dzisiaj.

_DSC0330

moje dziecko bardzo dużo mówi..
to chyba za mało powiedziane, Ona nie ustaje w tej gadce. nikogo to nie dziwi, bo odziedziczyła to po swej matce rodzonej. oczywiście są wyjątki gdy się wstydzi. u Matki tego wyjątku nie ma. u Matki są złe dni, fochy, obrażania, ale wstydu nie mam za grosz!

nie jestem w stanie słuchać Jej zawsze z taką samą uwagą. staram się jak mogę, ale czasami jest to zwyczajnie niemożliwe.
mam dużo cierpliwości do tego Jej gadania, bo bardzo mnie to rozczula. staram się wtedy Jej patrzeć w oczy, prowadzić dialog, czekać jak się zatnie i szuka słowa, przerywam wszystko co robię gdy tak mędrkuje.
ale są wyjątki takie jak wczoraj.. słuchałam jednym uchem i odpowiadałam zdawkowo… „tak córeczko, super córeczko”
słuchając tyle o ile zakodowałam taką oto historię..
„Czy Wy rodzice nie wiecie, że ja jestem chora przez biedronkę? czy biedronki żyją w ludziach? chyba żyją Mamo, co? chodzą po ciele i wchodzą do gardła. one nam szkodzą czy nie? a w Tobie żyją biedronki? bo we mnie żyła. tak szła chyba po brzuchu, szyi i weszła do mnie jak się zagapiłam i zamyślałam. ale teraz już ją wyplułam i popatrz! patrz jaka jestem zdrowa! czemu nigdy nie mówiłaś, że biedronki żyją w ludziach?”
odpowiedziałam więc tak w tym pośpiechu, że nie żyją i co Ona opowiada..
dziś rano znalazłam naplute koło prysznica. dziecięca ślina, pogryzione literki krakersy i pogryziona biedronka.
obiecuję już nie poddawać w wątpliwość tego, co mnie dorosłej wydaje się niemożliwe…

dziś też, jak kompletny czubek, pojechałam na pobranie krwi po śniadaniu i  przegryzając ostatni kęs wafelka mówię do Pani pielęgniarki, że ja na pobranie i czy to na czczo trzeba? bo jak tak to ja już tutaj jestem niepotrzebna..
a to wszystko przez to, że nie mam planu! plan mi to zepsuł. szyki poprzestawiał.
postanowiłam dziś coś zaplanować. tak tydzień podzielić na dzień i na godziny rozpisać.
że we wtorek sprzątam, że w piątek pranie.. środa wieczor odpisuję na zaległe maile, a w czwartek piszę posta.
i kiedy tak sobie rozplanowałam ten tydzień. na obowiązki, zaległości.. kiedy zapisałam w notatniku co do zrobienia dziś i co do niedzieli to tak mi lżej, tak jakoś spokojniej.. głowa lekka..
kupiłam kalendarz.
to było po południu, a rano…

wstałam dziś lewą nogą. zupełnie tego nie planowałam. i ani to zły sen, ani pełnia.. wstałam tak, że zwiesiłam nogi z łożka i stanełam lewą. oka prawego od 3 lat otworzyć rano nie mogę od kiedy Tosia włożyła mi tam pompkę od płynu do kąpieli… a do okulisty nie mam kiedy.. i przyzwyczaiłam się z tym okiem. że dochodzę do siebie i boli. ale dziś bolało mnie tak, że dostawałam szału i łeb se chciałam ukręcić. miałam też dziś za długie nogawki w piżamach. jak schodziłam po schodach to myślałam, że przystanę i urwę przy kolaniskach! za długie są od listopada. ale dziś to przesadziły!!!
jakiś włos wyszedł mi z koka jak szogun i smyra mnie po twarzy. a ja mam taki katar, że takie smyranie to jak tortury w drodze na szafot!
w piszczel o łóżko walnęłam się tak, że zawyłam!

zanim doszłam do kuchni to wypowiedziałam milion przekleństw. a jak w jakimś była litera „r” to akcentowałam ją nad wyraz donośnie. przedłużałam i wibrowało nadzwyczaj spektakularnie.
wylałam wodę przelewając do dzbanka, który miał średnicę otworu jak lej po bombie atomowej! a ja rozlałam!
o! i tu zaklęłam na literę p. że najpierw jest słowo „ja” a potem to na p. i tam było to „r”. i chyba to „r” swoją wibracją potrząsnęło mi moim łbem i pomyślałam…
że gorzej to się mają Ci, co jednej nogi nie mają. tej lewej. że mają tylko prawą. i zawsze tą prawą wstać muszą.
to dopiero musi być wnerwiające.. być wiecznie zadowolonym i nawet na nic zganić nie idzie..

_DSC0267 _DSC0095 _DSC0248 _DSC0304 _DSC0167 _DSC0150 _DSC0332

nosidło – Tula.

2014 dopilnowane. wydrukowane.

_DSC0014 _DSC0015 _DSC0016 _DSC0017 _DSC0022 _DSC0025 _DSC0024 _DSC0012 _DSC0011 _DSC0030 _DSC0032 _DSC0028 _DSC0034 _DSC0033 _DSC0010 _DSC0020 _DSC0013 _DSC0037

prawie dwa lata temu znalazłam bon na facebooku, na kwotę 50 zł w firmie printu. 
zbliżały się urodziny córek mojej siostry i pomyślałam, że to będzie fajny prezent. zrobiłam Im książkę z fotografiami z wakacji.
wakacji takich w domu, na wsi… (była we wpisie tutaj).
ja mam dwie lewe ręce do spraw komputerowych. ale to tak całkowicie. a tam, u nich na stronie.. bajka!
zajęło mi to chwilę krótką. a do tego okazało się to tak banalne, że było bardzo dobrą, kreatywną zabawą.
od tamtej chwili, firma mi tu czasami przypomina, żeby  wpis dla czytelników. a u mnie czas napiety i tak schodziło.
pomyślałam, że może zrobię ten wpis przed świętami. pewnie wiele z Was w rodzinnym gronie z chęcią usiądzie do zdjęć, i stworzy taką książkę. jako pamiątę, jako rodzinny czas.. tak w biegu od poniedziałku do piątku ciężko się zebrać, a w święta luźniej, głowa wolniejsza od myśli napiętych.. 
często boję się, że ten internet wystrzeli w kosmos, że ukradną mi laptopa lub się zepsuje. dlatego zgrywam zdjęcia na wszelkie możliwe dyski, drukuję fotoksiążki, robie walizki pamiątkowe by nie żałować, że tych wspomnień nie dopilnowałam..
można wygenerować sobie bony printu.pl .
bon na 50 zł na fotoksiążkę kliknij tutaj.
bon na instabook 50zł kliknij tutaj. (fotoksiążka z fotografiami z instagrama, klikasz, logujesz się i wszystkie zdjęcia z insta zgrywają się same do układania książki. nieziemsko łatwe! )
trzeba podać maila, potwierdzić go , po czym w kolejnej wiadomości otrzymacie kod (ważny 30 dni) wraz z informacją jak go wykorzystać.
dobrej zabawy !

a na święta, życzę każdemu co by miał to, na co zapotrzebowanie.
bo to jednego człowiek pragnie? no każdy wiadomo zdrowia. to zdrowia Wam.
a tak to jeden chce spokoju, inny spokoju ma dosyć i rodzinnego gwaru chce.
jeden leżeć i filmy oglądać, a drugi z rana się zrywać i przystępować do działania.
to każdemu tego na co akuratnie ma potrzebę..

(klocki Erzi, opaska radosna, koc effii i lodger.)

przed południem

_DSC0056 _DSC0050 _DSC0068 _DSC0011 _DSC0045 _DSC0007 _DSC0051 _DSC0081 _DSC0054 _DSC0098 _DSC0096

przed południem poszliśmy z Benkiem na spacer. choć mocno wiało.
zadzwoniła Ola. znaleźliśmy w polu list naszej Tosi. chyba w nocy z werandy wywiało.
list jak widać miał bardzo ważną i tajemną treść, więc wzięliśmy z powrotem do domu.
i nie wyprostowałam włosów pierwszy raz od szesnastu lat.. 
a Benek spał trzy godziny, tak mu ten wiatr szumiał i sprzyjał..