
zaledwie kilka dni temu pisałam z dziewczynami w komentarzach, że Tosia nie choruje. a tu masz babo placek. wykrakałam.
pierwszy raz od trzech lat przyszedł do nas kaszel. katar ma tylko wtedy gdy zarazi się ode mnie (ja łapię łatwo).
gorączkę miała dwa razy w życiu. no ogólnie ze zdrowiem u nas dobrze.
a katar to dla mnie nie choroba.
Benek też trochę załapał, więc ogólnie noce spędzam na bieganiu od dziecka do dziecka. przytulaniu, dawaniu syropów, smarowaniu maścią majerankową, którą uważam za najlepszy na świecie lek na katar dla dzieci. nacieram klatkę piersiową, stopy i smaruję ciut pod noskiem. katar znika na całą noc. naturalny cudowny lek.
z piżam wychodzę dopiero koło południa, tyle mam tu z tymi pacjentami
śmiać mi się chce z samej siebie, gdy opatulam jej nogi kocem w nocy. tak tą końcówkę koca owijam sto razy dookoła stóp.
jak skarpetki zaciągam na nogawki .. przecież robiły to nasze Mamy..
wybaczcie mi więc długie milczenie, ale słowa „chodź Mama koło mnie blisko” zwyciężają nad wszystkim.
kiedy wieczorem uśpię dzieci, a ja sił będę mieć jeszcze odrobinę to dodam konkretnego posta, bo tak piszę trzy po trzy..
no nic.. chciałam wytłumaczyć milczenie. tu na blogu jak i brak odpowiedzi na maile.

kombinezon Tosi – ducksday