z przytupem.

output_wYDM6L
_DSC0532 _DSC0479 _DSC0588 _DSC0475 _DSC0613 _DSC0601

ja tak mam. ma tak też On i Ty. z moich obserwacji tak wynika. no że prawie każdy ma właśnie tak.
że najczęściej to lubimy z przytupem. widowiskowo. od zaraz. niech każdy wie, a co!?
zapisane notatniki, kartki przyczepione na lodówkach, poinformowana rodzina i przyjaciele.
i najlepiej od pierwszego stycznia. tak na nowy rok. na ten i kolejny. bo jak nie na zawsze to po co w ogóle?
i od myślnika. od góry. 
że papierosy rzucam na pewno.
że raz w tygodniu na basen.
że z dziećmi godzina dziennie z plasteliną i kredkami.
że żone bardziej odciążyć z obowiązków domowych.
i, że na pewno zacznę szukać nowej pracy. – ale to potem wykreślone, bo w dzisiejszych czasach to nie ma co..
dieta! koniecznie dieta. najlepiej cud!
i  w ten monitor mniej ślepia wlepiać.
od pierwszego i do grudnia trzydziestego pierwszego. no bo to postanowienia na nowy rok. tak lepiej.
bardziej można się zmobilizować, podjąć kroki i działania. drastyczne choćby, to działać.
od pierwszego i do ostatniego daj mi siły na to Panie!
a potem, najczęściej tak w połowie stycznia, choć czasem dotrwają i do dwudziestego trzeciego, nie palą, na niedzielę nie logują się na fan pejdżach, a i pranie w domu rozwieszą.
dwudziestego piątego w szkalnym wieżowcu, lub pod sklepem na rogu lecą przekleństwa. a że to tak nie jest łatwo jakby się chciało.
że człowiek ma chęć a słabą wolę. że może by i nie zaprzestał, ale tak go dziś wyprowadziła z równowagi!

no przecież to jest jasne. jak pomyślisz dziś, że coś się kończy, że czas na zmiany, że to wymaga od nas odwagi, cierpliwości, siły, mobilizacji.. to zanim pierwszy przyjdzie, to my już cali w strachu..choć gorsze porównanie ciśnie mi się na usta.

a bo czy Kto widział, że świat się zmienia od już, od zaraz. natychmiast i z wielkim przytupem..?

chodzę ostatnio jak ta bomba zegarowa. tykam i tykam. choć nie.. tykanie to zbyt łagodne słowo.
jakby Kto obok mnie z sekundnikiem stał. o wszystko! chodzi mi generalnie o wszystko!
wstaje i już mi chodzi! 
czemu tak głośno ta szczoteczka od zębów?! i czy ciszej by nie mogła?!
czemu ten kabel od odkurzacza się tak wolno wciąga?! co za grat!? a tyle kasy!
dlaczego jak wstane to te koce na tych kanapach porozwalane!? czy nie mogłbyś ich składać?!
dziecko, przestań mi uciekać! chcesz jechać do Babci czy nie? bo ja nie mam siły!
Jezu! oszaleje z Tobą! już cztery razy Ci mówiłam a Ty nie pamiętasz!
dajcie mi wszyscy święty spokój! 
a najgorsze jest to, że na Nim opiera się najbardziej to, że o wszystko mi dziś od rana chodzi.
On zbiera na klate moje miny, słowa i podniesiony ton. zbiera to, nie ukrywajmy jak najdzielniejszy rycerz.

no właśnie. ano właśnie.
co począć?  jak na zmiany już za późno.. bo dziś to chyba… który to?  szesnasty styczeń. o szesnaście dni za późno by deklarować, zapisać i przyrzekać..
więc tak najzwyczajniej. bez przytupu pomyślałam sobie. choć nawet za bardzo nad tym nie myślałam. przebiegła mi taka idea przez głowę, że jutro postaram się opanować emocje. tylko jutro. żeby dać mu odsapnąć, bo On ze mną zwariuje.
tak zanim powiem pomyśleć. zanim powiem pomyśleć… o tak, tu jest klucz. bo podczas tego myślenia opadną mi emocje i rozwścieczenie paniczne.

leżę więc. oczy zamknięte. rano. On wstał wcześniej. słyszę jak ta szczoteczka mu chodzi. żesz jasny gwint! ile można myć zęby! a ja tylko czekam aż Antka się obudzi przez te Jego szczotkowanie! ale nic. milczę. znaczy udaję, że śpię.
zakłada buty. wychodzi. wchodzi. wychodzi. wchodzi. wychodzi!!!!!!! a za każdym razem alarm pika na cały dom!!
jak tego nie wyłączy to wstane i Go… no coś mu powiem dosadnie.
dzień mija podobnie. wszystko jak codzień. ale ja miałam tę idee. więc się trzymam planu.
wieczorem napiszę posta – myślę. schodzę na dół. uśpiłam. odstawiam butelkę do zlewu. a tu cyrk! na stole, na podłodze. wszędzie.
zanim posprzątam to usiąde za godzinę! a ledwo przecież stoję! czy On tego nie widzi? ale nie, nie… nie dam się sprowokować.
do końca dnia wytrzymam. 
mówię więc delikatnie.. – wiesz, mam dziś też wiele do zrobienia, a jakbyś mi pomógł posprzątać, to usiedlibyśmy razem.
na co On – nie wyobrażam sobie Puszku, że mogłoby być inaczej..
bo On szedł po brudne szklanki ze stołu a nie usiąść.
powinnam to wiedzieć, bo zawsze po nie idzie.

jest dwudziesta trzecia. fajny dziś dzień. dziś lubię siebie mocniej. i Oni lubią mnie dziś może mocniej.
i tak sobie pomyślałam… ale bez spięcia, że może jutro też mi się uda. tak jest zdecydowanie lepiej.
spróbuję. 
a jak się uda to może za tydzień pójdę biegać wieczorem.. bo też często o tym myślę. 
ale to może.. 

a przy najbliższej okazji kupię mu cichszą szczoteczkę.

_DSC0525 _DSC0501 tos22
koc/narzuta- SillyU. jest zjawiskowa. strasznie grubo pleciony. cudne kolory. przędza bawełniana miła w dotyku. dla Tosi mam milion kocy, ale ten jak przyszedł ostatnio to zwariowałam! zdecydowanie to taki koc na pokolenia, gdzie fajnie jest go zostawić w tym pudle z pierwszymi bucikami, z paskiem ze szpitala, zdjęcia usg i koc. ten koc. to jest kawałek wełny, która jest w 100% warta tej ceny! popadłam w totalne szaleństwo na jego punkcie i każdy Kto do nas przychodzi.

spodnie – lulu and the pug bardzo fajne gacie. przyjemny materiał. piorę ciągle i nie zmieniają się nic. Tocha je uwielbia, a to chyba najlepsza rekomendacja.

baldachim z gwiazd.

_DSC0061 _DSC0057 _DSC0167 _DSC0119 _DSC0170 _DSC0169 _DSC0183 _DSC0151 _DSC0082 _DSC0071 _DSC0060 _DSC0095 _DSC0180 _DSC0161 _DSC0135 _DSC0063 _DSC0038
_DSC0104
dzwoni do mnie Kasia…
– wiesz, jak jutro do Was jedziemy, to ja dziś zdążę Ci coś uszyć.. co byś chciała?

-hmm.. wiesz co, może tę gwiazdę co z niej wiszą trzy gwiazdy. albo nie, możę te chmurę. albo chyba tę gwiazdy..takie wiesz vintage. beże, kremy.
– to ja Ci uszyję pojedyńcze gwiazdy, a ty sobie zrobisz jak zechcesz.. chciałaś ten baldachim jak w „the holiday”. to tak Ci zrobię.

i ja wiedziałam, że Ona mi te gwiazdy przywiezie.. ale, że aż tak cudne.. 
już jak wnieśli torby do przedpokoju to wyczaiłam, ale nic się nie odzywam.. czekam cierpliwie aż mi da.
no i tak koło nich chodziłam. a może baldachim nad naszym łóżkiem w sypialni. no byłoby extra. ale czy mój mąż (mężczyzna z krwi i kości) marzy o spaniu pod gwiazdami? nie zrobię mu tego..
dobra.. w tygodniu będe robić przemeblowanie w pokoiku Tosi to zrobię u Niej. na spokojnie. kupię materiał. może moje krawcowe mi jakiś ładny uszyją.. 
ale im dłużej patrzę na ten z „the holiday” tym bardziej chcę już..
niedziela. o 16ej mamy mieć gości. o 15ej wkładam szarlotkę do piekarnika i pędzę do garażu. łapię dwa patyki. łamię je na kolanie, związuję trytytkami, obwijam sznurkiem. biegnę na górę. zbieram z szafy dwa stare pledy  na łóżko. obrus po Babci i te gwiazdy.
wpadam do pokoiku i w trzy minuty przestawiam. przynosze drabinę, przybijam stelaż pod sufit. narzucam na ślepo narzuty, obrus. kocyk. zawieszam gwiazdy, pióra z bażanta co na naszym podwórku zgubił. mocuję lampki. wrzucam poduchy i lecę na dół zmienić te dresy na coś bardziej wyjściowego…
tak oto w dosłownie 7 minut powstał baldachim.. 
nie wychodząc z domu, nie inwestując, nie tracąc za dużo czasu…
a radość Tochy jaka…! 
a ten film „the holiday” jakby Ktoś nie oglądał, to koniecznie..

dwa pledy na łóżko – ikea
gwiazdy – radosna fabryka
koc/chusta piaskowa – Wayda
koc w gwiazdy – aden i anais
lala z kapturkiem – prezent od mademyself
sukienka – missmist
książeczka – „proszę mnie przytulić” przeurocza książka, którą kiedyś opisała (rewelacyjnie jak zwykle) Kredka (tutaj).
książeczka – „bobo” Tochy ulubiona! nie wiem co ona w sobie ma, że tak dzieci przyciąga.