ławeczka

unnamed

są tacy śmiałkowie, którzy twierdzą, że moje macierzyństwo może być radosne, bo mam w życiu z górki..
i ja, muszę się z Nimi… zgodzić.

pomyśl sobie, że idziesz przez park. siadasz na jednej z zielonych, drewnianych ławeczek.
przez słomkę siorbiesz coca colę, sok pomarańczowy, wodę czy co tam wolisz..
nagle, z prawej dosiada się jakiś koleś. i ni z gruszki, ni z pietruszki opowiada o swojej robocie.
że ostatnio dołożyli im obowiązków, że płaca poniżej krytyki, szef to skończony idiota..
słuchasz i myślisz, że ma chłop przechlapane.
po jakimś czasie dosiada się Ktoś z lewej.
i ten sam temat…
że robota nawet całkiem w porządku. dołożyli obowiązków, ale to okres przedświąteczny wiec zrozumiałe. w styczniu znowu się rozluźni.
płaca mogłaby być większa, ale starcza na opłaty, czasami na jakieś wyjście czy na nowy ciuch. szef nawet spoko gość. nie błyszczy inteligencja, ale można urlop wziąć jak potrzeba i da przedpłatę, gdy braknie kasy do pierwszego..
słuchasz i myślisz, ze dobrze trafił, ma udane życie…
okazuję się, ze goście którzy dołączyli do Ciebie, na parkowej ławeczce pracują w tej samej firmie, na tym samym stanowisku i tych samych warunkach.
różni Ich tylko nastawienie do życia i świata.

 

mój mąż (konkubent gwoli ścisłości) wychodzi do firmy z samego rana. wraca późnym wieczorem. wchodząc do domu trzyma ramieniem telefon przy uchu i rozmawia.
na migi się z nami wita i idzie do biura. za każdym razem gdy kończy to dzwoni kolejny telefon.
razem z Tosiulką kąpiemy Beniaczka. daje Mu mleczko, usypiam i idę kąpać Tosię. kładę się z Nią i czytam Jej książki. zasypia.
gdy ja o 22ej siedzę w piżamie w kuchni lub szykuję butelki na noc dla synka, przychodzi mąż.
mogłabym narzekać, że On ciągle zarobiony, że nie mamy wspólnych wieczorów, ze bieg i bieg…
a ja wiem, że wszystkiego mieć nie można. może gdyby wracał o 16ej i siedział z dziećmi nad klockami to byłaby nerwowa atmosfera i kłótnie, że nie ma na zapłacenie za prąd.
że jeżeli chcemy mieć dom, jeżeli chcemy by mama była w domu z dziećmi, to Ktoś musi pracować za dwóch.
a On i tak stara się jak może. szuka czasu by choć raz w tygodniu iść z Tosiulka na basen i lody.
że o tej 22ej kiedy ja idę spać, On jeszcze bierze Benia by śpiącego troszkę potrzymać na rękach, popatrzeć na Niego.
i jestem szczęśliwa, że jest pracowity, zaradny. że niczego nam nie brakuje. i pomimo Jego zapracowania nie brakuje nam ogromu Jego miłości.

 

Tosiulka od urodzenia ma niezdiagnozowane uczulenie. niby wszystko wskazywało na skazę białkowa a każdy lekarz to wyklucza. gdy zaczyna się lato, my zaczynamy pielgrzymki po lekarzach. przez dwa lata wstawałam do Niej po kilkadziesiąt razy w nocy. potrafiłam całą noc wisieć nad łóżeczkiem i smyrać Ją opuszkami palców po twarzy, by mogła choć trochę się przespać, bo inaczej ciągle się drapała a żadne leki na to nie działały.
i choć rano padałam na twarz, a cały dzień przed nami, to cieszyłam się, że to tylko jakieś uczulenie. że nie jeździmy po szpitalach, nie siedzimy na oiomie i przede wszystkim, że Ja mamy, bo tyle ludzi marzy o dziecku.
od 3 lat w ciągu dnia podczas Jej drzemki, spałam tylko dwa razy. bo zawsze szkoda było mi czasu. zawsze było coś do zrobienia. obiad, sprzątanie.
i dobrze mi z tym. cieszę się, że mamy ciepły kąt, który mogę sprzątać, że mam z czego obiad zrobić. a wyśpię się na emeryturze.
zauważyłam, że ludzie, którzy mają chore dzieci cieszą się jakoś z życia i macierzyństwa wyjątkowo. jest taki blog o Franku. ile w tych ludziach radości z życia, z macierzyństwa.
moglibyśmy wszyscy się od Nich uczyć. cudowny chłopczyk, cudowni rodzice.

 

znam się z moim Adamem od 5 lat. od 4ech jesteśmy razem. i nigdy przez ten czas nie byliśmy razem na wakacjach. tak żeby leżeć na plaży. palcami w piasku przebierać.
czasami wyjedziemy gdzieś we dwoje na weekend. czasami bo zdarzyło się to 3 razy.
ciągle coś. jedna ciąża, budowa domu, druga ciąża.
i nie mam z tym problemu. jeszcze się może najeździmy. a wszystkiego mieć nie można.
nie brak mi tego. wystarczy rodzinny spacer w niedzielę by nabrać sił. bo idziemy razem. zdrowi. Tosia podskakuje.

a to wcale nie oznacza, że nie pragnę więcej, że do niczego nie dążę.. wyznaczam sobie nowe cele i osiągnięcia każdego dnia.

 

Ktoś może być zirytowany moim podejściem. znudzonym, nawet wkurzonym mocno.
no tak, rozumiem, bo świat nie jest tylko kolorowy i można pozwolić sobie na dni zwątpienia, dni niemocy i bezsilności. takie po prostu czasami są, czy chcemy tego czy nie.
można nawet płakać w poduszkę lub w głos do męża, że brak sił. w końcu macierzyństwo to najtrudniejsze zadanie do wykonania, a zarazem najpiękniejsze co może się nam zdarzyć.
i ja jestem tylko człowiekiem. i mam chwilę w których nie daję rady.
ważne by wieczorem po uśpieniu dzieci się wypłakać, ponarzekać przez telefon do przyjaciółki, siostry a potem otrząsnąć. zacząć kolejny dzień na nowo.
uświadomić sobie przed snem co mamy. bo kiedy mieć nie będziemy czasu nikt nie cofnie, nie dokupimy go na allegro..

 

myślę, że życie wielu z nas jest bardzo podobne, różni nas tylko, albo aż nastawienie do życia…

 

mam życie jak prawie większość ludzi w Europie (więcej tego, ale tamtego mniej) i kocham je do szaleństwa, bo jest najlepsze jakie mogłam dostać.
i kiedy każdy z Was tak zacznie dzień, nawet jak nie jest idealnie to zauważy, że idealne się nagle stanie… choć tak dalekie od doskonałego..

unnamed (1)


i ten skarpet! 🙂

138 odpowiedzi na “ławeczka”

  1. Ten skarpet the best, a nastawienie do życia to połowa sukcesu…ale czasem trudno uśmiechać się jak życie figle płata… ale mimo wszystko warto walczyć o życie 😉 pozdrawiam serdecznie
    pozwolę sobie jeszcze tylko dopisać iż wiem już kogo mi przypominasz…królewnę Śnieżkę 😉 rómianna jak krew o włosach czarnych jak heban no to pa 😉

  2. Dokladnie tak jest.
    Jeden narzeka i steka tylko, a drugi w takiej samej sytuacji cieszy sie, ze ma to co ma.
    U nas to samo, moglibysmy miec wieksze mieszakanie, wiecej kasy i w ogole to czy tamto…ale nie mamy, a mimo tego potrafimy sie usmiecham i byc zadowoleni. Niektorzy tego nie rozumieja i zrozumiec nie chca.
    My z Berberem wyszlismy sami tez chyba z 5 razy w ciagu 8miu lat, on zawsze mowi, ze jeszcze przyjdzie nasz czas, ze teraz z dziecmi, albo w ogole 🙂
    I poplakac trzeba i miechem porzucac, a potem nastawic zaspana reka kawe i rozpoczac kolejny dzien.
    U nas dzieciaki tez tak fruwaly 🙂 A ja jojczylam 😀
    Zdrowka Julus i dalej tego nastawienia fajnego!

    1. „już Adaś. wystarczy. nie tak wysoko.” tak? bo to chyba tak każda kobita, gdy te dzieci fruwają 🙂
      nastawienie jeszcze zależy w dużej mierze od ludzi, których się po drodze napotyka. oby więcej takic jak Ty to będzie pięknie..

  3. Uwielbiam Twoje podejście do życia! Możesz mi wierzyć lub nie ale po przeczytaniu Twoich przeżyć- tekstów bardzo długo o nich myślę i pozostają one w mojej pamięci…. ten zostanie na bardzo długo. .. dlaczego? Opowiem Ci jak się spotkamy…
    Co do alergii Tosi. .. tylko latem… macie dom w pięknym miejscu otoczony polami… nie myślałaś kiedyś że ona może mieć uczulenie na coś czym rolnicy spryskują pola uprawne? Buziaki

  4. tak Julka masz racje… Duza rôle gra nastawienie do zycia!!! Tez mam dwojke dzieci,nie jest latwo chwilami… Mimo tego ciesze sie z tego co mam….
    Tez ze swoim konkubentem:)) nie bylam na wakacjach a jestesmy dokladnie 4 lata razem. Nie bylo mozliwoscie… Ale wszystko przed nami moze nam bedzie dane zwiedzac swiat na emeryturze….dlaczego nie?
    Julka sciskam Cie mocno…
    Twoja wierna czytelniczka

    1. Martuś, ja rozumiem ludzi co np wolą podróżować niż budować dom. ja ich rozumiem.
      a ja np mam inaczej. zamiast podróży chcę mieć dużą werandę i latem czy jesienią siedzieć na niej z rodziną. przed kominkiem zimą się kokosić 🙂
      i fajnie, że każdy jest różny. ważne by w tej „różności” sie lubić i szanować.
      dlatego my pewnie spotkamy się może w jakimś kurorcie na emeryturze 🙂

    2. Noooo musimy byc rozni bo nudnoby bylo!! Ja z kolei tak jak Ty wole domowe ognisko poki co…
      Nie uwierzysz ale myslalam dzis o Tobie jak robilam obiad… Myslalam jak fajnie byloby Cie poznac pogadac na 'zywo’. Pomyslalam ze zaprosze Cie na wakacje do siebie Hihihihihi takze Julus pamietaj… :)) we Francji adres masz. Kto wie moze przed emerytura bedzie nam dane..:)
      Milego dnia, buziaki

    1. jak to mawiają „to nie sztuka wybudować nowy dom, sztuka by ten dom miał także duszę”..
      więc o tę duszę najbardziej warto zabiegać 🙂

  5. I ja tak mam, więc podzielam twoje zdanie. Mój także co tu dużo kombinować (konkubent)pracuje od rana do nocy, stara się jak może bym była szczęśliwa, gotuje sprząta w weekendy bym mogła odpocząć. Nasza Natalka ma 3,5 roku a Oluś 6 miesięcy, mimo wielu nieprzespanych nocy i wciąż zbyt niewielu chwil razem, jestem szczęśliwa. Dom w budowie(taki jak chciałam)-syn zdrowy, chociaż przeszłam w ciąży bardzo ciężkie chwile. Jest w życiu wiele małych rzeczy z których można się cieszyć, postarajmy się je znaleźć.
    Chciałam Cię zapytać jakim aparatem robisz zdjęcia, w tym roku z moim partnerem nie kupujemy sobie prezentów, ale chcielibyśmy zainwestować w dobry aparat…aby uwiecznić nasze wspólne chwile.

  6. Uwielbiam czytać twój blog, daje dużo do myślenia, dużo nadziei. Ja w tej chwili przechodzę załamanie i nie potrafię z tego wyjść, nie potrafię się cieszyć z tego co mam tak jak kiedyś potrafiłam. Zaczęłam nawet pisać swojego bloga tak żeby czasem się „wygadać” może to coś pomoże, może czytając swoje słowa jakoś się podniosę z tego, może pisząc o tych dobrych chwilach przypomnę sobie jak to jest być tak po prostu szczęśliwą. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    1. o tak. pisanie to niesamowita terapia. ja sama łapię się na tym, że jak mam gorszy dzień to sobie myślę. ty głupia hipokrytko, pisałaś, że głowa do góry to co jojczysz 🙂 i podnoszę głowę do góry 🙂
      myślę, że nie ma tu wśród czytelników Kogoś kto nie przechodziłby załamania nerwowego.. i mnie w życiu bywało różnie z tym moim nastawieniem do świata..
      na szczęście w życiu nic nie trwa wiecznie..
      trzymam kciuki.

  7. Czytałam te komentarze na fb o lukrowanym macierzyństwie. Miałam się nawet wypowiedzieć choć rzadko to robię, ale Helenka mnie zawołała. Teraz mam chwilkę. Uwielbiam Twojego bloga i Ciebie właśnie za to, za radość z życia, pozytywne nastawienie. Gdy czytam, że nie spałaś w nocy, ale cieszysz się, bo masz ciepło w domu udziela mi się to i czuje podobnie. Myślę sobie: no właśnie, moje dzieci mają katar, ale to tylko katar, jesteśmy razem w domu i mamy 6 kilo mandarynek :).
    Nigdy nie odbieram negatywnie czyjegoś szczęścia. Nie mogę pojąć, że komuś przeszkadza brak narzekania :). Moim zdaniem lukrowanie jest potrzebne, jest wspaniałe. Po kilku latach nie pamięta się jak to było, czy się spało w nocy czy nie. A to co się zapisze – zostanie. Mam świetny przykład, w liceum pisałam takiego bloga, na którego zaglądała tylko grupka moich znajomych. Były tam tylko nasze zabawne dialogi, same pozytywne rzeczy. Teraz jest on dla mnie świetną pamiątką, uwielbiam tam wpadać i śmiać się do siebie. Dokładnie w tym samym czasie pisałam pamiętnik, gdy po latach znalazłam ten zeszyt, załamałam się, to była jedna wielka depresja :). Byłam w szoku, połowy z tych „tragedii” nawet nie pamiętałam. Spaliłam go, a z nim te smutki :). Teraz na blogu moich dzieci są tylko pozytywne wpisy. Gdy przeczytam go sobie za kilka lat będę pamiętała o tych miłych rzeczach o uśmiechach.
    Jak już wspomniałam rzadko udzielam się w komentarzach, ale czytam wiernie wszystkie wpisy, to jeszcze dopiszę, że też z chęcią czytałabym gazetę o sukcesach ludzi :).

    1. Kinga, bo to wszystko o Toie mówi. Ludzie dobrzy, z dobrym nastawieniem do życia, poszukujący spokoju szybko zapominają o złym. to jakoś samo znika z Ich pamięci. wymazuje się.
      ja tak mam, że np dziś nie żywię do nikogo żalu. ani do żadnego szefa, ani dożadnego byłego chłopaka.. no z każdym z chęcią bym się spotkała i pogadala.
      a już w ogóle zauroczyło mnie zdanie „i mamy 6 kilo mandarynek”.
      Kinia.. bardzo Cię lubię! to jest genialne co napisałaś.

  8. Uwielbiam Was! Dzieki za tego posta, szczery i prosty. Ze cos za cos tez wiemy, oj tak. I tez mi dobrze mi z kazdym kawalkiem tego mojego teraz 'urobienia’ 🙂

  9. Julia! Ty nawet sobie nie zdajesz sprawy jak tym swoim pięknym pisaniem zmieniłaś moje nastawienie do życia :* Kocham Twój blog i (jeśli mogę to napisać) czuję się częścią Twojej Rodziny . Dziękuję 🙂

    1. jak przychodzi taki dziń, że mam ochotę rzucić wszystkim w kąt.. bo takie raz na ruski rok przychodzą to trafiam na taki komentarz i zapominam o głupich przemyśleniach 🙂

  10. Pięknie napisane 🙂 Trzeba mieć wyobraźnię w dzisiejszych czasach 🙂 I pozytywne nastawienie… Inaczej człowiek sam staje się nieszczęśliwy na własne życzenie niestety:) Pozdrawiam!

  11. Tak to już jest, gdy człowiek jest szczęśliwy, prócz dumy i radości jednych, otacza go również zawiść i zazdrość innych. Bo skoro taki szczęśliwy, to pewnie lepiej ma niż ja, dużo lepiej, też bym tak chciał. Ale nikt nie pomyśli o tym, że miara szczęścia dla każdego inna jest. I jeśli komuś do szczęścia potrzebny, tylko albo aż, pełen gar zupy na piecu, to równie szczęśliwy będzie w pięknym wygodnym domu, jak i w ciasnej przytulnej kawalerce. Ale wiesz, dla mnie w tym wszystkim chyba najgorsza jest jednak próba pozbawienia Cię Twojego źródła szczęścia. Tego mentalnego, tego które bierze się z głowy, tego postrzegania świata właśnie. Nigdy nie zapomnę, jak kupiliśmy działkę, tę wymarzoną, z widokiem na góry, z własnym strumieniem… ahh byłam pijana ze szczęścia, pół świata mogłam obdzielić radością… i usłyszałam raz słowa, które mocny dysonans w tę moja radość bez miary wplotły ” z czego się tak cieszysz, że na wieś z miasta się wyprowadzisz? Kto by chciał mieszkać na takim zadupiu?” No właśnie, kto? Zastanów się człowieku, co jest miarą Twojego szczęścia i żyj po swojemu, bo życie innych nie jest skrojone na Twoja miarę. Nie tak idealnie jak to, które sam sobie zaprojektujesz.

    1. to jest tak Aniu, że szczęście bardzo trudno osiągnąć, ale o wiele ciężej w tej pozycji się ustabilizować, by żaden pierwszy lepszy „ktoś” Cię z niej nie strącił..
      fajnie jest mieć taką pewność siebie by wtedy temu komentującemu uśmiechnąć się w twarz i krzyknąć „ja! ja chce mieszkać na takim zadupiu”.

  12. A wiesz, że nastawienie potrafi zmienić spotkanie takiego człowieka jak Ty…? Choćby przez bloga. Myślę jednak że w miarę pozytywna chyba jestem 😉 mój „konkubent ” wraca z pracy po 22, 23. Jestem z Patusią sama cały dzień, jak widzi że padam na twarz wywozi mnie do Mamy mojej Kochanej na chwilę oddechu. Jestem szczęśliwa i nie skarżę się, bo czekałam na moją Maleńką bardzo długo. Mam 34 lata, chore serce, i wiem, że zawsze będzie moim Cudem 🙂 Pozdrawiamy dwie 😉 Patusia ma kolanach, naciska na ekran telefonu i wszystko znika 😉 buziaki z Roztocza :-*

  13. apropo alergi sprobuj odstawic gluten na 3 miesiace i zobacz czy bedzie lepiej, mojej corce pomoglo. Testy alergiczne nie wykazaly ze jest problem z glutenem ale trafilam na fajna lekarke ktora kazala sprobowac.

    1. Dopisuję się do glutenu. Jest podstępną mendą i bywa, że nie wychodzi w testach.

      A a propos ławeczek, piękne masz życie, pięknie mieszkasz i jesteś piękną osobą. A ja wolę, jak mój Jot w domu 🙂 czyli tak, jak piszesz : wszystkim nie dogodzisz 😉
      Pozdrawiam ciepło!

      1. ja też wolę jak mój A w domu 🙂 ale był w nim przez rok na L4. i teraz musi przez to dużo pracować. raz na wozie a raz pod wozem 🙂
        Tosi alergia od tego roku zmalała, ale zaczeło się już to samo u Benka, więc zaczynamy leczenia.
        gluten też był barny pod uwagę 🙁

        1. powodzenia w takim razie z tymi dietami, mazidłami i syropami :/ znam z każdej możliwej perspektywy i na pociechę mogę tylko dodać, że mija. z czaaaaseeeem. zanim do szkoły pójdą, skóra powinna być ok.
          ew. przejdzie na drogi oddechowe 😉 ale kto by się przejmował takim drobiażdżkiem 🙂
          pozdrowienia dla Pracowitego Mąża. oby jak najmniej eLek i jak najwięcej spokoju i rutyny 🙂

  14. Julia ! Zakladamy stowarzyszenie optymistek matek, ciotek i corek !! ?? Serio…Wiesz to Twoje podejscie jest tak bliskie. Jakbym swoje slowa slyszala ! I ktos moze wierzyc lub nie ale ten optymizm potrafi uratowac !! Ale tym, ktorzy tego nie maja trudno zrozumiec… ze to nie hipokryzja, ten gatunek tak ma !

  15. bardzo mądre rozważania powiem, bo mam takie samo podejście do życia. tylko u mnie podjęliśmy decyzję że oboje chcemy być rodzicami w większym zakresie, co wiąże się z mniejszymi dochodami, ale narzekać nie możemy. a nasza córeczka jest dla nas słońcem i całym światem.

  16. Witaj, niewielu jest ludzi tak cieszących się z życia jak Ty, Julio. To wielka sztuka cieszyć się z małych rzeczy. Nie można mieć wszystkiego – to tak oczywiste, a większość ludzi nie rozumie tego i szamoczą się w życiu próbując pogodzić zbyt wiele ról. Czasami warto po prostu odpuścić. Piszesz, że nie wyjeżdżasz z mężem… Pewnie wiele kobiet irytowałaby ta sytuacja, a Twoje podejście jest takie zdrowe. I słusznie, przecież świat Wam nie ucieknie. Cieszmy się z tego, co mamy. Mój mąż kiedyś powiedział o mnie: bo tobie wystarczy tyle, ile wystarczy i było to idealne podsumowanie mojej osoby. Nic na siłę, bez spinania się, powoli… Parę lat mi zajęło, żeby to zrozumieć. Jak to mówią: roboty się nie przerobi, świata się nie zbawi… Więc skupmy się na pielęgnowaniu własnego ogródka i doskonaleniu najlepszej wersji samych siebie.

    1. Justyś, to prawda.. kiedy dla mnie gdy siedzimy wieczorem na werandzie to jakbym najpiękniejszy świat zwiedzała. cisza, spokój, bażant, sarenki..
      Ja już wiele widziałam, Adaś jeszcze więcej. przyszedł czas na rodzinę i jakieś zatrzymanie się. mnie się w tym zatrzymaniu bardzo podoba. a jak Ktoś nie chce się zatrzymywać to też fajnie.. lubię ludzi co mają dzieci i podróżują, ciągle na walizkach.. mnie się takie życie też podoba. ale osobiście wolę w spokoju i w domu…
      Justyś, to podsumowanie Twojego męża to też o mojej Mamie mówią 🙂

  17. Julka już wróciliście z Zakopanego ? myslałam że post będzie dopiero co najmniej w poniedziałek/wtorek a tu niespodzianka i jest dzisiaj ? 🙂 Super jest do poczytania !

  18. Jula podejście do życia masz piękne i to mi się w tobie podoba. dlaczego masz nie chwalić się tym co masz? przecież ty i twój wspaniały mąż długo i ciężko na to pracowaliście.
    czasem jak czytam komentarze do Ciebie to brak słów. ..
    buziaki dla Toch i Ben …. w tygodniu coś dojdzie 🙂 oby całe!!!!

    1. jako, że brak słów to najczęściej tego już nie komentuję .
      życie mnie uczy 🙂
      Ty wariatko znowu wysłałaś? 🙂
      widziałam, że Wy też wypoczywaliście chyba w tym samym czasie co my 🙂

  19. Zapomniałam dodać, że Franka i jego mamę poznałam na tegorocznych wakacjach. Faktycznie, bardzo pozytywni ludzie. Nie wiedziałam, że prowadzą bloga. Świetnie jest znów ich zobaczyć. Dziękuję i pozdrawiam.

  20. Zawsze się Ciebie mi,ło czyta.Masz świetne podejście do życia.A tak propo Tosi uczulenia.Mojej też ciężko zdiagnozować niby uczulona na orzeszki ziemne , których nie wcina, a egzeme na nóżkach ma.Bardzo nam pomaga organiczny olej kokosowy.Łagodzi podrażnioną skórą i zmniejza swędzenie.tosujemy dwa razy dziennie i po dwóch tygodniach wszystko znika.Może warto spróbować na Tosi uczulenie.Pozdrawiam 🙂

  21. Ja codziennie uczę się mieć dobre nastawienie, ale też codziennie obiecuję sobie, że pod koniec dnia, będę robiła tzw. rachunek z całego dnia, ale kiedy po wielkich bojach, kładę głowę na poduszkę padam od razu 🙂 Cały czas myślę o moich dzieciach, bo bardzo bym chciała aby miały inaczej, lepiej, bardzo mnie inspirujesz, napędzasz do pracy nad sobą, do tego ciągłego uczenia się. I podziwiam bardzo, bo przecież jak sama piszesz, też przecież jest Ci ciężko….
    A jeżeli chodzi o alergię Tosi, to polecam (u nas się sprawdziło, a nie było czasami ciekawie, też przypadek niezdjagnozowany) cutivate (na receptę), to krem, pimafucort oraz zyrtec w kroplach

  22. to wy nie macie slubu???o jaaaa:))a planujecie?
    czytam cie od niedawna zawsze czekam z niecierpliwoscia na kolejny post powiem ci ze uwielbiam twoje myslenie twoje podejscie do zycia :)ze umiesz sie cieszyc z tego co masz czasami ludzie potrafia z byle czego zrobic taki problem tak narzekac ze az zal no i ja do tych ludzi naleze :))nie doceniam poprostu tego co mam moj maz robi na dwa etaty zapierdziela jak nic ale stac nas na rozne fajne rzeczy wiem ze on robito dla nas zeby niczego nam nie brakowalo ale czasmi tak sie go czepiam obrazam ze az wstyd tez mamy malutke dziecko planuje isc na wychow urlop ale moge sobie pozwolic na to dzieki tej drugiej pracy meza
    kurcze dzieki za to co napisalas ale otworzylas mi oczy na niektore rzeczy pozdrawiam cie serdecznie:))

    1. nie mamy 🙂 planujemy. jak dzieci będą większe może. planujemy na ogrodzie więc rok potrzebuję na przygotowania.. ale to tak bez spięcia. nie zależy nam.
      buziaki dla Was

  23. Przyznaję się bez bicia, że ja to byłabym ten koleś, co się dosiadł z prawej 🙁 Ale popracuję nad sobą i kiedyś przesiądę się na lewą stronę tej ławeczki!

  24. ubierasz świat w słowa. Takie to proste, zwyczajne co napisałaś. Pewnie każdy (lub większość) to jednak gdzieś wie, a jak zawsze zmieszasz do refleksji nas sobą i swoim podejście do życia.

    Pięknie weryfikujesz mnie. Chociaż sie nie znamy.
    Dziękuje.

  25. „(…) więcej tego, ale tamtego mniej” … Można by powiedzieć, że jestem w podobnej sytuacji. Mam męża, syna, córkę w drodze, własny dom i wiele innych dobroci, na które inni nie mogą sobie pozwolić. I czasem zdarza mi się narzekać i wkurzam się, jak widzę, że ktoś, np. Ty, ma również nowy dom i swobodnie pięknie go urządza. A ja mam salon bez lamp i mebli, wystające kable przy schodach, krzesła pożyczone, cztery talerze i trzy garnki. Z drugiej strony, jakbyśmy się uparli, to moglibyśmy to zmienić. Mąż mógłby więcej pracować, żeby więcej zarobić. Ja mogłabym wrócić do pracy zawodowej. Ale razem zdecydowaliśmy co jest dla nas ważniejsze. Wolę nie mieć firanek w oknach, ale spędzić wspólnie wakacje. W weekend jechać na wycieczkę, w góry, na przejażdżkę rowerową, iść na spacer do lasu. Mamy więcej siebie, ale mniej materialnego dobytku. Kwestia indywidualnego wyboru. Ty jesteś szczęśliwa, ja jestem szczęśliwa. Pozdrawiam serdecznie Waszą rodzinę 🙂

    1. Ja tez ciesze sie z tego co mam…męża, dzieci…a przede wszystkim czas który mamy dla siebie, jest on dla mnie najwazniejszy……wazniejszy niz dobra materialne….pozdrawiam

    2. J. my gdyby nie to, że lubujemy się w starociach i mamy do nich łatwy dostęp to też byśmy mieli kable z sufitu 🙂
      wszystkie lampy mamy za darmo, bo ze starej hali, którą mieli zlikwidować.
      zasłony najtańsze z ikea. krzesła z mieszkania i wiele innych rzeczy ze stodoły Taty ze starociami albo ze starych mieszkań naszych. na palcach jednej ręki wymienićby co nowego kupiliśmy a co było drogie.
      to nie zawsze jest tak jak nam się wydaje…
      pocieszę Cię 🙂 my jeździmy autem co jest stare a nie jakieś super owalne z salonu 🙂 😉
      szczęśliwa całuje szczęśliwą 🙂

      1. No ja dzisiaj zaopatrzylam sie w auto z 98 r audi a4 kombi !! Jest genialne. Samochody takie drogie a pozniej tak tanieja, ze az zal wydawac wieciej pieniedzy.
        Pozdrawiam

  26. Pięknie napisane… niby taka oczywistość, a tak często o tym zapominamy na co dzień…
    jest w Tobie Julka taka mądrość ludowa, wiejska czy też basniowa, bo nazwac mozna różnie… a wszystko sprowadza sie do tego, że ciagle wszystkim wokół przypominasz co NAPRAWDĘ w zyciu jest wazne, i za to bardzo Cie lubię, chociaz wcale nie znam, i dlatego wracam do Twoich niektórych tekstów i niektóre Twoje mysli znam na pamięć… a do tego tekstu wrócę keidy mój maz po swietach znowu wyjedzie na długie 2 tygodnie a ja sama w domu z dwójką dzieci… oj wrócę na pewno 🙂

    1. są takie zdania co mi wyjątkowo poprawiają humor. bo są takie jakieś ładnie napisane..
      „jest w Tobie Julka taka mądrość ludowa, wiejska czy też basniowa”
      bardzo Ci dziękuję. 🙂 ale ja niestety z XXI wieku żywcem wyjęta 🙁

  27. Julio! no nie mogę! nigdy jakoś szczególnie nie lubiłam Cię czytać, jakoś większość postów do mnie nie przemawiała…Kocham Twojego bloga za zdjęcia! Naprawdę! Za naturalność, normalność itp. Uwielbiam Twoje poczucie estetyki. Zdjęcia są piękne.
    Dzisiejsze Twoje słowa bardzo mnie poruszyły. Dałaś mi do myślenia. Teraz, gdy zaczęłam tak marudzić, że nie wyrabiam, że wszystko na mojej matczynej głowie itp. Bardzo Ci dziękuję. Pozdrawiam, Gabi

  28. Bardzo fajnie to wszystko napisałaś. Zgadzam się z tą ławeczką i z podejściem do świata.

    polecam świetny film „About time”- właśnie o tym, co jest w życiu ważne.

    Do pośmiania, popłakania i postukania się trochę po głowie, jak się za bardzo przeżywa i szaleje nad nieznaczącymi rzeczami w życiu

  29. Hmmm… prawie jakbym „czytała swoje myśli” tylko ładnie ułożone i spisane…
    To prawda Pani Julio … nastawienie i podejście do własnego życia jest najważniejsze jest najważniejsze. a właściwie najważniejsze jest to, żeby nauczyć się dostrzegać w swoim życiu dobrych cech i przestać narzekać na wszystko…

  30. A powiedz mi Julia czy to nastawienie do życia takie pozytywne wyniosłaś z domu czy się sama nauczyłaś. Widzisz ja mam inne nastawienie bo moja mama wiecznie na wszystko narzekała. Rzadko albo wcale mnie nie chwaliła, decyzje za mnie podejmowała, krytykowała ile sie dało ale pomimo to bardzo mnie kochała i nadal kocha i oddałaby pewnie życie za mnie.
    A ja odkąd znam Twój blog może z rok to uczę się tego pozytywnego nastawienia od Ciebie;) doceniania życia takiego jakie jest, bo jest moje, jest takie a nie inne i fakt miałam w życiu pod górkę ale tylko ja mogę je zmienić na lepsze choć czasami mi trudno bo mama dalej na mnie narzeka ale staram sie ją, kobietę z innego pokolenia uczyć innego patrzenia na świat, zarazić optymizmem, radością i małe sukcesy już są a dużo zawdzięczam Między innymi Tobie! I właśnie dziś chcę podziękować Ci za to, że mogę się od Ciebie uczyć, za to że jesteś gdzieś tam daleko a zarazem tak blisko…
    Pozdrawiam ciepło!

    1. podpisuję się obiema rękami! też się uczę Julka od Ciebie tego optymizmu i też mam mamę która mnie nie chwali, mimo że czasem by mogła. bardzo to trudne widzieć szklankę do połowy pełną jeśli całe życie najbliżsi widzieli do połowy pustą. uczę się pozytywnego myślenia bo dzięki niemu jest łatwiej i lepiej w życiu. dziękuję że mi w tym pomagasz 🙂

    2. hmm… nie wiem.
      chyba od Mamy. Mama jest zawsze pozytywnie nastawiona, jak coś jest złego to macha ręką i mówi „co się tam przejmujesz” (oczywiście w sprawach niesitotnych).
      A jak było w dzieciństwie.. tak normalnie. nigdy nie chwalili za dużo, ani za mało. tak normalnie. jak było za co to chwalili. ale też czasami porównali do kogoś innego, zganili..
      zwyczajnie tak, bez większego hołubienia.
      ale to się chyba wzięło ze zwykłej właśnie normalności. że wszystkiego bylo w sam raz.
      Ktoś tutaj ganił, że Adaś robi a czas z dzieckiem ważniejszy.
      ale żeby ten czas z dzieckiem to trzeba na ten czas zarobić i na to dziecko i ja np nie pamiętam by mój Tato kiedykolwiek się ze mną bawił. pamiętam jak spacerował zawsze z nami w każdą niedzielę przed obiadem. pamiętam jak zawsze można bylo na niego liczyć. że opowiadał nam przed snem fajne historie z dziećiństwa. i to wystarczy do szczęśliwego dzieciństwa. od zabawy była bardziej Mama, a nawet nie Mama tylko koledzy i koleżanki z podwórka. kiedyś to bīlo tak, że wszycy rodzice mieli ważną robotę i dzieci bawiły się same. i każdemu było dobrze. dziś jest chyba jakieś „przeniańczenie”.. o rany, ale się rozpisałam nie w temat 🙂
      więc na temat. normalnie było. raczej nie tyle chwalili co zawsze pomagali jak zbłądziłam a to mnie upewniało w poczuciu bezpieczeństwa. w Ich wspieraniu mnie.
      bo wiadomo nie od dziś, że czyny są ważniejsze niż słowa…
      buziaki.

  31. Zgadzam się z tym, że wszystko zależy od nastawienia.Moim zdaniem jednak czasem warto mieć mniej (w sensie materialnym) a kochanego męża częściej przy sobie i dzieciach. Ja będę jednak dążyła do tego aby mój mąż wracał o tej 16 do domu i siedział z naszymi synkami (drugi jeszcze w brzuchu)przy klockach. Radość, którą widzę w oczach pierworodnego Frania podczas zabawy z tatą jest bezcenna. Na rachunki i jedzenie starcza, a na inne rzeczy (w tym własne mieszkanie) powoli nazbieramy:) Pozdrowienia.

    1. Kaju, i to jest super jak tak się uda. tylko nie zawsze tak się da.
      może się nagle np okazać, że jedno straci pracę i żeby dać radę to drugie musi pracować na dwa etaty. różne są historie na świecie.
      u nas np Adaś był rok na L4 bo miał złamany kręgosłup i jak wrócił do firmy to ma bardzo dużo zaległości.. a może za rok znowu będzie w domu o 17ej..
      w życiu nie zawsze jak się chce. ale to prawda, trzeba dążyć do tego naszego wybranego szczęścia.

      1. Ja od dwóch i pół roku jestem mężatką, nasz pierwszy synek ma 22 miesiące a drugi w brzuchu urodzi się na początku marca:) Dopiero teraz stajemy na nogi. Najpierw mój mąż szukał pracy, potem ja byłam bezrobotna przez pół roku (jestem początkującym lekarzem i tak jest, że tylko 2 razy do roku można starać się o specjalizację). Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu. Samochód kupimy dopiero w przyszłym roku więc wiem, że może być ciężko:) Mam nadzieję, że nigdy dobro materialne, możliwość zarabiania większych pieniędzy nas nie zaślepi. Widzę właśnie w moim zawodowym środowisku taką tendencję. Czasem są sytuacje, że ta jedna osoba zarabia małe pieniądze pracując od świtu do nocy (rozumiem, że wtedy musi dbać aby dzieci miały co jeść a na dalszy plan schodzi czas wspólny), Zdarza się jednak, że zarabia dużo i mogłaby z części materialnych dóbr zrezygnować ale zapętla się w tej karuzeli życia zapominając o najważniejszym. Chodziło mi właśnie o to. Mój mąż przez ostatni czas oczywiście musiał pracować więcej. Mógłby jednak przerabiać jeszcze więcej weekendów, znaleźć coś dodatkowego, ja mogłam starać się wcześniej o specjalizację zostawiając półroczne dziecko w żłobku. Uznaliśmy jednak, że damy radę z tym co mamy, zrezygnowaliśmy z większości przyjemności by móc tez pobyć razem:) Pozdrawiam.

  32. Czasem mi się wydaje, że mam w życiu ciężko. Że ciągle wszystko sama muszę robić. Posprzątać, ugotować, pranie zrobić i zakupy, a on tylko na gotowe przychodzi. A potem sobie myślę – o ty, durna! Gdyby nie on, to by nie było za co tych zakupów zrobić. Gdyby nie on, to by nie było na ten proszek, co do pralki wsypuję. Gdyby nie on, to dziecko by większość dnia w żłobku spędzało, a nie w domu. Mnie nie gonią terminy, nie mam szefa, nikt mnie nie rozlicza z tego, co w ciągu dnia zrobiłam. No mam ich dwóch – największe moje skarby. Jestem szczęściarą.

  33. Hej Julia 🙂 piekny post….probowalas podawac Tosi (moja corcia tez Tosia;)) olej z czarnuszki na alergie?! Jest to naturalny olej na wszystko!!!
    Calusy

  34. Bardzo trafia do mnie to co napisałaś. Twoje słowa zostają w głowie na długo i naprawdę zmieniają myślenie chociaż na chwilę ; )

  35. Coś w tym jest. Obserwuję to każdego dnia, na przykładzie swojego związku. Zimą, według mnie świat jest w białym puchu, płatki śniegu skrzą się niczym diamenty w wieczornym świetle latarni, magia, magia, istna magia! Mój mąż natomiast od rana biadoli, a że zimno a że trzeba odśnieżać a że ślisko 🙂 latem ja się cieszę z każdej poziomki zebranej na spacerze, ze śpiewu ptaków o 5 rano, z koncertu świerszczy wieczorem. Jemu tymczasem jest za gorąco:) Czasami zastanawia mnie, dlaczego tak jest, że dla jednego coś jest wielkim szczęściem a inny znajdzie same minusy. Czasem zastanawia mnie, jak to możliwe, że dwie tak różne osoby, z tak różnym podejściem do świata, mogły się odnaleźć i pomimo, że jedno drugiego nigdy nie zrozumie w jego postrzeganiu świata, nie mogą bez siebie żyć.

  36. Julka, wiem dlaczego taki wpis.. Widziałam ostatnio u Ciebie na FB jak czasem ludziom czyjś optymizm umie przeszkadzać. Cos tam nawet w obronie Twojej i czytania ze zrozumieniem napisałam, ale czasami myślę że to walka z wiatrakami. Bo są ludzie którzy zawsze doszukają się drugiego dna i czytają miedzy wierszami byle sie czegos doczepic. I zapominają, że piszesz o sobie a nie by komus coś narzucać..

    Rozumiem Cię i się zgadzam po tysiąc kroć. Czasami bywa ciężko. KAŻDEMU. i temu bogatemu i temu co ma mniej. ale zawsze, ZAWSZE warto szukać i trzymać się tych pozytywnych rzeczy, spraw, osób i chwil

    POzdrawiam serdecznie 🙂

    1. wiesz Aga, Ci ludzie negatywni to cała historia… ale, że są na świecie historie piękniejsze to tamte zostawmy i machnijmy na nie ręką.. jak to czasami mówią „niech się wstydzi ten co robi” 🙂
      sąsiada oszukasz, matkę oszukasz, ale siebie nie oszukasz. ważne by móc spojrzeć na siebie w lustrze.
      całuję 🙂

  37. Bardzo się Cieszę, że przeczytałam dzisiaj Pani słowa. Macierzyństwo jest piękne ale zarazem to bardzo ciężka praca, praca przez 24h, nikt nam za nią nie płaci gotówką ale uśmiech i radość dziecka jest bezcenna i wynagradza wszystko. Jeśli któraś z moich koleżanek będzie miała chandrę to ją odeślę do tego postu 🙂
    Pozdrawiam
    Mama

    1. nie wiem co napisać a bardzo bym chciała. ja nie lubię jak ludzie mi radzą gdy ja ich o radę nie pytam. dlatego nie chciałabym być hipokrytką. zapytam więc może lepiej.
      rozawiacie dużo o tym? bo rozmowa jest pierwszym i największym kluczem do sukcesu.

  38. Julia,

    to jeszcze słowo ode mnie, po tych wszystkich pięknych i mądrych komentarzach, pod którymi się dopisuję, ja dziękuję Ci, że jesteś i że pomimo tylu swoich spraw wciąż dla nas piszesz.

    Sylwia

  39. Znalazłam na necie to się podzielę ….

    Są tacy ludzie pośród nas,
    Co pomagają dotknąć gwiazd!
    i tęczę tkają pośród zim,
    a świat jest lepszy dzięki nim.
    Są tacy ludzie,jeszcze są!
    Co pomagają wznieść nasz dom
    i przetrwać samotności dni,
    co ocierają nasze łzy.
    Są tacy ludzie obok nas,
    co zawsze mają dla nas czas
    i nie żałują ciepłych słów
    i nie zadają pytań stu…
    Są tacy ludzie, uwierzcie mi,
    co pomagają spełniać sny,
    i gdy po nocy przyjdzie dzień –
    jawą się staje dobry sen.
    Są tacy ludzie, ja ich znam!
    I wciąż poznaję tu i tam…
    To dobrzy ludzie….
    a wśród nich jesteście również WY…

  40. A ja bym wołała mieć męża dla siebie i dzieci od godz 16 niż jedną setną ze sterty tych rzeczy, ubrań i zabawek które można zobaczyć na Pani blogu.

    1. Natalko, kiedy Tosia była mała mój mąż przychodził w ciagu dnia na obiad, wracał o 17ej. potem była budowa domu więc do późna była na budowie. złamał kręgosłup i był w domu rok na L4 i na rehabilitacyjnym więc Tosia miała tatę przez rok 24 na dobę. kiedy wrócił do firmy musi poświęcić wiele czasu by znów posatwić ją na nogi więc jest zarobiony. ale znowu wróci czas gdy będzie go w domu więcej. a sterta zabawek to kwestia bloga. dostaje je po prostu. on zarabia na nasz byt a nie na sterty zabawek i ubrań. one są poboczną prowadzenia bloga i miliona fimr które się do mnie zgłaszają.

      1. Jak zwykle znajdzie się ktoś kto musi wbić szpile?! Julka zgadzam się z Tobą, to czy szklanka jest do połowy pełna czy pusta zależy od nas. Pomijam skrajne sytuacje:choroby w rodzinie, śmierć, czy prawdziwe bezrobocie (nie takie, że mi się nie chce, bo na kuroniowce czy z MOPS-u dostanę to samo). Trzeba trochę pokory w życiu, ale i doceniać to co mamy. Nie tłumacz się Julka, bo zawsze znajdzie się ktoś kto musi sobie poprawić samoocenę dopieprzajac innym, to jak modlitwa Polaka w Dniu Świra;) Twój blog i podejście do życia jest świetne!

        1. martka, ja chyba nigdy nie wyleczę się z tego tłumaczenia..
          zawsze chcę ludziom powiedzieć, żeby nie tworzyli nieprawdziwych historii.. i zapominam o tym, że jak Ktoś będzie bardzo chciał to i tak stworzy, choćny nie wiem jaką prawdę znał… 🙂

  41. Gdybym potrafiła Twoim oczami patrzeć na świat to zwyczajnie po ludzku, bez zadęcia, nadęcia i innego dęcia byłabym szczęśliwa.
    Wierzę w magię nowego, może właśnie teraz, zaraz napiszemy sobie inną historię, jest już wizją.Cmokam Cię

    1. „Gdybym potrafiła Twoim oczami patrzeć na świat to zwyczajnie po ludzku, bez zadęcia, nadęcia i innego dęcia byłabym szczęśliwa.” – fajne zdanie.

  42. Po raz kolejny napiszę, że nie mam dzieci i nie wiem co znaczy być „mamą na pełny etat”, choć z racji tego, że pracuję jako opiekunka to dużo widzę.. Moja pracodawczyni: doktor habilitowana, pracująca przez dwa dni w tygodniu po 5h, śpi codziennie do 9h, ma dwójkę dzieci (z dokładnie taką samą różnicą wieku jak u Ciebie Tosia I Beniamin), posiada partnera, który wstaje rano, przygotowuje śniadanie, przygotowuje i odprowadza dzieci do żłobka i przedszkola, robi obiad i kolacje, zamawia Panią od sprzątania… Moja pracodawczyni nie spędza w tygodniu więcej niż kilka godzin z dziećmi ale tylko z jednym w danej chwili, żeby się za bardzo nie zmęczyć… Ciągle zmęczona, ciągle narzeka na los, na to, że te dzieci sobie podśpiewują pod nosem, na to, że dziewczynka chce opowiedzieć niezwykłe przedszkolne historie, wiecznie nieszczęśliwa. A nie brakuje jej nic… ma dom w Krakowie, idealnego partnera, dobrą pracę, którą lubi, pomocną mamę i teściową, zdrowe, grzeczne i bardzo samodzielne dzieci… ale jest nieszczęśliwa
    druga moja pracodawczyni wychowuje sama trzy córki, jej mąż zmarł 3 lata temu, pracuje na dwa etaty, mieszka z dziećmi w wynajętej kawalerce, ale jest tak szczęśliwa tak pełna optymizmu, zawsze mówi „bo mam zdrowe dzieci, sama jestem zdrowa”, „bo mamy pełną lodówkę”, „bo moje dzieci są szcześliwe”
    jak wiele daje w życiu podejście do niego…. to jest gwarancją naszego szczęścia, a nie zasobność portfela…

    1. lubię takie historie. bo one mówią, potwierdzają to nastawienie do życia.
      choć wiem doskonale, że jest jeszcze miliony innych czynników, ktore muszą być spełnione by jakiś stan pogodny osiągnąć. jednak takich opowieści jak Twoje jest bardzo dużo… myślę, że to jest też tak, że człowiekowi rośnie apetyt w miarę jedzenia.
      im więcej mamy tym więcej chcemy… dlatego tzreba w miarę szybko wyhamować… zastanowić się..

  43. Masz rację Julio, nastawienie do życia to podstawa! Jak dostrzegasz wokół siebie dobro to i ono tobie się udziela :). W życiu nie można mieć wszystkiego i dobrze się cieszyć z tego, co jest. Ja wiodę skromne życie, naznaczone niepełnosprawnością jednego z dzieci, też jestem mamą domową, a mąż pracuje „za dwoje”. Ale jestem szczęśliwa, cieszę się z małych sukcesów, nie pytam „a dlaczego mnie to spotkało ?”. Choroby mogą nas dotknąć w każdym okresie życia, nie znamy przyszłości ale pozytywne myślenie pozwala cieszyć się drobiazgami. Bo tak na prawdę nasze życie składa się z miliona takich drobiazgów – uśmiechów, zapachów, buziaków, wygłupów, wspólnie wypitej kawy. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. ja Mu się karzę golić co chwila 🙂 a On najzwyczajniej nie ma na to czasu.
      jednak bez dwóch zdań, tak czy tak podoba mi się najbardziej na świecie 🙂

  44. Bo to droga Julio jest tak,że na zdjęciach wszystko wygląda inaczej patrz lepiej !!! Życie wygląda na bajkowe, (każdy przecież na zdjęciach się uśmiecha ),wnętrza zawsze wychodzą lepiej niż wglądają w rzeczywistości … i nie wiem tak naprawdę od czego to zależy ale mam wrażenie, że zdjęcia mają w sobie coś magicznego i pokazują zawsze troszkę lepiej tę naszą rzeczywistość…dlaczego nie widzę w swoim domu tej jego urody,którą widzę w nim na zdjęciach ? Inna perspektywa ? oglądam go wtedy jakby trochę z boku ? kiedyś moja siostra zaproponowała mi (jak marudziłam,że u mnie to tak beznadziejnie jest) żebym zrobiła sobie zdjęcia moich pomieszczeń i żebym sobie je obejrzała na tych zdjęciach. Rzeczywiście, świetnie to wszystko wyglądało i w duchu pomyślałam „jak nie moje”…. spojrzałam na moje wnętrza jak na obce i zobaczyłam, że wyglądają całkiem dobrze….dlatego kiedy oglądamy foty na instagramie czy stronach naszych ulubionych blogów, zawsze ogarnia nas zachwyt i nawet jeżeli zdarzy się na nich obraz bałaganu tomy go i tak nie pojmujemy w takich kategoriach w jakich traktujemy to co widzimy w swoim domu choćby nawet jeden chaos był podobny do drugiego.
    Piszesz też Julio o uczuleniu Twojej Tosi. W pewnym sensie mnie pocieszasz gdyż moja córcia (a imienniczka Twojej) też, odkąd zaczęła jeść „nasze ” jedzenie czyli coś więcej niż cyca, zaczęła na to jedzenie reagować. Na jej ciele wyskakują suche placki, typowo dla jedzenia pod kolanami i w zgięciu łokci i nie możemy tego zwalczyć. Obserwuję reakcje jej organizmu na wszystko co pochłania i jestem głupia bo czasami nie ma w tym żadnej spójności. Mam wrażenie,że barwniki i czasami nawet dodatki smakowe leków potrafią wywołać u niej okropne konsekwencje. Bierze leki na alergię ale mam wrażenie czasami,że one nic nie dają…i wiesz,czasami wydaje mi się też, że pora roku też tutaj ma swój wpływ na jej stan.
    pozdrawiam Cię, Ewa

    1. Symptomy,o ktorych piszesz plamy w zgiecu lokcia i pod kolanami to typowy objaw egzemy .U mojej corki egzema pojawila sie w okresie dojrzewania z momentem pojawienia sie pierwszej miesiaczki.Po wyprobowaniu wszystkich lekow dostepnych na rynku amerykanskim(mieszkam w USA)a nawet po kremach z rynku polskiego sprobowalam wyeliminowac gluten.Po dwoch tygodniach nastapila wielka poprawa,a dzisiaj rok pozniej po egzemie zostaly tylko wspomnienia.Pomocniczo stosowalam masc Elidel dla wzmocnienia ukladu odpornosciowego.

    2. bo ta jest tak ze wszystkim.. wiesz.. ze zdjęciem, ze słowem..
      ludzie biorą tylko część i reszte dopisują. albo nie dopisują a reszta jest.
      no różnie to bywa..

  45. Martyna Wojciechowska pisała kiedyś w jednej z książek, że była bodajże na Kubie i tam siedział facet w kartonie, dopiero co przeszła powódź, ona go zagaiła oczekując, że będzie narzekać, a ten uśmiech od ucha do ucha. No to ona, panie, z czego pan się cieszy? On jej na ot – Jest piękna pogoda, świeci słońce i rozmawia ze mną piękna kobieta.
    Ja tak nie potrafię, choć się staram.
    Podziwiam, że będąc cały dzień sama z dzieciakami potrafisz się tak pięknie cieszyć ich obecnością. Mój mąż wraca o ludzkiej porze, a i tak czasem nie mogę się go doczekać.

    1. Aniu, ja też mam takie dni gdy nie mogę się Go doczekać. dzwonie co 5 minut i pytam kiedy będzie..
      czasami jak jestem cały dzień z dziećmi to zapraszam Kogoś z dziećmi żeby się bawiły a ja choć kawy łyk zimnej sie napije..
      ale pomimo tego cieszy mnie bardzo ten czas… bo choinka nam pięknie migocze. drzewo na palenie w kominku narąbane, woda na kąpiel ciepła… jest dobrze. jest najlepiej.

  46. Z tym zapracowaniem to u nas dokładnie tak samo… Z tym, że mąż wychodzi czasem nawet o 5, wraca ok.19 i pracuje w domu do 22. Jesteśmy ze sobą dużo dłużej niż Wy i na wczasy plażowe wyjechaliśmy pierwszy raz trzy lata temu – byliśmy dwa razy – wszystko przed Wami 🙂 I podoba mi się Twoje podejście – też się tak staram, choć chyba nie jestem jeszcze na tym poziomie co Ty – a może już byłam i znowu nie jestem. Jestem zmęczona trochę, choć wg innych niby czym… Ale naprawdę staram się i potrzebuję takich postów jak Twój. Takiej osoby w pobliżu. Bo mam się rzeczywiście cudownie, tylko czasem denerwuje to, że inni myślą, że to tak wszystko za nic i samo z siebie. Ale o tym już kiedyś dawno tutaj wspominałam. Pozdrawiam Cię i czekam na kolejne kolorowe posty:)

  47. Dzień dobry.
    Ja mam „tylko” 1 pytanie. Jak wpadliście pomysł na założenie bloga i jak do niego dążyliście? Ja planuję zakładanie ale pewnie nikt nie będzie na niego wchodził 🙁 Mogłabym dostać kilka rad od Was jako specjalistów? 🙂
    Pozdrawiam
    J.

    1. jak ja nie lubie takiego nastawienia!! ja tez prowadze bloga, a czyta mnie niewiele osob ( z czego wiekszosc to rodzina :D)! ale prowadze…dla Nas, dla Dziadkow, Ciotek, dla Antka!
      Zakladaj bloga i nie marudz! 😀

  48. Dzięki Julka. Pomogłaś mi podjąć ostatecznie decyzję. Zaczynam terapię. Chcę tyle zmienić, a nic nie mogę. Chcę czerpać wreszcie z życia.

  49. ja codziennie uczę się tego aby doceniać każdą chwilę…tak jak piszesz nie można mieć wszystkiego, ważne jednak aby koncentrować się na tym co mamy a nie nad tym czego nie mamy…bezcenne dla mnie są chwile spędzone z moim dzieckiem, mam ten komfort, że każde popołudnie mogę spędzić razem z moim synkiem i mężem, oboje pracujemy do 15-stej i ta druga część dnia jest dla nas, w tym wiecznie pędzącym świecie to jest naprawdę rzadkość…może mieszkanie za małe, ale nasze, przytulne…może nie kupię wymarzonej pary butów za 500zł…ale kupię taką za 200zł…mogłabym pewnie tak wymieniać…ale to co najważniejsze w życiu mam: miłość, zdrowie i taką zwyczajną codzienną radość ze wspólnego bycia razem… dziękuję Ci bardzo za ten wpis 🙂

  50. Julka, co do posta to jesteś niesamowita pod względem swojego fantastycznego podejścia do życia 🙂 różnimy się znacząco pod względem postrzegania świata w wymiarze duchowym- ja nie wyobrażam sobie mojego życia BEZ Boga, ty w Niego nie wierzysz..ale bardzo lubię czytać twoje teksty 😉 Pomyśl o tej książce ;))

    Jeśli chodzi o alergię, to mam/miałam identyczne problemy z moim starszym synkiem. Jakbym czytała o sobie stojącej nocami przy jego łóżeczku i pilnującej, żeby znowu nie rozdrapywał się do krwi… 🙁
    Benio ma już 5 lat, ale ciągle miał problemy ze skórą, swąd nadal się utrzymuje czasami i do tego doszła astma..ale po wypróbowaniu tysiąca emolienów różnych marek, kremów, kremików, sterydów itd. mogę wreszcie napisać, że coś mu pomaga 🙂
    Może twojemu Beniowi lub Tosi też pomoże, jak przyjdzie potrzeba:
    http://www.glamki.pl/uroda/nowosci-kosmetyczne/kosmetyki-dla-skory-atopowej-avene-xera-calm-d-emolienty-do-skory-suchej-i-atopowej-nowa-linia,21_11141.html

    Link dałam z pierwszej lepszej strony którą znalazłam w necie.
    Dostępne tylko w aptece, drogie jak nie wiem, ale my używamy tylko kremu i poprawa jest naprawdę znacząca.

    Pozdrawiam cię gorąco 🙂

  51. Z jednej strony zwyczajność, dzieci, dom..Ale z drugiej takie ciepło, miłość z Twoich słów Julka bije.
    Taka codzienność nasza, dzieci, rodzina, ktoś kto nas kocha i kogo my kochamy sprawia że budzimy się rano, czasami przeklinamy że czasu brak, że dzieci marudzą, czasami śmiejemy się do łez..
    Ostatnio miałam chwile że nerwy puszczały, że krzyczałam niepotrzebnie. Ale po co..czasami bez sensu.
    Mam dzieci, zdrowe, rodzinę, bliskich, dom ciepły i przytulny i w lodówce jedzenie nie powinnam na nic narzekać tylko jak ty cieszyć się i kochać.
    Dzięki :-**

  52. Prawda! U mnie po 10 w nocy, po calym dniu w pracy, po uspieniu synka dalej pracuje…Patrze na to z tej strony, ze jest tysiace, dziesiatki tysiecy ludzi na tym swiecie, ktorzy chcieli by pracowac a nie moga z roznych powodow, takze jestem poniekad szczesliwa, ze ja mam ta prace. Kiedy patrze na usmiechnieta twarz mojego dziecka kiedy biore go w rozne ciekawe miejsca w weekend, kiedy moge pojsc z nim na lunch, posmiac sie, to wiem ze warto. Jestem po tej stronie laweczki, ze nie narzekam, ze tyle musze pracowac tylko jestem wdzieczna losowi, ze jestem zdrowa, ze ktos mi ufa i daje nastepny duzy projekt.

  53. zawsze, gdy Ciebie czytam micha mi się uśmiecha. sama. do komputera. 🙂
    i po każdym Twoim poście mam ochotę zapakować Tosię, Bena, mojego miłego Małża, a nawet i Kota do auta, i przyjechać, aby wypić z Tobą kawę na Twojej cudnej werandzie 🙂 i porozmawiać. o życiu i zadzie Maryni. o wszystkim i o niczym. lub tylko posłuchać…
    pisz często!
    pozdrawiam ciepło 🙂

  54. Zawsze z niecierpliwością czekam na nowy wpis, wiedząc że znów uda mi się coś więcej dowiedzieć o życiu i spojrzeć na nie zupełnie z innej strony, tej optymistycznej:)Bardzo Cię pozdrawiam.

  55. Zajrzałam do Ciebie pierwszy raz 2 dni temu…(bo spodobał mi sie koc u kolezanki, pytam skąd?- ona na to – nie pamietam firmy ale zajrzyj na blog „szafatosi”-spodoba Ci sie !!!juz zostaje na dłużej!!! czytam, oglądam, i niesamowicie sie wzruszam… autentycznie, każdy post jest tak bardzo emocjonalny!!! Mimo że tematem czesto są produkty przerożnych firm, ale potrafisz wplesc w ta reklamę siebie, swoje przemyslenia , swoje niezwykle ciekawe spojrzenie na swiat… Moja strasza córa jest w przedszkolu, młodsza ucieła sobie drzemke po nieprzespanej nocy, a ja zostawiłam bałagan na dole i czytam… na zmiane ze szlifowaniem komody(nowa pasja). rowniez probuje znalezc czas na wiele moich pasji… jednak im dzieci starsze tym trudniej z tym czasem. staram sie nie narzekać, mam zdrowe córeczki, zapracowanego kochanego męża, wymarzony dom- który wymaga jeszcze wiele pracy- ale każdy mały krok niesamowicie cieszy!!! Niewyspanie daje mi sie we znaki, szczegolnie ze od lat zmagam sie z pewna chorobą… ale co tam, szczesliwe dzieciaczki, słowo „kocham cie mamusiu” mi to rekompensuja. osoba stojąca z boku, nie znajaca mojej historii, mojego podejscia do zycia, moich priorytetow- mogłaby mi wspólczuć!! biedna kobieta- ciagle sama,chora, maz wiecznie na wyjazdach, samotne noce w duzym domu, dom taki jeszcze niewykonczony, niepracująca, nawet studiow nie skonczyła, co ona w zyciu bedzie robiła… Wszystko zalezy od spojrzenia!!! nigdy nie byłam szczesliwsza i mam ochote to wykrzyczec!!! bo szczescie to cieszenie sie drobiazgów!!! BRAVO DLA CIEBIE . sama prowadze sobie bloga, ale takiego bardzo amatorskiego, o wrazliwosci, o pasji, o fotografii… JESTES CUDOWNA mama!! pozdrawiam

  56. Spokoju nam trzeba, i miłości ale zdrowia przede wszystkim. Ja życzę jeszcze pogodzenia się z samym sobą. O ile łatwiejsze i piękniejsze jest życie, gdy akceptujemy siebie takimi jakimi jesteśmy. Bez robienia sobie wyrzutów, że coś powinniśmy, że czegoś nie możemy, że nie wypada. Zgoda z samym sobą, to moje ostatnie odkrycie. I nie mam do siebie pretensji, że nowy balsam stoi nietknięty, bo wieczorem padam i nie mam siły „pachnieć” i wyglądać.
    Także oprócz zdrowia, życzę spokoju ducha!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.