Kilka drobnych, niepozornie połączonych zdań, spowodowało ten ruch. Te decyzję. Nagłą. Choć mieszkającą we mnie od tak dawna.
Postanowiłam wstawać w wakacje o świcie. Zazwyczaj wstaje o 7ej. Pewnej soboty, musiałam nastawić budzik na piątą i okazało się, że świat jest wtedy zachwycający. Choć, czy okazało?
Przecież ja to doskonale wiedziałam.. Jednak co innego wiedzieć, a co innego – przypomnieć sobie..
W tym samym dniu powiedziałam o tym rodzicom. Przy wieczornej rozmowie.
Tata stwierdził, że wieczorów w życiu ma aż nadto, ale tych właśnie poranków mu zabrakło.
Nie chcę aby czegokolwiek mi w życiu zabrakło, gdy zależy to tylko ode mnie i nic ale dosłownie nic, nie stoi na przeszkodzie realizacji tego pragnienia.
Nastawiam budzik na piątą. Siadam, patrzę za okno na las i schodzę na dół. Otwieram na oścież drzwi kuchenne. Na wschód. Już wiem, o której minucie jakie drzewo zasłania słońce.. a o 6:10 jest już nad drzewami i widzę je w całej okazałości…
Biały żagiel powiewa na wietrze jak na nadmorskim plażowym barze, z drinkami z wyciskanych owoców. Wystarczy tylko zamknąć oczy i widać wszystko…
Jak poranni spacerowicze, najczęściej emeryci, chodzą już po wodzie. Biegających przyjezdnych i tych tutejszych z psami, przed pracą. Panią, która otwiera kiosk z pamiątkami…
Otwieram oczy i sięgam po swój ulubiony kubek z kawą. Piję wolno. Lubię jak wystygnie. Zimną lubię bardzo. I siedzę z laptopem bo…
Były jeszcze dwa zdania które popchnęły mnie do tego..
Oba wyszły z ust Oli. Pięknej, mądrej Oli.
Stałyśmy przy regale z moimi książkami i Ona pokazując na jedną z książek mówi..
„Czytałaś? To historia pianisty, który nigdy nie grał, bo brzmiała mu w głowie melodia idealna.”
Obie porozumiewawczo spojrzałyśmy na siebie. Bo odczucia mamy podobne.. Gdy siadam do pisania, czuje ogromną obawę. Zawsze. Moje wyobrażenie o tym co chcę napisać, stworzyć jest zawsze o wiele piękniejsze niż moje możliwości..
Ale mam też taką cechę, że lubię rządzić swoim życiem. Nikt i nic, a szczególnie ja nie będę stała na drodze do czegoś co sprawia mi przyjemność.
A okazuje się, że pisanie, spisanie myśli, zdarzeń jest dla mnie największą na tym świecie przyjemnością. Kiedy kończę nabieram tak mocno i głęboko powietrza myśląc „Boże, jak dobrze..”
I nie chodzi o to jak przyjmie czy polubi to świat, chodzi o moją wewnętrzną ulgę. Mój spokój, poczucie spełnienia.. I choć dalekie od idealnej melodii, która w duszy mi gra, to cieszy mnie fakt, że choć idealnie przezwyciężam swój strach… Bo tylko to pozwala spełniać marzenia.
Drugie zdanie Oli, choć powiedziała je wcześniej, było o czasie. Czasie na pisanie..
Bo któż dziś czas ma? Nikt. Każdy gna i gna.
A okazuje się, że czas jest. Tylko wtedy gdy naprawdę czegoś pragniemy. Kiedy zobaczymy już, że daje nam to tak nieopisane szczęście.
I Ola mówi, o kochanku, o którym ktoś kiedyś jej powiedział..
Że z pisaniem jak z kochankiem. Zawsze znajdujesz dla niego czas. Wykradasz go światu i jesteś cała dla niego… Myślisz w każdym momencie dnia o chwili w której możesz się skryć i napisać, wymyślić dalszą historię.. Zanurzyć się w niej..
Ja od czasu gdy wstaje o piątej spotykam się z pisaniem. Umawiam się z nim na randki gdy cały dom śpi…
Czasami zdarza mi się napisać cztery strony a czasami pół.. Bo zamknę oczy i się zamyślę, albo zapatrzę na świat, na las…
Innym razem nie mogę przestać pisać i odrywa mnie tylko godzina w której muszę obudzić dzieci…
Bo ileż to razy pytaliście mnie kiedy w końcu coś dla dorosłych..
A ja zawsze odpowiadałam, że czasu brak ale tak bardzo chce…
Gówno prawda, jak się coś bardzo chce, to czas nagle się znajduje.. I ja już to wiem.
Piszę zatem i okazuje się, że o niczym innym nie marzę jak zostawać sama i pisać..
Nawet jeśli skreślę tylko kilka zdań w ciągu dnia…
Nie wiem, kiedy jest za dużo opisów, a kiedy tracę jednolity ton narratora..
Tylu rzeczy nie wiem.. Ale wiem jedno, kieruję się tym co bardzo chce tam schować. Co chcę tam zawrzeć, co zamknąć w tej historii..
Chcę napisać proste rzeczy. Proste zdarzenia. Proste życie i proste dni. Nic ponadto.
Czuję się jakbym była uzależniona.. Bo ja sama nie wiem co będzie dalej, dopiero gdy siadam i zaczynam pisać, tworzy się historia. Bo jak to kiedyś powiedział Myśliwski „gdybym wiedział jak się skończy moja książka to po cóż miałbym ją pisać?”
I ja sama jestem taka ciekawa.. Bo ich historie tworzą się bez mojego udziału… Jakby wymykały się spod moich palców i same chodziły po klawiaturze opisując swe uczucia, zdarzenia, cechy wyglądu…
Czekam na to pisanie jak na kolejny odcinek dobrego serialu..
A czy się to komuś spodoba…? Nie wiem. Ale wiem już, że szczęście gdy pisze jest tak wielkie, że warto poświęcać temu czas.. Choćby dla świata miało być zupełnie po nic…
































