Moja przyjaciółka pisała ostatnio…
Najlepsza lekcja pokory, spacer po cmentarzu. Jakub odczytał wiek zgonu z każdego nagrobka. Od 9 miesięcznego dziecka do 95 letniej babci. Wszyscy tam są. 16 i 14 letni chłopiec, którzy zmarli w tym samym dniu- 2/8/ 1965 roku i ojciec i syn, pochowani w tym samym wieku w 30-letnim odstępie czasu, 57 letnia kobieta uśmiechająca się ze zdjecia. Taki przekrój twarzy i dat. Aniołki pucate modlące sie w skupieniu na krawędziach nagrobków, kwiaty, lampiony. I cisza. Niezwykła cisza, bo przecież za murem odgłosy silników, krzyki dzieci, sapnięcia autobusu, zapach obiadu, szczekanie psa i pośpiech, i zakupy, i praca, i telefon. Pranie powiesić, łóżko zaścielić, umyć łazienkę. Dokładniej, lepiej, szybciej. Ubrać się ładnie, modnie, wyjść tu, iść tam, zabłysnąć. A tu pod drzewami starymi, wszyscy uśmiechnięci na porcelanowych fotografiach jakby ktoś im zdjął wreszcie z pleców ten ogromny ciężar spełniania oczekiwań, dostosowania się do wymogów, uczestniczenia, perfekcyjności, bycia zawsze gotowym, zorganizowanym i przygotowanym, odnoszącym sukcesy. Nie mają przymusu bycia szczęśliwym. Mają za spokój, towarzystwo kotów cmentarnych i tę wolność, którą wydawałoby się mamy i my, dopóki nie przyjdzie rachunek za prąd.
I choć pisze ona o lekkości jaką wydają jej się mieć ci, którzy odeszli, w pierwszej chwili po przeczytaniu pomyślałam o pięknym fragmencie z książki Joanny Jax. Pisze tam, że najważniejsze jest życie. Przede wszystkim trzeba walczyć o życie. Aby żyć. Bo kiedy nie ma życia to wszystko inne jest zupełnie nieistotne.
Ludzie zaprzestali doceniać fakt samego życia. Jakby miał być niezaprzeczalny i wieczny.
Choć ze wszystkich stron słychać o jego ulotności i kruchości, to tak jakby czytać zaledwie książkę.
Zamykasz. Z hukiem i przerażeniem składasz wielką i grubą oprawę, aż wznosi się kurz. Odkładasz i powracasz do swojego życia, które prawdopodobnie przecież nigdy się nie skończy. Bo choć tego nieuniknionego faktu obawiamy się mocno, wręcz z nerwowością, to nie przekłada się ono na jakość bytowania póki życie jest…
No bo przecież przyjdzie czas… Czas na odpoczynek, na spokój, na książkę, na film, na ogródek, na spacer, na wyjazd, na wiosenne porządki… Czas na spotkania, dawno umawianą kolację, wino.. Przyjdzie czas na ludzi przecież… Już zaraz. Jak tylko dokończę pracę, jak posprzątam dom, jak znajdę siły na upieczenie ciasta, jak tylko będę bardziej wypoczęta…
Życzyliśmy sobie ostatnio wiele. Na święta, na Nowy rok. Dużo było o najważniejszym zdrowiu. Było o spokoju, celebracji, spełnieniu… Mało jednak było o ludziach.
Bo kiedy jest już to życie – najważniejsze, a zaraz po nim zdrowie. To każde inne życzenie staje się ważne zaledwie na moment, jeżeli nie mamy wraz z sobą ludzi. Człowieka jeśli mało.
Prawdziwego, szczerego, bezkonfliktowego.
Rok który minął był dla nas niezwykle łaskawy. Dał nam dużo dobrego. Wręcz wspaniałego.
Ale to co pokochaliśmy wszyscy bezsprzecznie i co okazało się w życiu jedną z wartości największych, to życie z sąsiadami.
Czasami pytamy siebie nawzajem kto mógłby odebrać dziecko ze szkoły. Wszystkie jesteśmy chętne. Potem jeszcze konkurujemy między sobą obiadami, która zrobi lepszy, aby przejąć dziecko.
Dzieci odbieramy sobie często. Po szkole, z zajęć. Wystarczy zapytać i któryś z sąsiednich domów, a najczęściej wszystkie, są gotowe do pomocy.
Kiedy wracam z pogotowia, pytają od razu czy wziąć mi dzieci, abym mogła poleżeć i odpocząć.
Wigilię sąsiedzką robimy na osiemnaście osób. Każdy wygląda pięknie. Niosą przez pola gary pełne zupy, ryb, kapusty. Kiedy wychodzą po północy, okazuje się, że nie ma co sprzątać, bo zanim zamknęli nasze drzwi to sprzątaliśmy wszyscy.
Kiedy sąsiadka ma urodziny, których nie wyprawia, wchodzimy dzięki ukrytemu przez męża kluczowi, dmuchamy balony, nastawiamy piekarnik, kroimy ciasta, wieszamy transparenty.
Między tym wszystkim plączą się dzieci. Które żyją swoim sąsiedzkim – zżytym światem.
Ociera łzę kiedy otwiera drzwi i nas widzi. Mamy sztuczne ognie i świeczki w torcie.
Latem przy ogniskach Tatowie zasypiają z dziećmi. W piątkowe wieczory nasi mężowie oglądają filmy do piątej nad ranem. Choć od dwudziestej trzeciej już śpią… Ale podobno oglądają. Niech Im będzie.
Wiemy gdzie u którego sąsiada pochowane są talerze, sztućce, formy na ciasto i worki na śmieci.
Wiemy, które dzieci co lubią jeść, które na co są uczulone. Które są doskonałe w danej dziedzinie, a w której czują się gorzej. Kiedy siedzimy w tej swojej sąsiedzkiej licznej rodzinie przy stole i woła dziecko, wstaje ten kto ma najbliżej, niekoniecznie ten kto urodził..
Wspólnie wracamy z balu Andrzejkowego. I choć droga powrotna ma kilometr, idziemy dwie godziny.
Niesiemy głośnik i tańczymy. „Mówiono o nim King” śpiewamy wszyscy.
Na bal z Koła Gospodyń Wiejskich też idziemy wszyscy. Na nogach przez pole. Muszę zapytać dziewczyn co ubierają…
W letnie wieczory, bez umawiania zbieramy się na podwórkach. Ktoś przyszedł po swoje dziecko, Ktoś akurat przywiózł pływak do basenu, Inny wracał ze spaceru.. Z niczego zawsze robi się nam coś wspólnego..
Z niczego ogniska i grille. Każdy przynosi co akurat ma. Czasami wystarczy pyszna kawa i popcorn dla dzieci. Siedzimy na tarasach, na schodach, w kuchniach, salonach, podłogach dziecięcych pokoi..
Rozmawiamy codziennie. Pomagamy sobie codziennie. Jesteśmy razem codziennie. Choć każdy z nas tak zupełnie inny. Nie łączą nas interesy, nie łączy nas przeszłość, nie łączą więzy krwi. Łączą nas bliskie łąki pomiędzy naszymi domami. Czasami mężowie wykoszą, innym razem lecimy po wysokich trawach..
Nie ma kurtuazyjnych pytań, podziękowań… Wszystko jest szczere, prawdziwe i bezpośrednie.
Dzieci jedzą tam gdzie akurat w porze obiadu ich poniosło. Wspólnie trzymamy kciuki za swoje sukcesy, wspólnie biadolimy nad porażkami.
Słyszę z którego podwórka śmieją się akurat nasze dzieci.
Taczki, drukarka, pudry, bus, sanki, brytfanki są wspólne. Ale wspólne przede wszystkim stają się ręce.
I nie ma tak pięknego spokoju, którego nie chciałabym aby zmącił mi Ktoś z moich sąsiadów.
Mogę stać wtedy w podartym, brudnym dresie. Bez makijażu i niezbyt urzekającą cerą. Mogę mieć przepełniony zlew i piach w przedpokoju.
Razem obchodzimy urodziny, święta, uroczystości, karnawał…
Wiemy kiedy nas nie ma i gdzie wtedy jesteśmy.
Kiedy w sylwestra mój mąż pracuje do północy, nasze dzieci świętują u sąsiadów. Bo mięliśmy iść zaledwie na chwilę.. Ale w tych tłustych włosach i koszulce brudnej od masła zostałam, bo wyjść nie pozwolili.
Rozchodzimy się często po północy. Wtedy niesiemy te nasze śpiące dzieci na rękach. I idziemy wspólnie przez pola. Czasami w miejscu rozstania stoimy jeszcze długi czas.
Wszystkich nas bawi to samo. Wszystkich nas to samo przeraża. Każdy z nas o to samo dba, zabiega i czasami walczy. Kiedy zaczynamy się śmiać na którymś z tarasów naszych domów, to śmiech niesie się przez łąki i między drzewami…
Potem wracając do domu zbieramy z tych łąk i drzew tę radość. Starcza na kolejne dni i na każde wyzwanie… Bo dajemy sobie siłę. Kiedy masz świadomość ludzi, przy których możesz być prawdziwa, ludzi, którzy zrobią wszystko aby Ci pomóc, wesprzeć, albo po prostu obok być, to okazuje się, że wielkie przygody tego świata tracą na swej barwie i sile…
Odprowadzamy się i o dziwo zawsze mamy po drodze.
Może są na tym świecie piękne miejsca, w których z okna rozciągał by się widok ujmujący moje serce..
Ale moje serce już wie, że ludzie, których ma się obok siebie, to największa wartość i najbardziej niezwykły widok na tym świcie… Kiedy otwieram drzwi i widzę Ich twarz, albo gdy stukają w kuchenne okno..
Lub gdy machają na powitanie.
Teraz już wiem, że życie jako pierwsze. Potem zdrowie. I ludzie.
Kiedy piszę te słowa widzę jak sąsiadka idzie z psem. I uśmiecham się sama do siebie. Lubię ten widok.
Ktoś powie, masz szczęście. Tak, dużo tego szczęścia. Ale przede wszystkim aby ich mieć, trzeba do tych ludzi wyjść. Wyciągnąć rękę. Powiedzieć słowo. Jeden okaże się zupełnie nie tym kogo szukamy, a drugi zostanie nam na życie..
Więc zanim przyjdzie nam do nagrobków cmentarnych, to aby znośniej było..
Trzeba wyjść. Niedaleko. Czasami wystarczy przed płot.
Póki jest życie…














