pojazdy 🚜🚚🚍 – podarunki 52


Zacznę od pewnej historii…
Moi znajomi mieli domek na Warmii. Wiadomo jak na Wschodzie. Wszędzie daleko, pusto. Odludzie.
W okolicy był jeden jedyny sklep. W Lidzbarku. W którym były poidła dla koni, łańcuchy, lizadła do krów, sznurek do prasy i miotły. I w tym sklepie, nie wiedzieć czemu były pojazdy Bruder.
Mając przed sobą daleką drogę, obiecali synowi, że jak całą podróż nie będzie jęczał i marudził to coś z tego Brudera mu kupią.
Jakoś te drogę przetrwał. Wchodzą do sklepu i Pan Sprzedawca pyta, co sobie wybrał?
Pokazuje i wymienia trzy modele jakie aktualnie mieli na stanie… Traktor, kombajn, tir…
Na co kilkuletni Kacper mówi, że on to by chciał agregat podorywkowo-ścierniskowy do jesiennego siewu rzepaku.
I Panom buzie opadły. Mówią, że nie ma. Kacper wyciągnął katalog, poszukał i pokazuje, że jest. 
A ten traktor, co pokazywali to na pewno nie jest jesienny, bo ma za wąskie opony i się w błocie i marasie zatopi.
Było to lat temu może dziesięć.
Dziś, gdyby Ktoś powiedział mi, że mogę mojemu synowi zostawić w domu jedną markę zabawek (pomijając Lego) to byłby to bez dwóch zdań Bruder.
Nie ma gości, którzy nie pytają skąd te pojazdy. Nie ma dzieci, które nie bawiłyby się nimi najintensywniej. Mamy siedem pojazdów. Siedem wspaniałych. Już mieszkają z nami od kilku lat.
Jeden to nawet rok w trawie stał na deszczu i mrozie. Nie dolega mu nic.
Ilość razy kiedy spadły, zderzyły się… Ilość otwieranych i zamykanych drzwi, wyciąganych lin holowniczych, zapinanych haków… Do tego cena do tej jakości, wytrzymałości  i estetyki wykonania jest jak na dzisiejsze czasy niezwykle mała. 
W tym roku postanowiłam poświęcić grudzień na celebrację, pisanie książki „sierpień”, zbieranie w całość trzeciej części książki „blog” i mam mały pomysł na opowieść dla dzieci (nawet już wybrałam ilustratorkę), dlatego nie będzie miesiąca zachwalania co najlepiej zakupić na prezenty…
Zostawiam Wam dziś z pełną odpowiedzialnością kod rabatowy 8% na Brudera i wózki Knorr oraz lalki Asi i Antonio Juan. Kod ważny jest do końca grudnia 2019.
A brzmi on zaskakująco, bo „Julia” 🙂
I gwarantuje Wam, że każdy z Was będzie tym pojazdem zachwycony. 
U nas największym zainteresowaniem cieszy się Dodge Ram (02502), tir (03550), dźwig(03570) i śmieciarka (03560).
Choć moim ukochanym jest Defender (02592)….
Ach, holownicze auto (02535) ostatnio wróciło na tapetę….
No jak pisałam, z ręką na sercu. Polecam. Najlepsze co można dziecku kupić w obecnych czasach wszystkiego. Ja od zawsze jestem zwolennikiem porządnych zabawek niż plastiku, który łamie się po trzech miesiącach i zanieczyszcza świat. Myślę, że nasz Bruder wychowa jeszcze następne pokolenie.

_________________________________________________

Sklep TODLER zostawia także w prezencie dla Was wózek z lalą.
Wózek Ruby Knorr i Lala marki Antonio Juan.
Wyniki konkursu 29.11, tak aby zdążyło dojść przed Mikołajem.
Zostawcie w komentarzach odpowiedź na pytanie, jakie jest Wasze wspomnienie z dzieciństwa związane z lalką…

Moi Drodzy, bardzo przepraszam za opóźnione wyniki, ale te Wasze historie o lalkach były piękne!
Wybór jednego jest dla mnie koszmarem. Nie potrafię się pogodzić z tym, że mogę wybrać tylko jeden.
Chciałaby każdemu z Was napisać „przepraszam”. Ale nie umiem załatwić tylu wózków 🙂
Jesteście Najlepsi!! Wasze opisy, przygody, wspomnienia. Mam najlepszych czytelników świata.
Dziękuję, dziękuję, dziękuję…
Poprosiłam kilka osób o pomoc w wydaniu werdyktu, bo ja się poddałam po tym, jak przeczytałam wszystko kilka razy i kolejny raz rozłożyłam ręce…
Nagroda pojedzie do „Mama Córek”.
Gdyby zależało to ode mnie, dostałby ją każdy z Was.

70 odpowiedzi na “pojazdy 🚜🚚🚍 – podarunki 52”

  1. U mnie z lalką wspomnienia kiepskie – nie umiałam nimi się bawić – bo miałam starszego brata i bawiłam się klockami, samochodami, żołnierzykami.. jak w przedszkolu Pani mi podała lalkę – to nie wiedziałam co mam z nią zrobić – i jaki sens w ogóle zabawy z lalka? Bo z klocków budowalam zamki, miałam swoje wojsko z szachów i rycerzy – a brat swoje – i graliśmy w wojnę. A lalka tylko patrzyła na mnie 😁 Teraz mam 3 córki, i one się bawią lalkami i pluszakami, udają rodzinę, a ja czasami bawię się razem z nimi 😁

    1. Gdy miałam około 5-6 lat dostałam najwspanialszego bobasa na świecie, robił siusiu i brudziła mu się pupa na brązowo. Gdy wychodziłam z nim z domu do koleżanek był szał, każda chciała się nim bawić, a że jestem z osób które wszystkim się dzielą to tak się podzieliłam lalka, że już nigdy nie wróciła do domu. Był smutek i żal i już nigdy więcej nie miałam takiego bobasa . Teraz mam dwie córki, każdego dnia bawią się w ’ ciotki ’ i odwiedzają, ze swoimi dziećmi 😉

      1. Ostatnie wakacje nad morzem spędzone z mama i taka mieciutka lalka kupiona w kiosku. Lat miałam może z siedem. Pamietam tylko gumową głowę i hmm…zielone włosy. Szkoda, że nie przetrwala do dziś bo chciałabym aby i moja kochana Lili miala taką ukochaną lalę, która będzie jej towarzyszyć w cudownych chwilach beztroskiego dzieciństwa. Myślę że właśnie o takim wózku i bobasie marzy moje Szczęście…cudne.

    2. Moje dzieciństwo przypadało na lata osiemdziesiąte, więc o bobasach płaczacych, czy robiących siku nawet nie marzyłam, bo nie pojawiła się w mojej głowie myśl, że takowe mogą istnieć. Jednak w tych czasach powszechnego „dobrobytu” kolejkowego w tzw.SuperSamie rzucili dzidziusie! Takie z gumowymi częściami-ręce, głowa i nogi, reszta z materiału wypchana jak poduszka. Byłam małą dziewczynką ze wsi, która nie bywala, przecież w SuperSamie, więc żyłam sobie spokojnie z niewiedzą że one tam są, takie cudne. A tu muszę wspomnieć, że moje dzieciństwo to moja babcia. Wszystkie wspomnienia są z nią związane i w każdym zdarzeniu odgrywała ogromną rolę. Moja babcia była gadżeciarą (można tak o babci i latach 80.?) 😉 ale ona była. W późniejszych czasach kupowała np.wszystko co pojawiło się w telezakupach. I babcia Hela postanowiła mieć tę lalkę dzidziusia z Samu. Zaraz po rencie popedałowała po nią te kilka kilometrów (jak cudnie sobie ją taką przypomnieć!) i kupiła! Nie dla wnusi, nie nie! Ona ją kupila dla siebie. Bo jej się podobała, że taka miekka, nowoczesna i w różowym ubranku. Trzymała ją w swoim pokoju i oczywiście pozwalała się nią bawić choć w granicach rozsądku, bo gdy zrobiłam tejże lali kilka zastrzykow, wciskając w poduszkową dupkę wodę czy kompot, juz nie pamiętam, babcia wysuszyla lalę i dała na nią szlaban. Patrzyłam tęsknie jak siedzi na kredensie. No i jeszcze mam ochotę napisać jak to było z wózkiem z zagranicy, ale może to juz za długo? Napiszę, bo ten wózek ważny był bardzo. Tato pojechał na saksy (cos pohandlowac) do Czechosłowacji. Przywiózł duzo butelek z tajemniczym płynem, którego dzieciom nie wolno było a dorosli się tak zachwycali! A dla mnie miał wozek. Stopem przyjechał obładowany jak wielbłąd (tymi butelkami głównie 😉) ale dotaszczył dla mnie cudo. Czerwone z budą i na gumowych kółkach!! Jaką ja furorę robiłam we wsi, gdy tak pchałam ten wózek!! Jak koleżanki się wymieniały która prowadzi pod kapliczkę a która z powrotem! I choć nie wiedziałam ile ten tato się natrudził, żeby to karamesło mi przywieźć, ile butelek złotego płynu mógłby zamiast tego zmieścić w bagażu, to czułam, że nigdy nie dostanę wspanialszego prezentu niż ten wózek z Czechosłowacji! I nawet babcia pozwoliła mi swoją lalkę nim przewieźć! Oj, dziękuję, że odkurzylam sobie te wspomnienia! Przypomnę tacie w święta o tym wózku! Babci juz nie ma, ale Hela, moja córka usłyszy kiedyś o jej lali.

      1. Moja ukochana lalka z dzieciństwa, to była Barbie. Babcia mieszkała w Niemczech, ale w 1987 roku przyjechała do Polski i zabrała mnie do Pewexu, żeby kupić mi wymarzoną lalkę. Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa!

    3. Z lalką to nie, ale z wózkiem- spacerówką dla lalek oj tak ☺ w postaci blizny na brodzie. Siostra mnie w niej woziła 😊, a skończyło się upadkiem. Pamiętam jak mama zmieniała mi później opatrunki i odklejała plaster. A teraz niektórzy mówią mi, że brudna jestem na brodzie ☺

    4. Lalka. Cała z drewna. Buzia narysowana niebieskim długopisem. Ręce i nogi mocowane były gwózdkami wielkości szpilki. Była brzydka jak brak słów, gdy chce się coś ważnego napisać. Dla mnie- najpiękniejsza bo zrobił ją dla mnie mój Tatko.

    5. Drewniany domek, mała izba, a w niej łóżko przykryte wielgachną pierzyną. Na pierzynie idealnie rozścielona narzuta, i dwa jaśki obleczone wyszywanymi ręcznie poszewkami. A pomiędzy nimi, na samym środku łóżka Ona, lalka Prababci. Dla mych nieporadnych dziecięcych rączek niedostępna – i dlatego tak bardzo pożądana. Dostojna w swojej postawie i pięknej sukience niczym księżniczka. Ale i krucha jak księżniczka, narażona na stłuczenie. Wyglądem przypominała małą dziewczynkę. I choć w moim pokoju w domu po drugiej stronie ulicy lalek bobasów, księżniczek, czy Barbie nie brakowało (nawet lalkę murzynka miałam!) to jednak najpiękniejsze wspomnienie nie z nimi jest związane. A z chwilą, gdy w swej izbie Prababcia zdjęła z maszyny Singer wieko, odwróciła je dnem do dołu, wsadziła do środka tę swoją piękną lalkę i pozwoliła mi ją delikatnie kołysać. Całe popołudnie spędziłam na subtelnym kołysaniu tej lali. Uczucie, które mi wtedy towarzyszyło, do dziś pamiętam.

  2. Miałam lalek sztuk 2, żadną z nich się nie bawiłam, a jedna była nawet super,, wypasiona,, miała swoją butelkę i gdy z niej wypiła to robiła siusiu. Jednak to mnie nie przekonywało do zabawy. Miałam za to swojego Kubusia (zresztą do dziś go mam i zajmuje honorowe miejsce w sypialni). Kubuś ten to pluszowy zając kupiony kiedyś w Biedronce. Był moim przyjacielem, zastepowal ki lalki, zabieralam go zima na sanki a latem na wycieczki rowerowe – miał swoją miejscówkę w koszyczku na kierownicy. Chodził z mną do przedszkola, do koleżanek, babć, cioci i wszędzie gdzie tylko moglam to go zabieralam. Miał nawet swoje łóżko, piękną wiklinową kołyskę, która pierwotnie była w zestawie z jedną z lalek, ale lala dobytek swój straciła i przejął go Kubuś. Miało być o lalce ale, że wspomnień z nią nie mam to rolę lalki przejął pluszowy zając, który w wózku dla lalek był też włożony więc prawie jak lalka tylko bardziej kudłaty 😉

  3. Najmilsze sercu lalkowe wspomnienie z dzieciństwa to moja ukochana prababcia motająca dla mnie lalki ze swoich chustek na głowę (takich kolorowych chustek, które do niedawna nosiły starsze kobiety na wsiach). Było w tym dla mnie wiele magii, bo 1) wakacje na wsi to było jak przeniesienie się na inną planetę, 2) takich lalek nigdzie indziej nie było, 3) prababcia była najlepszym człowiekiem pod słońcem (naprawdę była chodzącym dobrem). Cieszę się, że mam swoje wyjątkowe wiejskie wspomnienia i smutno mi, że tamtego świata już nie ma i nie mogę pokazać go swoim dzieciom. Lalek też nie zamotam tak samo …

    1. Pamietam pierwsza lalkę była pokaźnych rozmiarów, miała na imię Agatka i razem z bratem bawiliśmy się nią glownie w ogrodzie a to Agatka pływała w wielkim basenie, innym razem wpadła do beczki, (woda ze stawu do podlewania pomidorów się tam znajdowała) fryzurę tez jej zmieniliśmy włosy miała farbowane bibuła. Mam dwóch starszych braci wychowywałam się na wsi i wolałam hasać na dworze, łazić po drzewach niż typowo dziewczęce zabawy lalkami. Agatka wiernie towarzyszyła mi w tych zabawach do momentu aż nie straciła kończyn przy zabawie w chirurga ;). Teraz sama kupiłam córci lale bobasa i rozpływam się jak 3 latka pokazuje ze karmi swojego bobasa, tak jak ja jej braciszka ;).

  4. Ooo tak! Bruder jest super. Bawi się dziecko tata i dziadek. I Ci starsi zachwycają się każdym szczegółem, a dziecko rolnictwem, bo opowiadają o wszystkich czynnościach. Gdy przychodzą żniwa to ja muszę po wsi na rowerze z dzieckiem jeździć, bo przejeżdżał właśnie taki kombajn jak ma dziecko i on to zauważył, wiec rzucam pranie i gotowanie wsiadam i obserwujemy.😁

    1. I jeszcze… mamy sporo modeli kupionych używanych po starszych dzieciach, nadal w super stanie i nadal zachwycają. Myśle, ze malutki braciszek co w brzuszku siedzi jeszcze będzie szalał z tymi pojazdami.

  5. Ale cudne klamotki😊Sama bym się bawiła!
    Moje wspomnienia z lalką…jestem dziecię rocznik 81 i miałam takiego ukochanego łysego,plastikowego bobasa(obgryzłam mu pięty,pamiętam🤣).Wychowywałam się w dużej,kilkupokoleniowej rodzinie z sarkastycznym poczuciem humoru.I strasznie się dziwiłam,dlaczego kwiczą ze śmiechu,za każdym razem jak się bawię i nie pozwalają mi wymieniać imienia lalki wśród innych,obcych nam ludzi.
    Lalka nazywała się Leninka🤣🤣
    Wtedy mogli iść pewnie siedzieć za agitację!

    1. Pierwszą lalką jaką miałam była różowa Barbie w tiulowej spódniczce i różowych szpilkach… miałam wtedy 6 lat…pamietam ze ta lalka długo stała w kartoniku bo mama kazała mi o nią dbać i pierwszy raz wyjęłam ją do szkoły na zajęcia z ulubiona zabawką….
      Abstrakcja bo jak zabawka z kartonika może być ulubioną…
      Dlatego chyba później poobgryzalam jej nogi i miała kikuty
      Zawsze sobie obiecywałam ze moja córka będzie miała dużo pięknych lal bo ja niestety takiego szczęścia nie miałam
      Dotrzymałam słowa 😃

  6. Miałam taką lalkę, Irenkę. Irenka miała miękki, okrągły brzuszek, blond krótkie włosy, czerwoną sukienkę w kropki i wiecznie zdziwioną minę. Ja też tak mam od dziecka- miękki, okrągły brzuszek i wiecznie zdziwioną minę. I oczywiście chciałam mieć krótkie blond włosy. Pamiętam jak pewnego lata moje loki z mlecznej czekolady zmieniły się w ciepły brąz. Do kompletu zażądałam obcięcia na krótko. Wyszła dziwna zapałka, krótko z przodu, długo z tyłu. Początkowo byłam absolutnie zakochana w moim miękkim brzuszku i krótkim prawie-blondzie. Zderzyłam się niestety z rówieśnikami. Ze śmiechem, popychaniem, wyszydzaniem.
    Pamiętam jak wróciłam z podwórka i Irenka została rzucona w kąt, na ratanowy wózek. Codziennie spinałam włosy milionem żabek, odmawiałam jedzenia i nie robiłam już zdziwionej miny.
    Przyszła jesień, żabki nie chciały trzymać się pod ciasną czapką, a brzuszek cały czas był taki sam, niezależnie od zjadania na obiad 2 talerzy rosołu, czy jednego.
    Przeprosiłam Irenkę, rozczesałam jej włosy i zabrałam z powrotem do dużego łóżka.

    Lata minęły, Irenką bawi się moja 3letnia córka, a ja cały czas mam zdziwioną minę okrągły, miękki brzuszek i nie używam żabek do włosów i lubię rosół.

    1. Jestem szczęściarzem, moja lalka to całkowicie wyjątkowe zjawisko, a przede wszystkim żywe!;)
      Jako chłopak nie ciągnęło mnie do zaplątania warkoczyków bądź przebierania sukienek, jednak wózek-oj tak!- ta maszyna interesowała mnie od samego początku.
      Kiedy osiągnęliśmy z siostrą wiek nastoletni, mama uznała, ze nasz stary wózek dziecięcy możemy lekko zmodernizować. Obniżyłem mu podwozie, by moja wówczas dziesięcioletnia siostra mogła się do niego zmieścić. Dobrze, ze ówczesne spacerówki były solidnych wymiarów!;)
      postanowiłem, ze trzeba przetestować to „cacko” i przewieźć młodą po naszych wiejskich okolicach.
      Nie przemyśleliśmy jednego – Ania nosiła długie piękne kucyki, które były hlubą moich rodziców. Pech chciał, ze to właśnie te cudeńka wplątały się w koła naszego wózka!
      O zgrozo, chciałem ciąć jej włosy, ale na szczęście rozum wygrał i skończyło się na rozkręcaniu kół i wyciąganiu włosów. Nie chcielibyście widzieć miny naszej mamy.
      Jednak wspomnienie z lalką jest dla nas totalnie bezcenne;)

  7. Gdy pomyślę o lalce z dzieciństwa, to tylko jedną sobie przypominam. Była dość duża, miała sukienkę w kropki… chyba granatową 🤔 i miała długie rude loki. Ponieważ moje koleżanki miały bogatych rodziców i co chwilę inne lalki, ja też zamarzyłam, by moja Ruda miała chociaż inną fryzurę. I tak się stało, upitoliłam jej te rude włosy. Oczywiście, podcinałam coraz to krócej by wyrównać 😂 Tym sposobem, miałam najbardziej oryginalną lalkę.

    1. Miałam trzy lalki…Jedną szmacianą z bardzo długimi nogami, którą przebierałam w niemowlęce ubranka i koronkowe czapeczki.Były to ciuszki, które kiedyś należały do mnie i młodszej siostry, a które mama trzymała głęboko w szufladzie…Uwielbiałam te maciupkie cudeńka…Kolejną lalką była plastikowa Milena…Jako kilkuletnia dziewczynka marzyłam, że tak kiedyś nazwę swoją córeczkę…Dziś jestem mamą trzech chłopców 😊. No i Lisa…Podróba Barbie z wielką, plastikową głową. Dziś z siostrą śmiejemy się z tego do rozpuku…Jednak kiedy jako małe dziewczynki dumnie wyniosłyśmy nasze nowe laleczki na podwórko, posiadaczki prawdziwych pięknych Barbie miały niezły ubaw. Długo marzyłam o prawdziwej Barbie, czy Lalce Bobas. Po szkole zachodziłyśmy z koleżanką do Pewexu, gdzie przyklejona do lady podziwiałam nieosiągalne dla mnie wówczas laleczki. Dziś mam prawie 40 lat, a doskonale pamiętam tamto uczucie… Pięknej lalki nie miałam nigdy, bo mamy nie było po prostu na nią stać…Dziś to rozumiem, ale jakiś smuteczek tamtych dziecięcych pragnień zawsze wyzwala się przy tego typu wspomnieniach…

  8. Moje pierwsze wspomnienie z lalką hmmm….
    Lalkę miałam taką szmacianke pamiętam mama mi ją uszyla, byłam w niej zakochana. Miałam może 4 lat i wszędzie z Nią chodzilam. Po moim bracie miałam taki wózek który tata przerobiłem tak abym mogła wozić nim swoją lalkę. Pewnego dnia moja starsza siostra wpadła na genialny pomysł, i włożyła mnie i moją lalkę do tego wozka i tak mnie w nim wozila, była to rewelacyjna zabawa, do czasu az pewnego dnia moja siostra wozila mnie tym wózkiem a moi rodzice mieszkają na takim wzniesieniu, gdy jak zwykle wzięła mnie na spacer w pewnym pomencie puściła wózek a mnie razem z nim. Jechał w tym wózku z moją lalka i tyle co pamiętam to jak mama robiła mi okład po zderzeniu z rowem. Tato wózek zarekwirował i skończyła się nasza zabawa w dom. Ale lalka została i mam ją do dnia dzisiejszego. Lalka zrobiona przez moją mamie to jedyna pamiątka z dzieciństwa ❤️❤️

    1. Zawsze jak widzę jak moja córeczka bawi się lalka to mam ochotę do niej dołączyć. Pamiętam jak byłam mała i dostałam magiczna (tak mi się wtedy wydawało) lalkę ona otwierała oczy i była do niej butelka. To było cudowne jak godzinami razem z kuzynka potrafiłysmy się nią bawić. Babcia na maszynie szyla dla niej ubrania ze skrawkow materiałów.Dzielilysmy obowiazki i podchodzilysmy do sprawy bardzo poważnie. 😃Nawet pisalysmy wspólny list do Mikołaja o wózek dla naszej „córeczki”. 😃 To były magiczne chwile 😉

  9. Natasza, tak miała na imię moja lalka. Przyjechała do mnie w latach 80-tych ze Związku Radzieckiego. W tej długiej drodze towarzyszył jej mój tata, który akurat wracał z delegacji.
    Miała około 50 cm wzrostu, rude cieniutkie włosy, wykonana była z twardego tworzywa sztucznego, z plastikowymi rzęsami , którymi migała tak uroczo niezsynchronizowanie i te nienaturalnie duże niebieskie oczy.A jaką ona miała pogodną buzię…Oryginalnie była ubrana jak pastereczka w brzoskwiniowy falbaniasty czepek, falbaniastą sukieneczkę i wielkie pantalony, butów nie miała, ale moja babcia zrobiła jej na drutach.
    Dziś…leży na strychu w kartonie, obdarta z ubrań, z przerzedzoną fryzurą i zgubionymi rzęsami, nie nadąża za rzeczywistością, źle się czuje w obecności idealnych barbie, kolorowych enchantimals i w każdym szczególe dopracowanych hiszpańskich lal. Czeka na swój czas.I choć goła, brudna, rozczochrana…ma taką pogodną buzię!

  10. Moje dzieciństwo nie było przepełnione zabawkami – czasy były ciężkie, portfele mało zasobne, a i dostać cokolwiek to był wyczyn. Koleżanki miały po pięknej barbie z pewexu. Mama wiedziała, że marzę o takiej. Codziennie modlilam się do Bozi o taki prezent. Niestety nie dostałam tej wymarzonej, dostałam inną prostą, zwykłą, bez zginanych kolan. I to była najpiekniejsza, ukochana moja lalka, bo rodzice kupili mi ją za ostatnie pieniądze. Tata uszyl mi dla niej różne ubranka. Była moja i ukochana. Innej już nie chciałam. I ta jej niedoskonałość stała się dla mnie wyznacznikiem jej wyjątkowości. Do dziś pamiętam każdy szczegół, strój zabawy. Tyle Miłości w jednej, prostej lalce.

  11. Julciu,
    wózka dla lalek nie potrzebuję bo moja Zofia ma już 10 lat ale wspomnieniem dot. lalki muszę się podzielić.
    Urodziłam się 4 dni po wybuchu stanu wojennego, a więc moje wczesne dzieciństwo, podobnie jak większej części z nas, przypadło na lata 80/90-te.
    Pamiętam jak pewnego dnia mama powiedziała, że do Atlasu rzucili bobasy i lecimy stanąć w kolejkę. Po drodze zaszłyśmy do Cepelii 🙂 A tam na półce stała lalka podobna do lalki Barbi, tylko zamiast nóg miała pod sukienką styropian a w nim pozytywkę. Oszalałam na punkcie tej lalki i na nic się zdały przekonywania mojej mamy, że taką lalką się nie pobawię, że ona tylko będzie stała. Na nic. Postawiłam na swoim i mama kupiła mi lalkę. W nocy nie mogłam spać. Z jednej strony byłam przeszczęśliwa, ze mam lalkę Barbipodobną, ale z drugiej wiedziałam, że w zabawie z nią nie poszaleję, nie to co z bobasem. Następnego dnia poszłyśmy do Cepelii oddać lalkę, a potem do Atlasu z nikłą nadzieją że zostały jakieś bobasy. Zakupy zakończyły się szmacianą lalka, która może chociaż słodka nie zrekompensowała ani Barbi ani bobasa… Kilka lat później udało nam się uciułać na Dianę, którą przez wiele lat bawiła się moja córka.

  12. Wychowywałam się we wczesnych latach osiemdziesiątych, wiadomo brakowało wszystkiego. Ale nigdy nikomu nie zazdrościłam, że ma więcej i lepsze. O lalce barbie i LEGO tylko słyszałam, bałam się nawet o tym marzyć. Bo tego w sklepach nie było, ale miałam takie jedno marzenie, żeby dostać lalkę dzidziusia i duży wózek. Co roku pod choinką znajdowałam a to łyżwy, slajdy, słodycze ale tego najważniejszego prezentu nie było. Nie było przez kolejnych kilka lat, aż wyroslam, miałam już może 9 czy 10 lat i nadeszły kolejne święta. I kiedy już wyroslam z zabawy lalkami dostałam pod choinkę duży czerwony wózek z lalka. Czy się cieszyłam tak, ale… Byłam już za duża, wstydziłam się wychodzić z nim na dwór, wstydziłam się powiedzieć o tym rodzicom, że jestem już na to za duża. Nie wiem czy to była wina rodziców, że ignorowali moje potrzeby, czy to były takie czasy, że tak się dzieckiem nie przejmowano i końcu po kilku latach sobie przypomnieli, że chciałam wózek. Ja nie będę czekała aż moje dziecko wyrośnie z marzeń, ma 5 lat i tak jak ja w jej wieku,pragnie dostać wózek. Wiem, że to ważne dla niej i zrobię wszystko, żeby w tym roku znalazła pod choinką.

  13. Jak znam czytelniczki bloga od tylu lat,to mam marne szanse na wygraną. Ale podoba mi się pytanie, bo mam właśnie wspomnienie związane z lalką..Było to 27 lat temu.. Wigilia..pamiętam dokładnie bo 4 dni wcześniej zmarł mój Tato niespodziewanie..był to trudny czas, ale ja jako 6 letnia dziewczynka nie przeżyłam tego tak intensywnie jak moje starsze siostry..Los mnie chronił..I wtedy właśnie Mama została sama z 4 córek, bogato nie było..Nadszedł Wigilijny Wieczór i czas rozpakowywania prezentów..Dostałam wtedy Lalkę..Jaka byłam szcześliwa.. miała zielone włosy związane w koka, a gdy się owego koka rozpuściło to lalka była łysa bo linia włosów biegła tylko wkoło głowy.. ;)) Jakoś wogóle mi to nie przeszkadzało, choć siostry wyły z tego ;)) Była to moja ulubiona lalka, nie przeszkadzał mi jej defekt..Później miałam jeszcze wiele innych, ale ta utkwiła mi w pamięci..Czy gdyby była idealna, pamiętałabym o niej przez tyle lat..? Pozdrawiam serdecznie!
    Mariola

  14. W dzieciństwie w naszym domu nigdy się nie przetrwało.. rodzice robili jednak wszystko,byśmy z bratem tego nie odczuwali. Nie mieliśmy wielu zabawek,większość naszych zabaw to efekt naszej wyobraźni…Mnie jednak marzyła sie lalka,taka z długimi włosami, duża..Ktorego dnia zobaczyłam,Że moja Mama tnie swoją ulubioną sukienkę-pamietam to moje zdziwienie,że co ona robi,że dlaczego…po kilku dniach już wiedziałam,czemu poświęciła swoją ulubioną rzecz-z miłości! Uszyła mi piękna, szmacianą lalkę,właśnie że swojej sukienki..I nie zapomniała też o tych moich wymarzonych,długich włosach-z włóczki zrobiła dwa piękne warkocze. To była dla mnie najpiękniejsza lalka-lalka pełna miłości,poświęcenia…lalka,która była dowodem,że szczęście drugiego człowieka jest nieraz ważniejsze, niż własne.

  15. Do dziś bardzo boli mnie fakt, że nikt nie pomyślał o moich Dzieciach, o mojej Córeczce… i wyrzucił moje wszystkie, cudowne lalki, a zwłaszcza jedną, która była dla mnie najważniejsza bo dostałam ją od Taty na Święta, które rzadko z nami spędzał. Ja obiecałam sobie, że moje wnuki będą bawić się zabawkami moich dzieci. Zabawki pokoleniowe mają w sobie magię, której nikt nie jest w stanie wyczarować…

  16. Wspomnienie związane z lalką mówisz…. hmmmm
    To raczej marzenie związane z lalką, nie miałam niestety nigdy ani lalki barbie ani prawdziwego bobasa. Zazdrościłam okropnie koleżankom, ale Nas nie było stać i nie mieliśmy „dojść”.
    Miałam za to dużą lalę szmacianą z długimi nogami i włosami ze sznurka – miała na imię AGATKA 🙂 Kochałam ją bardzo i pamiętam, że tuliłam ją do snu co wieczór… Spędziła też ze mną kilka pobytów w szpitalu daleko od domu i Rodziców.
    Obecnie mam trzech synków i w domu lalek brak. W tym roku postanowiłam to zmienić chłopcy dostaną wspólny prezent właśnie lalkę – dziecko Latynos.
    P.S. Lekcja tolerancji zostanie odrobiona, pozdrawiam!
    Doris (trimama)

  17. Moje dzieciństwo przypadło na lata 80. Powiedzmy sobie szczerze, że jeśli chodzi o wybór zabawek, to…..może przemilczmy temat 🙂 Gdy zatem dostałam od babci moją pierwszą lalkę bobasa byłam najszcześliwszą dziewczynką na świecie. Do 10 roku życia wakacje spędzałam u dziadków na wsi, 400km od domu i to był najpiękniejszy czas. A moja lalka? Plastikowa, łysa z 1 pasmem sztucznych, narysowanych włosów, dlatego dostała cudowne imię „Kojak” (albo Kodżak jak kto woli :p ). Jestem przekonana, że gdyby ma lalka mogła mówić, z pewnością stwierdziłaby, że miała interesujące życie! Biegała ze mną po dziadkowym polu truskawek, brudząc się przy tym nieziemsko, kąpała w pobliskiej lodowatej rzeczce, jeździła wozem po gości do miasteczka, karmiła świnie (i wyjadała im pieczone ziemniaki), doiła krowy, spała na sianie a w trakcie żniw siedziała na polu, na kocyku w cieniu drzew popijajac mleko i jedząc babcine pączki (które nawet jak miały juz 5 dni i były twardawe, to były najpyszniejsze na świecie). Lalka niestety zginęła śmiercią tragiczną, pozostawiona na podwórku, zdeptana przez krowy powracające wieczorem z pastwiska. Babcia wyznała mi to, jak już byłam nastolatką 🙂 Wspomnienia z moim Kojakiem mam jednak nadal żywe i aż teraz łzy mi naplywają do oczy- jakież ja miałam piękne dzieciństwo!!!

  18. Moja historia jest z gwiazdki kiedy to wymarzyłam sobie bobaska. Miałam kuzynke rok młodszą i moja ciocia i jej babcia obiecała ze dostaniemy taką samą od gwiazdorka i będą jak siostry. Tupałam nuszkami z radości a dzien 24 grudnia zapamiętałam do dziś. Kolacja się zaczęła i jak dla mnie skończyła sie w mig bo tylko w głowie była mi lalka. Moja pierwsza wymarzona moj dzidziuś mój bobas…..Jezusek sie rodzi i moja laleczka też pod choinka przychodzi. Paczki rozpakowane…brak bobasa….i płacz. W ten dzień babcia uświadomiła mnie że Gwiazdor nie istnieje że to rodzice robią prezenty i ze ciocia dostala tylko jednego bobasa i dostała ją moja kuzynka….dla mnie nie trafił. Chociaż przez reszte wieczoru spędziłam przy oknie z nadZieją ze ciocia sie zjawi. Babcia obiecała ze po Świętach pojedziemy na rynek (stał tam pan ze stoiskiem zabawkowym) i wybiore sobie wymarzoną. Tak sie stało mój bobas Emilka byla prawdziwa jal ze snu cudowna zlote loki i smoczek i płakała i babcia na drutach zrobiła mi komplet ubranek. U sąsiada stolarza zamówiła kołyski to było wspaniałe. Kiedy spotkałam sie z kuzynka na zabawe i zobaczylam jej bobasa to bylam w szoku łysy gościu z warkoczem na czubku. Ubrany tylko w szary pajac….cieszylam sie że nie mam takiego tylko Swoją Emilke. Emilke jak z baji o Sarze……

  19. To nie będzie wesołe wspomnienie, ale… jest Wigilia, bawię się z sąsiadką u niej w mieszkaniu (piętro wyżej mojego), a rodzice krzątają się po kuchniach. Ona ma już oryginalną lalkę Barbie, ja czekam na swoją od Mikołaja. Barbie-sąsiadka podekscytowanym i podłożonym głosem wykrzykuje: „Będę miała siostrę! Bedę miała siostrę!”, a dla podkręcenia efektu energicznie macha głową. Głowa odpada… Nie wiem czy kojarzycie, ale w tych oryginalnych Barbie nie dało się takiej głowy już włożyć porządnie na miejsce. I tak oto ja dostałam nowiutką, pełnowartościową lalkę Barbie, a koleżanka została ze swoją z przykurczem szyi. Nasz przyjaźń na szczęście przetrwała i liczy już 30 lat 😉 Córka koleżanki płacze teraz nad tą „krwawą” historią z naszego dzieciństwa, a my spieramy się, kto w końcu urwał tę głowę, bo w moich wspomnieniach to byłam ja, a w przyjaciółki wspomnieniach – ona sama. W mojej głowie zrodził się też szalony plan, aby na najbliższe święta wysłać jej anonimowo piękną lalkę Barbie, tak, 36-letniej kobiecie 🙂 Co myślicie o tym pomyśle?

  20. Duża blond piękność przywieziona przez brata dziadka z ZSRR. Przy pochylaniu płakała. Cudo. I wspomnienie tejze lalki po obcowaniu z moją siostrą: obcięte włosy i wyrwana noga po operacjach. Podobny los spotkał zresztą Barbi. A siostra została lekarzem. Cel zatem szczytny – w celach naukowych 😉

  21. Lalka. Zawsze chciałam mieć wózek. Nawet prawie go miałam… Były moje urodziny i obeszlismy z rodzicami miasto (mazurskie zresztą) i nie było nigdzie wózka. Dostałam wzamian parasolkę. Ale wracając do lalek… Miałam szmaciana piękna i zabrały mi dzieci sąsiadów, wykąpały w stawie i niestety się zniszczyła. Ale potem miałam Kacidi. Długo mi towarzyszyla- jako dzidzia, jako przyjaciółka, jako dama i wiele innych ról… Swoją drogą to nawet o niej zapomniałam… Do dziś… Także dziękuję 😊

  22. Lalki moja miłość❤️
    Pamiętam dwie szmacianą Zuzię – tak teraz ma na imię moja córka i drugą większą zwaną 'Tobołek’. Wzięło się to stąd, że wszędzie ją ze sobą taszczyłam, a rodzice wychodząc pytali: 'wzięłaś swoje tobołki?’ 🤷‍♀️

  23. Z racji tego, iż miałam 2 starszych braci, moje życie z jedyną szmacianą lalką nie było lekkie. Można wręcz powiedzieć, że prowadziłyśmy wspólne życie w ukryciu.
    Starsi bracia jak to chłopaki chowane na wsi, tolerowali jedynie traktory, brony zrobione z desek i gwoździ (przez co nierzadko narażali się tacie za to, że wytłukli wszystkie dopiero co kupione gwoździe) oraz miecze. Tak, że często zastawałam moją lalkę powieszoną za nogę na futrynie drzwi albo przywiązaną do drzewa. Zdarzały się jej nieoczekiwane rozprucia i operacje… Już jako dość samodzielna 6 – latka, nauczyłam się ją samodzielnie cerować, co prawda na pieroga ale dobre i to 🙂
    Hmm teraz myślę, że te moje chłopaczory skrzywiły mi trochę dzieciństwo bo bardzo wyraźnie pamiętam taką scenkę gdy opatuliłam lalkę, wsadziłam ją do wózka i wybrałam się z nią na spacer. Jednak gdy tylko weszłam na ulicę, gorączkowo patrzyłam żeby nikt nie szedł i mnie nie zobaczył jak „paraduję” z wózkiem. Gdy tylko zobaczyłam, że ktoś nadchodzi w podskokach wiałam do domu 🙂
    Jak to dobrze, że dziś moja 5 – letnia córka ma wyrozumiałego starszego brata, który toleruje lalki i pomimo tego, że mocno wzbrania się przed odgrywaniem roli taty, jest dla nich bardzo tolerancyjny. A za 6 miesięcy malutkie bobo mieszkające w brzuchu mamy, może okazać się tą jedyną, wymarzoną siostrą z którą .. już za parę lat będą mogły z dumą „paradować z wózkami po wsi” 🙂

  24. Moje wspomnienie związane z lalką jest dość nietypowe. Bardzo lubiłam bawić się lalkami nawet jako większa dziewczynka. Któregoś dnia kiedy miałam może z 15 lat i bawiłam się swoimi ulubionymi lalkami w pokoju, weszła moja mama i powiedziała żebym posprzątała szybko, bo przyjechała ciocia i nie za bardzo żeby widziała, że taka duża dziewczyna bawi się lalkami. Schowałam moje lale do szafki w biurku gdzie miały zrobiony „pokoik” i od tego momentu rzadziej je wyjmowałam. Teraz sama jestem mamą i lalki w naszym domu „walają” się wszędzie, nikt ich nie sprząta i nie chowa przed gośćmi, wręcz przeciwnie – razem z córeczką wspólnie lubimy się nimi bawić 🙂

  25. Lalka, lalka… to słowo wywołuje u mnie kilka wspomnień…

    Jak miałam lat może 8 to bardzo chciałam mieć tą upragnioną lalkę barbie, mama w końcu kupiła za marki w sklepie Pewex, trochę się nią bawiłam, ale pamiętam jak ścięłam jej włosy na krótko, aby taką nowoczesną fryzurę miała 🙂

    Lalka szmaciana dosyć duża, może jakieś 70 cm miała, pamiętam jak sadzałyśmy ją przy zagrodzie z gąskami małymi, a sama z siostrą szłyśmy się bawić, bo kto by miał czas gęsi pilnować, jak trzeba było „w ciotki” się bawić, lepić pączki z błota itd 🙂

    Najlepsze wspomnienie o lalce, to kiedy miałam lat 10 i prosiłam, aby mama kupiła kolejną lalkę w sklepie, a mama mi i siostrze zakomunikowała, że nie musi nam już żadnych lalek kupować, bo nam urodzi bobasa 🙂 i to będzie najlepsza lala do zabawy.
    Tak dowiedziałyśmy się z siostrą, że będziemy miały brata 🙂

  26. Julka, czytając zadanie konkursowe, buzia mi się sama śmiała, więc zrobiłam kawę i w 30 minut najszybsze babeczki z bananem. Zaprosiłam moją mamę, usiadłam z nią i moimi łobuzami na kocu, wśród między innymi bruderów, bo u nas w domu, też się nimi bawimy. Chodź miejsc u nas do siedzenia nie brakuję, jakoś tak od dawna sporadycznie są okupywane, jednak nie ma to jak stary poczciwy parkiet, chodzbym nie wiem co robiła i tak na nim lądujemy. Wpadła moja chrzestna  i kuzynka, zrobiło się znów wesoło, gwarno. Zaczełyśmy wspominać, jak przekupki na targu, jedna przez drugą, a i dzieci swoje historie już miały do opowiedzenia. Julka, za fakt, że był do tego kolejny dobry powód, do tych wspomnień i rozmów, bardzo dziękuję….bo ja pamiętam moją ukochaną lalkę z którą wspomnienia dziś mam bardzo zabawne i nader wyraźne….muszę stwierdzić, że gdy człowiek cofa się do tych beztroskich chwil łatwiej własne dzieci zrozumie ich radość z bycia razem, bo to właśnie czas który im dajemy jest najcenniejszy i często pewne przedmioty, zabawki, meble, książki, które nie mają niby większej wartości, stają się dla nas bardzo ważne, bo wiążą się z nimi te wszystkie piękne historie i pamięć o ludziach których bardzo się kocha.  Mieszkamy na cudownej wsi, gdzie sielskość i cisza jest zaprzeczeniem miejskiego zgiełku, więc sam wyjazd do miasta to było dla mnie wydarzenie, inny świat, przygoda pełną parą, podobnie jak dla moich dzieci teraz. Miałam 6 lat tyle co mój najstarszy synek i zamarzyłam o własnych kolczykach, chciałam być jak mama, więc ona razem z moja babcią, pojechały do miasta i przetopiły swoje złote pierścionki na dwa maleńkie kułeczka dla mnie. Gdy już były gotowe w piękny wiosenny dzień zabrały mnie do kosmetyczki, chodź babcia namawiała moją mamę by przebić mi uszy na ziemniaka. Moja mama uznała że fajnie będzie zrobić sobie taki babski wypad, więc pojechałyśmy pociągiem, najpierw były lody potem małe stare poznańskie zoo i w końcu kosmetyczka, pamiętam wszystko zaskakująco dobrze, podróż pociągiem sukienkę mojej mamy w kwiaty i tą zieloną babci, pamiętam też swoją sukienkę i biały sweterek zrobiony na drutach przez moją babcię, z pomponikami, pamiętam jak siedziałam na wilku w owym zoo, pamiętam też smak lodów śmietankowych, lepkie palce, słońce, osła z pięcioma nogami, pierwszą  w życiu przejażdżkę windą i radość z wizyty u kosmetyczki, dałam sobie przebić jedno ucho o drugim nie było już mowy, po wielu próbach na mowy, moja mama zrezygnowała i wyszłam od kosmetyczki z jednym kolczykiem w uchu….za rogiem był piękny sklep z zabawkami, byłam dzieckiem które nigdy niczego nie wymuszało, jak mi się coś podobało, przystawałam i mówiłam zawsze, och jakie to śliczne, więc rodzice jak twierdzi mama, kupowali mi właśnie dlatego zabawki że byłam dzieckiem bezproblemowym i bardzo ich tym rozczulałam. Mama z babcią stanęły za moimi plecami bacznie przyglądając się mi czym tym razem tak bardzo się zachwycam, była tam malutka lalka z długimi czarnymi włosami i buteleczką w zestawie…więc moje kochane kobiety stwierdziły, że mnie przekupią bądź też zmotywują. Nachyliły się nade mną i powiedziały, że dostanę tą lale jeśli wrócimy do salonu i dam sobie przebić drugie ucho, że wierzą we mnie w moja odwagę. Ja już tego nie pamiętam, tzn. nie pamiętam bólu, nie pamiętam jak przebijała mi kosmetyczka uszy, za to pamiętam lale, która towarzyła mi przez długie lata, pamiętam ten babski dzień z babcią której już nie ma z nami i mamą, z którą mogę usiądź teraz na kocu z moimi dziećmi i pośmiać się  jakim byłam dzieckiem….uwielbiam te chwilę i wszystkie wspomnienia, uwielbiam słuchac jej opowieści i konfrontować je z moimi wspomnieniami.  Jedno jest pewne, tych wspomnień nikt mi nie zabierze. Mojej ukochanej lalce o imieniu Klara obcięłam włosy, pomalowałam twarz pisakami bo chciałabym by była podobna do mojej mamy, by była ze mną całą noc i nie zgubiła sie, kiedy ja spałam, owinełam gumkę i założyłam razem z lalą na swoją rączkę, co skończyło się wrosnienciem owej gumki w dłoń tzn nadgarstek i wizytą w szpitalu…..lalki już nie mam, za to kolczyki oraz wspomnienia i tradycja wypadów rodzinnych na miasto z naszej ukochanej wsi została w naszej rodzinie, do tej pory. Takie to mam wspomnieni i niebywałą radość z faktu, że mam wspaniałą rodzinę, tą w której się urodziłam i tą którą stworzyłam razem z mężem. Życzę moim łobuziaką by i one miały górę zabawek w których będą zaklęte piękne historię naszej rodziny.

  27. Hahaha… Ja mam wspomnienie z lalką jedno, krótkie i bardzo konkretne… „Cześć ciotka! – Cześć ciotka!” 😂😂😂 dokładnie tak zaczynała się każda zabawa lalkami-bobasami moja i mojej przyjaciółki Ani 💓 wyobraźcie sobie teraz, że umawiacie się np z koleżanką ze studiów w parku. Obie zamierzacie ku sobie z niemowlakami w wózkach i witajcie się stwierdzeniem „Cześć ciotka! – Cześć ciotka!” 😂
    Dziecięca inwencja twórcza 🙂 niezapomniany beztroski czas…

  28. Przeglądam komentarze wyżej i widzę że z mojej perspektywy wspomnienie z lalką są zupełnie inne. Najpierw trochę wstydliwie podbieralem siostrze, czesałem i ubierałem. Pamiętam swoje zaskoczenie jak siostra, która była w zawodówce krawieckiej podrzucała mi swoje pierwsze uszytki do pokoju. Przecież nikt miał nie wiedzieć o moim sekrecie! Pamiętam też jaką aferę zrobił mi mój ojciec, gdy „przyłapał” mnie na zabawie lalkami w dom. Wtedy szmacianka Zuzia została wepchnięta pod łóżko. rano znalazłem ją pogryziona przez naszego psa.. Szmaciana lalka Zuzia była pierwszą zabawka jaka kupiłem mojemu synowi i jestem z tego dumny 😉

  29. W wieku 8 lat zamarzyłam o lalce bobasie. Postanowiłam, że kupię ją sama, za odłożone do skarbonki pieniądze. Dzień, w którym rodzice zabrali mnie do sklepu, był prawdziwym świętem. Chodziłam, oglądałam, wybrzydzałam, aż w końcu znalazłam. Paulinka, bo tak ochrzciłam lalkę, wyglądała jak prawdziwe niemowlę – była pucata, urocza i łysa jak kolano. No ideał.

    Po wizycie w sklepie pojechaliśmy do przyszywanej cioci, gdzie nastąpiły staranne oględziny Paulinki. Z przejęciem wyjęłam lalę z nosidełka, żeby ją przewinąć i przebrać w nowe ubranka. Ułożyłam Paulinkę na stole. Ostrożnie zdjęłam jej czapeczkę. Rozpięłam guziki koszulki. Zsunęłam spodenki z pulchnych nóżek. I właśnie wtedy runął cały mój świat.

    Paulinka, moja wymarzona lalka, okazała się Krzysiem. Producent zadbał o wierne odwzorowanie wszystkich szczegółów anatomicznych i nie pozostawił w tej kwestii żadnych złudzeń. Ach, ile radości miała moja mama. Mnie samej wcale nie było do śmiechu, ale z czasem pokochałam Krzyśka miłością bezwarunkową. Podobnie jak moja roczna siostra, która niedługo później przejęła lalkę w spadku. Pod jej opieka Krzysiek stracił oko, ale dorobił się w zamian całej kolekcji tatuaży. Razem z Olą przeżył mnóstwo przygód i choć ostatecznie wylądował na śmietniku historii, wciąż pozostaje żywy w pamięci całej mojej rodziny 🙂

  30. czas zabaw lalkami w moim przypadku wypadał w latach 1988 – 1989 i jakże trudno wtedy było w Polsce zakupić jakąś lalę… a marzyłam oj strasznie marzyłam. Aż, któregoś pięknego dnia przyszła do nas paczka od rodziny z Czechosłowacji. A w niej cuda Panie! Bobas. Duży solidnie wykonany, z gumową buzią, rękami i nogami. Nie żaden plastik na raz! W dodatku z kompletem ubranek i na zmianę też były. Ach co za radość. Zazdrościły mi wszystkie koleżanki z podwórka. Dumnie kroczyłam otoczona wianuszkiem dziewcząt i pchałam wózek z bobasem, co chwila popalając papierosa ( oczywiście zrobionego z patyka :)) bo przecież taka Pani ze mnie 🙂 Ta radość nie trwała jednak zbyt długo. We wakacje przyjechał do mnie starszy kuzyn i…. popisał niemowlęcą buzię bobaska jakimś pisakiem. Rozpacz, bo domyć się tego niczym nie dało 🙁 Pomimo to i tak codziennie się nim bawiłam i wychodziłam na spacery w wózeczku. A co mi tam! był moją pierwszą ulubioną i niezapomnianą lalą dzidziusiem 🙂

  31. Mieszkałam w małym miasteczku, nasz dom położony był przy łące. Mój dziadek (przedwojenny krawiec) po skończonej pracy szedł na łąkę kosić trawę. Kosą. A ja szłam z nim. Siedziałam na łące i zbierałam kwiatki, bawiłam się szklanymi butelkami i słoikami po kompocie zostawionymi przez spragnionych „biwakowiczów”. Wtedy nikomu nie przeszkadzało, że dziecko siedzi na trawie i bawi się szkłem. Kiedyś strasznie mi się nudziło i marudziłam. Nie mogłam iść do domu, bo tam nie było nikogo, a ja byłam pod opieką dziadka. I wtedy mój dziadek machnął kosą kilka razy, ale nie po trawie, ale po jakichś bocznych zaroślach. Odłożył kosę. I coś tam zaczął robić. Zgarbiony podszedł do mnie i powiedział: proszę lalka do zabawy, żeby Ci się nie nudziło. Rzeczywiście lalka miała nogi, ręce, głowę i nawet włosy z trawy. Była zielona. Zupełnie mi to nie przeszkadzało. Za to miała sukienkę, zrobioną z chusteczki do nosa dziadka. Bo wtedy każdy dziadek (nie tylko) miał ze sobą bawełnianą chusteczkę. I choć lalka nie przetrwała długo, to była wyjątkowa. Pachniała świeżo skoszoną trawą i chusteczką dziadka.

      1. O mamo! Ja dopiero teraz zauważyłam, że oprócz wózka jest też lalka. To teraz jestem dopiero w szoku. Lalka będzie prezentem dla starszej córki, a wózek dla młodszej. Myślę, że każda dorosła kobieta ma w sercu wspomnienia z lalkami w tle. Zwłaszcza, że w tamtych czasach lalka to było wielkie marzenie. Nie można było zobaczyć wcześniej jej w katalogu, internecie ( tak jak dzisiaj z podaniem marki i dokładnego modelu), wtedy marzenie brzmiało lalka. I moment w którym Mikołaj przynosił ów prezent był tak ekscytujący, że czuło się w brzuchu motyle. Może i moim dziewczynkom przydarzy się to w te święta – bo to będzie prezent, którego w ogóle się nie spodziewają 😉

  32. Moje wspomnienie z dziecinstwa….. hmm mialam lalke wymarzona , wyteskniona czasy to byly ciezkie dla rodzicow moich….Mama wiedziala jak bardzo marze o lalce . Czekalam na Swieta i marzylam. Dostalam piekna lalke , szczesliwa bylam ogromnie , zabawa w mame codziennie. Mama krawcowa jest wiec szyla ubranka dla lalki. Tulilam , przytulalam, usypialam i karmilam. Lecz mialam psa niesfornego i odgryzl raz lalce noge placz byl ogromny:)))) teraz smieje sie z tego i opowiadam swoim dzieciom o tym jak dawniej dzieci nie mialy tyle zabawek co teraz:) coreczka moja uwielbia bobasy i bawi sie prawie codziennie az za serce zciska z jaka czułością zajmuje sie swoim bobaskiem😍byla by szczesliwa napewno dostajac taki piekny prezent😊❤💝🍼👩‍👧

  33. Moja ukochana misia na imie Kasia miala.Zielona byla i spora glowe miala.Stroilam ja w ubranka po mnie i moim rodzenstwie…sweterki bardzo trudno przez glowe przechodzily.I kiedys takim swetrem glowe jej urwalam.Bieglam od sasiadow placzoc strasznie z krzykiem,ze Kasia umarla…Mama glowe jej przyszyla i Kasia sluzyla pozniej jeszcze innym dzieciom.

  34. Wszystkie moje ulubione lalki miały na imię Kasia. Była Kasia – blondynka, z błękitnymi oczami i różowymi policzkami. Kasia – murzynka z czarnymi, gęstymi lokami. Szmaciana Kasia ze sznurkowatymi rudymi warkoczykami i piegowatą buzią. Była też barbie – Kasia, ta najpiękniejsza, w najbardziej strojnej sukni. Miałam oczywiście też inne lalki, o najróżniejszych imionach, ale te naj – to zawsze były Kasie.
    Dzisiaj mam dwie córki. I tak, jedna z nich to właśnie Kasia 🙂

  35. Jestem typem chłopaczary, lalkom co najwyżej obcinalam włosy zamiast się nimi bawić. Pomimo posiadania (podobno) dosyć licznej kolekcji lalek, pamiętam tylko jedną sytuację, w której bawilabym się nimi, jak przystało na księżniczkę 😉😜 …spacer z rodzicami, tylko ja i oni (w 8-osobowej rodzinie to rarytas). Szczęśliwa, że mam rodziców tylko dla siebie, dumnie prowadziłam bordowy wózek z lalką. Niestety sielanka nie trwała zbyt długo… Zmęczona oznajmiłam, że dalej wózka prowadzić nie będę i nawet perspektywa utraty zabawki nie przekonała mnie do zmiany decyzji. A że charakterna byłam po tatusiu, to jemu w udziale przyszło nieść z powrotem wózek z zawartością…

  36. Lalkę miałam jedną.Mam 4 braci i raczej bawiłam się ich zabawkami,mieczami ,samochodami i żołnierzykami.Lalkę dostałam po choinkę od mojego chrzestnego z Austrii.Przyszła pocztą-pamietam tę różową wielką kokardę.Gdy już nadszedł TEN moment z wielkim pośpiechem ja rozpakowywałam ale dbając by zachować jeszcze te kokardkę …I oto jest piękna w długich blond włosach na których miała różowa plastikową koronę i bransoletkę na rączce.Po przyciśnięciu serduszka na środku sukienki świeciły się cudnie te plastikowe ozdoby.Byłam zachwycona.Nie tylko czułam szczęście ale też ogromną dumę -miałam najpiękniejsza i najbardziej wybajerzoną lalkę na podwórku….

  37. Matko! Ile tu pięknych wspomnień 💜 dorzucę również i swoje!
    Czasami mam wrażenie, ze już na świat przyszłam w kucykach, ubrana w wielkie kokardy, które to prawie zakrywały moją głowę. Rodzice – mundurowi, zawsze chcieli mi nieba uchylić a że czasy były inne to i oczekiwania się różniły. Od dzieciństwa towarzyszyła mi szmaciana lala. Ale nie nie, nie taka do rączki, tylko taka co to połowę życia musiałam rosnąć byśmy równe się stały. Z początku zadzierałam głowę żeby móc być jej kompankom zabaw. Z czasem urosłam do rangi wspólnych tańców przy muzyce Britney Spears (oczywiście gdy była bożyście nastolatek). Nadszedł tez czas gdy szmaciana lala zdała się być jakaś maleńka, zarówno wzrostem jak i rangom. Moje problemy i rozterki nie pasowały już do jej dziecięcego świata. Pochłonięta codziennością łapałam jej spojrzenie, które tyle lat było mi wiernym towarzyszem. To się chyba nazywa przyjaźń? Dziękuje jej za to, ze jest wyrozumiała i z taką łatwością powitała swoją nową towarzyszkę przygód, którą jest moja córka.
    Najpiękniejsze jest to, ze tylko od nas zależy co pozostaje wspomnieniem a co staje się być przyszłością 💜

  38. Obudziłaś tym konkursem dawno zapomniane wspomnienia! Mam dwie starsze siostry z którymi dzieliłam półke lalek-to byly czasy przed barbie i enchantimals, wiec tych lalek musiało być co najwyżej 5, bo były sporych rozmiarów i więcej by sie ich na półce nie zmieściło. Naszą ulubioną lalką była czarnoskóra Nela, wyróżniająca sie ze sztampowych produktow PRL. Bawiłysmy sie w „chodzenie lalek”- lalki wyciagalysmy na tapczan, czesalysmy (niektore traciły loki „u fryzjera”), przebierałysmy, mowiac krotko lalki ożywały… Bardziej niż wToy story 🙂 Do tej beczki miodu wspomnień łyżke dziegciu dodała dopiero koleżanka z klasy. Krytycznym tonem zapytala dlaczego w dniu ulubionej zabawki, do szkoły przyniosłam tradycyjna lalę, a nie Barbie własnie, ktorych czas królowania wlasnie sie rozpoczynal. Wtedy zrobiło mi się zwyczajnie przykro, poczułam się zawstydzona i wiele czasu upłynęlo zanim nauczyłam się doceniać bycie innym niż większosc. Dziś wiele bym dała żeby mieć tę lalę… Po latach staram sie tez o to, żeby moja córka miała na swojej półce nie tylko wychudzone pannice Mattela, ale też i bardziej tradycyjne lalki. Podczas gdy bobasa Adasia przejął już jest młodszy brat, przytulankowa Lily nadal jest jej ukochaną coreczka, tak więc misję uważam za spełnioną:-)

  39. Mam dwa skojarzenia – wspomnienia, gdy słyszę połączenie słów „lalka” i „dzieciństwo”. Pierwsze to wspomnienie lalki z dwoma żółtymi warkoczami i kolorowa opaską, w kwiecistej sukience. Pamiętam ładna buzię lalki, miękki tułów i … sypiące się spod sukienki wióry 😀 Taka lalka z Cepelii. Najlepsze jest to, że mam zdjęcie z tą lalką w starym albumie u rodziców. Opowiedziałam kiedyś mamie o moim wspomnieniu a ona dodała, że tak, że lalka się rozpruła i wylatywało to, czym była wypełniona.. ale była też zaskoczona, że pamiętam bo ta lalka była u nas chwilę, miałam maksymalnie dwa latka, jak mama dała ją koleżance do obszycia i lalka nigdy nie wróciła z powrotem. Okazuje się, że pewne wspomnienia z baaardzo wczesnego dzieciństwa też mogą się zachować w pamięci 🙂

    Drugie wspomnienie nie moje ale mojego Taty, mimo to, tak ważne dla mnie, że prawie jak moje 🙂 Był kwiecień 1983 roku, gdy tata odwiedzając leżącą już w szpitalu moją mamę dowiedział się, że urodziła ich pierwsze dziecko i że mają córkę (jakie to musiało być niesamowite, dowiedzieć się o płci dopiero po pojawieniu się dziecka na świecie 😉 ) . Tata zamiast do mamy, wybiegł ze szpitala do stojącego przed szpitalem kiosku i kupił lalkę – taką szmaciankę – i z nią wrócił do szpitala, do mnie i do mamy. Pamiętam, że była ze sztruksu, a krótkie włosy na głowie szmacianki były z szorstkiej, krótkiej wełny – być może jeszcze gdy kupował była piękniejsza, ja pamiętam już nieco sfatygowaną. Nie pamiętam jej towarzystwa podczas zabaw, miałam więc inne ulubione zabawki ale do tej pory pamiętam i przykro mi, że podczas gruntownego remontu domu i pozbywania się starych gratów na wysypisko wyjechały także zabawki z dzieciństwa, w tym moja pierwsza lalka. Dopiero wtedy odczułam jej brak i coś pięknego w tym wspomnieniu Taty.

  40. Moje wposmnienia z lalką są magiczne bo przywołują mi na myśl moje lata beztroski i nieograniczonej wolności. U mnie w domu niewiedzieć czemu była głęboko schowana lalka w przedpokoju w pawlaczu. A że mieszkaliśmy w bloku wiadomo wszytsko było upychane gdzie się dało. Jako mała dziewczynka poprosiłam mamę aby mi ją zdjęła z góry. Była prawie tak duża jak ja, miała długie bląd włosy. I jak się później okazało moi rodzice dostali ją w prezencie ślubnym 🙂 Zawsze na wakacje jeździłam do dziaków na wieś i pewnego dnia zabrałam ją ze sobą. Miała tam swoje honorowe miejsce na fotelu. Pzrebierałam ja w sukienkę lub wełniane ogrodniczki z golfem zrobione przez moją mamę na drutach (po moim starszym bracie) w zależności od pory roku. Towarzyszyła mi przez cały wakacyjny pobyt na wsi. Woziłam ją w starym wózku po sadzie pełnym jabłoni chodząc boso po trawie, lub kładłam ją spać w starej chacie w drewnianej szafie prze której skrzypiały drzwiczki. W święta Bożego Narodzenia zawsze siedałam z nią pod choinką i czesałam jej włosy. Była magiczna, wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju bo była moja, moja Ania 🙂

  41. Lala była rumiana, miała twarde morelowe usta, wygięte w dziubek i niebieskie ślepka z opadajacymi mechanicznie powiekami, mrugała przy każdej zmianie pozycji, a często ją zmieniała, bo kompletnie nie mogłam jej utrzymać. Wielka była, z wygiętymi paluszkami, zgiętymi nóżkami, taka złamana, poskręcana, z miękkim brzuchem, opadającymi ramionami, ciężką głową, krótką szyją i szarymi włosami ledwie nawiniętymi na plastikowe wałki. Babcia Jula badylami handlowała rzut beretem od „ruskiego rynku” i stamtąd właśnie tę lalę przyniosła. I trochę w to nie wierzę, trochę przestaję pamiętać, a trochę mi cieplej, że ją od wtedy, od tego powrotu babci z rynku miałam. Bo ona była od babci. Babcia Jula to była kobieta jakby twarda i miękka, mówiła szorstko, a śpiewała otuliście. Tak, doiła krowę i śpiewała, a ja przy niej stałam cicho z blaszanym garnuszkiem. I tak się tego chwytam, bo chciałabym wiedzieć, pamiętać więcej, ale szukam i nie znajduję niczego. Nie jest to dla mnie jasne i jakieś… hm… nieuchwytne, bo zlewa się lala z babcią i babcia z lalą. A potem obraz umyka i nie złapię go w słowa, więc dobrze sobie pobyć, nawet chwilę, w tym wspomnieniu. Dziękuję

  42. Lalka. Wspomnień z lalkami ma kilka. Pierwsze to wielki dzidziuś jeszcze mojej siostry. Lalka na którą składało się ponoć pół rodziny. wielka, rozmiarów pewnie dwumiesięcznego dziecka. Ale jaka to była lalka. Gumowa głowa, ręce i nogi. Reszta miękka, obszyta tkaniną. Rzęsy. Pamiętam jak babcia po kryjomu kupowała mi dla niej pampersy na sztuki w aptece naprzeciwko mięsnego. A babcia to swoją drogą była agentka, bo później udawała, że nie wie, ona? A w życiu! A pampersy 25 lat temu były towarem jakby luksusowym. I ta lalka wzbudzała zachwyt. I wzbudza do tej pory, bo moja córka ubiera ją w swoje ubranka. Jak sąsiadka z piątego piętra urodziłą chłopczyka to chodziłam z nią z wózkiem na spacery i woziłam tą lalkę. Nie jakąś tam małą laleczkę. To był wyższy poziom dziecięcego „matkowania”.
    Pamiętam lalkę w sukience w niebieskie kwiatki, którą kupił mi tata, kiedy nauczyłam się czytać „Elementarz”. Ale to było przeżycie. Wchodzimy do papierniczego i tata mówi: wybieraj. Które dziecko nie marzy, żeby usłyszeć takie słowa. Lalka miała blond włosy z niebieskimi kokardami i tą sukienkę właśnie. Mam ją nadal. I barbie. Wujek przywiózł z Niemiec. Za marki. Miała kręcone włosy i pogryzłam jej nogi. Trzymam ją nadal wraz z tymi śladami mlecznych dziecięcych zębów.
    Czasami zastanawiam się czy w natłoku tych wszystkich bodźców jakie mają nasze dzieci, one też będą mieć takie wspomnienia. Czy z dziesiątek zabawek, w pamięci mojej córce utkwi ta jedna, dwie, może trzy. Wiem, że ma ukochanego króliczka, w którego uszach dziesiątki dziecięcych łez przedszkolnego strachu, bólu brzuszka, mamy w pracy. Chciałabym.

  43. Pamiętam jak będąc 7 letnią dziewczynką zawsze marzyłam o oryginalnej lalce Barbie.
    Końcówka lat ’80 – te lalki miały tylko nieliczne koleżanki z mojego otoczenia, a ja skazana byłam wyłącznie na jej podróbkę z nieciekawą twarzą i przerzedzonymi włosami. Mojej babci brat wyjechał w tamtym okresie razem ze swoją rodziną do Niemiec z całym dobytkiem życia upchniętym do dwóch Fiatów 126p i kiedy „na tym Zachodzie” osiągnął względną równowagę życiową zaprosił swoją siostrę i szwagra, a moją babcię i dziadka. A że byłam pierwszą wnuczką trafiła mi się wyczekiwana okazja wyjazdu do kraju, który wówczas kojarzył mi się z miejscem w którym żyje się jak w raju i gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Będąc już tam i wygłupiając się rozbiłam sobie głowę o blat szklanego stołu. I chyba ta własnie sytuacja sprawiła (bynajmniej w takiej wersji to pamiętam aż do dzisiaj), że ciocia, która miała 3 synów a zawsze marzyła o córce chciała poprawić mi nastrój i załagodzić całą sytuację i kupiła mi wymarzoną i wyczekiwaną Barbie z długimi blond włosami w różowej sukience . Do dzisiaj mam w albumie zdjęcie rodzinne z tamtego pobytu, na którym w ręce trzymam wystawioną w górę Barbie. Nie wiem jednak co stało się później 🙂 Niby upragniona lalka a po powrocie do domu bawiąc się w fryzjera, z każdą „wizytą” skracałam jej włosy, aż w końcu było widać tylko dziurki. I tym sposobem lalka została przeze mnie porzucona i nie wzbudzała już żadnego zainteresowania. Co nie zmienia faktu, że sama chęć jej posiadania i chwilowej fascynacji utkwiła w mojej pamięci, gdzie niektórych faktów z dzieciństwa nie pamięta się w ogóle.Pozdrawiam!

  44. Na największym mieszkaniowym hicie lat 80 i 90 – meblościance siedzą w szeregu lalki. Nie ma ich wiele. Jedna w zielonej sukience w paski, ma piękne czarne włosy, zielone oczy i grzywkę jak moja kuzynka Agata. Dwie kolejne są szmaciane: Zuzia lalka nieduża, cała ubrana w żółte szmatki i dystyngowana jejmość bez imienia. Za to w kamizelce i gatkach w kratkę, które nadają jej jakiejś powagi. Kolejny jest murzynek z zamglonymi oczami, którego cichaczem kiedy będę nastolatką wyrzuci mama do śmietnika, bo nie mogła na niego już patrzeć – przecież był tak bardzo wypłowiały od słońca, że już siebie nie przypominał, płakałam wtedy okropnie.
    Ale najbardziej wyczekaną lalką była Tatiana. Kiedy mama ściągała ją z meblościanki nie woziłam jej w wózku, nie wynosiłam na dwór. Pierwszy raz dostałam ją do zabawy jak byłam całkiem duża. Piękna panienka z włosami koloru łanu zboża, które zawsze miała gładkie i pachnące. Jej zielone oczy mrugały a całość dopełniały rzęsy, nie plastikowe ale z włosia, ciemne i gęste. Buzię miała lekko piegowatą i maleńkie usteczka. Była moja córką, przyjaciółką, towarzyszką zabaw. Ożywioną przez moją wyobraznie w której zachowywała się jak człowiek.
    Moja mama miała osiemnaście lat kiedy kupiła sobie Tatianę w sklepie z zabawkami. Za swoją wypłatę. Lalkę wymarzoną i dającą namiastkę dzieciństwa. Swobody i śmiechu.
    Dbało się o nią, przytulało i chociaż na pierwszy rzut oka była normalną lalką, dla mamy i dla mnie miała ogromną wartość. Dlatego, że mama ją kochała i kocha nadal.
    Tatianą bawi się od niedawna moja sześcioletnia córka.
    Dba o nią, wozi w wózku, czesze włosy.
    Ubieramy jej sweterek kiedy jest zimno i czapkę. Na wiosnę czeka już sukienka.
    I chociaż ma konkurencję w postaci płaczącego i sikającego bobasa to nadal cieszy.
    I nadal jest towarzyszką zabaw kolejnego pokolenia.
    I nadal wygląda jak kiedyś chociaż już wiele lat ma nasza stara dobra Tatiana.

  45. W dzieciństwie dostałam od cioci lalkę, która dźwięcznie mówiła: daj, daj, daj, mama! Nie wiem czemu tak mówiła do dziś, ale pamiętam moją rozłoszczoną naturę, gdy znowu powiedziała: daj, daj, daj, mama! i ja się z nią wtedy pierwszy raz mocno pokłóciłam: Nie jestem Mikołajem świętym! – odburknęłam – zresztą, gdybym była, to najpierw napiłabym się kawy, zanim ktokolwiek o cokolwiek by mnie poprosił!!!
    Mało lat miałam wtedy na karku, ale mocno to przeżyłam, że się jej postawiłam.
    I wielkie uff, że moje dziewczynki dużo lepiej obchodzą się z tematem piastowania laleczek.

  46. Jako mała dziewczynka,a narodziłam się w 1988 roku nie było tych wszystkich super lalek, jak teraz, takich jakie mogę podarować moim dwóm córkom (Julii i Liliance)… ale miałam swoją ukochaną szmaciankę. Mama opowiada, że nie ważne iż niskiego wzrostu byłam zawsze lala za mną szła… wycierając wszelkie kurze, łapiąc brudy. To było tak nie ważne, bo potem i tak ze mną musiała spać. Ile to razy mama chciała ją cichaczem zabrać i wyprać, nie oddawałam nigdy. Do przedszkola nie chodziłam, więc bawiłam się z nią w domu. Moja mała szmaciana laleczka, nie miała imienia była laleczką, jedyną i wspaniałą strasznie żałuję że nie ostała się gdzieś w piwnicy dla moich córek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.