oranżeria – kwestie techniczne


Jeśli stworzyć listę Waszych pytań, to najczęściej pytacie o kwestie techniczne domu.
Kiedyś stworzyłam takiego posta z odpowiedziami i on ogromnie mi pomaga, bo tam odsyłam kiedy pojawiają się nowe zapytania. Do domu doszła oranżeria i myślę, że taki post też musi powstać, aby potem było mi po prostu łatwiej. Mnie i Wam.
Okna, to nieopisany przypadek. Trafiliśmy na gotowe, które miały co do centymetra taką wysokość jak nasza weranda. Na szerokość ścięli tylko każe okno po centymetrze. Podobno to prawo karmy.
Do dziś trudno nam w to uwierzyć bo i cena tych okien była niesamowita.
Ktoś kiedyś gdzieś zamówił i nie odebrał. Czekały na nas. Po prostu.
Drzwi do tej werandy, czyli środek z tym okienkiem na górze niepodzielonym, zrobił mój Tato.
Początkowo miała być tylko oszklona. Potem pomyśleliśmy, że jednak będzie tam zimno.
A skoro już robić, to aby korzystać.
Postanowiliśmy ocieplić dach. Wypełniania z wełny drzewnej. Reguluje mikroklimat, ma dużą pojemność cieplną, nie podrażnia skóry, idealna dla alergików. Po prostu kolejny naturalny mieszkaniec domu, który nie wpływa negatywnie na nasz organizm.
Zamontowaliśmy klimatyzację aby latem chłodziła, a zimą ogrzewała.
Chcieliśmy też ocieplić podłogę… ale… mój mąż wpadł na pomysł, aby tę podłogę zrobić podgrzewaną.
Jako, że mój mąż, ma firmę z fotowotaiką i zamontował nam własnoręcznie panele to oczywistym było, że idziemy w prąd.
Padło na maty ocieplające podczerwienią. W ogóle super temat. Jeśli pamiętacie i kojarzycie domek na wodzie, do którego czasami jeździmy, to on również jest tak ocieplany.
Jeśli dziś budowalibyśmy na nowo dom, to poszlibyśmy całkowicie w ten temat. Dodatkowo byłby zasilany panelami więc dla mnie lepszego rozwiązania nie ma. Dla portfela i oczywiście środowiska.
W naszej oranżerii jeśli jest na dworze minusowa temperatura (a już się pojawiła i można było sprawdzić), rano przy podłodze jest 11 stopni, na górze 17. Bez żadnego ogrzewania. Jeśli zaświeci słońce przy całkowicie bezchmurnym niebie to o 11-12ej w oranżerii jest 27 stopni, nadal bez żadnego ogrzewania. 
Bez słońca oranżerię mogę nagrzać w 20 minut włączając podłogę i klimatyzację.
Deski na podłogę to sosna. Olejujemy ją potem olejem z madrony. W sensie wciera się ten olej ścierką. Tak też mamy potraktowany cały dom.
Jeśli macie jakieś pytania, zostawcie proszę w komentarzach, oczywiście odpowiem, a i kolejni czytelnicy będą mieli więcej odpowiedzi. 
No i najlepsza moja kochana ekipa oranżeryjana to Szwagier z Tatą mym ukochanym.

w środku…


A w środku jeszcze nie jest tak jak ma być. Jeszcze kwiatów sporo muszę powsadzać, powiesić.
Jeszcze hamak, huśtawkę jakąś. Chciałam przestrzeń, a już zagracone. No cóż… taka moja natura. Może nie trzeba z nią walczyć… 
Jestem typem „trzymacza”. Jeśli mam mebel, który mi się podoba, to choć pojawia się nowy, z tym nie potrafię się rozstać… I choć pojawiła się w domu nowa kanapa, tak te sofy kocham nad życie i wylądowały w oranżerii.
Stół jest z nami od zawsze, to kawalerski mojego męża. Potraktowałam go satyniarką i oto jak nowy.
Kilimy nad kanapą dostaliśmy od mojej siostry na ten właśnie cel oranżeryjny.
Plan od samego początku był taki, że połowa oranżerii będzie gościnna, do siedzenia, a druga połowa to materace i projektor na dużym ekranie. Czekamy na projektor i materace.
A kiedy będzie potańcówka sąsiedzka, bo niezwykle je wielbimy, to zbieramy materace i jest parkiet do tańców…
W piątek dodam osobnego maila z kwestiami technicznymi tej oranżerii bo już dużo pytacie.
Kwestia desek, ogrzewania itp… Wszystko rozpiszę.
A dziś zapraszam Was na taką wersję roboczą tej oranżerii, bo do końcowej i zadowalającej mnie jeszcze daleka droga… No dobra, już się z niej mega cieszę… 🙂
Tylko te okna… Już wydawało mi się, że wymyłam na celujący, a tu przyświeci słońce i latam ze szmatką na nowo i pucuję…
Już się nie mogę doczekać siedzenia w niej gdy spadnie śnieg… Ileż przyniesie mi to radości…
Post ten łączę z pewnymi nowościami ze sklepu „Bokado”. Sklep z pięknymi rzeczami dla kobiet i domu.


Zacznijmy od kocy. To koce od Bloomingwille. Bawełniane. Pochodzące z recyklingu. W bardzo przystępnych cenach, jeden aktualnie na dużej promocji. Tutaj. Dla mnie piękne kolory i wzory. Mocno retro czy vintage. Ich struktura jest też tego sprawcą.
Świce Woodwick – to podobno już znane, a ja pierwsze miałam z tym styczność… To świece, które podczas palenia, wydają dźwięk. Taki charakterystyczny dźwięk palonej świecy. To dzieło specjalnego knota i jego budowy. Rewelacyjny efekt.
A jeszcze w takiej jesienno-zimowej aurze ten dźwięk tak koi. Tutaj. Po angielsku znane określenie -crackless. Tak mówią anglicy na między innymi skwierczący na patelni boczek. 🙂
Mnie się ten efekt podoba bardzo. Nadaje zimie jeszcze większą aurę zimy.
Kaminokowe kubki Addison wygryzyły wszystkie inne i tylko w nim pijam poranną kawę, aby nadać porankowi większą celebrację. Mam dwa, ale dziś domówiłam 6 kolejnych bo idealnie pasują mi do domu i reszty zastawy. A ja z tych co talerze i kubki mam na dziesięciolecia. Tutaj.
Bokado to również wybrane książki. I ogromnie mi miło, że posiadają w swojej ofercie też moje zapiski.
Do książek (cudnie wydanych wierszy Szymborskiej) link tutaj.
Piękne notesy i albumy na zdjęcia. Kosmetyki. Myślę, że doskonałe miejsce na odnalezienie świątecznych prezentów.

rozmowa o wirusie

-Wiesz Mamo, marzy mi się iść do szkoły. Może być nawet sprawdzian z dzielenia. Możemy stać na nudnym apelu i słuchać historycznych przemówień. Mogę dostać dwóję, ale chcę wrócić do szkoły. – mówi, po czym znowu wkłada szczoteczkę do buzi, szoruje zęby, a w Jej oczach widzę wielkie zbierające się krople łez.
– Wiem Córeczko. Ja to wszystko wiem. Ale nie mamy na to wpływu, nie mamy możliwości wyboru. Bez względu na nasze poglądy o tym wirusie, nie możemy zmienić nic.
Możemy natomiast zmienić swoje myślenie i podejście.
W czasie wojny dzieci nie chodziły do szkół kilka lat. Pewnego dnia, niespodziewanie, zostały wyrwane ze swoich ławek i bardzo często do nich nie wróciły. Nie wróciły do tych, ani do żadnych innych.
One nie marzyły tylko o powrocie do szkoły. Marzyły o kubku gorącego mleka, ale nie tylko ich szkoły nie były już ich szkołami, bo ich trzoda też nie była już ich trzodą. Marzyli nie tyle o ciepłej pościeli, co o swoim domu w ogóle. O tym by spokojnie zamknąć przed snem oczy. Nie marzyli też o pełnym brzuchu, marzyli o tym by w tym brzuchu było cokolwiek. I aby ten brak nie zabrał ostatniego co Im zostało – życia.
Co jakiś czas moja Mała, jak istnieje świat, dzieje się na nim jakaś tragedia. Wojny, powodzie, wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i epidemie właśnie. Bez względu na powody pojawienia się dzisiejszej epidemii – jest. Pojawiła się.
Nie było w historii naszego kraju tak długiego czasu „spokoju”. 
I jak mawiał Bauman, aby mogło pojawić się w człowieku szczęście, niezbędne i konieczne jest doznanie nieszczęścia. Tak też z tym światem było od zawsze. Aby mógł zaistnieć względny spokój, musi pojawiać się co jakiś czas niepokój. Świat złożony jest z olbrzymiej ilości ludzi, każdy z nas jest zupełnie inny. Inaczej ten świat widzi, czego innego pragnie. Z tego też powodu następują wojny. Światowe, narodowe, a i domowe. Bo jeśli w jednym domu mąż z żoną się często zgodzić nie mogą, a we dwoje jedynie są, to jak zgodzić ponad siedem i pół miliarda ludzi? 
Nie mamy Córeczko wpływu i możliwości aby pogodzić cały ten świat, ale mamy całkowity wpływ na zgodę w naszym domu. Możemy też pogodzić się z resztą, na którą wpływu nie mamy.
Bo brak tego pogodzenia nic nie zmieni w świecie, ale wiele zmieni w nas. Nasze ciało i dusza będą chorować od tej złości czy gniewu. A na razie już wystarczy. Chrońmy się przed chorobami z zewnątrz.
Źle się dzieje na świecie. Tak. Ale czy były czasy, że działo się lepiej?
Ludzie dziś przez epidemię tracą pracę, domy, możliwości. Każdy z nas coś przy niej traci.
Ale wciąż jesteśmy wolnymi ludźmi i aby odbudować wszystko na nowo, musimy mieć tylko chęci.
Tam, w czasie wojny, choć chęci mieli wielkie, na nic się zdawały, bo wolności nie mieli.
Człowiek w swoim życiu upada nie raz. Nie dwa. Jak będziesz starsza to opowiem Ci jakie w życiu trudne drogi do przejścia mieli dziadkowie, a i ja z Tatusiem nie zawsze mieliśmy z górki.
Czasami wręcz pod tę górę trzeba było jeszcze wpychać wielki kamień.
Ale zawsze mieliśmy wielkie chęci i wiarę, że razem nam się uda. 
Czasami Komuś zawala się świat bez epidemii, a innym w jej trakcie. Bez względu na czas tego zawalenia, trzeba mieć wiarę i chęci zamiast zniechęcenia.
Popatrz moja Najdroższa, robię Ci miętę, stawiam na biureczku. W laptopie pokazuje się pogodna twarz Twojej nauczycielki. Wraz z Nią inne uśmiechnięte, rozgadane buźki z Twojej klasy.
Każdy z Was, siedząc na tej nietypowej lekcji, może przyłożyć stopy do ciepłego pod oknem grzejnika.
Może założyć świeżo wyprane, ciepłe skarpety.
Przyniosę Ci banana.

Na obiad zrobię Twoje ukochane langosze.
Wieczorem obejrzymy rodzinnie komedie romantyczną.

Wcześniej pobiegacie z innymi dziećmi po polach wokół domu.
Na nikogo z Was nie spadnie bomba. Nikogo na tym polu z bagnetu, bez powodu nie zabiją.
Gdy wrócicie z polany wielkiego dęba, jak ją zwiecie, Wasz dom nadal będzie stał i nie pójdzie z dymem.
A w domu będę ja, wyciągnę z piekarnika bułeczki cynamonowe i poleje sosem z serka almette.
Przeczekamy moja Kochana. Przecież kiedyś się to skończy. Kiedyś wrócimy do normalności.
Nie takie na świecie działy się tragedie. Jeszcze będziemy przytulać się z ludźmi spotkanymi na ulicy. Jeszcze w tłumie będziemy się cisnąć. Ale teraz trzeba przeczekać.
Zrobić herbatę w domu i przeczekać. Przecież tyle wciąż do zrobienia ludzie w domach mają…
Strych uprzątnąć, zamrażalkę przejrzeć, mole wytruć. 
Nie złość się na próżno, bo o zdrowie musisz dbać, tyle jeszcze wciąż Cię czeka. 
Minie, jak wszystko we wszechświecie mijało. Dobre się w życiu kończy. Najczęściej zbyt szybko. 
Ale i złe mija. Najczęściej zbyt długo. Jeśli tylko zajmiemy się życiem, tym co do zrobienia wówczas mamy, minie szybciej niż minąć mogło i miało.
Patrz, pościelimy łóżeczko, żebyś milej miała. Okno odsłonimy. Oby internet nam się dziś za mocno nie zacinał. Ja będę Kochana przy swoim biurku, gdybyś coś potrzebowała. I też musisz wiedzieć mnie ta sytuacja czasami próbuje dobić, że aż wyć się chce. Ale czy to wycie się na coś zda? 
Mamy miłość w domu, a z nią przetrwamy każdą epidemię. Choćby trwała wieki.
Bo pamiętaj moja Dziewczynko, że jakiekolwiek nieszczęście na ten świat spadnie, Ty w tym czasie na miłości się opieraj, a nic nie zdoła Cię przestraszyć. Przestraszyć, załamać, nienawiścią i żalem zalać.
A kiedyś, gdy wrócisz pod wieczór z plecakiem i powiesz, że dość masz szkoły, uśmiechnę się pod nosem, bo przecież nie będę taka, żeby Ci wypomnieć. 
Będzie dobrze moja Cudna. Tylko przez złe przejdziemy i już będzie dobrze.
Z miłością, jakoś te wędrówkę wspólnie przetrwamy.

Niektórzy mawiają, że to wojna światowa. Że ta trzecia. Że tak wyglądać teraz będzie. Jeśli to prawda, to ja się na nią godzę. Choć wiem, ile ofiar i ludzkich dramatów. Ale wiem też, jak mogłoby być, gdyby przyszła ta wojna naprawdę. Bo coś, przyjdzie kiedyś na pewno.