lubię siebie bardziej.

tak. dziś będzie o tolerancji, pokorze i pogodzeniu.
i nie dlatego, że ów cechy są mi dobrze znane. że można je za moje zalety..
może i wręcz przeciwnie.. dlatego będzie o nich.. o tym jak życie zmienia człowieka.
jak to, kiedy nam się udaje pomaga lubić siebie bardziej..

kiedyś „wiedziałam” o ludziach wszystko. wiedziałam czemu się tak zachowali, czemu płaczą, dlaczego im się nie udało..
znałam Ich każdy najdrobniejszy gest i ruch. potrafiłam to doskonale opisać, ocenić..
tylko ta ocena była najczęściej, albo prawie zawsze tylko przez mój pryzmat… bo innego nie znamy.
i o dziwo, to jedna z cech, którą zmieniłam w swoim życiu.. tak diametralnie.
i nie , że czasami mi się udaje.. towarzyszy każdego dnia mojemu życiu.
i nawet gdy Kogoś ze starym przyzwyczajeniem ocenię, zaraz ganię się w myślach … „Ty prymitywny, żałosny człowieku”.
zmieniło mi się. nie od razu. rosło. i za każdym razem gdy się udawało, że patrzyłam szerzej, bardziej empatycznie – lubiłam siebie mocniej..
zmieniło się dzięki blogowaniu. tak wiele ludzi myśli, że mnie zna i przez to wyrażają swoją opinię.
zdarza się ona na moim blogu skrajnie rzadko. ale kiedy już jest to… bolała.
piszę „bolała”, bo i dziś potrafię usprawiedliwić tę osobę.
kiedyś dostałam maila. nie pamiętam dokładnie treści, a nie potrafię odszukać.
brzmiał mniej więcej tak…
„Julio, zostawiłam kiedyś u Ciebie negatywny komentarz. Było mi wtedy bardzo źle. Czułam się nieszczęśliwa ze sobą i ze światem.
Nie potrafiłam sie odnaleźć. Dziś kiedy moje życie nabrało sensu. Kiedy mam córkę, kochanego męża, piszę byś mi wybaczyła i wybaczyła wszystkim tym, którzy takie kiedyś zostawią.”
i zanim tego maila dostałam, to już o tym wiedziałam.
zobaczyłam jak boli, gdy Ktoś, Kto zna Ciebie przez kilka zdjęć, kilka nieskładnie złożonych zdań wystawia o Tobie opinię.
ocenia Cię, gani i wstawia na półkę z cechami, ktorych nigdy nie widziałeś..
blogowanie nauczylo mnie, że nie wiemy o ludziach za dużo. samych siebie tak często nie znamy.
najbliżsi przyjaciele  nas zaskakują.. a i Kto wie czy prawdę mówi, czy sam przed sobą się wstydzi i prawdę tylko w środku zostawia.
blogowanie nauczyło mnie, że ocenianie boli.. i to nie zawsze osobę o której tyle mamy do powiedzenia, bo często może się tego nie dowiedzieć.
boli najbardziej nas samych. ta złość jaką w sobie tworzymy. negatywne emocje temu towarzyszące.
my wiemy tylko tyle, ile dane nam było przeżyć. ile dane nam jest w naszym charakterze. na ile nam siła pozwala.
a przecież każdy inną ma siłę, inny charakter i inne dostał życie.
kiedyś mówiłam głośno „depresja poporodowa? chyba tylko u leniwych kobiet, co mają wszystko pod nosem i mogą sobie na to pozwolić. bo jak wracasz ze szpitala i masz tyle na głowie, to nie ma czasu na depresje.”
dziś nie mogę sobie wybaczyć tych, jakże śmiałych i bezmyślnych zdań.
depresji poporodowych nigdy nie miałam, ale ja to ja. twardo stąpam po ziemi. dostałam takie fundamenty w życiu, takie wady i zalety i łatwiej mi z nimi żyć.. dostałam takie życie. i jedyne co mogę oceniać to tylko siebie.
oj łapię się często na tym, że ganię Kogoś w myślach „czemu się nie domyślił, przecież to takie oczywiste”..
a może gdybym ja miała inną Mamę to też większości pieknych rzeczy, ktorych się domyślam bym nie znała..
śmiało dziś wystawiamy opinię o artystach, aktorach, politykach, celebrytach, sąsiadach, znajomych…
gadka się wtedy klei wyjątkowo.. a potem zamykasz za koleżanką drzwi i zostajesz w domu, w którym tyle padło jadu i kąśliwości..
i Ty w tym domu zostajesz. mieszkasz. tworzysz go. a dom słyszy wszystko.. i wiatr przed burzą tego nie oczyści. choćbyś wszystkie okna otwarł..
myślę, że wszystko to co mówimy i myślimy bardzo nas buduje.
spotkałam się w niedzielę z dziewczynami. cały dzień rozmów. nigdy wcześniej się nie widziałyśmy, łączą wiec nas przede wszystkim internetowe sprawy… nasze rozmowy dotyczyły… Asi zamieszkania w Hiszpanii, prześmiesznych opowieści z życia, gagów sytuacyjnych.. żadna z nas nie poruszyła ani jednego tematu „kogoś” kogo tam nie było..
wiecie jak to jest lekko. tak żyć z myślą, że na nikim nie zostawiło się złego słowa, nikogo może niesłusznie nie oceniło..
Moja Mama jest człowiekiem, który nigdy nie ocenia. Nigdy. Zawsze gdy Ktoś obgaduje mama mówi „a ja tam go lubię”, „aaa tam! mniejsza z tym, lubię go za to i za to” albo „a tam, każdy ma jakieś wady”…
i wiecie co… już nie chodzi o to, że Ją wszyscy lubią, chodzi o to, że to jest człowiek co się w środku ze sobą nie utruje.
Ona nie rozmyśla, nie analizuje ludzkich zachowań.. a czemu, a jak mógł.. Ona to bierze takim jakie jest i wsiada na rower..
chodzi o to by pogodzić się w sobie.
ludziom, którzy życzą mi źle – życzę dobrze.. bo gdy będzie Im dobrze to i mnie przestaną życzyć źle.
zdarzyło mi się podczas rozmowy z S. powiedzieć za dużo. ocenić Ją. było to może 2 miesiące temu a mnie wciąż to uwiera.
bo co ja mogę wiedzieć tak naprawdę, nie tyle o Jej problemach tylko o sile, którą ma by sobie z nimi radzić.
może ma o wiele mniejszą niż ja…
muszę do Niej zadzwonić i wyjaśnić. przeprosić. będzie mi wtedy ze sobą lżej.

o tolerancji będzie krótko. nie chce kontrowersyjnych tematów. nie chce zaciętych komentarzy.
niezwykłe jest jaką dostaję ogromną ilość maili od Mam, które nie karmią piersią i czują się napiętnowane.
ja sobie z tym świetnie radziłam i radzę, bo mam silny charakter. jestem pewna swoich decyzji i potrafię ich bronić.
odpisuję więc tym Mamo i pomagam jak mogę.
nie potrafię uwierzyć jak Matki Matkom potrafią dogryzać, słownie mieszać z błotem..
i często te Mamy, które chcą dla dziecka jak najlepiej karmiąc piersią, nosząc w chuście, walczą na forach z innymi Mamami, ktore mają inne zdanie… niestety zapominają o jednej ważnej sprawie.. chcąc dla dziecka jak najlpeiej karm je piersią, noś w chuście i ucz tolerancji.. bo może się okazać, że przyda się w życiu bardziej niż to mleko..
karm, noś i pozwól innym dokonywać ich własnych wyborów.. i nie tylko dla czystej karty w internecie i dobrej opini – tylko dla siebie.
taki obrazek… Matka na fotelu. z ukochanym dzieckiem. dziecko błogo pije z piersi. a w tym czasie Mama w telefonie dopisuje w internetowej rozmowie „jesteś okropną Matką. myślisz tylko o sobie.”.. pisze to kobiecie ktorej nigdy nie poznała..
niech to mleko, które w Niej płynie nie będzie przesiąknięte jadem.
te Matki, które nie potrafią sobie poradzić z nagonką popadają w depresję, że są złymi matkami..
nie raz mailami wyprowadzałam je z błędu pisząc Im, że są najlepszymi jakie mogły się zdarzyć Ich dzieciom!
pogódź się w sobie z innymi wyborami. bo i ja miałam kiedyś z tym problem.
od kiedy udało mi się akceptować i tolerować wybory innych LUBIĘ SIEBIE BARDZIEJ.
atakowano mnie mocno za to, że noszę dzieci w nosidłach a nie chustach. ja mam na ten temat swoje zdanie, nie zamierzam go zmienić i bardzo mi z tym dobrze… napisałam więc kiedyś na instagramie pod zdjęciem z Benkiem w Baby Bjorn..
Mamy „dobre rady” szkoda energii, Wy macie swoje wybory i ja je bardzo szanuję więc szanujcie innej Matki. Powinnyśmy w macierzyństwie się wspierać. Tosia jest wychowana w nosidle, na sztucznym mleku, zaszczepiona, z cesarki na życzenie i bez modlitwy przed snem.. A ja uwielbiam ludzi, którzy pięknie wierzą w Boga, matki karmiące piersią, z siłą na poród naturalny, którzy nie szczepią i drążą temat… Świat jest piękny właśnie dlatego, że się różnimy. i ja różnie się między innymi tym, że uważam nosidło Baby Bjorn za zdrowe..
krótko po tym tekście powstała kampania #nicminiewisi. kampania super. zawsze uważam, że ludzkie zebranie się w siłę jest dobre.

czy to zdjęcie z dzieckiem w chuście/tuli czy z garnkiem zupy pomidorowej czy też z ogródkiem pełnym sadzonek…
tylko dlaczego tak niefortunna nazwa? ironiczna? złośliwa?
jeżeli chcesz pokazać zdjęcie jak dbasz o postawę swojego dziecka to super, ale zrób to razem z postawą moralną.
taka nazwa np #tulemojedziecko albo #noszemojedzieckoprzysercu nie byłaby bardziej ciepła?
czy trzeba od razu walczyć jakoś? dla mnie to demonstracja „ja robię dobrze, a Ty źle.”..
prawda jest jedna.. źle czyni ten, Kto myśli, że jego racja jest jedyna i najlepsza..
pozwól innym mieć słuszność także jego racji. BĘDZIESZ LUBIŁ SIEBIE BARDZIEJ.

kiedy miałam 18 lat Tato kupił mi piękny, potężny japoński motocykl.
zaraz po jego zakupie powiedziałam, że jadę do Krakowa (chodziłam tam do szkoły).
Tato jak zawsze spokojnie i cierpliwie tłumaczył…
„Jula, może naucz sie go trochę, pojeźdź najpierw tutaj, blisko. pierwsza podróż i tak daleka, tam w miasto?
Może daj jeszcze temu czas..”
Jakże mogłam Go posłuchać? Pojechałam.
Kiedy wróciłam cała i zdrowa, wjechałam na podwórko, ściągnęłam kask i powiedziałam cwaniacko „widzisz? jestem. nic mi się nie stało”.
Tato odpowiedział tylko „brakuje Ci dziecko pokory..”.
szczerze…? nie za bardzo nawet wtedy wiedziałam co to słowo znaczy..
wiecie dlaczego tak dobrze to pamiętam…? bo choć znaczenia nie rozumiałam, to podświadomie czułam, że ten brak pokory mi uwiera..
dziś nie jestem mistrzynią pokory, ale już wiem co znaczy..
jestem pokorna do losu.. do życia.. do tego co mi daje, bo nigdy nie wiem kiedy się obrazi i zabierze..
jestem pokorna do tego co mnie spotyka i do tego jak sobie radzę.. bo może się okazać się, że z hukiem spadnę na dół..
a Ktoś wtedy szepnie do ucha…
„brakuje Ci dziecko pokory”..
z szacunkiem do tego co mam, do tego co potrafię, do zdrowia, do dnia i do bezpiecznego powrotu do domu… LUBIĘ SIEBIE BARDZIEJ.

nie dla świata, nie dla ludzi, nie dla opini publicznej… dla siebie. to wszytsko dla siebie. z nikim bardziej nie żyjemy jak ze sobą samym.
dobrze jest lubić siebie bardziej…

67 odpowiedzi na “lubię siebie bardziej.”

  1. Właśnie Pokora! Tę cechę lubię i cenię w Tobie najbardziej. że tez wczesniej tego nie rozgryzłam. Chociaz tak naprawde Cie w ogole nie znam, widzialam raz jeden przez chwil kilka i tyle co bloga sie naczytam…ale wiem ze Cie lubie mądra kobieto 🙂 No dobra wracam do czytania, bo tylko pierwsze zdanie liznelam i ta pokora mnie wybila.

  2. Napisałas o wszytskim o czym trąbię od dawna, do czego dązę i czego szukam… Mam nadzieję, że i mnie bedzie dane w koncu spotkać Cię osobiscie (i sfotografować ) 😉

  3. Jak zawsze nic dodać nic ująć..u mnie też krucho z ta pokorą ale staram się bardzo a to znaczy że na dobrej drodze jestem..

    Akcje #nicminiewisi odebrałam tak samo jak Ty..niefajnie że matka matce wilkiem..a Ciebie szalenie cenie za odwagę i szczerość w tej kwestii, że się nie dałaś zaszczuc tym linczem, że zły przykład dajesz i te inne bzdury które tam były wypisywane,bo co to matka swojego rozumu już nie ma..?
    Dziękuję za piękny tekst na dziś i na jutro i pozostałe dni..
    Pozdrawiam ciepło a ja?.. cóż będę codziennie starać się bardziej

  4. Oj Julka Julka ileż Ty mi w życiu uczyniłas dobrego tym swoim podejściem do życia i ludzi. Bo niby to wszystko się wie ale jak Ci ktoś wyłoży jak kawę na ławę mało tego daje przykład, że tak żyć można i to nie jest tylko słowo pisane to człowiek jakiegoś niesamowitego kopa i wiarę na lepsze dostaje! Love

  5. Julia!
    Ja czytam Twojego bloga już od dawna. Codziennie tu zaglądam. Nigdy jednak nie zostawiłam żadnego komentarza…taki cichy obserwator:)
    Aż do dziś bo chciałam Ci z całego serca podziękować za to co robisz! Pewnie zdajesz sobie sprawę z tego, że masz ogromny wpływ na ludzi…z mojego punktu widzenia tylko i wyłącznie pozytywny. Twój blog towarzyszy mi codziennie, wracam do starych postów, zdjęć, uśmiecham się i płaczę. Po ciuchu marzę o domu takim jaki stworzyłaś Ty.
    Kiedyś zbuntowana i sfrustrowana problemami w pracy przez całe 8 godzin w biurze czytałam po kolei wszystkie posty…od pierwszego, jeden po drugim 🙂 cała dniówka mi zleciała 🙂 Polecam Ciebie(bloga) moim przyjaciółkom, koleżankom, znajomym…Ostatnio nawet przyszłej mamie, która chciałaby mieć drugiego syna, a na USG okazało się, że jednak córka….i myślę sobie….Julia o tym pisała (tylko odwrotna sytuacja jak okazało się, że Tosia będzie mieć brata, a nie siostrę)…i mówię do mojej przyjaciółki…przeczytaj, przeczytaj co napisała ta mądra kobieta!!!… i pomogło
    Dajesz nadzieję, pomagasz, leczysz duszę….BARDZO CI DZIĘKUJĘ ZA TO ŻE JESTEŚ!!! JA DZIĘKI TOBIE LUBIĘ SIEBIE BARDZIEJ….:)

  6. Julia, Twoje teksty mają niesamowitą moc… moc terapeutyczną dla mnie. Proste prawdy, przedstawione w taki sposób, że aż się chce być lepszym człowiekiem… Czytając w połowie przerwałam, by napisać smsa do siostry z którą byłam w konflikcie. Przeprosiłam. Nie myślałam ze kiedyś znajdę do tego siłę, a jednak. Mimo wielu nocy przez nią przepłakanych wiem że często nie byłam dłużna. Ten tekst dał mi wiarę i siłę by uwierzyć że to ma sens i schować dumę do kieszeni. Będę do niego wracać za każdym razem gdy złe emocje mnie poniosą. Byłam przeciwniczką baby bjorn, komentowałam na instagramie, ale teraz widzę jakie to było pozbawione sensu. Nie znam Cię, ale tylko wyjątkowa osoba mogła napisać coś takiego…

    Wszystkiego dobrego Ci życzę!

  7. Też od jakiegoś czasu zmieniłam swoje podejście do wielu spraw, myślę, że to za sprawą pojawienia się na świecie dwójki moich dzieci… Ta pokora, nieocenianie innych, przede wszystkim szanowanie każdego człowieka…przyświecają mojemu obecnemu życiu 🙂

    Bardzo miły, refleksyjny tekst… trafiłam na Twojego bloga kilka miesięcy temu…i a’propo „oceniania” patrząc tylko na zdjęcia…pomyślałam, że jesteś „wyniosłą osobą, chwalipiętą i wredną małpą ;)” Teraz w ogóle tak nie myślę!!!! Przeczytałam kilka archiwalnych wpisów i jestem pewna, że jesteś bardzo wrażliwą, empatyczną kobietą! Jak powierzchowne osądy potrafią krzywdzić innych!
    Wtedy pomyślałam sobie, że zawsze będę się BARDZO starała być daleką od oceniania przysłowiowych „okładek”, od oceniania kilku zdań, kilku poglądów, kilku zdjęć, kilku zachowań…

  8. kochana bardzo Cię lubię czytać, uważam się za osobę tolerancyjną, ale w tej sprawie z baby bjorn nie potrafię Cię zrozumieć 🙁 wg mnie masz prawo nosić dziecko jak chcesz, ale jako osoba publiczna, ciesząca się tak dobrą opinią wśród nas czytających nie powinnaś tego promować jako dobre 🙁 noszenie dziecka w nosidle, przodem do świata jest szkodliwe dla jego kręgosłupa. i gdybyś to napisała, np. coś w stylu-tak wiem, ale nie robię tego cały dzień albo po prostu-tak chcę, to co innego, ale Ty się do dziś słowem nie zająknęłaś, że wiesz że to nie jest dobre. i stąd ta cała akcja, bo jeśli ktoś Cię czyta i uważa, że jesteś w porządku-jako matka i człowiek, a nie ma świadomości o prawidłowym noszeniu dzieci, może uznać, że skoro Julka tak robi to to musi być ok. i może tak nosić dniami i miesiącami,. serio, uważasz, że to jest ok?

    1. serio uważam, że jest ok.
      prawie większość mam jakie znam nosiła swoje dzieci w BB. niektore 4ke swoich dzieci. wszystkie dzieci są proste.
      nie znam ani jednej Mamy, która powiedziała „moje dziecko jest krzywe przez nosidło”.
      Uważam, że nosidło Baby Bjorn jest całkowicie zdrowe i nie ma ani jednego przeciwskazania do tego by go nie używać.
      Uwielbiam je i będę polecać.
      W Szwecji nie ma innych nosideł. Cały kraj jest zakochany w BB. Ma certyfikaty i pozytywne opinie od lat.
      a kraj prosto chodzi.
      i proszę Cię zakończmy tą odpowiedzią dyskusję o niosidłach. ładnie proszę. blagaaaaaaaaaam 🙂

  9. Kocham Cie wirtualnie, dosłownie i w przenośni, Twoje teksty rozwalają mnie na łopatki, jakbym była na jakiejś terapii, zawsze znajdę u Ciebie kawałek siebie, strasznie jesteś mi bliska, a przecież się nie znamy, dziękuje za każdy Twój tekst, każda kropkę, przecinek….

  10. no kocham Cię ciotka jak nie wiem co… kocham, choć nie znam, a może znam tylko tyciu-tyciusieńco z tego, co na blogu pokazujesz….
    utożsamiam się z Tobą bardzo, bo kiedyś – jak byłam młodziutką dziewczyną to myślałam, że wszystko wiem, że wszystko mi się uda… teraz wiem, że tak nie jest, no i chyba trochę tej pokory już mam… ale uczę się ją mieć każdego dnia – również od Ciebie, czytając Twoje wpisy… o tych wszystkich rzeczach, które są, ale jutro już może ich nie być, żeby szanować to i cieszyć się, że się ma, bo jutro może się nie mieć nic, choć dziś chce się mieć więcej…
    czekam, żeby urodzić – boję się diabelsko tego bólu, całej tej szpitalnej otoczki, żeby komplikacji nie było i żeby mój chłopczyk szczęśliwie przyszedł na świat… ale czym że jest ten mój strach o ból w obliczu strachu matki, która musi chore dziecko urodzić, albo – nie daj Bóg – martwe….. albo urodzi i oddać musi… mój strach jest tu niczym, choć nadal jest… kiedyś myślałabym tylko o tym, a teraz myślę o tych biednych kobietach, które mają o wiele większe strachy… i to chyba pokorne jest… i za te lekcje dziękuję Ci …

  11. Wszystko to mądre … Czytajac zganilam siebie kilka razy . Ot cała prawda … Zauważać -nie u innych-u siebie … I zmieniać . Niezwykle to trudne , ale refleksja nad swoją osoba pobudzona czymkolwiek jest zeby budować . dziękuje . Czuje sie dziś zbudowana … Splotlas moje myśli w piękne słowa ,pomoglas spojrzeć na siebie z boku .i tak … Czuje sie dziś lepiej .

  12. Julia, jak ja lubię Ciebie czytać!
    Takie to wszystko mądre i z głębi serca i bardzo przemyślane i prawdziwe, co piszesz. Każdorazowo kiedy zaglądam tu do Ciebie, czytam i zaczynam zastanawiać się nad sobą i rozmyślać. Bo człowiek się czasem zapomina i żyje nie żyjąc, marnotrawi czas, zapomina, co ważne. A Ty, Dobra Duszyczko przypominasz. Z całego serca dziękuję, że jesteś i za to jaka jesteś. Dajesz moc i wiarę, niesamowite dobro stąd bije i człowiek też zaczyna chcieć być dobrym. Pozdrawiam gorąco!

  13. Nie często zdarza mi się napisać komentarz gdziekolwiek…. Ale Twój dzisiejszy post oddaje wszystko o czym tak często ostatnio rozmyślałam, bo czytając różne blogi, przeglądając instagrama nigdy nie jestem w stanie zrozumieć tych „złych” komentarzy… Dlaczego w tych czasach tak łatwo ludziom to przychodzi – ocenianie innych i krytykowanie…. Czy nie lepiej jest zachować dla siebie ten jad żeby komuś nie robić przykrości…
    Dziękuje Ci Julio za ten wpis

  14. ale dzis sentymentalny dzien, cos wisi w powietrzu, najpierw przeczytalam ten post co wkleilas rano o tacie i taka zamyslona chodze od rana…zmarl tez znajomy rodzicow i tez zaczelam o tym myslec, teraz ten wpis…ale czasem takie dni sie przydaja, wlasnie po to chyba by wszystko przewartosciowac jeszcze raz i jeszcze raz 😉

    pozdrawiam cieplo <3

  15. Oj Julcia

    gdybyś Ty wiedziała jak mi tym postem dzisiejszym pomogłaś, oczyścić się z żalu jaki od dawna tkwił jak drzazga…każda matka powinna sama zdecydować jak chce karmić swoje dziecko… moje też na butlą było karmione, nie z mojego egoizmu, tylko z nerwów i stresu spowodowanych przez te ciągłe i nieustające i atakujące pytania „nie karmisz piersią?” „jak to butelke mu dajesz?”… doprowadziło to do takiej frustracji i nerwicy, że na samą myśl o karmieniu piersią robiło mi się niedobrze i słabo… powstał również żal i złość na samą siebie bo jaka ze mnie matka jak nie umiem dziecka wykarmić…
    Dlatego jeszcze raz zaapelujmy do wszystkich „DORADCZYŃ”… dajcie młodym matkom przede wszystkim spokój, on jest najważniejszy… i wsparcie oraz akceptację wyboru jak chcą karmić, nosić, ubierać i wychowywać swoje dziecko, bo dla każdej matki jego dobro jest najważniejsze… a uśmiechnięta i szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko…
    Jeszcze raz Julka dziękuję bo pomogłaś mi pozbyć się żalu i poczucia winy, że nie dałam mojemu brzdącowi tego co powinnam…
    buziołki
    M.

  16. I znowu super napisałaś (innego tekstu bym się nie spodziewała jak super 🙂
    Cenię Twojego bloga za „normalność”, za proste słowa bez lukru, za to, że chyba z każdym tematem/wpisem trafiasz w punkt 🙂 Wzruszasz, rozbawiasz (ten tekst o jeździe autem z siostrą dugo zostanie mi w pamięci) zmuszasz do głębszego zastanowienia się, albo do docenienia tego TU i TERAZ bez myslenia.
    Gratuluję wspaniałej rodziny 🙂

  17. ” a dom słyszy wszystko.. i wiatr przed burzą tego nie oczyści. choćbyś wszystkie okna otwarł..”

    ja sobie to na ścianie u siebie powieszę jeśli pozwolisz:)

  18. Nooo…. Nazwa tak trafna jak ” karmiące cyce na ulice ” czy jakoś tak … Ale mniejsza z tym 😉
    A wiesz, co mówi moja Mama ? ” każdy jest jakiś ” i ja, i Ty, i On , i Ona ….no każdy ! A mi najtrudniej nie oceniać i nie krytykować najbliższych … Kiedy wydaje mi sie, ze robią źle, błądzą chciałbym ostrzec, uchronić , zmienić sposób myślenia …. Tylko kto powiedział, ze ten moj jest właściwy ? Pracuje nad tym… I jeszcze jedno…. Nikt nigdy nie wie jak by sie zachował w danej sytuacji dopóki sie w niej nie znajdzie … A nawet wówczas , tak jak napisałaś , każdy zareaguje inaczej, każdy jest inny , inaczej myśli i czuje ….z Benkiem na ręce ale dobrze gadasz 😉

  19. pokora… o tak. gdy jestem w kościele lub zdarzy mi sie modlić choć z wiarą w boga jest u mnie różnie to nigdy o nic nie proszę. Zawsze dziękuję. I zawsze ze łzami w oczach i pokorą w sercu bo mam za co dziękować-trójka względnie zdrowych dzieci, pracowity zaradny i troskliwy mąż, popłacone rachunki, fajni teściowie którzy nie uwierają, pełna lodówka i czasami wolniejsza kasa na nowe spodnie. Doceniam i dziękuję.

  20. Wszystko prawda tylko… jak się tego nauczyć? :/ Jak się nauczyć optymizmu, niemarudzenia, dostrzegania małych rzeczy kiedy całe życie wzrastało się w domu, gdzie się narzekało? Kiedy pierwsze skojarzenie nie jest tym, które się chce wypowiedzieć głośno i czasem się udaje zapanować nad językiem ale czasem się po prostu nie zdąży i lecą te okropieństwa w świat i co gorsze… dziecko słucha i zaczyna powtarzać? 🙁 To jest tak strasznie trudne kontrolować się przez cały czas a świadomość tego, że robisz źle nie pomaga.

  21. Takiego wpisu potrzebowałam jak powietrza, bo duszę się już od dłuższego czasu. Ja niestety jestem ta która obgaduje i za każdym razem mi z tym źle. Źle mi ze sobą jest i pewnie ludziom ze mną. Niestety pomimo świadomości mojego podłego charakteru ciężko jest się zmienić

  22. U mnie z wiekiem tez zaszly zmiany, bo sto razy zastanowie sie, zanim kogos ocenie. Juz nic nie jest zero-jedynkowe, nieomylnosc zastapila empatia. Np. Nie lubie strasznie jak matki krzycza na swoje dzieci i sa agresywne w stosunku do nich. Kiedys pilka byla krotka – zla matka. Teraz zastanawiam sie, skad w tej kobiecie tyle zlosci i agresji? Czy ma meza tyrana i juz nie daje rady, a moze nikt nie nauczyl jej okazywac czulosci… jasne, wciaz zdarza mi sie krytycznie patrzec na swiat, ale lapie sie na tym i staram pracowac nad soba. Co do tych matek, ktore maja zawsze dla wszystkich dobre rady… idac naszym empatycznym tropem mozna by zastanawiac sie, dlaczego i w jakiej sferze czuja sie niedoceniane, skoro choc na tym polu probuja udowadniac innym ich nieporadnosc i tym samym poprawiac sobie swoja samoocene. Jeszcze gdy nie mialam dzieci zawsze mnie to dziwilo, jak mozna komus doradzac i oceniac w tych kwestiach. Myslalam, ok, nie masz dzieci, nie znasz sie i nawet chocbys chciala nie masz wiedzy, zeby sie madrzyc. Ale teraz mam dwojke i nadal nie wyobrazam sobie oceniac kogos, a tym bardziej naklaniac do swojej jedynej wlasciwej wizji macierzynstwa. Jak ktos bedzie chcial znac moje zdania, to zapyta, poprosi o pomoc. Ubawilas mnie opowiescia o mamie… moja jest podobna. Zawsze znajdzie dobre strony kogos, a jak juz nie da rady, to po prostu siedzi cicho:)) niebywala umiejetnosc, czasem wkurzajaca 🙂 jej zreszta nawet czteroliterowe slowo na d przez usta nie przejdzie. Ta moja kryska 🙂 ale dzis jestem miloscia, tolerancja i szczesciem, bo jutro lecimy na dwa miesiace do polski i poki co swiat jest wspanialy:D usciski wielkie

  23. Lubić siebie bardziej… Takie oczywiste i takie trudne. Większość naszego „hejtu” wobec innych – i w świecie realnym, i w wirtualnym – bierze się stąd, że nie lubimy siebie albo lubimy za mało. A tego lubienia siebie nikt nam nie da w prezencie. Trzeba to sobie samemu wypracować. Każda miłość wymaga starań i pracy, miłość własna też. Pocieszające jest to, że upływający czas jest naszym sprzymierzeńcem. Nie skaczę z radości, że się starzeję, ale cieszę się, że wraz z wiekiem jest we mnie więcej refleksji, dystansu, pokory, więcej lubienia siebie. Jakoś mam poczucie, że szkoda tego czasu, który mi pozostał, na wymachiwanie szabelką, kruszenie kopii, zacietrzewianie się z byle powodu, kłótnie, fochy, zmienianie innych na siłę.
    Życie jest jak rzeka. Kiedy jesteśmy młodzi, często próbujemy płynąć pod prąd, chcemy inaczej, po swojemu, tracimy mnóstwo energii, a skutek nierzadko jest mizerny, bo nie da się kijem zawrócić wody, każda rzeka zmierza tam, gdzie zmierza. Z wiekiem zauważamy, że o wiele przyjemniej jest pozwolić się nieść nurtowi, akceptując swój los i swoje przeznaczenie.
    Jest taki piękny wiersz Herberta „Do rzeki”, cudownie zaśpiewany przez Dominikę Świątek. Tu można jej posłuchać: http://www.dominikaswiatek.pl/media.php
    Zasłużyć na odpoczynek w cieniu wielkiej delty… Jejku, ale bym chciała! Wiem, że bez lubienia siebie, bez pokory, akceptacji, tolerancji to się nie może udać. Dlatego pracuję nad sobą. I nie ukrywam, że Ty mi Juliś bardzo w tej pracy pomagasz!

  24. Julio i gdybyśmy tak wszyscy…. i tak nagle…..Cholera ale by to pięknie było. Nie oceniać nie sadzic, nie potępiac, ciesz sie tym co mam, bo moge to stracić. Nie patrzec z zazdrością na cudze dziecko, popatrzec na swoje jak na siódmy cos swiata.
    Ja moze naiwnie ale twierdze, ze nie ma złych ludzi, sa tylko czasami nieszczęśliwi.
    Nie mieszkam w Polce od ośmiu lat i wyzbylam sie krytycznego wzroku(mam taka nadzieje) nie dziwi mnie pidzama w sklepie rano, nie dziwią sandały zima. Doceniam wybór innych mimo, ze kompletnie nie jest on zgodny z moimi przekonaniami.
    Chciałabym cos napisac o tym temacie z nosidłem. Ja kocham chustę, uwielbiam i nie zamieniłabym jej na nic innego, moja dobra koleżanka nosi dziecko w bb. Oj korciło mnie kilka razy a i ja język siedział jak widziała mnie próbująca ogarnąć piec metrów materiału na peronie ;).
    Kocham te moja kumpele a ona mnie. Tyle, ze to zdrowa milosc. (To ja moze lepiej do sedna przejdę) czytam czasami ze przeciez jesteś osoba publiczna ze ktoś sobie popatrzy na ciebie z Benem w bb i kupi nosidło i skrzywdzi to swoje maleństwo itd. No ale ludzie nie owce i swoj rozum maja. Ja np chyba z miesiąc czytałam o chustach, nosidłach i nawet najpiękniejsze zdjecie nie bylo mnie w stanie przekonać do czegoś co nie jest moim wyborem.
    Moze świat na głowie staje i chec skopiowania kogoś jest silniejsza ale ja jednak wierze ze ludzie kierują sie czymś wiecej jak pięknym zdjęciem.
    Ni dobra jak zwykle zamotałam te moja wypowied. Do sedna.
    Fajny ten tekst no i w sumie to na tych trzech Słowacja mogłam poprzestać.
    Miłego dnia ide objadać sie pampuchami z borówkami

  25. Dobrze, ze lata i dzieci robia swoje i chyba kazdemu cos sie w mozgu prostuje i zaczyna doceniac, cieszyc sie, kochac! Tak zwyczajnie mocno, bezwarunkowo.

    Julia, wiem ze mialo byc o tolerancji, ale mi sie jakos przykro zrobilo.
    Bo tak rodzilam naturalnie, tak karmie, tak nosze w chuscie/MT, ale nie jestem nawiedzona wariatka, co bedzie kogos naprostowywac i strzelac jadem. A tak sie poczulam…. do jednego wora wrzucona.

    Widzisz, Ty dostajesz listy od mam, ktore sa napietnowane, ze niekarmia piersia.
    Ale jest tez druga strona, te co karmia dlugo, a za plecami glupie komentarze (boze, taki duzy chlopak i jeszcze cyca ciagnie, boze ona jakas nienormalna, ze nosi takiego kloca, przeciez to kregosup moze wysiasc, co na wozek jej nie stac i najlepsze u lekarza, jakbym byl pani mezem to bym pania z domu pogonil!) :///
    No zesz! No i na co to komu???

    Zycze wszyskim mamom sil, usmiechu i zebysmy sie zawsze mogly wspierac chocby nie wiem, jak bardzo sie roznimy:)

  26. Wiele rzeczy poruszyła trudno więc skomentować i odnieść się do wszystkiego. Napiszę więc tylko pół żartem, pół serio , że powinnaś kazania pisać. Są często mądrzejsze i właśnie bez jadu i podżegania do piętnowania inności od tych ,które często słyszę.

  27. Ja to jestem „Królową Gaf”. Zawsze kiedy ktoś opowiada mi o kimś innym, o niewłaściwym zachowaniu (nie chcę użyć słowa „obgaduje” bo nie zawsze pasuje), zapala mi się czerwona lampka: przecież to mogłam być JA. Bardzo prawdopodobne, żebym się tak zachowała, bo nie pomyślę i urażę, nie skojarzę i zostanę źle odebrana, będzie mnie bolała głowa i nieświadomie odburknę… I ten ktoś zamiast powiedzieć mi o tym, żebyśmy sobie wyjaśnili, pożali się komuś innemu.
    Co do oceniania, cóż.. Ostatnio w przychodni czekałam z dzieckiem na szczepienie. Ona się bawiła przy stoliku, a ja z nosem w Facebooku. Kątem oka widziałam, te oceniające spojrzenia, litościwe pomruki do niej. Bo się dzieckiem nie zajmuję. I NIKOMU tam przez myśl nie przeszło, że ja byłam w pracy. Że, zarabiałam na to szczepienie.
    I ostatnie. Nosidło. Mam, używałam z Córeczką, a teraz przy Synku, leży nieużywane. Ani razu z nim z domu nie wyszłam. Bo bałam się tych spojrzeń z przychodni. Tam miałam argument (dla siebie, ale miałam), a tu… Jakbym świadomie krzywdę dziecku robiła. LUBIĘ SIEBIE BARDZIEJ. Jutro idziemy na spacer z nosidłem.
    Dzięki J.
    🙂

  28. Julia , a tym postem załatwiłaś jakąś swoją sprawę która leżała na sumieniu, czy tak sie złożyło? Dobrze, ze poruszyłaś tą sprawę, ja mimo dojrzałego wieku wciąż się uczę, żeby nie posunąć się za daleko w ocenianiu innych. Biedroń wyniósł papieża bo to nie jego bajka, ale nie wyrzucił do kosza, nie złamał w pół, a ilu ”świętych” się obraziło? I ci ”święci” są wokół nas i świetnie wiedzą co nam potrzeba i w jakiej sukience będzie nam dobrze. Pozdrawiam, ja mam jurto świetne plany i wszystkim życzę miłego weekendu.

  29. Julia,jak ja Cię uwielbiam, za Twoją mądrość, szczerość i podejście do życia.
    Dzieki Tobię pracuję nad sobą codziennie,doceniam to co mam, staram się nie myśleć stereotypami, nie oceniać jak robiłąm to kiedyś 😉 (bo może ktos ma powody aby zachowywac sie włąsnie tak a nie inaczej) …. pokora i jeszcze raz pokora …. Dziękuje ze jesteś, piszesz….

  30. Piekne slowa, jak zawsze sklaniajace do przemyslen. Juz od dawna zastanawialam sie nad tym dlaczego jedna matka patrzy na druga wilkiem. Dlaczego jest w nich tyle jadu? Przeciez kazda z nas kocha swoje dzieci, kazda chce dla nich jak najlepiej. Dlaczego nie potrafimy uszanowac cudzych wyborow? Nawet jesli mamy odmienne zdanie to przemilczmy, albo wypowiedzmy w kulturalny sposob, ale nie atakujmy, nie wmawiajmy innym, ze tylko my mamy racje. Sama nie raz kogos pochopnie osadzilam, czy obgadalam. Strasznie tego zaluje. Bo moze nie mialam racji. A nawet jesli mialam, to przeciez moglam to zachowac dla siebie.
    Julia, dziekuje Ci za te piekne slowa.

  31. Wlasnie dlatego przestałam czytać fora, bo zamiast dobra rada to przesiąknięte sa jadem. Przeniosłam sie tu, bo motywujesz i przypominasz o tym co najważniejsze. Thx!

  32. Hej Julio … Jestem osoba która urodziła naturalnie karmiła piersią 2 lata nosiła w chuście synka a Ty jestes osoba która miała cesarkę karmiła butelka i nosila synka w nosidle jesteśmy inne ale … obie jesteśmy SUPER MAMAMI!!!!!!!! Pozdrawiam serdecznie!!!!

  33. Julio, głupio mi… Od pół roku czytam Twojego bloga, ale nie zostawiam nawet komentarza. Podpatruję Cię i to jak prowadzisz swoje życie. Nie traktuję tego jako rozrywki, na początku ciężko mi się czytało Twoje posty, ale po kilku wejściach wciągnęło mnie Twoje pisarstwo. Jesteś dobrym człowiekiem, chciałabym aby więcej ludzi było takich jak Ty. Dlatego dziś napiszę. Dla Ciebie, do innych…
    Nie będę pewnie jedyną, która pisze do Ciebie podobne historię. Jednak to zrobię. 7 miesięcy temu urodziłam zdrową i śliczną córę. Jak tylko ją ujrzałam, to pokochałam całym sercem… Bardzo chciałam mieć córkę. Sama nie miałam dobrych relacji z moją mamą i pragnęłam mieć kogoś z kim mogę nawiązać zdrową i mocną więź pełną miłości. Uważam się za silną osobę (podobnie jak Ty słyszałam, że dobrą dziewczyną jednak mam niewyparzoną buzię). O depresji poporodowej słyszałam, czytałam i kompletnie jej nie doceniłam. Uważałam, że istnieje tylko w książkach, albo to jest tylko parodniowy „gorszy nastrój”. Myślałam, że mnie to ominie. Jednak kiedy w szpitalu nie potrafiłam „zgrać się” z dzieckiem i zacząć karmić je piersią. Nikt z personelu mi nie pomógł, a wręcz unikano mnie. Niby duża ze mnie dziewczynka, 3 dychy na karku, ale się załamałam. Płakałam po kątach, że nie potrafię dzieciaka nakarmić. Od mamy usłyszałam naganę w głosie, że dokarmiam dziecko butelką (przecież teraz nie nauczę jej jeść NORMALNIE). Depresja przyszła, nawet nie zauważyłam kiedy. Teraz już jest świetnie, ale tylko dzięki mężowi, który za mnie odpierał ataki na moją osobę (od teściowej, bratowych i mojej mamy). Który wstawał razem ze mną do dziecka, tulił je kiedy ja nie chciałam wziąć na ręce mimo jego płaczu. Nie ocenił mnie, nawet w myślach (skąd to wiem? bo mi mówił wszystko…).

    Dlatego wiem o czym chcesz powiedzieć. Ważne jest zrozumienie i tolerancja. Wsparcie nie tylko od bliskich, ale też od osób z zewnątrz, nawet całkiem obcych. Dobre słowo naprawdę ma wielką siłę.

  34. > depresji poporodowych nigdy nie miałam, ale ja to ja. twardo stąpam po ziemi. dostałam takie fundamenty w życiu, takie wady i zalety i łatwiej mi z nimi żyć <

    Zabolało mnie to. Twardo stąpaj po ziemi to nie dosięgnie cię depresja? Tak niebezpiecznie blisko temu do „no weź się ty tam z depresją ogarnij, pozbieraj się, przestań się nad sobą rozczulać”. Tak, jakby najlepszy, najtrwalszy fundament, cała plejada cnót, lub dowolny zestaw wad mógł człowieka w jaki sposób przed depresją zaszczepić lub uchronić. Tak, jakby depresja wybierała jedynie tych słabych, unoszących się w powietrzu. Nie, nie wybiera.

    1. a ja myśle,że chodzi o to ,że jedni są „twardzi”a inni wrażliwi.Dlatego jednych depresja dotyka a innych nie.Ale to nie jest osądzanie.Ja tego tak nie odebrałam

      1. Nie….. to nie o twardość chodzi ale o chorobę. Choroba nie wybiera, więc nie ma znaczenia, czy jest się naprawdę pewną siebie, świadomą osobą, twardą czy jak tam nazwać. Depresja może dopaść-każdego i nie mamy na to wpływu. taka prawda.

  35. Kiedyś moja znajoma powiedziała mi bardzo piękne słowa:
    „Co siejesz-zbierasz”
    „Co dajesz-dostajesz”
    „To co widzisz w innych, istnieje w Tobie”

    Te słowa bardzo pasują do twojego postu ale też odzwierciedlają Ciebie, jak również każdego z nas.

    Pozdrawiam

  36. Oj Julka,Julka…jak to jest,że tak dobrze się „ciebie”czyta?pięknie piszesz i mądrze …oj więcej takich” ludziów”potrzeba
    a jeśli chodzi o rywalizacje między Matkami to też tego nie rozumiem i nie pamiętam czy to ty pisałaś kiedyś”twoje życie jest najlepsze dla ciebie -nie zazdrość”ale same słowa utkwiły mi tak głęboko,że do dziś stosuję tę mądrość w swoim życiu

  37. Julia, Julia, Julia, brak słów, choć od dawna już wiem, że jesteś wielka 🙂 i wyjątkowa, to znów potwierdzasz to kolejnym postem 🙂 Ty taka fajna super zwykła niezwykła babka jesteś:)

  38. Bardzo lubię tu zaglądać i lubię estetykę tego bloga i wrażliwość autorki. Dziś jednak zgodzę się z komentarzem Zoi: depresja poporodowa nie wybiera bo ktoś jest słaby albo w domu nie odebrał mocnych fundamentów. Hormony i tyle. Szczęściary te których nie dopadła. Nic więcej. Żadna siła, żadne fundamenty nie pomogą.

  39. Julka przepięknie napisane! Ja kiedyś myślałam, że pozjadałam wszystkie rozumy. Przecież to oczywiste, że ta osoba nie powinna się tak zachować a tamta powinna zrobić inaczej. To wszystko było takie proste. Tak… było… ale z mojej perspektywy. Teraz się staram nie oceniać innych. I masz rację, cudowne uczucie lekkości na sercu. Wtedy człowiek czuję, że żyje, nie ma w sobie tyle złości, czuję radość z życia. Ale tego nauczyłam się dopiero po tragedii jaką przeżyłam. Do tego wszystkiego jest potrzebne doświadczenie życiowe albo niezły kop w dupę. Rok temu straciłam córkę, urodziłam przedwcześnie. Żyła zaledwie 2 tyg. Chcę Wam opisać taką jedną sytuację, którą opowiedziała mi jedna z mam dziecka, które leżało na Oddziale z moją Julką. Obydwie byłyśmy w bardzo podobnej sytuacji. Miałyśmy po jednym dziecku w wieku 3 lat, dojeżdżałyśmy codziennie do naszych Skarbów po ponad 100 km do szpitala. I pewnego dnia jak opowiadałyśmy sobie o naszych dzieciach, zarówno tych przebywających w szpitalu, które bardzo dzielnie walczyły o życie codziennie, jak o tych które zostawały w domu i bardzo mocno tęskniły za rodzicami i mocno przeżywały całą tą sytuację, z wielkim żalem opowiedziała mi jak pewna osoba z jej otoczenia oskarżyła ją, że jaka z niej matka??!! całymi dniami siedzi w tym szpitalu i poświęca cały czas tylko jednemu dziecku, które i tak nic z tego nie wie a co z jej drugim dzieckiem? zapomniała o nim? i pyta mnie jak ja sobie z tym radzę? i mówi dalej „przecież to się musi kiedyś skończyć, wyjdziemy wreszcie z tego szpitala i będziemy w końcu wszyscy razem, ale teraz to dziecko mnie bardzo potrzebuje bo najważniejsza jest obecność matki”. I co ja miałam jej powiedzieć. Nawet nie odważyłabym się jej narzucić jakiegoś zachowania. Ja nie miałam niestety takiej możliwości, aby być z moim Maleństwem cały dzień bo leżała na Intensywnej Terapii, co oczywiście do dzisiaj nie mogę tego zapomnieć i bardzo boli, że nie mogłam spędzić z Nią więcej czasu, nawet nie mogłam Jej wziąć na ręce… Ale uwierzcie mi, że wtedy zrozumiałam, że właśnie przez taką babę, która oceniła, rzuciła oskarżenie, a podejrzewam, że sama tego nie przeżyła, spowodowała ogromne poczucie bezsilności, żalu, wyrzutów sumienia u tej matki, czego i tak zapewne jej nie brakowało bo każda matka, której dziecko jest chore zawsze myśli „co ja źle zrobiłam, może to przeze mnie”. Jak można oceniać ludzi, którzy przeżywają tragedie???!!! Człowiek jest rozdarty, zrozpaczony, bezsilny, a jak chodzi o własne dzieci to matka zrobi wszystko co może, żeby było im jak najlepiej, żeby były zdrowe. W tej sytuacji to była i wyłącznie decyzja rodziców i nikt nie ma prawa oceniać ich za to co robili, bo byli ludźmi, którzy chcieli jak najlepiej dla swoich dzieci. Nikt nie wie jak się zachowa w skrajnych sytuacjach, każdy jest inny, ma inne poglądy. To czego doświadczyłam, wtedy w szpitalu, co zobaczyłam nauczyło mnie wielkiej pokory. Chore, malutkie dzieci, niczemu niewinne i zrozpaczeni rodzice to jest ogromy ból w sercu. To był inny świat…cierpień, bólu i totalnej bezsilności. Każdy dzień to walka o życie tych Maleństw. Dlatego nauczmy się doceniać to co mamy i cieszyć się każdą chwilą jaką otrzymujemy i nie oceniać innych bo czasami możemy wyrządzić komuś wielką krzywdę! Każdy przeżywa swoje życie tak jak jemu jest dobrze, i nikomu nic do tego! Jego życie, jego sprawa. A zdrowie to największy dar! Nie ma nic cenniejszego, bo jak się jest zdrowym to można wszystko! Teraz to wiem! Bo niby zawsze wiedziałam, ale teraz się przekonałam! P.s. przepraszam Was za taką lakoniczną wypowiedź ale jest mi jeszcze ciężko o tym pisać i kończę wreszcie bo już nic prawie nie widzę.

  40. 100% na tak- poruszasz i pokazujesz nam- mi że przecież tak naprawdę to wiele mamy wzorców i nawyków „z mlekiem matki wyssanych” 😉 i rzeczywiście często narzekamy, oceniamy i gderamy, albo uśmiechamy, tolerujemy i godzimy bo takie wzorce z domu. Praca nie jest łatwa i ciężko nawyki zmieniać, ale sama wiem, że im więcej dobra w innych dostrzegam i nie skupiam się na jadzie, tym szczęśliwsza jestem a i moje dzieci podobnie wypowiadają się- daj Boże z kakao od matki niech wyssą 🙂 bo mleka już nie 🙂
    Jesteśmy różne całe szczęście i dzięki temu możemy różnie robić- czytam wasze komentarze o tych chustach, nosidłach i innych wiszących czy nie i powiem tak: ja nie nosiłam w chuście bo mam siostrę fizjoterapeutkę i głowę by mi urwała i co się nasłuchałam, ile ona dzieci na ćwiczeniach miała bo w chustach noszone były, w nosidełkach też nie bo też się nagadała i w sumie to nawet nie byłam zainteresowana po prostu, nosiłam na rękach- bo tak sobie uważam, że matka jest po, żeby nosić, tulić i często nie miałam porobione bo nosiłam. I też mnie krytykowali ci co wiedzą przecież zawsze lepiej- ciotki, babki, matki i teściowe, koleżanki i inne bo na rękach ciągle, bo się przyzwyczai. A ja chciałam, bo jedyne czego jestem pewna to to, że matka wie najlepiej, czego dziecko potrzebuje. I dwójkę tak nosiłam, nosiłam, wynosiłam i czasem nadal noszę (4,5 i 2) chociaż coraz rzadziej bo nie chcą. I szkoda mi czasem, a czasem ciężko. Dajcie na luz kobity z tymi noszeniami bo to tylko mały element i po co się szarpać- niech każdy robi tak, żeby dziecko i matka były szczęśliwe.
    Brawo Jula pisz pisz, kiedyś takich mądrości od starszyzny człowiek słuchał, teraz rodzin wielopokoleniowych w domu nie ma- przynajmniej u mnie, ale ja mam Ciebie za to :*

  41. Mam czterech chłopców, wszystkich karmiłam piersią (jednego nadal karmię), rodziłam naturalnie bez znieczulenia, nie nosiłam ani w chuście, ani w BB, modlę się co dzień z synkami przed snem, a lubię Cię i cenię, mimo, że się nie znamy. Bo też kocham życie, łapię chwilę, szukam szczęścia, mam pokorę do życia. I staram się z całych sił lubić siebie coraz bardziej. Pozdrawiam Cię ciepło, Julio. Agata

  42. jak ja Cię lubię dziewczyno ! tolerancja, pokora- też codzienie szukam i w skrawkach codzienności odnajduję. I czy szpital z dzieckiem, czy piknik na plaży- staram się nie przestawać być wdziędzna, Dziękować. pozdrawiam po stokroć!

  43. Pamiętam raz jak pewna koleżanka na lekcji powiedziała mi, że źle się ubieram. Za dziecinnie, za mało dorośle.
    „Och tak, bardzo się cieszę, że masz inne zdanie, jednak pozwól być mi sobą. Ja dobrze się tak czuję i ostatnią rzeczą jaką się przejmuję jest ta cała „norma”.”
    Normy nie ma. Normę każdy buduje sobie sam. Niech każdy robi to co chce, jeśli innym nie szkodzi i będzie się nam lepiej żyło. A te Pani słowa: „ja mam na ten temat swoje zdanie, nie zamierzam go zmienić i bardzo mi z tym dobrze…”, ja je chyba sobie powieszę, takie mądre są. Mogę?
    Miłego wieczoru, miłego noszenia Benka w chuście i miłego nie karmienia piersią. Miłego lubienia siebie :).
    Mela

  44. Świetnie ujęłaś ten temat. Też od pewnego czasu się z tym gryzę i pracuję nad tym by mniej oceniać, niech sobie każdy żyje jak chce. Tobie czego zazdroszczę to tej mądrości Twojej mamy, czytam Ciebie dłuższy czas i wiem że dzięki podejściu Twojej mamy i twoje jest takie jakie jest. Bo tam masz wsparcie. I choć dom masz piękny i nadziwić się nie mogę jego klimatowi to nie zazdroszczę tego domu tak bardzo jak tej Twojej mamy. Jakże odmiennej od mojej. Moja z kolei zawsze wszystko zaognia, zamiast łagodzić. Jak byłam podlotkiem, z jaką sprawą bym nie poszła to słyszałam: trzeba było powiedzieć lub zrobić to czy tamto, zawsze gotowe odpowiedzi, jej odpowiedzi, jej tokiem myślenia. Nigdy jakoś się nie zagłębiała w to co czuję. I potem już przestałam jej opowiadać, bo nikt nie potrzebuje gotowych recept, czasem wystarczyłoby wysłuchać i próbować zrozumieć. Dziś pewnie jej przykro że tak mało się otwieram na nią, nie opowiadam zbyt wiele ale ona też niewiele się zmieniła. Jak mój teraz 4 letni syn był i jest dzieckiem nadwrażliwym ale już o niebo mniej, darł się w niebogłosy nie raz o byle co to moja mama nigdy mi nie powiedziała że dzieci tak mają i wyrośnie z tego tylko w internecie szukała informacji o autyźmie, bo może on to ma, że to nie jest normalne itd. Jak wielki pies sąsiada ponad pół roku temu przeskoczył nam przez ogrodzenie i mój syn do dziś boi się psów to dla niej nienormalne jest to że on się boi. Jak po drugim porodzie wylądowałam w szpitalu z krwotokiem to codziennie była u mnie żeby lekarzy pilnować bo na pewno mnie wykończą a przecież ja mam 2 dzieci do wychowania. Najlepiej procesować się już z nimi bo to na bank ich wina że ja krwotok miałam. Jak zrobiliśmy kiedyś sylwestra dla znajomych a moi rodzice nigdzie wtedy nie szli i zaprosiliśmy żeby wpadli chociaż na lampkę szampana, bo uznaliśmy że miło im będzie z kimś posiedzieć to usłyszałam: a co nie będziecie mieli o czym rozmawiać? W sensie że ich jako zabawiaczy chcemy a chodziło tylko o to żeby w taki wieczór sami nie siedzieli. Dzisiaj w nocy wróciliśmy znad morza i moja mama akurat u nas spała i opowiadamy że mało byśmy nie dojechali w tamtą stronę bo a to sprzęgło szwankowało, biegi wyskakiwały i już mieliśmy zawracać to usłyszeliśmy: a mówiłam żeby nasze auto wziąć. Nie pomieścilibyście się ? (rodzice mają małe auto a my 2 dzieci, wózek, wanienka więc nie było szans) – trzeba było próbować spakować się t o nasze. A my dojechaliśmy, wróciliśmy i już po co gadać co mogliśmy a czego nie i nam wystarczyłoby usłyszeć: to dobrze że udało się dojechać szczęśliwie. Tak więc pozdrów Julia swoją mamę ode mnie:) to

  45. Droga Julio i czemu mi to zrobiłaś? tekst taki piękny, czytam i myślę” ma tak dużo racji, mi wciąż się zdaża zapominać o tej pokorze, muszę bardziej do tego dążyc. Jak mądrze napisała”. Już wiele Twoich tekstów przeczytałam- takich pięknych, z taką mądrością, aż mężowi o paru opowiedziałam. I tu przy końcu ta wzmianka że wisiadlo ok, cc na życzenie też… ale choć zdjęcie w tuli co mnie trochę pocieszyło…to dla mnie nie kwestia tolerancji tylko swiadomego wyboru najlepszego- bo skoro sa badania ze wisiadla szkodza jakze mozna je promowac? nie godzi się to z moim światopoglądem, muszę więc Cię pożegnać. Pisz dalej pięknie, i promuj zdrowe rzeczy, coby za dużo matek nie zbłądziło:) pozdrawiam

    1. Asiu, a ja czytałam mnóstwo gdzie piszą o tym, że BB są zdrowe i całkowicie polecane przez pediatrów, lekarzy itp…
      każdy więc wierzy w to co chce. Ty wyszukujesz i wierzysz w „przeciw” a ja w „za” i co to za różnica?
      jaki to wyznacznik człowieka?

  46. dziękuję Ci, Julio, za kolejny wspaniały wpis, który dodał mi otuchy i takiego spokoju ducha. zawsze dobrze mi się Ciebie czyta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.