Odpowiedz
  36. Aga says:

    A ja sie zastanawiam, o czym pomysle w tej chwili przed smiercia. W ciagu tych dwoch minut, ktore beda sie ciagnac, gdy samolot bedzie spadal. Czy pomysle o czyms waznym? O narodzinach Stasia czy o jego nocnych placzach? O pierwszym pocalunku z mezem czy o klotni przebytej przed chwila? A moze pomysle o naszych spacerach sto lat temu, gdy po sniegu chodzilysmy po polu, czy kury w Dniu Wiosny ogladalysmy… To taka chwila wazna bedzie. Ten moment chwile przed. Wtedy sie okaze, co wazne, czy drobiazgi wazne, czy duze chwile tylko na pokaz. Tego tez sie boje – ze sie rozczaruje
    soba. I nie bede miala szansy tego naprawic.

    I tak mnie wkurzylo to co napisalas. Bo to powazne. Bo trzeba pomyslec. I czlowiek sie trapi. I mysli. A najczesciej to odsuwa. Bo niby czemu tez ma nie odsuwac, jak zdrowy, mlody, szczesliwy… Ale czasem trzeba i nad tym pomyslec. Bo ze smiercia trzeba sie oswajac. Bo bedzie.

    A brak liter polskich to wiesz, Stasior… A nie chce mi sie resetowac, bo wszystko zapomne. No.

    PrzesCiebie czlowiek musi sie zatrzymac. I nie pozwolic, by dziecko tylko „te zabawke z raczki do raczki przekladalo”.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Widzisz.. to mi temat zapodałaś do myślenia! chciałaś sie mi odwdizęczyć, że i ja Tobie głowę zaprzątnęłam? 🙂 też czasami przemknie mi myśl pt „o czym to ja będę..” Podobno podczas tej chcwili krótkiej całe życie potrafi przelecieć przez głowę..
      Wiesz, pomimo tego, że ja tu tak w miarę lekko o tej smierci napisałam to ja jak każdy przeraźliwie sie jej boje. aż tak sie boje, że myślę często dosyć.. jak to właśnie będzie.. a te myśli co najbardziej by się chciało od siebie odsunąć to siedzą obok jak pies najwierniejszy.. 🙁
      I dlatego kocham ten każdy dzień do szaleństwa, żeby nie żałować… że go nie ceniłam gdy był.. nawet dosyć zły.. z kłótnią, odrapanym samochodem, przypalonym mięsem…
      Mnie brak liter polskich nie przeszkadza bo ciągle czytam te moje polki któ®e nie z polski 😉
      Konieczne spotkanie! 🙂
      do mnie na maila teraz trzeba bo fb prywatnego skasowałam.

      Odpowiedz
  37. kasia*kasia says:

    a jak tak sobie myślę, że ten dobry moment – dla mnie – to byłby wtedy, gdy zamykając oczy będę mogła brew filuternie zmarszczyć i z dreszczykiem emocji zadać pytanie – no, ciekawe co teraz …

    Odpowiedz
    • julia says:

      bo widzisz Kasiu Ty na to „co teraz” czekasz i wierzysz.. a ja nie.. i tym co wierzą łatwiej sie z tym pogodzić.. „filuternie” :))

      Odpowiedz
  38. Kasia says:

    Karmię właśnie mojego 8-miesiecznego synka, i on tak słodko przysypia mi przy piersi. A ja czytam Twój wpis i płaczę. Śmierci boje się od dawna, czasem mam tak że jak o tym pomyśle to strasznie płaczę. Czasem aż są to spazmy rozpaczy… No ja kocham życie i moich najbliższych, i przeraża mnie myśl że nie znam dnia ani godziny kiedy odejdę. A oni zostaną… Jak to tak???!! A teraz jak mam tego kochanego brzdaca to myśl o tym przeraża jeszcze bardziej. Dziękuje za ten piękny wpis, a zaraz odkładam mojego spiacego synka do lozeczka i idę się przytulić do spiacego męża. Dzisiaj mamy spotkanie rodzinne z okazji imienin mojego brata, i po przeczytaniu Twojego posta wiem ze będę dzisiaj maksymalnie chłonąć ten rodzinny czas….

    Odpowiedz
    • julia says:

      kiedy nie mamy dziecka to ta śmierć jest przerażająca.. ale kiedy mamy już rodzine, kogoś kto w nas widzi cały świat, kiedy mamy tyle do zrobienia to to już jest nie do wyobrażenia… bo nie boli nas nasza śmierć tylko boli nas, że zostawimy ich samych. Myślę, że kiedy odchodzi ktoś najbliższy to świat się kończy.. biegnie dalej dzień i noc, i piekarnie chleb pieką.. ale nasz świat już wygląda zupełnie inaczej.. dlatego warto czasami o tym pomyśleć by czerpać z tego co jest teraz.

      Odpowiedz
      • Kasia says:

        Dokładnie tak…. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Pięknie ubierasz to wszystko w słowa. Pozdrawiam bardzo ciepło!!

        Odpowiedz
  39. paula says:

    A ja nie chcę myśleć o śmierci… Rację ze wszech miar masz Julia, że to temat naturalny, czy chcemy czy nie chcemy ten czas nadejdzie, ale nie umiem i nie chcę o tym myśleć. Chyba by mnie to blokowało, spowalniało. Czasem mam coś takiego, że jak mój Mąż rano wychodzi do pracy, żegnamy się, całus, uśmiech, czasem pomyślę „a jeśli miałby to być nasz ostatni?”. Niech wiec to będzie taki uśmiech i taki całus jaki chcielibyśmy oboje pamiętać. Ganię się za takie myśli, ganię, bo powinnam cały czas żyć tak żeby niczego nie żałować, żeby nie uważać, że mogłam a nie zrobiłam. Wiem jedno, ze gdybym dowiedziała się, że został mi miesiąc życia na przykład to paraliżująca myśl o tym nie pozwoliłaby mi dokończyć tego życia tak jak bym chciała. Przez łzy i strach o najbliższych utknęłabym w jednym miejscu. Dlatego nie chcę o tym myśleć i wolałabym tego nie wiedzieć i nie musieć się przygotowywać. To i tak nadejdzie. A zasypiając co noc chcę mieć świadomość, że zrobiłam dziś wszystko w zgodzie ze sobą i najbliższymi, chcę mieć pewność… tylko to nie takie proste i nie zawsze możliwe, ale marzyć też trzeba mieć o czym.
    Jedno jest pewne, nie pierwszy już raz Julia sprawiasz, że odrywam się od mojej codzienności żeby zatopić się w myślach i kolejny już raz postanowić sobie, ze od dziś będę lepszym człowiekiem.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Paula, a czy Ty wiesz, że to naturalne, że to nic złego myśleć czasem o tym. Każdemu normalnemu człoweikowi przechodzi taka myśl. Czasami ich nie chce a one jak bumerang wracają. Czasami wkurzam się na Adasia, że się spóźnia. Denerwuje. w głowie krzycze na niego. a potem myślę, a może on miał wypadek. a ja tak sie wkurzam. i niechcący widzę w głowie ten jego wypadek, oiom… i myślę „nie, nie, wyrzuć to zgłowy” .. a to sie tak nie da.. człowiek myśli bo się boi. bo ceni to życie, lubi je. to naturalne i normalne. Ja te myśli odganiam jak prawie każdy, a one przez dziurke się przecisną, przypomną o sobie..

      Odpowiedz
  40. says:

    Ehh wzruszające słowa jak zawsze i zmuszające do myślenia, o tym co było i co będzie. Lubię Cię czytać, niecały miesiąc temu trafiłam na Twojego bloga, przeczytałam każdy post i nie mogę się oderwać od pięknych słów i pięknych rzeczy.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • julia says:

      Aś, lubie gdy czytają 🙂 gdy zostawiają komentarz jak Ty. a jak czytają cicho i nie piszą ani słowa to też lubię. że są. Idę na tą Twoją kuchnię zerknąć jak mi Tocha zaśnie 🙂

      Odpowiedz
  41. ania says:

    polecam!!!! cudne ubranka dla Maluszków wykonane z sercem i rękami dwóch wspaniałych Mamuś:))) http://www.facebook.com/pages/SZare-BAM/192352847570108

    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  42. Agata says:

    Ten post to wykrywacz wrażliwców;-) Ja też oczywiście zalewam się łzami przy byle okazji.. Ostatnio pokazywałam mojej córeczce na YouTube fragmenty „Skrzypka na dachu”. Opowiadałam, o czym mówią poszczególne piosenki i wystarczyło „Sunrise, sunset” żeby się rozszlochała jak jakaś rzucona nastolatka.. Ale tak chyba jest dobrze, tak trzeba.

    Odpowiedz
  43. Mira says:

    Ja tak właśnie jestem. Komentuję bardzo rzadko ale jestem. I czytam!

    Odpowiedz
  44. Agata says:

    spłakałam się jak bóbr ostatni…

    Odpowiedz
  45. Dawno nie czytałam tak doskonale napisanego tekstu, nie ukrywam dla mojej osobowości, gdzie w najbliższej rodzinie choroby, co chwilę ktoś odchodzi i zostawia zbyt dużo pustki- trochę obniżający samopoczucie, osobiście staram się wypierać z umysłu te tematy, jednak tego co stworzyłaś nauczyłam się na pamięć – jak modlitwy, ciszę się, że znalazłam Twojego Bloga

    Odpowiedz
    • julia says:

      ja pomimo tego, że dosyć lekko napisałam tego posta to śmierci boję się przeraźliwie.. może dlatego też chciałam się zmierzyć z tym tematem..

      Odpowiedz
  46. ola says:

    …płaczę… żegnałam się z moim Tatom w styczniu…
    tak bym chciała doczekać wszystkich ważnych wydarzeń mojej Córki….Niestety Ona nie poznała Dziadka….a był tak wartościowym Człowiekiem…tak czekał na Wnuczkę… ehhhh…tyle chciałam Mu jeszcze powiedzieć…

    Pięknie piszesz zostanę u Ciebie, jeśli pozwolisz…

    Pozdrawiam serdecznie i nieśmiało zapraszam w me skromne progi…
    Ola

    Odpowiedz
  47. Alcydło says:

    ach, żeby tak wypełnić życie dzieci po same brzegi, tak żeby się przelało… może wtedy zostanie z nas trochę na potem, by nie było pustki:)

    Odpowiedz
  48. Ania says:

    Tyle już tych komentarzy tutaj. Ale muszę i ja. Dzisiejszego wieczoru pochłaniam zaległe Twoje wpisy, bo bloga odkryłam całkiem niedawno. Chcę jeszcze i jeszcze i jeszcze. Ale na tym dziś zakończę. Za dużo emocji. Łzy ciekną po policzkach w zetknięciu z ostatnimi słowami i zdjęciem roześmianej i bezbronnej jeszcze Tosi. Kocham to, co piszesz, Wasz świat. Dziękuję, że zapraszasz nas do siebie. Dobranoc!

    Odpowiedz
  49. kasia_pz says:

    trafiłam na Twój blog już jakiś czas temu, urzekły mnie zdjęcia i słowa, ale czytałam tylko bieżące posty ale stwierdziłam, że muszę zacząć od początku…no i tak zaczęłam od pierwszego posta i siedzę wieczorami i nocami i czytam z zapartym tchem…jestem dopiero tu i nie mogę się doczekać dalszych postów…masz kolejną stałą czytelniczkę 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.