szafa tosi prezentuje..

Kolaże930

kiedy miałam 20 lat dostałam swoją pierwszą pracę. w Warszawie. wielki, piękny salon motocyklowy Honda Plaza. a potem już każde kolejne miejsce pracy było związane z ową pasją. życie przed też było pełne przemierzonych kilometrów na dwóch kołach.
miejsca pracy, przyjaciele, wakacje, miłostki. wszystko dookoła świata motocykli. i już wydawać by się mogło, że tak zostanie..
aż przyszedł w moim serduchu czas na rodzinę. na dziecko. na męża. na ognisko domowe. postanowiłam się poświęcić temu całkowicie.
każdego dnia odkrywałam nowy, fascynujący świat dziecięcy. zakochałam się w nim bez pamięci.
chciałam być Mamą na pełny etat. czekać w domu na męża z ciepłym obiadem, wysprzątanym domem, wypranymi koszulkami.
i tak też się stało.. minął rok… potem zaczął mijać kolejny…
spełniam się niezwykle prowadząc bloga. poznałam, odkryłam wielu wspaniałych ludzi, których pewnie  nie dane byłoby mi spotkać będac w domu.
a potem zaczęło brakowac czegoś jeszcze.. bo przecież ja zawsze na najwyższych obrotach, miliony pomysłów, pragnień, chęci..
zaczęło w głowie kiełkować.. jedno a potem drugie.. i kolejne..
tak. chcę coś tworzyć. coś obok codzienności naszej, obok macierzyństwa, bloga..
trwało to pół roku. choć miałam nadzieję, że zajmie miesiąc, góra dwa…
ale pewnie tak miało być. bo gdyby było inaczej to pewnie nie aż tak..
nie z takimi ludźmi w tej wędrówce..
bo to była w pewien sposób wędrówka. nauczyła wiele. cierpliwości również.
chciałam by było perfekcyjnie. i przede wszystkim od początku do końca po Polsku. w Polsce.
od niteczki po największy kawałek kolekcji.
zaczęło się od pomysłu na materiały. koniecznie dmuchawce. o tak. i pióra. i bez dwóch zdań biel z szarością.
pomysł ten w wektory zamknęła cudowna kobieta. ilustratorka książek. projektantka ubrań. malarka. pełna niezwykłych zdolności.
pomysłów. pasji. ja jestem pełna miłości do Niej. gdyby nie Jej osoba w moim życiu to wszystko nie miałoby miejsca.
spędziła ze mną długie godziny w drukarniach, szablonowniach, na liniach kabla telefonicznego, mailach po nocach.
tłumaczyła czym się różni tkanina od dzianiny i jaki rodzaj płótna najlepiej wybrać. 
płótno to wyszło z Polskiej fabryki. tutaj u nas zostało utkane.
również w Polsce wyprodukowano szablony. była to droga niezwykle trudna. zdobywanie bardzo wysokich gór.
odszukiwanie adresów, miejsc, nazwisk, by trafić właśnie tam.
od świtu do nocy w murach drukarni. kolejne kawy w biurze szefa.
wielkie ukłony w kierunku mojego szwagra, który to z nami dzielnie znosił. i humor mu nawet mocno dopisywał. cierpliwość do nas. i Jego silne ręce, które przerzuciły kilogramy bel materiałów.
i ten czas… myślę, że był jego sens. gdyby nie on może trafiłabym na zupełnie inne ręce, które te materiały zszywają. dodają tam mnóstwo swojej wiedzy i pasji. Matka z Córką. perfakcyjne do granic możliwości. wspaniałe kobiety..
i po raz kolejny zastanawiam się skąd to szczęście do ludzi..
bo tworzenie czegoś ma zupełnie inny wymiar, gdy robimy to z wspaniałymi ludźmi.
serce rośnie.
drewno. koniecznie drewno. 
kilka wieczorów myśli rzemieślników, z kartką papieru i ołówkiem, by wymyślić projekt doskonały.
powstał. z pierwszego gatunku drewna sosnowego. drobnosłoistego. bezsęcznego. produkcja nie jest  wielkoseryjna. unikatowe łączenia konstrukcyjne. jedyne takie w Polsce a pewnie i Europie. produkty można rzec eco.
100% bawełny. drewno. polskie głowy, polskie dłonie, polskie maszyny i polskie chęci do pracy.
tak miało być. od początku do końca u nas. w naszym kraju.
każdy produkt miał być doskonały. i tak jest. wykonany z największą starannością.
nie na dziś i jutro. tylko na to dziecko i kolejne. i dla dzieci od brata jak dorosną.
dziękuję Wszystkim tym, bez których sama nie dałabym rady. mojej Mamie, Teściowej, Siostrze, Córkom Siostry za pomoc przy Tosiulce. Tacie za pomysły, prace i cierpliwość do mnie.
jednak najbardziej dziękuje mojemu mężowi. bez Niego moje pomysły i pragnienia zostałyby tylko pomysłami i pragnieniami siedzącymi w kącie mojej głowy i nigdy nie ujrzały światła dziennego.
ach! no i mojej Tosiulce, która do tych pragnień mnie zainspirowała.
zapraszam więc na stronę www.sklep.szafatosi.pl
reszta kolekcji pojawi się na stronie po moim powrocie z wakacji.
ściskam Was mocno i do napisania!

Kolaże915 Kolaże918 Kolaże921 Kolaże904 Kolaże864 Kolaże912 Kolaże868 Kolaże865 Kolaże850 Kolaże852 Kolaże790 torebka Kolaże856 Kolaże863 Kolaże861 Kolaże859 Kolaże819 Kolaże821 Kolaże824 Kolaże838 Kolaże825 Kolaże840 Kolaże822 Kolaże818 Kolaże814 Kolaże808 Kolaże805 Kolaże806 Kolaże803 Kolaże798 Kolaże796 Kolaże887 Kolaże841 Kolaże843 Kolaże820 Kolaże926 Kolaże927 ramki 1 Kolaże932 Kolaże935 Kolaże931

 

 

wolny jak… motyl.

Kolaże764 Kolaże766 Kolaże765 Kolaże762 Kolaże756 Kolaże760 Kolaże759 Kolaże758 Kolaże753 Kolaże751 Kolaże755 Kolaże763 Kolaże777 Kolaże778 Kolaże770 Kolaże750 Kolaże767 Kolaże769 Kolaże772 Kolaże771 sobota Kolaże779to jakoś zawsze było oczywiste..
że jak się tańczyło na dyskotece, to w pobliżu okien lub drzwi.
że jak dojechało się na miejsce to zawsze, ale to zawsze, jako pierwsze dzwoniło się do rodziców, ze słowami „jestem”.
że na koncercie koło wyjścia ewakuacyjnego stać.
i że w aucie ciepłe ubranie, gdyby na pomoc czekać trzeba… bo tak mówił Tato.
jako 15 letnie dziecko chodziłam na wielkie dyskoteki. do trzeciej nad ranem.
o trzeciej czekał Tato w samochodzie pod dyskoteką. w spodniach i kurtce na piżamie.
nastawiał sobie budzik i po mnie przyjeżdzał. czasami latem wracaliśmy pieszo. całą gromadą z chłopakami z pobliskich wsi. odprowadzali zawsze pod same drzwi.
wtedy mówiłam wcześniej, że wrócę ze wszystkimi, żeby nie wyjeżdżał.
mówiłam wcześniej, bo komórek w czasach mojej podstawówki nie było.
miałam włosy zafarbowane na czerwono, rozwiązane glany i dziurawe spodnie.
ktoś zaczepił moją Mamę, że na tej dyskotece to są narkotyki, żeby mnie tam nie puszczała… i czemu ja mam te włosy czerwone, żebym zmyła.
a Mama na to spokojnym głosem…
– Jak będzie chciała brać narkotyki to wszędzie znajdzie.. a włosy, zmyć się nie da, bo to farba, ale w czym problem? nikomu tym krzywdy nie robi..
miałam też wtedy siedem dziurek w uchu. kolczyki, a w ostatniej dziurce agrafkę.
Tata mi przebił. wszystkie. na ziemniaku. igłą.
pamiętam jak miałam lat 13 i szłam na ognisko. na tarasie siedzą rodzice. mijam Ich i mówię „cześć”.
na to Tata, żebym może była przed 10 tą…
nie zdążyłam wylać potoku słów żalu i rozpaczy, bo Mama wtrąciła słowo..
– Andrzej, ale przecież wiemy gdzie będzie, z kim będzie, to niech się bawi do której chce.
wiesz jak to przykro gdy wszyscy siedzą, śmieją się, śpiewają a tu trzeba wracać..
i tylko wtedy była rozmowa o porze powrotu do domu…
miałam też kolczyk w języku, brwi i brodzie.
tatuaż chciałam jak miałam lat 16. ale wtedy to trzeba z rodzicem.
Tato powiedział, że jak wybiorę coś mądrego, co całe życie będzie mi się podobało i świadczyło o czymś ważnym to On z chęcią ze mną pójdzie…
w końcu zrobiłam jak miałam lat 26…
tatuaż mówi o ostrożności, bo łatwo coś stracić. o wsi i moim Tacie.
dostałam niewyobrażalną ilość zaufania. dostałam możliwość wybierania własnych ścieżek. możliwość popełniania własnych błędów.
zaufanie i wolność podarowana dziecku procentuje..
bo choć mogłam wszystko…
to chyba nudna jestem do granic możliwości, bo nawet trawy nigdy nie paliłam… 

 

(zdjęcia pochodzą z sobotniego popołudnia.
Tosia ma kapelusz i spodenki z H&M, body Soft Gallery)

nadbagaż

Kolaże652 Kolaże655 na cypr Kolaże646 Kolaże650 Kolaże651 Kolaże668 Kolaże667

nadbagaż mam wraz z sobą zawsze. samolotem, autem, motocyklem, pociągiem, i na spacerze również, za ciężka torba nadrywa mi ramię. są takie cechy charakteru, z którymi już nie ma sansu walczyć.. u mnie to zdecydwanie ten właśnie nadbagaż.
choć podobno życie bez nadmiernej ilości otaczających nas rzeczy jest lżejsze, lepsze i zdrowsze, ja pozostaje przy tej chorobie.
torby, torebki, torebeczki. koce, kocyki, kocyczki. dzbanki, dzbanuszki. kosze, koszyczki…
i tak, kocham tę cechę swego charakteru.. nie wyobrażam sobie inaczej..
ten mój nadbagaż na Cypr będzie tym razem chyba bardziej ekwipunkiem Antki…
wciśniemy, uciśniemy i zamek dopnę.. mam nadzieję..

1-2. uwielbiam ten zestaw. bierzemy, bo zajmuje mało miejsca a mocno wykorzystamy. jest piżamka na letnie, upalne noce (nie jestem zwolenniekiem klimatyzacji). jest cudną bluzeczką do krótkich spodenek, spódniczki. i spodenki do białego podkoszulka.. możliwości mnóstwo a jeden zakup. do tego zamówiłam rozmiar 98 choć Antonina nosi 86. jest idealne i za rok też będzie. tak sprytnie uszyte, że rośnie z dzieckiem. z bardzo dobrych jakościowo materiałów. pięknie wykończone. no nie ma się do czego przyczepić. niby cena duża, ale już tak to wykorzystuję na wszelkie możliwe sposoby, że warte tej ceny. kolorystycznie, wzorzyście.. mój ulubiony.. zakupiony tutaj. marka nowa na rynku. jeżeli Ktoś poszukuje czegoś nowego, oryginalnego to polecam.

3-4. ja bardzo dużo podróżuję z Antką autem. często wracamy wieczorem, gdy Ona już śpi. jako, że nie lubię być zaskakiwana, to zawsze mocno się nakombinuję. żeby ją ubrać, ale by potem też mogła zasnąć w czasie podróży i tylko ją przełożyć do łóżka. i żeby było wygodnie i ciepło. i by nie było Jej za zimno, gdy będę szła z auta do mieszkania..
i te śpiochy są moim rozwiązaniem problemu. biorę w torbę. przed podróżą zakładam Jej tylko te śpiochy. wygodnie. ciepło w aucie. ciepło gdy idziemy na dworze. wygodne do spania całą noc. bardzo fajny materiał. dobrze uszyte. kolor mój. cena super.
lubię też takie sklepy gdzie jest kilka porządnych produktów. czasami wchodzę gdzieś, gdzie jest ich dziesiątki, setki. oglądam, gubię się, zamotam i wychodzę nie kupując nic. stąd mam śpiochy i bluzę.
moża kupić tutaj. biorę do samolotu i na chłodniejsze chwile.

5-6. jak Cypr to strój. naoglądałam się, namyślałam, bo stwierdziłam, że muszę nosa wyściubić i nie mogę w kółko w tym samym miejscu kupować. tu szukałam i tam.. i wróciłam do sprawdzonego. i nie mogę się napatrzeć na Tochę w tym stroju..
do kompletu są jeszcze taka spódniczka granatowa. tak mi się podoba. no tak mnie rozczula mała koza w tym stroju..
polecam. tutaj.

7-8. a z tym, to nie mogłam się doczekać aż Wam pokażę.. niby minęło 19 miesięcy od czasu aż urodziła się Tosia, a ja wtedy marzyłam o takiej butelce.. a ile się jej naszukałam. butelka termos. o 15ej wlałam sok idealny do picia i o 19ej miał tę samą temperaturę. o 21ej może stopień, dwa niższą. butelka pomimo, że jest termosem jest bardzo lekka. i co jeszcze fantastyczne ma wymienne końcówki. Jest smoczek dla maleństwa, dziubek silikonowy dla większego dzieciaczka i dla takiej Tosielki plastikowy, który przeradza butelkę w bidon. butelka jest niezwykle ekonomiczna. kupujesz tylko tą jedną. jest butelką na mleko dla maluszka, potem na soki, wodę. używamy jej z Tosią już jakiś czas i jest rewelacyjna. ile ja się namęczyłam na spacerach zimą gdy Tosia piła jeszcze mleko. brałam wodę w termosach, kupowałam podgrzewacz do auta, na lotnisku kupowałam wrzątki… teraz biorę tylko tę butelkę. bedzie na mleko do spania i na wodę na plażę. szkoda mi starsznie, że wcześniej takiej nie miałam. można nabyć tutaj.

 A czy Wy podpowiecie, gdzie można kupić boskie sandałki dla Antoniny?