boję się.

boję się.

że będę żałować przed śmiercią iż za dużo myśli człowiek miał. za dużo wciąż analizował i dociekał.
zamiast głowę lekką nosić, przyjmować życie jakim jest, wyrzucać to co ciężkie i nie do zniesienia..

że za mało człowiek realnie żył,  a za dużo w wirtualnym świecie. że żył jakimś obcym życiem, obcą opinią.. obcym biegiem losu.. a dla tego co zza płota rękę wystawiał zbyt mało uwagi miał..

że niepotrzebnie tak przejmuję się presją ludzi co czytają moje słowa i za nieskazitelną mnie mają a potem zawiedzeni..
bo mnie koło tego ideału nawet na chwilę przystanąć się nie udało.. bo ja przecież zniecierpliwiona popędzam dzieci w sklepie, przeklinam, palę, marudzę czasem tygodniami, nos na kwintę często noszę..
zamiast więcej skupić uwagi swej na tych co od 18 lat ze mną idą i najgorszą prawdę o mnie znają.. a wciąż niezmiennie kochają. 

boję się, że będę żałować w tej ostatniej chwili iż za mało w domu puszczałam muzykę na cały głos i za mało tańczyliśmy.. wirując pomiędzy kuchnią a salonem.. kręcąc się dookoła, podskakując i łapiąc pod boki.

może też tego, że za bardzo mi kurz przeszkadzał. tak tego będę żałować na pewno.
że za mało podkopywałam pod łóżko, tylko w idealną kostkę składałam.

i tego, że zbyt dużo od siebie wymagałam zamiast bardziej się doceniać i być z siebie zwyczajnie dumna.

że zbyt dużo się unosiłam, wściekałam, zamiast machać na to ręką..

i nie wiem jak będzie dalej w moim życiu, ale może też tego, że zbyt dużo pracuję, a czasu dla ludzi obok nie da się przeliczyć na żadne pieniądze..

boję się, że będę płakać w tych ostatnich chwilach nad tym, że zbyt rzadko mówiłam rodzicom i siostrze, że Ich kocham.. bo przecież wciąż wydaje mi się, iż na pewno to wiedzą.. a może wtedy już nie będzie możliwości..

boję się ciągle czegoś.. że może za mało, a może tamtego za dużo.. i boję się też, że będę za bardzo żałować, iż zbyt często się bałam zamiast żyć.

ale dziś, póki jeszcze jestem, wiem jedno.. że dziś mam jeszcze szansę zrobić wiele by bać się mniej..
o tę chwilę gdy już nadejdzie..
że dziś mam jeszcze szansę zrobić wiele by spokojnie odejść będąc zadowolonym z tego jak byt swój przeżyłam..

jedno jest pewne, nie będę żałować, że zbyt mało na bosaka po trawie chodziłam..

uwierz.

ostatnio, gdzieś, Ktoś, rzekł za moimi plecami, że taki blog to żaden tam sukces czy osiągnięcie..
najczęściej bardzo żałuję, że za plecami właśnie te słowa padają.. bo ja bym temu Komuś.. powiedziała tak…
że niby racja, można twierdzić, że sukces i osiągnięcie to nasz Zbysiu Religa, to Szymborska i Niemen.
a to co robię ja czy Ty… nic wielkiego.. 
ale coś Wam powiem.. i to będzie coś wielkiego..
przez całe życie przypatrywałam się temu jak żyją moi rodzice..
jak pochylają się nad każdym człowiekiem we wsi. nad każdym człowiekiem w ogóle, gdziekolwiek się nie pojawiają.
jak pochylają się nad każdym pisklakiem co wypadł z gniazda, nad każdym psem wyrzuconym przez ludzi przed wakacjami.. jak Tato mój smarował i bandażował naszemu koniowi kopyta gdy chorował. prawie spał z nim tam na sianie.
jak moja Mama, przechodząc śmiertelną chorobą przemierzała zaspy po kolana, by dotrzeć i zrobić obłożnie choremu, niedołężnemu starcu zastrzyk.
widziałam jak ratowali ludzi przed zamarznięciem, przed alkoholizmem, przed biedą i głodem..
a to były takie przypadki.. w naszej wsi. małej. 
nie były na skalę wielkich koncertów charytatywnych, na skalę artykułów w gazetach i programach w telewizji..
po cichu, bez splendoru i rozgłosu. dla samego siebie. 

żyjemy w czasach gloryfikacji wielkości, rozgłosu, hałasu..
wszystko inne ginie, umiera, odchodzi w zapomniany kąt..
ludziom wydaje się, że sukces musi mieć głośne i duże echo.. że tylko wtedy warto krzyczeć..
a z tych wielkich krzyków czasami echo tak dudni, że po jakimś czasie sami uszy zatykamy..

gdyby każdy człowiek cenił najdrobniejszy gest, najdrobniejsze osiągnięcie drugiego człowieka to… inaczej by na tej ziemi pachniało..
jednak to nie przed Kimś będziemy się rozliczać na końcu naszej drogi, a przed samym sobą jedynie..
musicie pamiętać by nigdy sobie nie umniejszać i nie dać umniejszyć innym..
musicie wiedzieć, że taką samą wartość ma podniesione pisklę z gniazda, co orkiestra dęta na Krakowskim Rynku zbierająca pieniądze na szczyty cel..
bo bez orkiestry nie byłoby w skarbonkach dodatkowych grosików, a gdyby każdy grał w orkiestrze to nie byłoby tego co zauważy pisklę na drodze.
 
bo mnie się wydaje, że dobrze żyć. dobro czynić. dobrego nie zabierać a dobro rozdawać. dobrym zarażać. dobrze rozmawiać. dobrze myśleć.
to jest… wielki sukces i osiągnięcie.

nasz świat, przestrzeń nasza składa się ze mnie i z Ciebie.
ja jutro znajdę chwilę i pozbieram wszystkie śmieci spod lasu, które wyrzucają ludzie.
niewyobrażalna ilość. piękne, drogie auta podjeżdżają, otwierają drzwi i wyrzucają wory ze śmieciami.
rozpada się we mnie wtedy wszystko na pół.. nie mogę tego pomieścić w mojej głowie..
Ty jutro powiesz na spotkaniu rodzinnym, że Twoja znajoma opowiadała o ludzkim upadku, gdy ten świat zanieczyszcza w taki sposób.. ten wujek co siedzi po lewej pomyśli w głowie, że On do nich należy.. może zrobi Mu się choć trochę wstyd, może kolejnym razem się nad tym zastanowi.
jeden worek w lesie mniej to wielki sukces i osiągnięcie.

ostatnio podeszła do mnie dziewczyna. piękna. gęste, blond włosy, urocza buzia.
i Ona mówi do mnie, że dziękuję iż uratowałam Jej małżeństwo tym blogiem.
takie miałam ciarki na ciele kiedy to mówiła.
bo jak to? ja? taka zwykła dziewczyna?
i kiedy Ktoś za plecami tak o mnie mówi, to ja tylko uśmiecham się pod nosem..

bo ja lubię to co robię i czasami długo nie śpię w nocy nie mogąc uwierzyć, że takie rzeczy mi się przydarzają.. to wielka przychylność losu.

pisała czytelniczka moja, czy aby mój mąż dziś nie był w wydziale komunikacji bo Go widziała i przeprasza, że się tak patrzyła..
odchylam więc głowę od monitora i pytam Go czy był..
On, skubiąc orzeszki, odpowiada, że był bo zauważył autobus z krwią i poszedł oddać, a przy okazji wstąpił wyrejestrować motocykl..
skubał dalej.
ja odpowiedziałam głośno „acha”, a w środku myślałam o Nim..
jak wiem jaki jest zabiegany, jaki zapracowany, a pomiędzy tym wszystkim poleciał na szybko oddać krew.. takie oczywiste, jest autobus z poborem, to trzeba iść oddać.
to wielki sukces i osiągnięcie.. w swoim zabieganym egoistycznym świecie znaleźć chwilę dla innych.
to w tej sytuacji pierwszy.. a drugi to ten, że tak Go za to kocham, tak mi imponuje..
a dzielić los.. dzielić codzienność, czasami też tą ciężką i nadal tak mocno się kochać to…

czy muszę kończyć..? tak, tak.. wielka wygrana..

Drogi Człowieku, tak Ty.. Ty który wątpisz w sukcesy i osiągnięcia..
moich i znajomych możesz nie doceniać, ale życzę Ci bardzo byś zaczął dostrzegać swoje codzienne sukcesy i osiągnięcia.. zacznij być z nich dumny.. a wtedy zaczniesz być szczęśliwy..
będąc szczęśliwym najdrobniejsze dobre gesty ludzi obok będą i wtedy dla Ciebie sukcesami i osiągnięciami..
będąc szczęśliwym możemy doceniać i szczerze wielbić małe wielkie dokonania innych.

uwierz, że to wszystko co robisz każdego dnia..
to kiedy zbierasz dłonią okruszki ze stołu po skończonym śniadaniu, kiedy zamykasz książkę czytając w ogrodzie i idziesz podlać kwiaty, kiedy szkło wrzucasz do kosza ze szkłem to wielki sukces i osiągnięcie, bo to znaczy, że dbasz o życie. swoje i najbliższych.

świat, nasz świat wspólny składa się z takich właśnie sukcesów ludzkich.
gdyby w nie nie wierzyć, umniejszać im to nigdy nie powstała by wspólna siła z których jest złożona..
tylko razem, będąc dobrymi ludźmi jesteśmy w stanie coś osiągnąć..
ale do tego potrzeba wiary. w swoje triumfy i czyjeś.

myślę, że radość z osiągnięć ludzi obok mówi o nas wszystko..
życzę każdemu by osiągnął ten stan..
głosi o tym, że nasze życie jest po prostu dobre, a my w nim spełnieni.

Dar

Dziś Dzień Dziecka.. życzymy Im beztroski i błogiego dorastania..
Jednak ja dziś pożyczę Wam.. dużym dzieciom i sobie – wiecznemu dziecku…
kiedy już z tej młodości wychodzimy, pewnym krokiem.. wkraczamy w dorosłość i w świat obowiązków..

życzę Wam by mieć w tym naszym zagonionym świecie tak..
nauczę się go na pamięć.. gdyby dopadły mnie chwile zwątpienia.

pięknie podnosi na duchu.. aż się człowiekowi marzy ten stan..

Dar

Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle. 

Czesław Miłosz.Berkeley, 1971