Wiejskie Wieści.

Tak sobie czasami myślę, że powinnam robić jakiś skrót wiadomości raz w tygodniu…
Takie właśnie Wiejskie Wieści.
Odpowiedzieć na pytania jakie mi zadajecie, zapisać zdania, które zostają w głowie na dłużej.
Na tyle długo aby zaintrygować, na tyle krótko, by po tygodniu, dwóch zapomnieć.
A niektórych może szkoda zapominać…
Jak te, gdy siedzę z dziećmi w kinie. Jeszcze światło się pali jasne, reklamy dopiero przed nami.
Tosia odstawia pudełko z nachosami na fotel, wylewając przy tym odrobinę sosu na swoją kurtkę.
Szukam zatem chusteczki i oczywiście jak to Matka, psioczę pod nosem „no mówiłam, uważać z tym sosem.”
Podbiega Benio, wyrywa mi chusteczkę z rąk, szybkim ruchem przeciera to wylane, oddaje mi ją z powrotem, po czym mówi – Mama, psestań, cies sie tym dniem!
I co mi się teraz po myśli mojej nie potoczy, czy stłucze, czy spadnie, powtarzam w myślach – cies się tym dniem!

Zatem jeśliby ten post też jakoś nie specjalnie spełnił Wasze oczekiwania, pal licho z tym i po prostu cieszcie się tym dniem.

📝
Moja Mama od zawsze intensywnie pomaga mi w wychowywaniu moich dzieci, ale od czasu kiedy jestem po wypadku, pomaga jeszcze więcej.
Cały ogródek mi zasiała, plewi co przyjedzie, kwiaty na tarasy w donice powsadzała. Powycinała trawę dookoła drzew. No a przy tym wiadomo, tu mi zmywarkę rozładuje, tu dzieci wykąpie. Ale nie dziwne. Moja Mama jest numerologiczną 33. A to liczby mistrzowskie.
Wstaje kiedyś o szóstej rano, schodzę do kuchni i widzę, że nie ma Mamy. Szukam po całym domu, aż w końcu dzwonię zaniepokojona… No bo ranek taki wczesny…
A Ona odbiera i mówi – no przecież dziecko, że w ogródku.
Patrzę do okna. Plewi. Taczka obok. Słońce wczesne na złoto ją przystraja.
Przy jednym z ostatnich pobytów siada obok mnie na kanapie i mówi – No jadę córeczko. Porobiłam i teraz jadę do drugiej córeczki do pomocy.
(Moja siostra wróciła wtedy ze szpitala, po wycięciu nowotwora. Trudno było Jej ruszać ręką po zabiegu.)
-I wiesz, mam nadzieję, że to już koniec nieszczęść na ten rok. – dokończyła.
Popatrzyłam na Nią i powiedziałam – Mamuś, nieszczęście to by było, gdyby Justynka miała nowotwór złośliwy z przerzutami, a ja nie odzyskałabym wzroku. A tak, to co nam się przytrafia, to tylko koleje losu.
Zastanawiałam się chwilę jak człowiek, który przeszedł tyle operacji, śmiertelną chorobę, tyle tragedii z siłą tura i wielkim optymizmem tego nie zauważył? Że to jedynie koleje losu… Po jakimś czasie do mnie dotarło, że kiedy cierpienie spotyka nas, jest tylko przeszkodą do pokonania, zaś jeśli spotyka nasze dzieci, jest czymś co trudno losowi wybaczyć…
📝
Z takich świeżych informacji, to doniesienia obozowe moich dzieci…
Tosia wyjechawszy w niedzielę na obóz Harrego Pottera do zamku w Mosznej, zadzwoniła do mnie w środę.
Ach! Jakże czekałam na ten telefon.
Dowiedziałam się, cytuję „Mamo, dzwonię powiedzieć, że jest tak fajnie, że nie mam czasu dzwonić.”
O tyle.
Po powrocie spała dwa dni.
Ach, nie, zadzwoniła jeszcze dzień przed powrotem. Prawie przed północą. Z takim płaczem, że nogi nam się ugięły!
Oznajmiła, że płacze cały obóz, bo tak nie chcą się rozstawać.
Za rok jedzie na dwa tygodnie. Już nam zapowiedziała.
📝
Benio za to wyjechał na obóz do wsi obok, do naszych przyjaciół z gospodarstwem, których darzy miłością ogromną.
Bo skoro Tosia na obóz, to i Jemu się zamarzyło.
Czekał i liczył dni, a później i godziny. Z każdym dniem nadchodziły wiadomości od Madzi, które dodawały emocji w czekaniu. Jakby było ich mało…
„LIST DLA BENIA
Niezbędnik Obozowicza!!!
Beniu! dużymi kroczkami zbliża się obóz w Nas, na który już się nie możemy doczekać wszyscy!!
Powoli i starannie przygotuj się do niego i spakuj ciuchy i rzeczy, które najbardziej lubisz.
Sugerujemy Ci żebyś zabrał gumowce, mogą się przydać do wypraw nad stawy. Cieplejszą bluze i długie spodnie dresowe, na dziką przejażdżkę GAZIKIEM i ulubioną podusie!
Resztę rzeczy zabierz według własnego uznania czy sugesti rodziców.
Znając Twoje kulinarne upodobania Kacper podpowiedział mi jakie płatki śniadaniowe lubisz. Na miejscu będzie degustacja.
Kochany z niecierpliwością czekamy na Twój przyjazd. O dokładnej  godzinie będziemy Cię informować w następnych wiadomościach.
LIST DLA BENIA.
Beniu! Już nie dni, a godzinki zostały do obozu. Pewnie rozpocząłeś już pakowanie . Kacper i Karolina się cieszą i niecierpliwią.
Dosyłam kilka wskazówek.  Czeka Cię kilka przygód, w zależności od pogody oczywiście, ale będzie ekstremalny wypad offrodowy gazikiem pt „chudowskie Safari” , turbociekawa ścianka wspinaczkowa z instruktorem, niezwykła przejażdżka furką rustykalną z anielsko łagodną Bellą.. I niewątpliwe atrakcje dnia codziennego bez względu na pogodę, czyli przeganianie pisklątek, zbieranie jajek, karmienie ryb… Proszę weź ze sobą okularki, bo mogą się przydać w czasie safari. Muszki utrudniają obserwację zwierzyny.
Pa, do jutra zatem!!!”
Benio miał w programie deptanie wiśni na wino, robienie zielnika w zeszycie i opisywanie liści, nocowanie pod gwiazdami z nasłuchiwaniem małych sów.
Marsz przez rzepakowe pole do gąsek i po jajka. Wieczorne safari gazikiem. Wyjazd na ściankę wspinaczkową. Zajęcia plastyczno – techniczne. Podchody. Piknik. Ognisko. Masę gier i zabaw. I nie wyobrażalną ilość dodatkowych atrakcji..
Kiedy przyjechaliśmy po Niego, łzy wielkie jak grochy, bo tak nie chciał kończyć turnusu. Bo ileż to borówek nie zdążył zerwać…
No i odbiór był przesunięty o dwie godziny, bo trwały poszukiwania do zielnika dębu czerwonego.
📝
Z wiejskich wiadomości, siedzimy na kolacji miastowej z przyjaciółmi… i Oni pytają nas gdzie zostawiliśmy dzieci…
Popatrzyliśmy z mężem na siebie, bo nikt z nas nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.
Jak żeśmy wyjeżdżali to też gdzieś wybiegły, ale gdzie…?
Zatem dzieci nasze w wakacje biegają między domami. Jak się dziecka szuka, to na wspólnej grupie sąsiedzkiej się pisze – czy Ktoś zna miejsce przebywania?
I zawsze na którymś podwórku się ganiają. Albo w którejś kuchni kolacje jedzą.
Kiedy wracaliśmy z tej kolacji, oberwała się chmura. Lało jak z cebra. Zatem późnym już wieczorem, a może i nocą, zgarnęliśmy do auta Tosię i Jej sąsiadki, z sąsiedzkiego domu aby zapakowała swój plecak na nocowanko. I choć przez pole miały blisko, zawiozłam je z powrotem pod bramę Karoli. Zakomunikowałam – transfer z lotniska do hotelu dobiegł końca. Patrzyłam jak w tym deszczu biegną od furtki do drzwi wejściowych śmiejąc się głośno. W klapkach chlupotała Im woda.
W tą jakże ciepłą letnią noc, pomiędzy domami, na nocowanko. To ten rodzaj wakacji o jakich się marzy dla swoich dzieci i jaki samemu wspomina się najmocniej będąc już dorosłym człowiekiem…
📝

Wiecie, u nas na wsi korków raczej nie ma. Ale kiedy staliśmy w takim jadąc nad morze, Benio zapytał – Ciekawe co kłopotuje taki korek..?

Zatem życzę Wam moi Drodzy, aby nic Wam w życiu nie kłopotowało korku w drodze do szczęścia…
Napisz komentarz...
  1. Przepieknie oddajesz ten Wasz klimat jak w Bullerbyn!
    To jest właśnie coś najcudowniejszego! Te szczęśliwe dzieciaki biegajace wolno i boso, wśród przyjaznej wioski.
    My wioski nie mamy, ale bardzo dbamy o wolne dzieciaków bieganie;) ostatnio na Jurze, prawie dwa tygodnie pod namiotem w sosnowym lesie, myślę że to też ten rodzaj wakacji o jakim piszesz:)
    Bardzo pozdrawiam:)

    Odpowiedz
  2. Natalia says:

    Pisz tę kronikę,pisz:)Dużo zdrówka dla Justyny!

    Odpowiedz
  3. Marta says:

    Ja bym się sama do Madzi na turnus wybrała, ale jest górna granica wiekowa, widziałaś ten placek z jagodami z dzisiaj?
    No i ze wszystkich atrakcji najlepsze było deptanie przez Benia kapusty – miszcz po prostu 🙂 Buziaki wysyłam Juleczko

    Odpowiedz
  4. Julko, dalas mi jak zwykle do myslenia…
    Kawa i twoje posty razem to dla mnie mega mieszanka i czas na refleksje.

    Dzieci są super, sąsiedzi rewelacja, siostra najukochansza, ale MAMA to najwspanialsza instytucja na świecie.
    Mama wszystko wie, widzi i słyszy, w dzień i w nocy. Niczym super bohaterka bez peleryny w ukryciu ratuje świat-ogarnia dom, dostarcza zakupy, zawozi do szkoły, organizuje zajęcia pozalekcyjne, wymyśla stroje o 23 w nocy na bal przebierańców-bo zapomniałem ci powiedzieć 😉
    Mama ma serce tak wielkie, ze pozwoli na wiele w radości i smutku,
    ręce tak zwinne ,że pracuje od rana do wieczora,
    głowę tak pojemną, że pomieści wszystkie informacje, godziny, daty, imiona dzieci z polowy wsi przewalajacych sie przez dom.
    I choć czasem z zmęczenia skorzysta z toalety z zamkniętą klapą lub zamiast soku napije się oleju w nieswoich kapciach i różnych skarpetach….
    Mama, wie, ze jej misja jest najcudowniejszym zadaniem na świecie.

    Odpowiedz
  5. Mop says:

    Poproszę więcej „ wiejskich wieści „ 😁

    Odpowiedz